Kultowe sklepy są w Kielcach od pokoleń. W czym tkwi ich tajemnica?

marzena
Prawie 70 lat na kieleckim rynku funkcjonuje „Jubiler”. – Dawniej były w mieście tylko dwa takie sklepy, obecnie w Kielcach aż roi się od konkurencji – mówią sprzedawczynie Karolina Ciosek i Agnieszka Pietras.
Prawie 70 lat na kieleckim rynku funkcjonuje „Jubiler”. – Dawniej były w mieście tylko dwa takie sklepy, obecnie w Kielcach aż roi się od konkurencji – mówią sprzedawczynie Karolina Ciosek i Agnieszka Pietras. Łukasz Zarzycki
Udostępnij:
Ani ząb czasu, ani historyczna zawierucha czy zmiana gospodarczej koniunktury nie są w stanie zaszkodzić niektórym kieleckim sklepom, które przez ponad pół wieku wrosły w krajobraz miasta i świadomość jego mieszkańców. Na mapie handlowej Kielc mają wyrobioną solidną markę, która jest podstawą ich sukcesu

W ostatnich latach, co roku z ulic Kielc znika po kilkadziesiąt placówek handlowych. Najczęściej są to te sklepy, które przechodząc z rąk do rąk i z branży do branży nie potrafią przyciągnąć klientów i zagrzać miejsca na dłużej. Są jednak wyjątki, które oparły się modom i czasom. Oto kultowe sklepy w śródmieściu, do których zagląda już trzecie pokolenie mieszkańców miasta.

LEGENDARNE FIRMY

W 1946 roku założona została jedna z najstarszych firm handlowych w Kielcach, czyli sklep „Kozubek”. Po śmierci nestora kieleckiej prywatnej przedsiębiorczości Wiktora Kozubka w 2013 roku, biznes kontynuuje jego syn. Sklep w Rynku skutecznie opiera się konkurencji i zagląda tu każdy, kto remontuje, urządza czy robi drobne naprawy w domu. – To sklep z tysiącami rzeczy do domu i teoretycznie przy konkurencji ogromnych marketów tej branży, jego istnienie powinno stać pod znakiem zapytania. Okazuje się jednak, że tradycja, przywiązanie do miejsca i przede wszystkim profesjonalizm świadczonych tu usług ma dla ludzi wartość ponadczasową – wyjaśnia Marcin Kruzel, sprzedawca w sklepie z galanterią metalową i artykułami elektrycznymi.

Od początku lat 60. ubiegłego wieku przy ulicy Warszawskiej w Kielcach istnieje zakład zegarmistrzowski. Prawdopodobnie ostatni taki w mieście. Prowadzi go zegarmistrz Bonifacy Komorowski. – Do czasów transformacji był to zakład państwowy, należący do Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego w Kielcach, pod szyldem „Jubiler”. Prowadzone były w nim wówczas tylko usługi zegarmistrzowskie. Po 1989 roku sklep znalazł się w prywatnych rękach pana Komorowskiego i jego żony Anny, która w tym samym pomieszczeniu rozpoczęła także sprzedaż gotowych zegarków na rękę i replik starych zegarów - mówi pracownik firmy, zegarmistrz Grzegorz Majewski. – Przeprowadzono tu gruntowny remont i unowocześniono to miejsce, ale jedno się nie zmieniło. Przychodzą tu stali klienci, a nawet ich dzieci i wnuki, żeby naprawić swoje czasomierze u doświadczonych fachowców, bo w galeriach handlowych takich się nie uświadczy – dodaje.

Zakład kapeluszniczy przy ulicy Dużej pochwalić się może ponad 50-letnią tradycją na kieleckim rynku. Prowadzi go teraz jedyna modystka w Kielcach – Eliza Kwiatek. – To wymarły zawód, w którym nie kształci się już uczniów. Mnie się udało dosłownie rzutem na taśmę, bo później szkołę zamknięto. Kocham to, co robię i bardzo cieszę się, że kapelusze wracają do łask. Głównie za sprawą angielskiej księżnej Kate, która nosi przepiękne i oryginalne nakrycia głowy. Można powiedzieć, że wśród młodych ludzi jest teraz prawdziwy boom na kapelusze, różnych wzorów. W pracowni robię je sama, głównie na indywidualne zamówienia, bo kapelusz musi być idealnie dopasowany do urody i głowy - mówi modystka.

Sklep rybny przy ulicy Dużej otwarty został w latach 50. XX wieku. Należał do ogólnopolskiego przedsiębiorstwa Centrale Rybne i przez długie lata, czyli do 1989 roku, był jednym z pięciu sklepów rybnych w mieście. Po transformacji został sprywatyzowany i znalazł się w rękach Mirosławy Szmal, która wcześniej pracowała w nim od 1972 roku. Właścicielka prowadzi go do dzisiaj. – Sklep ma ogromną konkurencję, ale wciąż przychodzą do nas stali klienci. Niektórzy, by kupić świeżą rybę, inni, by po prostu pogadać. Mamy dla nich w sklepie specjalne miejsce do siedzenia – stary, szeroki i wygodny parapet z lastriko, którego z tego powodu nigdy nie zmienimy na inny – mówi.– - Ale naszym podstawowym atutem jest świeży towar od sprawdzonych dostawców i fachowa obsługa. Jestem przekonana, że w centrach handlowych nie jest o to łatwo.

Od 1955 roku przy ulicy Sienkiewicza, przy placu Cztery Pory Roku istnieje sklep jubilerski. Do 1989 roku był jednym z dwóch, obok „Nataszy” przy dworcu kolejowym, tego typu sklepów w Kielcach.

- Teraz jest ich w Kielcach kilkadziesiąt, ale złoto, srebro, kamienie szlachetne, czyli synonimy bogactwa i luksusu, jak widać, bronią się same. Chociaż to już nie to samo, co dawniej – mówią młode sprzedawczynie w „Jubilerze” – Karolina Ciosek i Agnieszka Pietras, które historię sprzed 1989 roku znają jedynie z opowiadań. O czasach świetności, które „Natasza” przeżywała przed transformacją, opowiadają Mirosław Wołoszyn i Jolanta Samiec, którzy w 1990 roku sklep należący wcześniej, od 1966 roku, do WPHW, przejęli jako spółka pracownicza. – Biżuteria już chyba ludziom nieco spowszedniała, bo kupić ją można dosłownie wszędzie, ale mamy szeroką ofertę - upominki, zegary, repliki broni białej i niezmiennie serce dla klienta, więc zaglądają tu ludzie, którzy dobrze już nas znają.

POD TYM SAMYM ADRESEM

Trzecie pokolenie klientów zagląda już także do sklepu z zabawkami przy ulicy Sienkiewicza pod szyldem „Centrum Zabawy”. – Sklep działa pod tym adresem od 1936 roku. Był tu punkt „Eldomu” ze sprzętem agd, a potem salon z zabawkami.

– Zacząłem tu pracę w 1979 roku. Pamiętam, że pierwszą zabawką, jaką sprzedałem, była mała, drewniana gitara dla dziecka. Od tamtego czasu bardzo często doradzam rodzicom i dziadkom przy wyborze prezentów. Chyba trochę także dlatego, że jestem ogromnym fanem zabawy, głównie klocków Lego, które jako niezwykle rozwijające polecam dla ludzi w każdym wieku – mówi Stefan Kobus, doświadczony sprzedawca. – Kondycja sklepu zmienia się w zależności od czasów, ale każdy, kto chce kupić porządny produkt, zagląda do nas regularnie – dodaje.

Kultowy sklep muzyczny, do którego od ponad 50 lat zaglądają melomani, uczniowie szkoły muzycznej i wszyscy entuzjaści muzyki w klasycznym wydaniu, po transformacji nazywa się Riff i nieco zmienił profil. – Kiedyś przychodziłam tutaj jako klient, ucząc się w kieleckiej szkole muzycznej, teraz po skończeniu studiów w Akademii Muzycznej, pracuję tutaj i swoją pasją i wiedzą o muzyce dzielę się z klientami. To niezwykłe miejsce, do którego przychodzą ludzie po fachową wiedzę i od pokoleń mają ją zapewnioną – mówi Agata Marcisz.

Sklep z farbami na rogu ulicy Dużej i Rynku to także miejsce z wieloletnią tradycją w handlu w tej branży. Prowadzi je teraz rodzinna firma. Właściciel Jarosław Czajkowski. – Konkurencja dużych marketów budowlanych w Kielcach i zamknięty ruch w centrum Kielc robią swoje. Klientów jest niewielu, ale wielu przychodzi tu nadal, bo my o farbach wiemy wszystko i potrafimy fachowo doradzić - mówi Danuta Czajkowska.

Przez całe lata sklep sportowy na ulicy Dużej należał do Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego. Po transformacji od 1992 roku prowadzi go Helena Nocoń. - Niestety, doskwiera nam zamknięty ruch w centrum miasta i konkurencja centrów handlowych. Szkoda jednak zwinąć biznes, bo są ludzie, którzy wciąż wybierają właśnie nasz sklep. Szkoda też tych lat, spędzonych w jednym miejscu, i doświadczenia w branży – mówi właścicielka.

SKLEPY NA KAŻDE CZASY

Wyrobioną pozycję na kieleckim rynku i uznanie klientów ma Desa, która w tym mieście zagościła w 1983 roku. Najpierw przy ulicy Sienkiewicza 28. Trzy lata później przeniosła się nieco wyżej, w miejsce obok dawnego Harcerza. – To sklep na każde czasy. W latach gospodarczej hossy posiadanie wiekowych mebli, sreber, biżuterii czy porcelany nobilitowały ludzi i był u nas tłok. Teraz też nie narzekamy na brak klientów, ale znakiem czasów jest sprzedawanie ukochanych często i wartościowych rodzinnych pamiątek. Zapewne głównie ze względu na kryzys w domowych budżetach. Tak więc, bez względu na sytuację, zaglądają do nas ludzie – mówi Milena Staszewska, która w Desie, dawniej oddziale krakowskiej firmy, pracuje od początku kieleckiej przygody tej firmy. Obecnie zmieniła się jednak forma własności. Desa jest spółką pracowniczą.

Na przełomie epok, w 1989 roku, powstał przy ulicy Sienkiewicza sklep Pelikan z artykułami piśmienniczymi. Od 1992 roku pracują w nim Zdzisław Pabian i Anna Kruk. Na tłok w sklepie nie narzekają, ale szczycą się asortymentem z najwyższej półki i marką dającą prestiż wszystkim, którzy przychodzą tu kupić oryginalne produkty.

W centrum Kielc jest jeszcze wiele takich miejsc, które znają w mieście wszyscy i trudno wyobrazić byłoby sobie bez nich atmosferę miasta. Wśród nich jest obecny Empik przy ulicy Warszawskiej, jedna z placówek sieci sprzedaży książek, wydawnictw muzycznych, filmów, gier, programów i akcesoriów komputerowych oraz prasy, którego historia sięga istniejących w okresie do 1991 roku Klubów Międzynarodowej Prasy i Książki. Sprywatyzowany na początku nowej ery w gospodarce, zmodyfikował nazwę na Empik. Mało kto wie, że kielecki salon dzisiejszy wygląd zawdzięcza gruntownemu remontowi, jaki przeprowadziła tu raczkująca na początku lat 90. kielecka spółka budowlana Dorbud.

Osobny rozdział stanowią sklepy Powszechnej Spółdzielni Spożywców Społem w Kielcach. Wśród nich „Delikatesy” w Rynku, sklep, który przed 1989 rokiem, a szczególnie w latach 70. ubiegłego stulecia należał do jednej z flagowych placówek firmy, stąd szczycił się zaopatrzeniem, którego inne sklepy mogły mu tylko pozazdrościć. 60-letnią tradycją może pochwalić się też Dom Handlowy Tęcza, który po kilku gruntownych remontach nadal funkcjonuje, choć w ciągu ostatnich kilku lat mocno odczuwa rynkową konkurencję. Podobnie jak Dom Handlowy Puchatek, drugie po Tęczy centrum handlowe w Kielcach, które zbudowano w latach 70. XX wieku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

v
vvv
Masz rację kolego. Ja też nie wiem o co to całe halo z tym zamkniętym ruchem. Przecież teraz jest o wiele lepiej, można spokojnie połazić po mieście, po sklepach (oby tylko nie poznikały).
Już nie przesadzajcie ludzie że Kielce są aż tak wielkie że nie można się po centrum przejść. Na codzień mieszkam w warszawce a na zakupy przyjeżdżam zawsze do CK - właśnie dlatego że w centrum nie ma ruchu, można po uliczkach się przejść, spotkać kogoś znajomego na Sienkiewce, kawę wypić czy na ławce przysiąść, zupełnie inna atmosfera. Jak za dawnych czasów - na zakupy na miasto, a nie do jakiejś galerii. Do galerii to się chodzi obrazy oglądać :P Mam nadzieję, że nie puszczą znowu ruchu przez centrum.
Ja też posiadam samochód i też lubię wygodę z nim związaną, ale bez przesady. Gdzie trzeba dojść na piechotę tam idę na piechotę i nie widze w tym problemu. Uważam że miasto powinno być dla ludzi, nie dla samochodów. Wiem co mówię - transportem zajmuję się na codzień (wykształcenie tez mam transportowe). Wierzcie mi, że taka polityka prosamochodowa do niczego dobrego nie prowadzi. Conajwyżej do tzw. rozpełzania się miast. Mam nadzieję że w Kielcach tego nie będzie. Należy ograniczać ruch i w miastach pomimo głosów sprzeciwu (ludzie zawsze będą protestować przyzwyczajeni do wygody) Jedynie zadbać o to, by było gdzie zaparkować na obrzeżach centrum, ale to już w gestii wąsatego i speców z UM.
A
Aktywista.
Przypuszczam,że słowa"doskwiera nam zamknięty ruch w centrum ",pisze sam dziennikarz."ED" chce kolejny raz zaatakować prezydenta Kielc,że niby On zamknął ruch w centrum miasta.A może naczelny startuje w wyborach?
c
cogito
Góralu, skoro jak sam piszesz, w centrum są fajne sklepy, więc rusz tyłek z samochodu i przejdź się kawałek. Na zdrowie Ci wyjdzie. Przy okazji zobaczysz, że bez tego koszmarnego tranzytu przez wąskie uliczki jest tu naprawdę przyjemnie.
Takie uzależnienie od samochodu to choroba albo bezmyślność.
m
mascot
Bardzo ciekawy artykuł grarulacje dla Pani Marzeny. A spójrzmy na teraźniejszośc na głównej w ED "Praca w Kielcach opiekunka w NIEMCZECH, kierowca międzynarodowy i ankieter" Ja się pytam Jaka to praca w Kielcach ?
k
kupiec
Takich sklepów,firm czy rodzin z tradycjami w Kielcach było tysiące ale obecnie wszystko za sprawą polityki państwa zmierzającej do zniszczenia wszystkiego co polskie.Te przedstawione firmy tak na prawdę juz nie istnieją o ile wladze nie opanują się i nie zmieną polityki wobec wlasnych obywateli.Obecnie co nie do wiary wielu Polakow przenosi swoje firmy np.na Ukrainę bo tam urzędy podchodzą rozumnie do przedsiębiorczości.Brutalne wejscie firm zachodnich z niewyobrażalnymi preferencjami rządowymi skutecznie zniszczył tą tkankę miasta budowaną często przez kilkadziesiąt lat przez kilka pokoleń Kielczan.Władze Kielc też się nie popisały bo nie sworzono warunków do powstania porządnego zakładu przemysłowego czy chciażby bazaru a tylko ciągłe zbywanie kielczan z incjatywą obiecankami jak to bylo np.z kupcami na Placu Wolności których latami zwodzono mimo,że chcieli niewielkiej pomocy wladz miasta przy stworzeniu kilkust stanowisk pracy.Co dziwne to powstawanie w tym czasie marketów nawet w centrum miasta miało przychylność lokalnych władz mimo sprzeciwu spolecznego ostrzegającego przed zniszczeniem centrum miasta.Szkoda ale to już smutny koniec KIELC i to na wlasne życzenie bo tego miasta przd degradacją do prowincjonalnego ośrodka okolicznych wsi juz nic nie jest w stanie uratować.
g
góral niskopienny
Był też taki mały sklepik przy ul. Małej pod samą prawie Katedrą /piszę "był", bo nie iwm, czy jeszcze istnieje - dawno tamtędy ni chodziłem, bo rzeczywiście zamknięcie ruchu w centrum nie zachęca do odwiedzin tegoż/ pana Koziełł-Poklewskiego z częściami samochodowymi i "elektryką" domową. Kupowałem tam często /jako, że był to dosyć awaryjny samochód/ części do swojej Syreny. Sklep działał na pewno od lat 60-tych, być może wcześniej. Dlaczego o nim wspominam? Bo pan Poklewski może stanowić wzór dla dzisiejszych sprzedawców. Jeśli czegoś akurat w sklepie nie było, zawsze odpowiedź brzmiała "dopiero co sprzedałem ostatnią sztukę, ale proszę pytać". Kiedyś dla żartu wymyśliłem jakąś nieistniejącą część do Syreny właśnie i z poważną miną o nią zapytałem. Co usłyszałem? Oczywiście - "przed chwilą sprzedałem ostatnią sztukę, nie mogę obiecać, kiedy będzie następna dostawa, ale proszę pytać". Czyż nie jest to wzór handlowca? I jak tu można byłoby nie kupować w takim sklepie?
A
Astra
A kieleckie piekarnie?
r
rex
Bardzo dobry artykuł, takie tematy należy poruszać i promować lokalny biznes.
Przejdź na stronę główną Echo Dnia
Dodaj ogłoszenie