Artur Dudzic nie zamordował pani Genowefy! 25 lat więzienia...

    Artur Dudzic nie zamordował pani Genowefy! 25 lat więzienia dla Przemysława S., jedynego sprawcy zbrodni w Racławicach [ZDJĘCIA]

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Artur Dudzic (z prawej) z ulgą wysłuchuje, że sąd uniewinnia go od zarzutów. - Jestem szczęśliwy - stwierdził chwilę później
    1/5
    przejdź do galerii

    Artur Dudzic (z prawej) z ulgą wysłuchuje, że sąd uniewinnia go od zarzutów. - Jestem szczęśliwy - stwierdził chwilę później ©Marcin Radzimowski

    - Jestem szczęśliwy - komentował we wtorek po wyjściu z sali rozpraw Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu 35-letni Artur Dudzic, którego prokuratura - zdaniem sądu niesłusznie - oskarżyła o to, że wspólnie i w porozumieniu z 23-letnim obecnie Przemysławem S. brutalnie zamordował 89-letnią Genowefę B. z Racławic koło Niska. Sąd ustalił, że to wyłącznie Przemysław S. używając młotka roztrzaskał głowę starszej kobiecie i za brutalną zbrodnię skazał go na 25 lat więzienia.
    Choć wyrok jest jeszcze nieprawomocny, Artur Dudzic wierzy w to, że nawet w przypadku jego zaskarżenia, sąd drugiej instancji również podzieli argumentację sądu w Tarnobrzegu. Czuje się niewinnym człowiekiem, dlatego zgodził się na podanie w mediach jego pełnych danych osobowych oraz publikację wizerunku. - I tak na wsi każdy wie, że to ja byłem oskarżony o zabójstwo. Jestem niewinny, nie mam się więc co ukrywać - wyjaśnia.

    Wtorkowy, ostatni dzień procesu przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu rozpoczęto od wideokonferencji - wysłuchania opinii ustnej biegłych psychiatrów i psychologa (połączono się z Aresztem Śledczym w Krakowie). Biegli podtrzymali opinię pisemną w całości. Wynikało z niej między innymi, że oskarżony Przemysław S. ma skłonności do agresji a w chwili popełnienia czynu był poczytalny.

    Po zamknięciu przewodu sądowego głosy zabrały strony. Prokurator Marek Grela z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu w mowie oskarżycielskiej podkreślał, że zbrodnia dokonana w Racławicach to jedna z najbardziej brutalnych w ostatnim czasie dokonanych w tej części Polski. Opisywał obrażenia, jakich doznała ofiara - roztrzaskana młotkiem czaszka, wylewający się przez otwory po wbitym młotku mózg to tylko część z nich.

    - Biegli nie mają wątpliwości, że uderzenia zostały zadane z bardzo dużą siłą - mówił prokurator.
    Roztrzaskaną czaszkę i wyłamane z niej kości ofiary zbrodni zabezpieczono jako ślad kryminalistyczny w sprawie. Teraz te szczątki zostaną wydanie rodzinie celem pochowania.

    Oskarżyciel publiczny argumentował, że co prawda podczas pierwszych dwóch przesłuchań w prokuraturze Przemysław S. przyznając się do zabójstwa twierdził, że był sam, jednak na kolejnym przesłuchaniu „przypomniał sobie”, że był z Arturem Dudzicem. I to Artur Dudzic miał zadać śmiertelne ciosy pani Genowefie, zaś on sam „coś tam jedynie uderzył”.

    Przypomnijmy, że mając treści wyjaśnień Przemysława S. prokuratura zatrzymała Artura Dudzica i postawiła mu zarzut dokonania zabójstwa oraz wcześniejszego włamania i kradzieży narzędzi na innym podwórzu, wspólnie i w porozumieniu z Przemysławem S. Sąd Rejonowy w Nisku aresztował Artura Dudzica tymczasowo, mężczyzna spędził w sumie w areszcie blisko dziewięć miesięcy.

    Teraz wiadomo, że był niewinny (od samego początku tak twierdził), jednak we wtorkowym ustnym uzasadnieniu sędzia Józef Dyl mówiąc w imieniu pięcioosobowego składu orzekającego Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, odnosząc się do tego wątku zaznaczył, że w tamtym okresie śledztwa była podstawa do stosowania aresztu.

    - Wyjaśnienia Przemysława S. obciążające Artura Dudzica, które okazały się pomówieniami, były takim samym dowodem, jak inne i należało je zweryfikować w oparciu o inne dowody - wyjaśnił sędzia.

    Dziwić może jednak, że choć po kilku miesiącach prokuratura zmieniła tymczasowe aresztowanie Artura Dudzica na środki zapobiegawcze wolnościowe, ostatecznie oskarżyła go o dokonanie włamania oraz zabójstwa wspólnie i w porozumieniu z Przemysławem S. Taka też była konkluzja oskarżycielskiej mowy, na zakończenie której prokurator wniósł o uznanie winy obu oskarżonych i skazanie ich na kary po 25 lat więzienia.

    Oskarżyciele posiłkowi - dwaj synowie i córka nieżyjącej pani Genowefy, w kwestii kary przychylili się do wniosku prokuratora, dodatkowo wnioskując o zadośćuczynienie każdemu z nich od oskarżonych po 50 tysięcy złotych od każdego z oskarżonych.

    Głos zabrali obrońcy oskarżonych. Mecenas reprezentująca Przemysława S. kontynuowała narrację swojego klienta, którego wyjaśnienia całkowicie ewoluowały w trakcie trwania postępowania prokuratorskiego a potem i sądowego – z osoby przyznającej się do winy i opisującej ze szczegółami przebieg zdarzeń (pokazał też miejsce ukrycia młotka), zmienił się w niewinnego człowieka, który jedynie „coś tam uderzył” w kołdrę, ale nie w leżącą pod nią panią Genowefę.

    Momentami ta mowa obrończa bardziej przypominała mowę oskarżycielską przenoszącą winę na drugiego z oskarżonych (Artura Dudzica) niż sensu stricte polemikę z dowodami winy Przemysława S. przedstawianymi przez prokuratora. Ostatecznie pani mecenas wniosła o uniewinnienie Przemysława S. od obu zarzutów.

    Jako ostatni przemawiała dwójka obrońców oskarżonego Artura Dudzica. Oboje, a zwłaszcza mecenas Anna Bożek, która spisała swoja mowę na kartkach, punkt po punkcie wyliczała błędy popełnione przez prokuraturę i policję. - To było niedbalstwo i opieszałość. Zgłaszane przez obronę dowody były przeprowadzane dopiero po kilku miesiącach, kiedy już nie można było tych dowodów zabezpieczyć - argumentowała.

    Podnosiła, że przez 20 miesięcy śledztwa nie znaleziono zupełnie nic, co wskazywałoby na winę Artura Dudzica, dopiero na wnioski obrony zabezpieczono jego obuwie (był już w areszcie) i odzież, którą tamtego feralnego dnia miał na sobie. Nigdzie nie było ani śladu krwi. Adwokat torpedowała twierdzenia prokuratora, cytując zeznania poszczególnych świadków i odnosząc się do własnych ustaleń. Także podkreślając umiejscowienie ran na ciele Genowefy B., wskazujące, że ciosy młotkiem zadawała jedna osoba z jednej pozycji. Nie było więc dwóch młotków i dwóch sprawców, tylko jeden.

    Po godzinnej przerwie sąd ogłosił wyrok. Przemysława S. za dokonanie w nocy z 7 na 8 lipca 2017 roku zabójstwa Genowefy B. skazał na 25 lat pozbawienia wolności, za włamanie do szopy i kradzież elektronarzędzi w tym młotka, który posłużył jako narzędzie zbrodni - na rok więzienia. Kara łączna: 25 lat więzienia. Jednocześnie uniewinnił od obu zarzutów Artura Dudzica.

    - Materiał dowodowy podlega sensownej ocenie sądu. Prawdą jest, że różne wyjaśnienia oskarżonego Przemysława S. są takimi samymi dowodami, jak inne, ale należy je oceniać przez pryzmat innych dowodów - zaczął sędzia Józef Dyl, ustnie uzasadniając decyzję pięcioosobowego składu. - Przemysław S. został zatrzymany kilka dni po zabójstwie, miał więc czas na dokonanie przemyśleń. Po zatrzymaniu rozpłakał się, przyznał się i opowiedział policjantom o tym, co się wydarzyło.
    Zobacz galerię
    Sędzia dodał, że także podczas wizji lokalnej opisywał ze szczegółami zdarzenie, wskazał miejsce zakopania reklamówki z rzeczami z włamania. Te pierwsze wyjaśnienia niewątpliwie - zdaniem sądu - trzeba uznać za wiarygodne. W późniejszym etapie Przemysław S. zaczął modyfikować podawaną wersję - najpierw pojawił się w niej Artur Dudzic, później kolejne wcześniej „nieznane” wątki, jakie Przemysław S. dodawał na przesłuchaniach.

    Na przykład twierdził, że Artur Dudzic przy jakiejś posesji znalazł jakiś młotek i to nim uderzał potem Genowefę B., rozmawiał ze swoimi koleżankami przez telefon Artura (miało to określić, że wtedy byli razem).
    Sędzia podając kolejne argumenty (na przykład podważając zeznania świadków, którzy „pamiętali”, o której godzinie ktoś z domowników wrócił do domu w nocy cztery miesiące wcześniej) nie miał wątpliwości, że Przemysław S. pomówił Artura Dudzica, który ze zdarzeniem nie miał nic wspólnego.

    - Przemysław S. opowiedział Arturowi Dudzicowi kilka dni po zdarzeniu o zabójstwie Genowefy B. ale czy można tu mówić o niepowiadomieniu organów ścigania o popełnionym przestępstwie? Zdaniem sądu niekoniecznie, zważywszy na osobę Przemysława S., uzależnionego od narkotyków. Będącego wtedy pod wpływem alkoholu - mówił sędzia.

    Przypomnijmy, że feralnego wieczoru Przemysław S., Artur Dudzic i trzeci z mężczyzn wspólnie pili alkohol oraz zażywali narkotyki, Potem jednak się rozstali, choć Przemysław S. utrzymywał, że z Arturem Dudzicem jeszcze się spotkał, razem chodzili po Racławicach - dokonali włamania i kradzieży a następnie zabójstwa Genowefy B.

    Wyrok nie jest prawomocny i oskarżyciele posiłkowi planują wnieść zaskarżenie, nie mając całkowitej pewności, czy Artur Dudzic nie jest winny. Z orzeczenia sądu w kwestii Przemysława D. są usatysfakcjonowani.

    ZOBACZ TEŻ: Wilczy terror w Wołkowyi


    POPULARNE NA NOWINY24:


    Komentarze

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo