Finał Fortuna Pucharu Polski. Miało być święto futbolu, skończyło się awanturami i pustym sektorem Lecha

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Kibice Rakowa pod PGE Narodowym
Kibice Rakowa pod PGE Narodowym Tomasz Dębek
Udostępnij:
Finałowy mecz Fortuna Pucharu Polski po dwóch latach przerwy powrócił na PGE Narodowy. Miało być wielkie święto futbolu, skończyło się na pustym sektorze kibiców Lecha, awanturach pod stadionem i groźbie prezesa PZPN, który zapowiedział możliwość odebrania finału Warszawie.

Punktem (o ironio) zapalnym całej sytuacji była decyzja o zakazie wnoszenia na stadion flag i banerów o wymiarach większych niż 2 x 1,5m. Przypisuje się ją prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu, choć ten broni się, że należała ona do Państwowej Straży Pożarnej. Tak czy inaczej flag zakazano z powodu ryzyka, że mogłyby w nich zostać ukryte zakazane race. PZPN odwołał się od decyzji, lecz bezskutecznie.

Każdy, kto posiada odrobinę wyobraźni i znajomości ruchu kibicowskiego mógł spodziewać się, że fani nie przejdą nad decyzją zakazującą im wniesienia na trybuny flag i sektorówek do porządku dziennego. W końcu to dzięki oprawom, również z użyciem zakazanej pirotechniki, wiele finałów na Narodowym wspomina się do dziś. Kibice Lecha postanowili zbojkotować mecz i zostali pod stadionem (na sektor weszła garstka kilkudziesięciu osób). Większość fanów z Częstochowy na Narodowy weszła (choć niektórzy po długim oczekiwaniu - kilkanaście tys. osób wpuszczano jedną bramą). Doping skupili jednak na organizatorach. Najbardziej dostało się policji, PZPN i prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu. "Co to za finał?" i "Piłka nożna dla kibiców" to najłagodniejsze ze skandowanych haseł.

"To powinno być święto piłki i kibiców. Elementem kibicowania są też oprawy - bardzo często patriotyczne. Nieodpowiedzialne decyzje mogą to święto zepsuć, a dodatkowo sprowadzić zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Trzeba z tej sytuacji wyciągnąć wnioski na przyszłość" - pisał na Twitterze minister sportu i turystyki Kamil Bortniczuk.

O krok dalej poszedł prezes PZPN Cezary Kulesza, który zagroził... odebraniem Warszawie kolejnych finałów Pucharu Tysiąca Drużyn. "Stanowisko Kom. Miejskiej PSP o zakazie wnoszenia większych flag uderza w piękno sportu, jest niezrozumiałe i powoduje więcej szkód niż pożytku. Zmieniono zasady obowiązujące od lat. Jeżeli w przyszłości PSP nie zmieni swojego stanowiska, finał PP nie będzie organizowany w Warszawie" - skomentował.

Pod stadionem nie obyło się zresztą bez awantur. Kilkadziesiąt minut przed meczem tłum kibiców Lecha skutecznie zablokował ulicę Ryszarda Siwca. Żadnych szans na przejechanie nią nie miały (mimo kilku prób) policyjne radiowozy. Im bliżej meczu, tym atmosfera jeszcze bardziej gęstniała. Doszło do próby szturmu na ogrodzenie, w ruch poszedł gaz łzawiący, wśród poszkodowanych miały być kobiety i dzieci. Wszystko w ramach uniemożliwienia kibicom wniesienia opraw...

Mecz, który miał być dla polskich kibiców świętem futbolu, stanie się pewnie kolejnym symbolem nieudolnej walki z ruchem kibicowskim. Zamiast fantastycznych opraw (choć z użyciem zakazanej pirotechniki) postronni obserwatorzy zapamiętają go z wyzwisk w kierunku organizatorów i pustego sektora przeznaczonego dla kibiców Lecha. Jeśli tak ma wyglądać wizytówka polskiego futbolu, to pod względem wizerunkowym lepszy był już chyba ubiegłoroczny finał w Lubinie przy pustych trybunach...

Zwłaszcza, że potencjał na widowisko był ogromny. Zagrały dwie najlepsze polskie drużyny tego sezonu, zawzięcie walczące w PKO Ekstraklasie o mistrzostwo kraju. Mecz stał na wysokim poziomie, nie brakowało składnych akcji i bramek (z kronikarskiego obowiązku - Raków wygrał 3:1). Przez jedną kuriozalną decyzję o piłkarzach i wyniku mało kto będzie jednak mówił. Czy było warto? Niech każdy oceni sam.

Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

ZOBACZ TEŻ:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Finał Fortuna Pucharu Polski. Miało być święto futbolu, skończyło się awanturami i pustym sektorem Lecha - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Echo Dnia Podkarpackie
Dodaj ogłoszenie