„Od kiedy pamiętam chciałam służyć Ojczyźnie”

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
st. szer. Aleksandra Połeć - 10 Świętokrzyska Brygada Obrony Terytorialnej
O powołaniu rozmawiamy ze starszym szeregowym Aleksandrą Połeć z 10 Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Ma 19 lat i jest początkującą zdolną artystką - gra na gitarze, śpiewa, komponuje. Zajęła drugie miejsce w kieleckim Talent Show. Jeździ konno. Fotografuje. W brygadzie służy ze swoją mamą, która też jest żołnierzem Obrony Terytorialnej.

Skąd pomysł na wojsko u tak młodej dziewczyny?

Wojsko w moim życiu przewijało się od zawsze. Moja mama również jest żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej, dodatkowo pracuje w Resorcie Obrony Narodowej, a tata kiedyś był żołnierzem zawodowym. Można zatem powiedzieć, że zostało mi to przekazane w genach (śmiech). Zaczęłam od harcerstwa, w którym służyłam bardzo długo. Później zastanawiałam się nad szkołą mundurową, a jak tylko skończyłam 18 lat i nadarzyła się okazja wstąpienia do 10 Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej to wiedziałam, że z niej skorzystam. Tak się zaczęła ta przygoda.

Co Pani czuła, gdy składała przysięgę?

Możliwość zostania żołnierzem zawsze wiązała się u mnie z ogromnymi emocjami. Od kiedy pamiętam chciałam nim być i służyć Ojczyźnie. Samo przejście przez 16-dniowe szkolenie było dla mnie sporym przeżyciem. Na początku oczywiście nie było łatwo, bo nikogo nie znałam. Ale po tych kilkunastu dniach byliśmy już wszyscy na tyle zgraną ekipą, że pożegnanie było bardzo trudne. W końcu każdy z nas został wysłany w różne miejsca… Jednak dzięki temu, że swoją „szesnastkę” przeżyłam z tak cudownymi ludźmi, wiedziałam, że teraz może być już tylko lepiej. Przysięga na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Przystępując do niej wiedziałam, że służba niczym mnie nie zawiedzie.

Rozumiem, że wsparcie rodziny było, a jak ze znajomymi? Nie byli zdziwieni Pani pomysłem na życie?

Tak, rodzina od początku mnie w tym wspierała, nikt też nie był zdziwiony moją decyzją. Bliscy znajomi też dobrze mnie znają i wiedzieli, że jak tylko nadarzy się okazja to ją wykorzystam i założę mundur.

Czyli terytorialsem jest Pani już ponad rok. Jak ocenia Pani ten czas? Bywało trudno?

Oczywiście, że bywało trudno. Zadania czasem nie należały do najłatwiejszych, chociażby koszarowanie podczas trwającej pandemii. To zarówno rozłąka z bliskimi, ale też poczucie zamknięcia i wyczekiwania, bo nikt nie wiedział co będzie dalej oraz jak sytuacja w Polsce czy na świecie się potoczy. Ze strony kolegów było jednak wsparcie, zawsze można było zejść na luźniejsze tematy czy podzielić się wątpliwościami. Także teraz wiem, że wszystko jest do przejścia i trzymając się razem damy radę.

To oznacza, że plusy przeważają?

Pewnie. Jest mnóstwo dobrych stron służby, między innymi poczucie satysfakcji z tego, że pomaga się innym.

W 10 Świętokrzyskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej służy także Pani mama. Pojawiają się czasem jakieś „zgrzyty” czy raczej sobie to Pani chwali?

Myślę, że nie oceniałabym tego przez pryzmat plusów i minusów. Z moją mamą nie mieszkam już od ponad roku. Wyprowadziłam się, gdy wstąpiłam do służby. Nie widujemy się często – ja jestem w innej kompanii, moja mama w innej. Zawsze się jednak wspieramy. Jeśli tylko jest zadanie, które mogłybyśmy wykonać razem to nie ma z tym najmniejszego problemu Mamy ze sobą bardzo silną więź. Moja mama jest najlepszą kobietą na świecie – jako człowiek, jako rodzic, czy jako przyjaciółka.

Radzi się jej Pani często?

Jestem młoda, dopiero się uczę, więc oczywiście pomoc zawsze się przydaje. Jednak już dzięki doświadczeniu wiem sama jak sobie radzić z poszczególnymi sytuacjami. Mam jednak tę świadomość, że zawsze mogę liczyć na pomoc ze strony mamy.

Woli się Pani uczyć na własnych błędach?

Uważam, że najlepiej uczyć się na cudzych (śmiech). Rozmawiam z innymi żołnierzami i wymieniamy się swoimi doświadczeniami. Staram się wyciągnąć jak najwięcej wniosków z ich rad, aby nie wpaść w te same „pułapki”. Oczywiście uczenie się na własnych jest zdecydowanie skuteczniejsze, bo wiąże się z emocjami, dzięki którym zapamiętujemy jaką drogę wybrać w przyszłości.

Ma Pani mnóstwo hobby. To gra na gitarze, śpiew, fotografia, jazda konna. Jest czas na tyle pasji?

Lubię też czytać książki, dzięki którym zamykam się we własnym świecie. Faktycznie doba ma tylko 24 godziny, a pasji mam sporo. To dzięki moim rodzicom, którzy dali mi możliwość spróbowania wielu rzeczy. Razem z siostrą brałyśmy udział w lekcjach śpiewu, rysunku, jazdy konnej, tańca. Tego było naprawdę mnóstwo. Dostałam po prostu szansę, aby się odnaleźć i dowiedzieć się, co chcę robić w życiu. Dzięki dobrej organizacji i samodyscyplinie nie ma rzeczy niemożliwych.

Nie martwiła się Pani, że po wstąpieniu do służby na wiele z tych pasji braknie czasu?

Pogodzenie tylu zajęć ze sobą zależy tylko i wyłącznie od dobrej organizacji. Jeśli sobie wszystko fajnie poukładam, to mogę się poświęcić każdemu z moich hobby i żadna sfera życia na tym nie cierpi.

Mamy w kraju pandemię. Nie bała się Pani brać udziału w akcjach?

Jak już wspominałam, gdy brałam udział w akcjach byłam w pełni skoszarowana, więc nie miałam żadnego kontaktu z rodziną i dzięki temu nie narażałam ich na ewentualne zakażenie. Poza tym mieszkam sama i wiedziałam, że lepiej się z nikim nie spotykać. To dawało mi duży spokój.

Czym się Pani zajmowała do tej pory?

W Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach oraz w jednym ze szpitali powiatowych zajmowałam się mierzeniem temperatury osobom, które chcą wejść na teren placówki. Wiosną wzięłam także udział w popularnej akcji #hot16challenge, której celem było zebranie środków na pomoc w walce z pandemią. Wspaniałym doświadczeniem była wspólna służba z Policją, dzięki której mogłam poznać pracę innych służb mundurowych, a przy okazji pomóc im w wykonywaniu obowiązków. Na pewno na długo zapadnie mi to w pamięć.

Czy zaszły w Pani jakieś zmiany odkąd wstąpiła Pani do WOT?

Zdecydowanie. Od początku wiedziałam, że chcę w to iść i obecnie wiem na 100 procent, że to moja życiowa droga. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zostać zawodowym żołnierzem. Dzięki służbie mam w sobie większą siłę, jestem bardziej uporządkowana i zdecydowana. Poza tym czuję ogromne oparcie w ludziach, z którymi służę. Wiem, że dzięki temu mogę pomóc innym oraz sobie. To daje ogromną moc.

Co powiedziałaby Pani innym młodym ludziom, którzy być może zastanawiają się nad wstąpieniem do służby?

Myślę, że najlepiej by było, gdyby nie mieli w głowie jakiegoś konkretnego obrazu służby. Wszystko okaże się w praktyce. Spróbować na pewno nie zaszkodzi, a to wspaniała możliwość niesienia pomocy ludziom. Podczas służby mamy okazję poznawania innych osób, służenia im wsparciem i konkretnymi działaniami. To wspaniałe uczucie, które warto poznać. Dodatkowo mogą wynieść wiele wartościowych lekcji, które przydają się w życiu codziennym. To współpraca z innymi, podejmowanie trudnych decyzji, sprawdzanie swoich możliwości czy pokonywanie własnych barier.

Dodaj ogłoszenie