IGRZYSKA WIDZIANE Z POLSKI. Największymi bohaterami ostatnich dni są trenerzy naszej mieszanej sztafety 4x400 [FELIETON]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Japonia/Tokio, igrzyska olimpijskie; ceremonia medalowa zloty medal karol zalewski natalia kaczmarek justyna swiety ersetic kajetan duszynski
Japonia/Tokio, igrzyska olimpijskie; ceremonia medalowa zloty medal karol zalewski natalia kaczmarek justyna swiety ersetic kajetan duszynski Pawel Relikowski / Polska Press
Największymi bohaterami ostatnich dni w olimpijskiej reprezentacji Polski są trenerzy naszej mieszanej sztafety 4x400, Aleksander Matusiński i Marek Rożej. Zapamiętajcie te nazwiska! Dzięki nim mamy aż siedmioro złotych medalistów igrzysk, i tak liczna grupa sportowców nie musi martwić się o przyszłość. Również tę dalszą. Może na olimpijskich arenach dotąd nie radziliśmy sobie jakoś szczególnie, za to solidarność pozostała polskim wyróżnikiem w wymiarze międzynarodowym. Co klarownie udokumentowała trudna sprawa Białorusinki Krysciny Cimanouskiej - pisze w olimpijskim felietonie Adam Godlewski.

Dwa krążki wywalczone przez Biało-Czerwonych przez 11 dni igrzysk w Tokio, i zaledwie 42. miejsce w klasyfikacji medalowej nikogo w Polsce nie mogą zadowalać. To wynik znacznie poniżej oczekiwań, nawet jeśli szans na podium w drugiej części zawodów w Japonii pozostało tyle, że spokojnie będziemy w stanie wykonać normę – wynoszącą 11 – z trzech poprzednich olimpiad.

Nie tak jak zakładaliśmy zaprezentowali się kolarze, windsurferzy czy szermierki. Zdobycz wioślarzy także powinna być bardziej okazała, a kilka innych nadziei również przepadło bezpowrotnie. Niezależnie od końcowego wrażenia, po powrocie z Azji wiele związków sportowych czeka rachunek sumienia i gruntowne zmiany. Dotyczące nie tylko metodyki szkolenia, ale też personalne na kluczowych stanowiskach – prezesów, szefów szkolenia i trenerów kadr narodowych. Mimo niestandardowej pandemicznej sytuacji, która z pewnością nikomu nie ułatwiła życia uprawniona jest teza, że nie wszyscy nadążają za światowymi standardami. Nie wszyscy potrafili zabrać się do orient ekspresu, który stację docelową miał w Tokio. Naprawdę duża grupa – zdecydowanie za duża – została na peronie w Warszawie, mimo że pociąg odjechał.

Odrobiona praca domowa i błysk geniuszu

O ile maruderów, a także tych, którzy do Japonii wybrali się na gapę trzeba będzie rozliczyć – już nawet dzień po igrzyskach – o tyle warto oddać to co należne naszym ludziom sukcesu. A od weekendu w tym aspekcie na usta w pierwszej kolejności cisną się nazwiska dwóch trenerów – Aleksandra Matusińskiego oraz Marka Rożeja, którzy znakomicie zestawili skład sztafety mieszanej 4x400 metrów i byli autorami zwycięskiej taktyki. Zaskoczyli zapewne nie tylko cały świat, ale i podopiecznych, wystawiając dwa niemal zupełnie różne składy w półfinale oraz finale. Starannie odrobili pracę domową trafiając z formą sprinterów w punkt, a przy doborze strategii na biegi w Tokio popisali się nawet błyskiem geniuszu.

