Miał być Prima Aprilis, a Witold Zaraska naprawdę ich zwolnił. Część VI

Jarosław PANEK, panek@echodnia.eu
Witold Zaraska rządził firmą twardą ręką
Witold Zaraska rządził firmą twardą ręką
Witold Zaraska tryumfował. Wyzwolił się spod kurateli lokalnych władz i w państwowej firmie rządził jak na własnym folwarku. Można śmiało powiedzieć, że kielecki Exbud był pierwszą zachodnią korporacją w komunistycznej Polsce. Dziś kolejny odcinek naszego cyklu.

Gdy Witold Zaraska wyzwolił się spod kurateli władz wojewódzkich i przeszedł pod bezpośredni nadzór ministerialny nikt w Kielcach nie mógł już palnąć pięścią w stół i powiedzieć “Witek, k..... tak nie będzie”, jak miał to we zwyczaju jeden z dyrektorów. Uskrzydlony tą wolnością prezes, coraz bardziej rządził Exbudem jak własną firmą, choć formalnie przedsiębiorstwo wciąż należało do narodu, jak głosiła oficjalna doktryna socjalizmu.

A rządził twardą ręką, bezwzględnie, podbierając innym przedsiębiorstwom dobrych fachowców. Najmłodsi pewnie w to nie uwierzą, ale były w Polsce takie czasy, kiedy to nie pracy, a ludzi do pracy brakowało. Exbud też z początku napotkał takie trudności, ale jego szef dość szybko znalazł na to sposób. Owym sposobem były rzecz jasna wyjazdy na zagraniczne budowy.

- Partia wymagała od świętokrzyskich przedsiębiorstw budowlanych coraz lepszych wyników, coraz większej ilości oddanych mieszkań i obiektów, tymczasem do tego wszystkie potrzebni byli ludzie. A ci przebierali w ofertach. Ale Witek miał na nich lep. Najlepszych fachowców z innych firm dość bezczelnie podbierał, kusząc właśnie obietnicami wyjazdu na kontrakt. To przemawiało do nich bardziej, nich wyższa pensja. I ten sposób przechodzili często ku rozpaczy dyrektorów tych przedsiębiorstw - wspomina Stanisław Nowak, były prezes jednej z firm holdingu Exbudu - Stolarki Budowlanej.

Prima aprilis

Witold Zaraska ściągał więc zarówno szeregowych robotników, jak też najwyższej klasy inżynierów i specjalistów. Ci ostatni dość szybko u niego awansowali, ale każdego dnia i nocy musieli się pilnować i starać, aby nie stracić osiągniętej wysokiej pozycji. Bo prezes Zaraska potrafił bezwzględnie karać i degradować osoby, jakie mu podpadły. Do historii przeszła wręcz jedna anegdota, kiedy to 1 kwietnia w prima aprilis zwolnił kilku swoich dyrektorów, po to, aby na drugi dzień ich... przyjąć. Taka plotka przez wiele lat krążyła wśród pracowników firmy, choć tylko ci najstarsi pamiętają prawdziwy przebieg wydarzeń.

- To nie było tak. Witek istotnie podczas jakiegoś zebrania 1 kwietnia zażartował że taki właśnie robi prima aprilis i zwalania kilka ważnych osób. Zrobił to. Ale drugiego dnia wcale nie przywrócił ich do pracy. Zastąpił innymi, których uznał za lepszych. Ale potem ten fakt przeinaczono i tak powstała ta znana plotka. Tak czy siak, jak na tamte czasy były to decyzje dość odważne. Nikt wówczas nie zmieniał tak wysoko postawionych ludzi, jak rękawiczki, zwłaszcza że w tym przypadku chodziło przecież o osoby z tak zwanej partyjnej “nomenklatury” i zwykle takie decyzje musiały być we wszystkich firmach konsultowane z Komitetem Wojewódzkim PZPR. Witek nikogo nie pytał. Kazał tylko poinformować komitet, że takich z mian dokonał - wspomina były przewodniczący Rady Nadzorczej Exbudu, Stanisław Pałys.

Amerykański sen i… zimny prysznic

Prezes Zaraska rządził. Jedni uważają że autorytarnie, inni wręcz przeciwnie, że demokratycznie. Zapewne długo nikt nie rozstrzygnie sporu, jak było to naprawdę, bo co kolejna osoba, to inne ocena. A tych krytycznych też nie brakuje.

- Zaraska robił sobie dużą nadzieję na podbój rynku amerykańskiego. Miałem w tym pomóc. Po powrocie z konsulatu USA, zaczepił mnie na korytarzu jeden z menadżerów Zbyszek Sowiński. - “Co załatwiłeś?” - zapytał. “Program nadziei” - odrzekłem i opowiedziałem mu w skrócie. - “Dostałem też zaproszenie na wyjazd do Stanów” – dodałem. - “Pokaż” poprosił nieufnie. - “Nie mogę, jest adresowane na starego. Właśnie idę mu je doręczyć” – odparłem. Wkrótce Wieść rozniosła się po Exbudzie bardzo szybko że “stary leci do Ameryki”. Już krojono skórę na niedźwiedziu, przewidując wielkie szansę dla Exbudu we współpracy z USA. Byłem bohaterem dnia poklepywanym po ramieniu.

Trwało to do czasu, kiedy to pan Zaraska otrzymał tłumaczenie napisanego po angielsku zaproszenia. A brzmiało ono mniej więcej tak:

“Szanowny Panie Zaraska

Mamy zaszczyt powiadomić Pana, że Pański zastępca, mgr Andrzej Sikorski został zaproszony do odwiedzenia Stanów Zjednoczonych na spotkania z przedstawicielami środowiska biznesu (i tu opis programu). Z góry dziękujemy za umożliwienie Panu Sikorskiemu wyjazdu w zaplanowanym terminie.”

A więc to nie prezes miał jechać? Wszystkie sympatie wygasły nagle, a mnie Zaraska polecił osobiście napisać samemu (by mnie tym upokorzyć) pismo odmowne – “odmowiedź” jak to nazywałem. Napisałem więc zgodnie z życzeniem szefa, że nie będę reprezentować przedsiębiorstwa. Odbyłem dłuższą rozmowę z Zaraską w której zwyciężył jego partykularyzm. Nie chciał słyszeć, że chodzi o większą skalę, o amerykańską pomoc polskiej gospodarce i o współpracę biznesów obu krajów. Na wszelki wypadek zakazał jeszcze wydania mi paszportu służbowego, a prywatne wyjazdy zagraniczne były wtedy w okresie stanu wojennego, zakazane. Mimo to wyjechałem, by przywieść “Plan nadziei” - konkretne propozycje rozwoju programu gospodarczego. I takie przywiozłem - krytycznie wspomina swoją współpracę z prezesem Zaraską, były menadżer z Exbudu, Andrzej Sikorski.

 

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie