Chcę w tym sezonie zdobyć więcej niż 8400 punktów! Rozmowa z Pawłem Wiesiołkiem

Materiał informacyjny PKN ORLEN
Udostępnij:
Kontuzja trochę wybiła mnie z rytmu, ale obiecuję, że na mistrzostwach Europy spełnię chociaż jeden z postawionych sobie celów, czyli pobicie rekordu w dziesięcioboju. A jak to zrobię, to będzie wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej! (śmiech) – mówi Paweł Wiesiołek, czyli najlepszy wieloboista w naszym kraju.

Jakie problemy zdrowotne jeszcze do niedawna panu towarzyszyły. Jak sytuacja ze zdrowiem wygląda dziś?
Paweł Wiesiołek: Zdrowie – odpukać – jest coraz lepsze. Zdarzają się trudniejsze dni, ale są one związane z cięższym treningiem i rehabilitacją po ostatniej kontuzji. Trenuję teraz po to, żeby walczyć o medale i jak najlepsze wyniki na pozostałych imprezach.

W rozmowie dla TVPSport.pl przyznał pan, że treningowo jest przygotowany, więc dopytam o to, jakie emocje, myśli towarzyszą profesjonaliście wtedy, kiedy czuje, że jest w stanie walczyć z najlepszymi, ale jednocześnie jest hamowany przez problemy zdrowotne?
Nie są to łatwe emocje do opanowania. Najcięższa do przepracowania jest ta niemoc związana z tym, że nie można się pokazać w stu procentach, tak jak się tego chce. Trzeba wykazać się ogromną cierpliwością do tego typu sytuacji. Świadomość, że jest się przygotowanym od strony fizycznej, jest potrzebna, gdyż w takich sytuacjach jak ta zyskuje się pewność, że będzie dobrze.

Plecy, łokieć, mięsień prostego brzucha, przywodziciel uda – co jeszcze się odzywa, przypominając o sobie?
Można by wymieniać i wymieniać… (śmiech) Jednak nie są to urazy, które przeszkadzałyby mi w trenowaniu, gdyż jestem przyzwyczajony do uprawiania sportu w bólu: czy to z jakimiś mniejszymi urazami, czy zakwasami. Najbardziej dolega w tym momencie przywodziciel i mięsień prosty brzucha, ponieważ zostały solidnie uszkodzone, i przyznaję, czuję duży ból. Jednak nie patrzę na cierpienie, a na to, że trzeba kontuzje po prostu wyleczyć.

Mam nadzieję, że już niczego więcej do tej listy nie trzeba dopisywać odnośnie do urazów, które towarzyszą Pawłowi Wiesiołkowi…?
Nie, dopisać nic nowego nie trzeba. Towarzyszy mi tylko to, co powiedziałem, czyli uszkodzenie przywodziciela i mięśnia prostego brzucha przy spojeniu łonowym.

Patrząc na długość tej listy z perspektywy tzw. niedzielnego kibica, można zacząć się zastanawiać, dlaczego w sportowcach jest jeszcze chęć do trenowania i startów, skoro wiążą się one z tyloma problemami zdrowotnymi. Jak utrzymać mobilizację, chęci, by co ranek wstać i udać się na kolejny trening?
Sport, którym w moim przypadku jest dziesięciobój, to moja miłość. Dlatego też nie brakuje mi motywacji do pracy. Owszem, momentami jest ciężko, ale wstaję z uśmiechem i idę z nim na trening. Kontuzje to część wyczynowego sportu, dlatego jestem do nich przyzwyczajony.

Nie raz i nie dwa sportowcy podkreślają rolę trenera w trakcie swoich przygotowań. Patrząc, ile kłód wylądowało pod pana nogami w 2022 roku, to czy pojawiały się momenty, kiedy najchętniej rzuciłby pan to wszystko i wyjechał w Bieszczady, ale trener ciągnął „za uszy” na kolejną sesję?
Było sporo takich chwil. Najcięższe były te, kiedy nie mogłem ukończyć zawodów. Na szczęście mój trener nie dość, że jest wybitnym szkoleniowcem, to również jest moim psychologiem, kumplem i przyjacielem. Zawsze mogę na niego liczyć, bez względu, czy mamy dobre, czy tak jak teraz złe chwile. Co prawda za uszy nie ciągnie, ale zawsze jest przy mnie i w gotowości do działania.

Dopytuję, ponieważ o pana formę fizyczną jestem spokojny. Tym bardziej że treningi, z tego co wiem, szły w bardzo dobrym kierunku. Jednak czasami to właśnie ból psychiczny powoduje usztywnienie organizmu. Ten rodzaj skostnienia zaczął się już pojawiać czy na razie nie ma o nim mowy?
Tak, pokazał się po ostatnim starcie, czyli pod koniec maja w Goetzis. Mówię o miejscu, w którym uwielbiam stratować, trybuny aż kipiały od kibiców. Przez to, że kontuzja się odnowiła, nie mogłem cieszyć się ze startu tak jak zawsze i rzeczywiście wtedy miałem taką myśl, żeby zniknąć, zakończyć sezon. Na szczęście ludzie, którzy mnie otaczają, nadal mnie wspierali, wspierają i dzięki nim szybko zacząłem działać i leczyć kontuzję z myślą o kolejnych startach. Zawdzięczam zmianę myśli między innymi mojemu fizjoterapeucie – Michałowi Saganowskiemu. Pojechałem do Łodzi, postawił diagnozę, zrobił zastrzyk PRP i już dwa dni po zawodach mogłem zacząć okres leczenia, żeby być w pełni sprawnym na mistrzostwach Europy, które odbędą się już w sierpniu.

Jaka jest dyscyplina, część wieloboju, w której czuje pan, że jeszcze może poprawić swoje wyniki?
Jeśli mówimy o „poprawieniu”, to myślę, że będzie ciężko, ponieważ moje rekordy życiowe w poszczególnych konkurencjach są na wysokim poziomie. Skupiamy się na tym, żeby jak najbliżej się do nich zbliżyć i być jak najrówniejszym w poszczególnych konkurencjach. Na pewno chciałbym poprawić się w biegu i w rzutach, tak by uzyskiwać wyniki ponad 8500 punktów.

Jak sama nazwa wskazuje – wielobój, czyli mamy mnóstwo elementów, które muszą się złączyć w jedność, by uprawiający go zawodnik czuł się spełniony. Mnie fascynuje to, w jak wielu płaszczyznach trzeba być silnym, by w ogóle stanąć na starcie wieloboju. Dlaczego my, jako kibice o tym „zapominamy”?
Dla widza zawody w wieloboju mogą być nudne, ponieważ trwają dwa dni, i to od rana do wieczora. Jesteśmy na stadionie i jest mi przykro, że nie jesteśmy doceniani, ponieważ musimy nauczyć się dziesięciu technik na raz. Biegamy, skaczemy, rzucamy i nasza sprawność, wytrwałość, psychika są na naprawdę kosmicznym poziomie. Jednak mam nadzieję, że gdy wyniki i medale będą lepsze, to również my zostaniemy w końcu zauważeni…

Z pewnością. Niejednokrotnie mówił pan, że jest pracoholikiem, przez co nie może pan za długo odpoczywać. Właśnie w tym tkwi przyczyna tego, że czasami łatwiej o kontuzję?
Pracoholizm to dobra cecha u sportowca. Dzięki niej możemy wejść na wysoki poziom, ale nie można zwalać winy na to, że przez nią są kontuzje. Taki jest sport i tego, czy trafi się uraz, nie przewidzimy, stając na starcie czy do treningu. Jeśli chcemy się poprawić na zawodach, czyli podnieść swoje wyniki, musimy ryzykować i czasami takie podejście się opłaca, a czasami nie.

Patrząc z pana perspektywy jako doświadczonego i najlepszego polskiego wieloboisty, w jakim stopniu pracoholizm wiąże się z profesjonalizmem?
Dla mnie oba słowa znaczą to samo. Jeżeli je dodamy do siebie, to będziemy mieli świetne wyniki. Oczywiste jest, że nie można przesadzić, ale od tego jest trener, by pilnował i dobrze dawkował trening.

Kiedy nieco filozoficzne rozważania mamy za sobą, wróćmy do tematów sportowych. Pan zapowiada, że do Monachium jedzie tylko po medal. Rozumiem, że u bukmacherów już możemy obstawiać jako przysłowiowego „pewniaczka”, że Paweł Wiesiołek wróci z krążkiem?
(śmiech)

W tym roku przed startami postawiłem sobie następujące cele: pobić rekord życiowy w dziesięcioboju, zająć miejsce od pierwszego do ósmego na mistrzostwach świata i zdobyć medal na mistrzostwach Europy. Kontuzja trochę wybiła mnie z rytmu, ale obiecuję, że na ME spełnię chociaż jeden z nich, czyli pobicie rekordu w dziesięcioboju. A jak to zrobię, to będzie wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej! (śmiech)

Zapomniałem wziąć helu ze sobą na czas rozmowy, więc balonika nie będę pompować. Zapytam tylko o to, z jakiego wyniku Paweł Wiesiołek będzie szczęśliwy, a z jakiego „tylko” zadowolony?
Chcę mieć 8400 punktów i żebym był zdrowy, będąc na stadionie. Wtedy tartan będzie płonął!

Odnośnie do odczuwania satysfakcji, to w jakim stopniu to uczucie się pojawia, kiedy myśli pan o wspieraniu Pawła Wiesiołka przez PKN ORLEN?
Dzięki wsparciu PKN ORLEN w mojej karierze sportowej pojawił się taki stan jak spokój. To jest bardzo ważne, bo dzięki niemu mogę w stu procentach skupić się na treningu i wykonywać na nim pracę jak najlepiej. Satysfakcja ze współpracy z nimi jest na wysokim poziomie jeszcze z tego powodu, że jestem w grupie, w której są medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, Europy. To mi dodaje jeszcze większej motywacji do tego, żeby trenować.

Lekkoatleci często podkreślają, że są jedną rodziną. Również wtedy, kiedy chodzi o firmę pokroju PKN RLEN, która oferuje pomoc?
Grupa sportowa ORLEN i ORLEN Team to jedna duża rodzina. Możemy liczyć na wsparcie nie tylko lekkoatletów, ale również innych wspaniałych sportowców wywodzących się np. z motosportu i innych konkurencji. Sport nie dzieli, tylko łączy.

Jest grono kibiców, którzy chętniej wyliczają i rozliczają zarówno sponsorów, jak i sportowców z osiąganych wyników. Biorąc pod uwagę to, że od lat należy pan do światowej czołówki, rutyną stało się takie oczekiwanie? Czy nadal polski kibic jest w stanie zaskoczyć Pawła Wiesiołka?
Fani są różni. Jedni są tacy, którzy są na dobre i na złe, a drudzy tacy, którzy tylko wtedy, kiedy jest dobrze od kilku lat. Spotkałem się z różnymi osobami, podejściami, ale wiem, że dzięki nim nie byłoby nas. Kibice dają nam moc i energię do walki na każdych zawodach.

A czym pan chciałby zaskoczyć, może zaszokować fanów w 2022 roku?
Chciałbym sprawić kibicom uśmiech na twarzy podczas moich startów. Uwielbiam, gdy stadion jest zapełniony, bo lubię „pracować” z publicznością. Najlepszym widokiem dla fana jest oglądanie zawodnika w pełni formy, w zdrowiu i jak bije swoje rekordy życiowe. Właśnie tego chciałbym życzyć sobie i kibicom.

PKN ORLEN jest GENERALNYM SPONSOREM POLSKIEGO ZWIĄZKU LEKKIEJ ATLETYKI oraz GENERALNYM SPONSOREM REPREZENTACJI POLSKI W LEKKIEJ ATLETYCE.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Chcę w tym sezonie zdobyć więcej niż 8400 punktów! Rozmowa z Pawłem Wiesiołkiem - Sportowy24

Więcej informacji na stronie głównej Echo Dnia
Dodaj ogłoszenie