Kielecka Grupa Inwestycyjna w poważnych kłopotach

Marzena SMORĘDA
Budynek realizowany przez Kielecką Grupę Inwestycyjną przy ulicy Okrzei w Kielcach miał być oddany do użytku wiosną 2012 roku. Budowa stanęła w 2011 i wciąż nie wiadomo, kiedy się zakończy.
Budynek realizowany przez Kielecką Grupę Inwestycyjną przy ulicy Okrzei w Kielcach miał być oddany do użytku wiosną 2012 roku. Budowa stanęła w 2011 i wciąż nie wiadomo, kiedy się zakończy. Łukasz Zarzycki
Kielecka Grupa Inwestycyjna, która na świętokrzyskim rynku budowlanym istnieje od 12 lat, upada. Deweloper wini urzędników i domaga się od miasta 3,5-milionowego odszkodowania za błędne pozwolenie na budowę. Na lodzie zostali klienci i partner spółki.

Sąd Okręgowy w Kielcach 11 lipca ogłosił upadłość Kieleckiej Grupy Inwestycyjnej z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Firma sama wystąpiła z wnioskiem o ogłoszenie upadłości naprawczej, bo nie mogąc prowadzić inwestycji przy ulicy Okrzei w Kielcach i wobec roszczeń finansowych wierzycieli, popadła w finansowe kłopoty. Miała jedno wyjście – złożenie wniosku o upadłość. W tej sytuacji 12 osób, które kupiło mieszkania zostało na lodzie, partner biznesowy poszedł do sądu po odszkodowanie, a inwestor, który za całą sprawę wini urzędników, domaga się od miasta 3,5 miliona złotych w związku z wadliwie wydanym pozwoleniem na budowę.

OSIEDLE BEZ SZANS?

Kielecką Grupę Inwestycyjną pogrążyła budowa przy ulicy Okrzei w Kielcach. Powstał tam budynek mieszkalno-usługowy, choć pierwotnie planowano centrum medyczne. Prace miały ruszyć w 2008 roku, ale przez kryzys rozpoczęto je dopiero w 2010 roku. - Kłopoty zaczęły się, kiedy budowa szła już pełną parą, pod koniec 2011 roku. Wówczas Główny Inspektorat Nadzoru Budowlanego unieważnił wydane przez prezydenta Kielc pozwolenie na budowę, dlatego, że było ono niezgodne z decyzją o warunkach zabudowy. Zastrzeżenia dotyczyły wysokości frontowej elewacji i powierzchni do sprzedaży – mówi o inwestycji Zbigniew Kraszewski, prezes firmy. – Budowa stanęła w stanie surowym otwartym, z w połowie sprzedanymi lokalami mieszkalnymi i usługowymi. I stoi tak do dziś. A przecież na dokończenie prac i wywiązanie się z umowy potrzeba zaledwie czterech miesięcy – dodaje prezes.

Zdaniem Wiesława Krzyka, powiatowego inspektora nadzoru budowlanego dla Kielc, kłopoty z budową zaczęły się w Urzędzie Miasta, ale po kilku miesiącach zatwierdzono nowy projekt budowlany i zezwolono na dalsze prace. Te jednak nie ruszyły, ponieważ mieszkańcy osiedla przy ulicy Sabinówek i sąsiedzi graniczący z inwestycją wnieśli sprawę do sądu. Ale postępowanie zawieszono, a Główny Inspektorat Nadzoru Budowlanego znów unieważnił pozwolenie. Powód wydaje się wręcz niewiarygodny.

– Tym razem, według inspektoratu, w pozwoleniu znalazły się okna w granicy nieruchomości. Nie rozumiem skąd to zastrzeżenie, bo w planie ich nie ma. Moim zdaniem, ktoś z nadzoru po prostu źle odczytał albo projekt zamienny, albo plan zagospodarowania – mówi Wiesław Krzyk. – Z pewnością szybko się to wyjaśni – dodał.

- Jest już odpowiedź na naszą prośbę do Głównego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego o ponowne rozpatrzenie sprawy. Rację przyznano nam. Ale na tym sprawa się nie kończy. Wróci teraz do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach, który, moim zdaniem, powinien oddalić skargi protestujących sąsiadów. Ale kiedy sprawa się zakończy, nie wiadomo – mówi Zbigniew Kraszewski.

Tak wygląda na wizualizacji inwestycja, która ma powstać przy ulicy Okrzei w Kielcach.

Tak wygląda na wizualizacji inwestycja, która ma powstać przy ulicy Okrzei w Kielcach.

WSZYSCY SĄ POKRZYWDZENI

Pieniędzy domagają się dwaj klienci, którzy wpłacili zaliczki na zakup lokali. - Jeden z nich ma już z sądu zabezpieczenie swojego roszczenia w postaci hipoteki przymusowej na należące do naszej spółki mieszkanie w Starachowicach. Dla drugiego, sąd najpierw nakazał zwrot zaliczki, ale po apelacji oddalił pozew. Uznał, że cały ten proces dzieje się bez naszej winy – wyjaśnia prezes.

Sebastian Michalski, przedsiębiorca z Kielc, od którego Kielecka Grupa Inwestycyjna kupiła działki dla tej inwestycji, także domaga się pieniędzy. – W zamian za działki miałem otrzymać 200-metrowy lokal usługowy na parterze w ciągu 60 dni po oddaniu budynku do żytku. Miało to być najpóźniej do końca 2012 roku – mówi Michalski. - Skoro tak się nie stało, bo firma nie ukończyła inwestycji, poszedłem do sądu, by domagać się od inwestora kary umownej, zapisanej w umowie. W ubiegłym roku sąd nadał klauzulę wykonalności dla tej kary. Z odsetkami wynosi ona około 1,6 miliona złotych – informuje.

Za największego przegranego w tej sprawie uważa się Kielecka Grupa Inwestycyjna. - Obliczyliśmy, że nasze roszczenie wobec miasta wynosi 3,5 miliona złotych, ponieważ takie nakłady ponieśliśmy dotychczas na realizację tego budynku. Nasze straty jednak wciąż się powiększają, o dodatkowe 1,5 miliona złotych po zakończeniu budowy według projektu zamiennego, w którym jest mniejsza powierzchnia do sprzedaży i wykonać trzeba dodatkowe prace budowlane. Ale proces w tej sprawie jest zawieszony po wniosku obu stron - mówi prezes Kraszewski.

Pytany o perspektywy dla inwestycji, prezes twierdzi, że dokończenie budowy i przeniesienie własności lokali jest możliwe. – Sąd ogłosił upadłość z pozostawieniem naszego zarządu. Układ jest możliwy, jeśli nie będzie eskalacji roszczeń i uzyskamy decyzję na kontynuację budowy z minimalnym ryzykiem jej unieważnienia. Konieczna jednak jest dobra wola wszystkich, którzy w całej sprawie biorą udział. Brak zgody wierzycieli na zawarcie układu może doprowadzić do upadłości likwidacyjnej i wprowadzenia syndyka do spółki – mówi Kraszewski.

Kielecka Grupa Inwestycyjna

Kielecka Grupa Inwestycyjna powstała w 2002 roku. Do tej pory w Kielcach wybudowała między innymi osiedle Dolina Silnicy, apartamenty przy ulicy Kopernika, domy jednorodzinne przy ulicy Langiewicza czy Castoramę w osiedlu Barwinek. Zbudowała też obiekty Castoramy w Ostrowcu Świętokrzyskim i Skarżysku-Kamiennej. 11 lipca 2014 Sąd Rejonowy w Kielcach ogłosił upadłość układową spółki.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze 43

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gogo

Wisniowy sad a nie malinowy tłuczku.

B
BJN

Kiedyś nazywali to przekrętem , obecnie biznesem.

B
BJN

Zapoznaj się ze sprawą a później komentuj. Pozdrawiam

K
Kielczanka

Jeśli projektant i inwestor byli tak "zamroczeni", że nie zauważyli dodatkowej kondygnacji, to co można powiedzieć o stanie umysłu urzędnika i jego przełożonego??? Poza tym, inwestor nie musi się znać na przepisach. Od tego są ludzie w UM wydający pozwolenia na budowę. Nie wystarczy klepnąć pieczątki i podpisu. Wypadałoby wcześniej sprawdzić, czy wszystko jest ok, a jeśli nie to zwrócić dokumenty projektantowi w celu ich poprawy.

h
hmm

A tak w ogóle czemu zminiono tytuł artykułu, o lie pamiętam gdy się ukazał, była mowa, na pierwszej stronie w wydaniu internetowym, że miasto może zapłacić milionowe odszkodowanie?  A teraz w tytule,  wspomina się tylko o tym , że KGI ma kłopoty.??

D
DawidekCk

Pan Kraszewski to stary cwaniak. Już inwestycja przy Langiewicza była niezgodna z wydanym pozwoleniem na budowę ale tam mieszkania pokupowali prominenci (np. były prezes Sądu Okręgowego) więc inwestycja musiała być zakończona (mimo, że o kondygnację za wysoka). Tutaj przy ulicy Sabinówek ludzie popłacili ciężkie pieniądze za mieszkania (wybudowane zresztą przez KGI) i nikt nie spodziewał się że zamiast projektowanego placu zabaw dla dzieci powstanie kolejny budynek - klocek, który praktycznie zasłoni im widok z okien. Pan Kraszewski jak zwykle buduje niezgodnie z projektem (czyt. o kondygnację za wysoko) bo przecież się załatwi zaraz pozwolenie zamienne i zalegalizuje samowolkę (tak zrobił na Langiewicza więc czemu miałoby się drugi raz nie udać ??). Niestety się przeliczył a że ma długi w związku ze sprzedażą dziury w ziemi to kasa już dawno jest wyprowadzona ze spółki (KGI Malinowy Sad ma się dobrze) i wierzyciele mogą mu skoczyć. Teraz skamle w gazecie żeby mógł dalej kontynuować to co robi (bo biedny deweloper upadnie). Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka.

C
CK_ORIENT

Dzień Dobry,
Ja się zgadzam, wszystko OK. Napisałem, że nie chodzi mi o wybielanie urzędników. Tylko pytam: jeśli w projekcie jest jedna kondygnacja więcej niż wynika to z decyzji "WZ", to w jakim stanie umysłu był projektant i inwestor, kiedy na taki projekt się zdecydowali? Dlaczego to zrobili, przez pomyłkę?

b
bogol

Dobrze chcieli taniej to maja drozej bogole a lubawski tez dobry swoja droga pozwolenie wydal dobrodziej

K
Kielczanka

Najwygodniej odsunąć od siebie kwestię odpowiedzialności i całą winą obarczyć projektanta i dewelopera??? No tak. Twoim zdaniem, nie może być tak, że zadaniem urzędnika jest wynalezienie wszystkich błędów i doprowadzenie dokumentacji do porządku. Zapraszam do lektury - Prawo budowlane. Np. art. 35 mówi, co organ powinien zrobić przed wydaniem pozwolenia na budowę i zatwierdzeniem projektu. Chyba osoby w UM z wydziału architektury znają przepisy i powinny wiedzieć, że należy sprawdzić zgodność przedłożonego projektu z wymaganymi przepisami, a zwłaszcza z decyzją WZ. Przepisy te zobowiązują organ w sposób bezwzględny do podjęcia takiej czynności!!! Przecież pozwolenie na budowę nie może przekraczać ustaleń zawartych w decyzji WZ. A czy według Ciebie "detalem" przeoczonym przez urzędników można nazwać dodatkową kondygnację, której warunki zabudowy nie przewidywały??? Czy to jest tak mało istotne, że nie da się tego wyłapać??? Czy w takim razie, jeśli warunki zabudowy przewidują budynek o czterech kondygnacjach, zaś projekt zawierać ich będzie np. dziesięć, to czy wówczas taki "detal" również nie zostanie zauważony przez urzędnika spośród sterty dokumentów? I czy taki projekt zostanie zatwierdzony i wydane będzie pozwolenie na budowę??? Problemy zaczną się w trakcie budowy. Dopiero wtedy, życzliwy sąsiad (króry był stroną w postępowaniu)  "zauważy", że budynek jest "trochę" za wysoki i że decyzja WZ przewidywała zupełnie coś innego. I kto wtedy ucierpi??? Nie urzędnik, tylko deweloper. Nie dość, że zaangażuje w budowę mnóstwo swoich środków, a także pochodzących od klientów, to później ma problem z klientami, którzy żądają zwrotu zaliczek i ciągają go po sądach. No i musi oddać pieniądze wraz z odsetkami. Przy okazji opinię też ma już zszarganą i to na kolejne lata. A kto mu za to wszystko  zwróci??? Urzędnik??? A niby z czego i kiedy??? Przecież najwygodniej przybić bezmyślnie pieczątkę i niech deweloper się martwi co będzie dalej...

b
bob budowniczy

Trzeba być debilem, żeby płacic za mieszkanie, które jeszcze nie powstało, mało to nowych mieszkań stoi pustych i czeka na kupców? Idioci

C
CK_ORIENT

Zestaw pytań z trzema pytajnikami niepotrzebny. Fakt, urzędnik ma dwa miesiące czasu na sprawdzenie dokumentacji, ale inwestor i jego projektant mają tego czasu (na projektowanie) dużo więcej. Nie może być tak, że za złozony projekt budowlany projektant nie ponosi żadnej odpowiedzialnośxci, tj. może złożyć byle co, robione lewą ręką, a zadaniem urzędnika jest wynalezienie wszystkich błędów i doprowadzenie dokumentacji do porządku. Poza projektasntem jest jeszcze podpisany tzw. "sprawdzający", Urzędnik nie jest od sprawdzania "detali" w p[rojekcie; może jeszcze powinien przeprowadzić ponowne obliczenia konstrukcyjne? Ludzie, opanujcie się.... Projektant podpisuje oświadczenie, że projekt jest zrobiony zgodbnie ze sztuką budowklaną, przepisami, decyzją "WZ", etc. i tyle - bierze za to odpowiedzialność i właśnie ta odpowiedzialność (a nie czynność rysowania) kosztuje ok. 5% kosztów realizacji całej inwestycji.
Pozdrawiam

K
Katolik

Gdyby to było zgodne z prawem bożym -stanowionym przez biskupów tego katolickiego kraju , a tak to same kłopoty?
Budowaqć w układzie typu Galeria Korona to dobrze ,a w inym to już nie?

s
sok

 Zgodnie z art. 417 kodeksu cywilnego. Za szkodę wyrządzoną przez niezgodnie z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej, ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego lub inna osoba prawna wykonująca tą władzę.  Nie można zatem zwalać winy na projektanta. To Urząd wydał WZ, a następnie pozwolenie na budowę. I to na pracownikach tam zatrudnionych ciąży obowiązek zweryfikowania czy wszystko gra.. Przecież projekt zamienny także musiał być dostarczony.....

O
Olomouc

Skoro deweloper robi takie fuszerki inwestycyjne niech płaci ze swojej kieszeni, a nie domaga się odszkodowań. Tym razem się nie udało przepchnąć, zalegalizować po fakcie. Nauczy się kusy, jak mu się naleje w uszy!

G
Gabi

nad każdą budową czywa przecież ktoś z nadzory tak piszą na żółtych tablicach .To gdzie on był????A z drugiej sytrony Co robi PINB??????czy tylko czeka jak ktoś kogoś przeskarży (oczywiście na piśmie)

Dodaj ogłoszenie