Doskonale wiedzieli, jakim dysponują potencjałem i mieli klarowny plan, w jakim sposób należy z tego bogactwa skorzystać. W efekcie „wyprodukowali” aż siedmiu mistrzów olimpijskich. Co ma ogromne znaczenie dla zawodników. Nie tylko prestiżowe, ale również – a może nawet przede wszystkim – finansowe.
Nasze państwo dba bowiem o sportowców kompleksowo. Nie tylko dokłada się do sfinansowania przygotowań olimpijskich i partycypuje w wypłacie premii za sukcesy, ale medalistom igrzysk wypłaca również sportowe emerytury. Należne już po ukończeniu 40. roku życia, w kwocie niemal 3 tysięcy złotych netto. A zatem z punktu widzenia dzisiejszych herosów może nie rekordowych, za to z perspektywy zwykłego Kowalskiego czy Nowaka – naprawdę godnych. Takich, po wypłacie których beneficjent nie musi martwić się o środki na comiesięczne rachunki.

Kompleksowo zabezpieczona przyszłość

I także z tego względu strategia Matusińskiego/Rożeja była znakomita. Cztery lekkoatletki i trzech sprinterów – a zatem wszyscy, jak zakładam, aktualnie spełniający kryteria rywalizacji na najwyższym światowym poziomie w kadrach obu szkoleniowców – mają zabezpieczoną tę dalszą przyszłość. Bliższą zresztą też, szefowie Polskiego Komitetu Olimpijskiego zadbali przecież, żeby z pełnymi honorami złote medale trafiły do siedmiorga członków złotej sztafety. Zaś premie za medal zostały wypłacone wszystkim w równych częściach; niezależnie od tego, kto wystąpił w półfinale, a kto został desygnowany do biegu finałowego. Lekko „poszkodowany” (cudzysłów jest oczywiście nieprzypadkowy), może czuć się jedynie Kajetan Duszyński, którego nazwisko figurowało w składach obydwu biegów; wykonał przecież podwójną, a przy okazji najlepszą robotę. Tyle że ten świetny sportowiec „premię” otrzymał już w trakcie biegu finałowego, gdy został okrzyknięty przez komentatora TVP – Przemysława Babiarza – mianem „Kajetano Kapitano”. Ten tytuł pozostanie w świadomości rodaków już na zawsze. I jest nie do kupienia za żadne pieniądze…

Polska solidarność to piękny wyróżnik

Udział w igrzyskach nie dla wszystkich sportowców – niestety – ogranicza się do walki o mołojecką sławę, finansowe gratyfikacje i splendor dla ojczyzny. Białorusinka Kryscina Cimanouska, sprinterka specjalizująca się w biegach na 100 i 200 metrów, po odmowie startu w sztafecie 4x400 (ze względów merytorycznych, stricte sportowych) była szykanowana przez szefów swojej ekipy i miała zostać karnie odesłana do Mińska. Poczuła się zagrożona, święto sportu – jakim z założenia są igrzyska – w jej przypadku zmieniło się w koszmar. O ochronę zwróciła się zatem do japońskiej policji, a w pierwszej kolejności z pomocą zdesperowanej sprinterce pospieszyło nasze MSZ.

Informacja, że Kryscina otrzymała gościnę w polskiej ambasadzie w Tokio – i wizę humanitarną – była jedną z najlepszych, jakie napłynęły w ostatnich godzinach z Japonii. Może na olimpijskich arenach dotąd nie radziliśmy sobie jakoś szczególnie, za to solidarność pozostała naszym wyróżnikiem w wymiarze międzynarodowym. I niech tak pozostanie!

Adam Godlewski

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Piotrem Małachowskim

Wideo

Materiał oryginalny: IGRZYSKA WIDZIANE Z POLSKI. Największymi bohaterami ostatnich dni są trenerzy naszej mieszanej sztafety 4x400 [FELIETON] - Polska Times

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jaN
E tam szkoleniowcy i drużyna. Dla mnie robotę zrobił ten ostatni biegacz, który, pomimo, że zostawał sporo w tyle wyprzedził wszystkich.
y
youtu.be/eiDiKwbGfIY
Zapisane Pięknie.
......
..........................................
......
.......................................
......
.....................................
......
.......................................
......
...............................................
......
.....................................................
......
......................................................
Dodaj ogłoszenie