Michał Sołowow, człowiek 25-lecia w województwie świętokrzyskim o sukcesach, planach, marzeniach i…emeryturze (WIDEO)

Redakcja
Udostępnij:
Michał Sołowow, największy świętokrzyski przedsiębiorca, twórca tysięcy miejsc pracy odebrał w czwartek tytuł Człowieka 25-lecia w województwie świętokrzyskim. . Zdradził nam swoje najbliższe plany, mówi między innymi o wielkiej inwestycji w Brazylii, a także o czym marzy i co myśli o… emeryturze. Stanisław Wróbel: - Jakie cele stawia Pan sobie na najbliższy czas? Czy jest to utrzymanie się w czołówce światowej produkcji płytek, chemii, deski? Czy ma Pan nowe pomysły do wdrożenia w regionie, Polsce czy na świecie?

- Synthos buduje fabrykę w Brazylii, na południu, w miejscowości Triumfo. Realizujemy tam projekt własny, w oparciu o kontrakt z firmą Braskem. Jest to brazylijska duża organizacja petrochemiczna, od której kupimy surowce niezbędne dla naszej produkcji. W Brazylii powstają bardzo duże inwestycje firm oponiarskich, więc podążamy za naszymi klientami i wychodząc im naprzeciw, budujemy fabrykę blisko ich lokalizacji produkcyjnych, żeby móc skuteczniej dostarczać nasze produkty.

 

Marzena Smoręda: - Czy łatwiej prowadzi się biznes za granicą niż w Polsce? Jest Pan największym inwestorem zagranicznym wśród polskich biznesmenów.

 

- Biznesu za granicą nie prowadzi się łatwiej. Prowadzi się go zawsze trudniej, bo zawsze występuje dodatkowa bariera komunikacyjna, są inne przyzwyczajenia, inna mentalność, inne przepisy prawa. Biznes za granicą powinno prowadzić się dokładnie tak, jak w Polsce, czyli należy się dostosować do regionalnych warunków i je zaakceptować. Funkcjonować tam, gdzie się jest tak, jakby się było mieszkańcem danego państwa, miasta, bo inaczej po prostu się nie da. Jeżeli jestem na Brazylii, muszę działać jak Brazylijczyk, jeżeli w Rosji – jak Rosjanin. W wielu państwach inwestorzy zagraniczni mają określone limity i koncesje, nie są w stanie funkcjonować w wielu segmentach lub sektorach tak, jak u siebie, albo na takich zasadach, jak obywatele danego państwa. Na przykład do dziś system bankowy w Chinach jest systemem państwowym, dopiero teraz pojawia się pierwsze światełko w tunelu, chcą otworzyć system bankowy dla inwestorów zagranicznych. Nasz system bankowy został otwarty dla inwestorów zagranicznych natychmiast. Pokazuję tylko dwa różne światy, nie oceniając, czy te decyzje są lepsze, czy gorsze, bo one są podejmowane w różnych warunkach i też w innym czasie.

 

Marzena Smoręda: - Czy w związku z napiętą sytuacją w Rosji i na Ukrainie martwi się Pan o swoje interesy?

 

 

- Wie pani, są dwie prawdy: prawda ekranu i prawda tego, co się faktycznie dzieje na Ukrainie. My cały czas zderzamy się z różnymi informacjami. Co innego widzimy u nas w telewizorze, a co innego słyszymy od naszych pracowników na Ukrainie. Większość Ukrainy funkcjonuje w sposób normalny i niezakłócony przez cały ten trudny okres. Rosja w ogóle nie uczestniczy w tym konflikcie. To jest wrażenie, które odnosimy z mediów, natomiast życie codzienne w Rosji nie zmieniło się w związku z tym, że istnieje jakiś konflikt na Ukrainie. Nie zmieniły się zachowania ludzi, nie zmieniło się funkcjonowanie urzędów. Mam nadzieję, że ten konflikt szybko się skończy. Ukraina wybrała demokratycznie nowego prezydenta, to nie jest kwestionowane przez nikogo na świecie i mam nadzieję, że oznacza szybkie dojście do jakiegoś konsensusu na drodze pokojowej.

 

[b]Człowiek 25-lecia Regionu Świętokrzyskiego. Poznaj Złotą Dziesiątkę (WIDEO, zdjęcia)[/b]

 

Iza Bednarz: - Jak Pan rozumie społeczną odpowiedzialność biznesu? Jest Fundacja Billa Gatesa, Fundacja Sorosa, czy powstanie Fundacja Michała Sołowowa?

 

- Nie mam takiego pomysłu, bo jesteśmy w zupełnie innych światach. Ten świat amerykański to jest 80, a nawet 150 lat wolnego kapitalizmu. U nas ledwie 25 lat, więc sądzę, że przedsiębiorcy polscy są zajęci walką o rzeczywistość. Każdy dzień oznacza kolejny, który przetrwałem, kolejny, który się udał. Dziś ta społeczna odpowiedzialność biznesu sprowadza się do tego, że polscy przedsiębiorcy generują zatrudnienie, płacą swoim pracownikom, płacą podatki związane z zatrudnieniem ludzi, w ogóle płacą podatki, czyli generalnie robiąc to, co robią, przyczyniają się do tego, że ludzie w naszym kraju żyją lepiej. Dzisiaj to jest ten etap. Nie wykluczam indywidualnych darowizn dawanych przez biznesmenów, o czym się bardzo często słyszy, ale pewno jest tak, że jak ktoś to robi i się o tym słyszy, to prawdopodobnie konsumuje na bieżąco korzyści z tego tytułu. Być może są inni, którzy coś robią, ale nie muszą o tym mówić.

 

Iza Bednarz: - Czy biznesmeni się przyjaźnią? Przyjaźni się Pan na przykład z Janem Kulczykiem, czy raczej ludzie dużego biznesu postrzegają siebie jako rywali?

 

- Nie ma rywalizacji, bo w większości to są niekonkurencyjne sytuacje. Raczej jest wzajemny szacunek a nasze relacje rozwijają się od szacunku do przyjaźni, nie w kierunku rywalizacji. W ogóle nauczenie się wzajemnego współpracowania w mniejszych społecznościach takich, jak Kielce i większych, takich jak Polska, jest jednym z pierwszych kroków do sukcesów. Mogę wybierać wykonawców z zagranicy, a mogę dobierać wykonawców z Polski i wolę wziąć swój dawny Mitex czyli Eiffage niż Hochtif. Bo dalej mi dobrze Eiffage się kojarzy, że jest stąd, że znam tych chłopaków, że wiem, kto to będzie robił i mam odczucie, że to jest dalej polska firma. Korzystanie wzajemne ze swoich usług, towarów, pozwala nam lepiej funkcjonować. Jeżeli pani umówi się biznesowo na lunch w Warszawie z Francuzem, to jest 90 procent szans, że zaprosi panią do Michelle Morana, raczej przyjedzie citroenem albo peugotem i raczej spotka tam pani innych Francuzów, którzy będą ze swoimi kontrahentami na lunchu. To jest umiejętność doceniania tego, co własne. Może taki mały nacjonalizm gospodarczy?

 

Iza Bednarz: - Chyba lepiej patriotyzm gospodarczy.

 

- U Francuzów to już byłby mały nacjonalizm, ale to nie jest złe, bo kreuje miejsca pracy we Francji. Ci ludzie również sobie pomagają za granicą. Polskie firmy też pomagają sobie za granicą. Ministerstwo Spraw Zagranicznych pomaga nam za granicą, gdyby się to przełożyło jeszcze na warunki krajowe, byłoby bardzo dobrze. Dzisiaj natknąłem się na informację o wynikach kontroli w realizacji zamówień publicznych i okazało się, że około 70 procent zamówień w Polsce jest wygrywanych przez zagraniczne firmy, z tego bodajże 80 procent przez firmy niemieckie. A teraz weźcie taką statystykę w Niemczech czy we Francji. Nie ma mowy, żeby przetarg na inwestycję ze środków unijnych wygrała jakakolwiek firma z Polski. Nie spełni pani kryteriów, nawet jak panią dopuszczą do tego przetargu, cena, jaką pani zaproponuje, nie ma znaczenia. A u nas nawet w sektorze usług, stosunkowo prostych, opartych o lokalną siłę roboczą budowlanych, my, polskie firmy permanentnie przegrywany wszystkie przetargi. Nawet ten sektor oddaliśmy. Wydaje się, że parametr polskości powinien zostać jakoś wprowadzony do polityki gospodarczej naszego państwa. To nie jest źle, że polskie przedsiębiorstwo uczestniczy w prywatyzacji. Pytała pani o doktora Kulczyka, ja mu absolutnie kibicowałem w sprawie zakupu CIECH-u i jeżeli ktokolwiek mnie o to pytał, mówiłem, że to fantastycznie, że jest polski przedsiębiorca, który chce kupić polską firmę. I gdyby startował w konkurencji z innymi przedsiębiorcami zza granicy to moim zdaniem powinien mieć preferencje. Bo on będzie tu płacił podatki, tu będzie zatrudniał ludzi, jeżeli będzie rozwijał tę firmę, jej centrala będzie w Polsce. Nie mam nic przeciwko inwestorom zagranicznym, tylko mówię: dbajmy przede wszystkim o swój własny interes.

 

Iza Bednarz: - Ma Pan ogromne doświadczenie w biznesie, wiedzę, a do polityki garną się ludzie, którzy nie mają doświadczenia i jak pan zauważył, przeszkadzają biznesowi. Nie kusi Pana, żeby zająć się polityką i trochę poukładać ten świat?

 

- Nie mam kompetencji i absolutnie mnie to nie kusi.

 

Kulisy wielkiej gali konkursu Człowiek 25-lecia. Dumna Mama Michała Sołowowa, czarująca Aldona Orman, zaskoczenia wśród laureatów

 

Marzena Smoręda: - Co jest Pana największym sukcesem?

 

- Byłem niezłym rajdowcem. Mając 39 lat zacząłem jeździć w rajdach i myślę, że byłem całkiem niezły. Zdobyłem trzykrotnie wicemistrzostwo Europy, zawsze konkurując z fabrycznymi teamami. Tak. Jestem niezłym rajdowcem.

 

Marzena Smoręda: - Sportowe zacięcie pomaga w biznesie?

 

- W ogóle pasja pomaga, i w życiu, i w biznesie.

 

Iza Bednarz: - Jak Pan ma wolny czas, co Pan robi?

 

- Jeździłem w rajdach, przez 15 lat graliśmy w piłkę nożną we wtorki i czwartki wieczorem. Teraz więcej gram w tenisa, bo nam się skład trochę wykruszył. Przed piłką nożną była koszykówka, już w czasach pracy. Narty. Generalnie mój świat się kręci wokół sportu.

Iza Bednarz: - Wakacje krótkie?

- Wystarcza mi tydzień urlopu. To jest naprawdę bardzo dużo.

 

Marzena Smoręda: - Myślał Pan kiedyś o emeryturze? Co Pan będzie wtedy robił?

 

- Jeszcze nie mam takiej wyobraźni.

 

Iza Bednarz: - A największe marzenie życiowe?

- Niech Pani sobie wyobrazi taki sen: włącza Pani telewizor o godzinie 18.50 na Polsacie, potem przełącza się o 19.00 na TVN, a potem o 19.30 na TVP1 i kończy Pani to całkowicie zrelaksowana. Okazało się, że są same dobre informacje, że nic Pani nie zestresowało.

 

Iza Bednarz: - Utopia.

- No, może i utopia.

Dziękujemy za rozmowę.

 

Recepta na wychowanie milionera, popisy wokalne proboszcza, gwiazdorski czar aktorki, tajemnica "czarnej perły”… - relacja zza kulis historyczne gali Człowiek 25-lecia

 

[b]MICHAŁ SOŁOWOW PRYWATNIE[/b]

 

Urodził się 11 lipca 1962 roku. Ukończył IV Liceum Ogólnokształcące imienia Hanki Sawickiej w Kielcach, a następnie studia na Politechnice Świętokrzyskiej. Jego majątek szacowany jest na ponad 2 miliardy dolarów. Wiedzie bardzo aktywne i skromne życie. Słynie z ogromnej pracowitości. Pierwszy pojawia się w pracy i ostatni z niej wychodzi. Konsekwentnie buduje imperium, które już zawiodło go na szczyty bogactwa w Polsce i na świecie. Na ostatniej światowej liście Forbesa sklasyfikowany został na 764 miejscu, z majątkiem oszacowanym na 2,3 miliardy dolarów. W wolnym czasie dba o kondycję fizyczną i zdrowie, jeżdżąc na nartach, grając w tenisa, piłkę nożną czy pływając. Sportowej dyscyplinie podporządkowana jest jego kuchnia. Ceni ryby, owoce morza, kuchnie japońską i chińską, od czasu do czasu z sentymentem sięga także po pierogi. W wolnym czasie nie stroni od kina czy lektury książek, szczególnie tych o biznesie. Jeździ drogimi autami, posiada też odrzutowiec i śmigłowiec. Niezawodność maszyn i szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce decydują niejednokrotnie o powodzeniu w jego interesach.

SPORTOWE ZACIĘCIE

 

Michał Sołowow jest wielkim pasjonatem motoryzacji, którą interesował się od dziecka. Będąc nastolatkiem pracował na stacji benzynowej, w warsztacie samochodowym. W wielu 17 lat w pożyczonym od mamy fiacie 126p  wystartował w rajdzie. Potem zdobył licencję rajdową drugiego stopnia, ale rajdy porzucił. Nadal jednak zajmował się samochodami. Studiował na Wydziale Mechanicznym Politechniki Świętokrzyskiej. W 2000 roku kupił mitsubishi lancera, który przystosował do rajdów i zaczął się ścigać i wygrywać z innymi kierowcami na torze w Miedzianej Górze pod Kielcami. Na próbę wystartował w warszawskim Rajdzie Barbórki, a jego pilotem był kolega ze studiów. Potem zaczął regularne starty. W 2001 roku, mimo dobiegającej 40., założył klub Cersanit Rally Team i startował w jego barwach. Jazdy uczył się u najlepszych kierowców w Szwecji. Przez 10 lat jeździł z pilotem Maciejem Baranem. W rajdowej karierze był trzykrotnym wicemistrzem Europy (2008, 2009 i 2012), dwukrotnym wicemistrzem Polski (2006 i 2010), dwukrotnym II wicemistrzem Europy (2006 i 2010), dwukrotnym II wicemistrzem Polski (2004 i 2005). Obecnie zwolnił rajdowe tempo, ale nadal startuje w ważnych rajdach w kraju i za granicą.

BIZNES NA OGROMNA SKALĘ

 

Michał Sołowow na ostatniej światowej liście Forbesa sklasyfikowany został na 764 miejscu, z majątkiem oszacowanym na 2,3 miliardy dolarów. Jest znaczącym akcjonariuszem firm giełdowych: Synthos (branża chemiczna), największy w Europie producent kauczuków ESBR i trzeci w Europie producent polistyrenu; Rovese, dawny Cersanit (ceramika sanitarna i płytki ceramiczne), zajmujący 6 miejsce na świecie pod względem produkcji płytek ceramicznych i 10 na świecie w produkcji ceramiki łazienkowej (w maju 2008 roku nastąpiła fuzja Cersanitu z innym notowanym na giełdzie producentem płytek ceramicznych – firmą Opoczno); Echo Investment (działalność developerska), jedna z największych w Europie firm inwestycyjno-deweloperskich z polskim kapitałem. Posiada sto procent udziałów w spółce  Barlinek (producent deski podłogowej), jednym z wiodących producentów warstwowych podłóg drewnianych na świecie, sprzedającym na wielu kontynentach. Przejął także 100 procent udziałów w sklepach Komfort, handlujących wykładzinami, dywanami, panelami i podłogami drewnianymi.

PRZEDSIĘBIORCA 25-LECIA

W maju bieżącego roku w plebiscycie organizowanym przez gazetę Puls Biznesu tytułem polskiego Przedsiębiorcy 25-lecia obdarzono Michała Sołowowa. Obok niego do tej nagrody w kategorii przedsiębiorca nominowani byli czterej wybitni polscy biznesmeni: Leszek Czarnecki, Jan Kulczyk, Dariusz Miłek i Zygmunt Solorz-Żak.

 

Iza BEDNARZ
Marzena SMORĘDA
Stanisław WRÓBEL

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

m
mini przedsiębiorca
jak dla mnie to mistrz świata, szacun
 
a
admiral 27
Byly pracownik p... się powiedz to setkom osób wykorzystywanych w dobie współczesnego biznesu. 
B
Były pracownik...
Witam, powiem tak, pierwsza moja praca to właśnie w firmie p. Michała. Zaczynałem od najniższego stanowiska i zakończyłem w biurze  w dziale handlowym. Teraz z perspektywy czasu uważam że to była niezła szkoła życia i może wówczas uważałem że ciężko było ale się opłaciło. Trzeba było być naprawdę dobrym i zapomnieć słowów typu - "nie da się" ale dzięki temu osiągnąłem dużo w mojej dalszej karierze zawodowej. A każada następna praca to przys. "bułka z masłem". Nie miałem jakoś okazji - a może będzie ? żeby o tym powiedzieć p. Michałowi a może przeczyta ? Pozdrawiam
Przejdź na stronę główną Echo Dnia
Dodaj ogłoszenie