Jak Grecy zaszaleli i dlaczego my mamy za to płacić?

Jarosław PANEK, [email protected]
Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, obecnie główny ekonomista Business Centre Club
Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, obecnie główny ekonomista Business Centre Club
Udostępnij:
O tym, co stało się w Grecji, co może stać się w Polsce i jak reagować na ten kryzys rozmawiamy z profesorem Stanisławem Gomułką, głównym ekonomista Business Centre Club.

Wczoraj ekonomiczne kanały telewizji przerywały swoje programy, żeby informować o tym, ze na giełdzie w nowym Jorku indeksy spadły o 9 procent jednego dnia. Euro, dolar i szwajcarski frank wystrzeliły ostro w górę.

Martwią się biura podróży, martwią ci, co wzięli kredyt we frankach szwajcarskich? Czy słusznie? Rozmawiamy o tym z profesorem Stanisławem Gomułką.

- Panie profesorze. To się nam narobiło. Na giełdzie panika, na walutach panika…

- Ależ ja żadnej paniki nie widzę. Owszem spadły kursy akcji na giełdach zniżkował złotych, ale to nie są duże spadki tak naprawdę. Nie przekroczyły one wartości 10 procent w ciągu kilku dni. Euro doszło w czwartek wieczorem do ceny 4,25 złotego, ale przypomnijmy, że w lutym roku 2009 kosztowało niemal 5 złotych. Daleko mu jeszcze do tego poziomu i moim zdaniem raczej nie wróci do tej wysokiej ceny.

 - No tak, ale czwartkowy spadek indeksów na giełdzie w Nowym Jorku w pewnym monecie nawet o 9 procent robi jednak wrażenie.

- Sprawa jest wyjaśniana, bo chyba raczej nie chodziło o panikę tylko błąd brokera. Tak przynajmniej donoszą agencje. Z tych doniesień wynika, iż prawdopodobnie ktoś omyłkowo zlecił dużą sprzedaż i to zachwiało całymi rynkami. Zresztą na koniec dnia indeksy w Nowym Jorku nieco odrobiły straty i zakończyły minusem, ale na poziomie niewiele ponad 3 procent, a więc nie dziewięć.

- To co ma robić taki Kowalski, który na przykład właśnie chce wziąć kredyt hipoteczny. Zaciągnąć dług w euro czy złotym?

- To wszystko zależy od tego, jaki poziom ryzyka akceptuje. Jeśli ktoś jest pokerzystą, równie dobrze może właśnie teraz pożyczyć pieniądze w euro, kiedy jest drogie. Jeśli europejska waluta znów stanieje, on na tym zarobi. Nie można wykluczyć takiego scenariusza. On się już nawet parę razy sprawdzał.

- Świat przestraszył się Grecji, czy słusznie?

- Mam wrażenie, że świat nie przestraszył się Grecji, a jedynie tego, czy kryzys grecki nie rozleje się na inne kraje. Chodzi tu głównie o Hiszpanię. Sama Grecja niewiele waży w unijnej gospodarce i nie ma na nią aż takiego wpływu. Ale gdyby nagle okazało się jeszcze Hiszpania ma kłopoty, a potem na przykład Włochy, no to mamy problem.

- A mamy?

- Wszystko znów jest tak płynne, a rynkiem rządzą takie emocje, że każdego scenariusza należy się obawiać. Niemniej jednak sytuacja Hiszpanii jest lepsza niż Grecji. Owszem inwe-storzy też zaczęli pożyczać temu krajowi pieniądze za wyższą cenę niż wcześniej, ale Hiszpania jednak ma zdrowszą relację długu publicznego do wysokości Produktu Krajowego Brutto niż Grecja. Inaczej mówiąc nie jest tak przyciśnięta do ściany jak Grecy.

- A może świat boi się tego, że greckie reformy po prostu się nie udadzą.

- No właśnie. W Grecji coś wyraźnie szwankuje. Albo elity polityczne, które latami wpędzały grecką gospodarkę w obecny kryzys albo społeczeństwo, które tych, co chcieli reformować gospodarkę po prostu odsuwało od władzy. Jeśli to tylko wina elit, te można zmienić w wyborach i ktoś nowy zaprowadzi porządek. Na tym polega demokracja. Mam jednak wątpliwości czy to elity tylko zawiniły. Wiele krajów przechodziło już bolesne kurację oddłużające i protesty nie były aż tak gwałtowne W grecji przyjęły bardzo ostry charakter, co może sugerować, że to elektorat nie chciał zmian i wolał żyć ułudą, iż można sobie zapewnić szczęście na kredyt. A nie można. Grecy byli rozrzutni ponad miarę i nigdy nie chwili słyszeć o jakichkolwiek oszczędnościach. To po prostu nie mogło skończyć się inaczej.

- Co się będzie działo dalej na giełdzie i na złotym?

- Myślę, że zaczniemy obserwować stabilizację emocji i powrót do normy. Jeśli inwestorzy zobaczą, że grecki rząd wprowadza drastyczne oszczędności, znów zaczną wierzyć w euro i w akcje. Ale musimy widzieć efekty. Na razie greckie elity polityczne nie budzą żadnego zaufania w świecie finansów.

 - Jaka będzie nauczka z greckiego kryzysu?

- Dobrze by było, gdyby społeczeństwa przekonały się, że hasło „deficyt budżetowy’, tak często powtarzane przez ministrów finansów, nie jest jakimś abstrakcyjnym wymysłem polityków i oczywistą, choć niegroźną konsekwencją państwa opiekuńczego. Deficyt budżetowy jest straszną chorobą, która w żyjącym czasem w nieświadomości społeczeństwie, prowadzi często do wielkiej katastrofy i biedy. Można wymuszać strajkami kolejne przywileje socjalne, ale potem to nie politycy za to płacą najwyższą cenę, ale ci, co je wymuszali.

- Dziękujemy za rozmowę. 

                                Stanisław Gomułka główny ekonomista Business Centra Club, były wiceminister finansów, doradca wicepremiera Leszka Balcerowicza, wykładowca Londyn School of Economics

 

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rośnie poczucie zagrożenia cyberprzestępczością

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Echo Dnia
Dodaj ogłoszenie