Jak Witold Zaraska "pomógł" Michałowi Sołowowowi?

Jarosław PANEK, panek@echodnia.eu
Witold Zaraska miał wsżędzie bardzo silne wpływy. fot. D. Łukasik
Witold Zaraska miał wsżędzie bardzo silne wpływy. fot. D. Łukasik
Witold Zaraska nie uważał na początku na kieleckich konkurentów, ani nie traktował ich poważnie. Czas pokazał, że w przypadku Michała Sołowowa się pomylił. Ale były to tylko deklaracje, bo w rzeczywistości szef Exbudu pilnie śledził rozwój konkurencji, a nawet ostro z nią walczył. Dotyczyło to zwłaszcza Michała Sołowowa.

- Pamiętam zdarzenie z początku lat dziewięćdziesiątych tych, chyba rok 1992. Prezes Sołowow zamierzał wprowadzić na giełdę swoją pierwszą spółkę „Polish Life Improvement”, zwaną w skrócie PLI. Powszechnie znane były warszawskie kontakty prezesa Zaraski, jego opiniotwórcza w kręgach biznesu i na giełdzie pozycja. Aby więc zjednać sobie przychylność Witolda Zaraski dla swojego przedsięwzięcia Michał Sołowow postanowił uczynić go „ojcem” tego pomysłu, animatorem przedsiębiorczości w Kielcach i w ten sposób mile połechtać jego „ego”. Największy akcjonariusz Echa Investment przedstawił Zarasce założenia pomysłu i poprosił o ewentualne rady oraz przychylność opinii. Jeśli Zaraska faktycznie zajął się sprawą, to efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania – Komisja Papierów Wartościowych szybko doprowadziła nawet do zmiany obowiązującego prawa po to, aby... nie dopuścić spółki Sołowowa do publicznego obrotu.

Ta „przychylność” prezesa Zaraski odbijała się Michałowi Sołowowowi czkawką przez kilka kolejnych lat. We wszystkich procedurach w KPWiG oraz na giełdzie stosowano przeróżne szczególne tryby nakierowane na zdyskwalifikowanie jego spółek. Ponieważ jednak prawo było po jego stronie, te zabiegi nie były w stanie zablokować dostępu do giełdy, choć bardzo je utrudniały – wspominał w rozmowie z nami jeden z najbliższych współpracowników Michała Sołowowa, Wojciech Ciesielski.

Ale zdaniem wielu obserwatorów prezes Exbudu nie ograniczał się tylko do takich działań na giełdzie. Wielu pracowników firm z grupy Michała Sołowowa pamięta na przykład pewnego kontrolera skarbowego, jaki w połowie lat dziewięćdziesiątych kilkakrotnie gościł w kolejnych jego spółkach. Ponieważ jednak kontroler ów miał problem alkoholowy, to codziennie tak około południa jego nadwątlone sumienie nakazywało tłumaczyć mu się przed pracownikami firmy, iż „nie jest nasłany przez Zaraskę”, choć nikt go o to nie pytał.

Tak czy siak wychodziło na to, że prędzej czy później dwie wielkie osobowości polskiego biznesu, czyli Michał Sołowow i Witold Zaraska muszą się zetrzeć i albo podejmą korzystną dla siebie współpracę, albo rozpoczną walkę. Rynek stawał się powoli coraz trudniejszy, nadchodziła recesja w budownictwie, a zachodnie koncerny z tej branży coraz silniej penetrowały Polskę i wypychały lub połykały naszych krajowych potentatów.

Ci, którzy w porę pomyśleli o ratunku na gwałt szukali partnera do fuzji, zaś na biurko Witolda Zaraski zaczęły trafiać kolejne oferty wykupu jego firmy przez zagraniczną konkurencję. Niemieckie firmy budowlane wręcz ustawiały się w kolejce, licząc na przychylność Witolda Zaraski i jego zgodę na przejęcie. Szef Exbudu spał jednak spokojnie, gdyż akcjonariuszami jego firmy, były głównie fundusze inwestycyjne, jakie deklarowały, że jeszcze przez kilka nie sprzedadzą akcji Exbudu. A ponieważ byli to tak zwani inwestorzy finansowi, a nie branżowi, praktycznie nie ingerowali w kompetencje zarządu. Szef Exbudu mógł rządzić w firmie całkowicie wedle własnego „widzimisię”.

Mimo to Witold Zaraska doskonale wiedział, że za kilka lat fundusze inwestycyjne będą musiały sprzedać akcje Exbudu i mogą one trafić do właścicieli niekoniecznie chcących współpracować z dotychczasowym prezesem kieleckiego holdingu. Dlatego zaczął rozważać rozmaite fuzje, przejęcia i połączenia z innymi spółkami, zwłaszcza, że obiecywane przez kolejne polskie rządy autostrady ciągle nie powstawały i kupowane pod ich budowę kolejne spółki nie przynosiły Exbudowi planowanych zysków, a często wręcz przeciwnie, wymagały finansowego wsparcia. Grupa Exbudu musiała coraz częściej odbierać zysk swoim spółkom dochodowym, aby utrzymywać te nierentowne. I wtedy, pod koniec lat dziewięćdziesiątych pojawiły się modne słowa „globalizacja” i „konsolidacja”.

 

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie