Marek Prawda: 15 lat temu Polska wróciła w krwiobieg Europy

    Marek Prawda: 15 lat temu Polska wróciła w krwiobieg Europy

    Katarzyna Stańko

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Marek Prawda: Dla mnie wejście do UE to było przekonanie, że ponownie zarzuciliśmy wreszcie kotwicę w zachodniej cywilizacji

    Marek Prawda: Dla mnie wejście do UE to było przekonanie, że ponownie zarzuciliśmy wreszcie kotwicę w zachodniej cywilizacji ©Fot. Damian Kujawa

    Polska przyczyniła się do zjednoczenia Europy. To, co wydarzyło się w naszym kraju, dla niektórych było dowodem na istnienie Boga - mówi Marek Prawda, dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.
    Marek Prawda: Dla mnie wejście do UE to było przekonanie, że ponownie zarzuciliśmy wreszcie kotwicę w zachodniej cywilizacji

    Marek Prawda: Dla mnie wejście do UE to było przekonanie, że ponownie zarzuciliśmy wreszcie kotwicę w zachodniej cywilizacji ©Fot. Damian Kujawa

    Gdzie byśmy byli, gdybyśmy 15 lat temu nie weszli do Unii Europejskiej?
    Według najostrożniejszych szacunków przystąpienie do Unii pozwoliło nam przyspieszyć pogoń za bogatszymi krajami o ok. 10-12 lat. Najważniejsze są trzy elementy: po pierwsze Unia okazała się najbardziej skuteczną maszyną konwergencji, czyli zasypywania rowów między krajami mniej i bardziej rozwiniętymi. Mało jest na świecie przykładów, z wyjątkiem kilku krajów azjatyckich, tak szybkiego i skutecznego wyrównywania standardów życia.
    Polska należy do największych beneficjentów tego procesu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Japonia potrzebowała 30 lat, od 1950 do 1980 roku, żeby z 33 proc. dochodu PKB na głowę w stosunku do Niemiec dojść do 60 proc. Także Polsce zajęło to prawie 30 lat, tylko że od przełomu w 1989 roku.

    Narzekamy jednak na transformację i jej koszty.
    W zasadzie to, co osiągnęła Polska nie miało prawa się udać. Nie mieliśmy oszczędności ani kapitału, które są potrzebne, by inwestować i dzięki temu się rozwijać. Fundusze unijne w znacznym stopniu kompensowały ten brak, a także pomogły zapewnić akceptację trudnych i bolesnych reform. Czyli, po drugie, członkostwo w UE bardzo złagodziło koszty naszej transformacji gospodarczej.



    Jakie jeszcze inne plusy obecności w UE widzi Pan dla Polski?
    Trzeci element to głębsza obecność Polski w europejskiej - a więc i światowej - wymianie gospodarczej. Procesy produkcji są coraz bardziej podzielone na etapy, w których uczestniczą wyspecjalizowane firmy. Dzięki akcesji Polska mogła zostać włączona w tzw. międzynarodowe łańcuchy dostawcze i odgrywać w nich coraz bardziej znaczące role. Wolelibyśmy oczywiście mieć do tego jeszcze silne polskie marki, ale przestrzegałbym przed niedocenianiem dobrej pozycji w łańcuchach dostawczych. To daje łatwość korzystania z technologii i otwiera rynki. Sceptycy powiedzą, że produkujemy przede wszystkim części zamienne, ale także one potrafią nam zapewnić niebłahe korzyści, jeśli chodzi o wartość dodaną dla naszej gospodarki. Polska weszła w światowy krwiobieg ekonomiczny. Oczywiście trzeba powiedzieć, że teraz będzie coraz trudniej. Kraj, który zrobił taki skok rozwojowy i przybliża się do średniej unijnej, będzie musiał coraz więcej inwestować w kapitał wiedzy.
    Unia powinna zdać sobie sprawę, że urlop od geopolityki właśnie dobiegł końca. W nowym budżecie będzie więcej środków na obronność
    Co Polska wniosła do UE poza tym, że otworzyliśmy rynek dla zachodnich koncernów i ich produktów?
    Kalkulacja była taka, że my - czyli nowe kraje Unii otworzymy rynki, ale wy, czyli „stara Unia”, pomożecie nam w reformowaniu gospodarki. Elementem tego porozumienia była ogromna pomoc, którą uzyskaliśmy. Przypominam o naszym braku kapitału i oszczędności. Pamiętam, że gdy pracowałem w Polskiej Akademii Nauk, zarabiałem w przeliczeniu 20 dolarów. I większość moich znajomych zarabiała tyle samo. Z naszych oszczędności nie dało się więc raczej reformować gospodarki. Byliśmy skazani na transfery.Polska wniosła do Unii doświadczenie kraju, który przyczynił się do zjednoczenia Europy, ale najważniejsze było to, że kraj, który wprowadzał demokrację własnymi siłami, pokazał, jak ten trudny proces przekłada się na wzrost gospodarczy. To było doceniane, bo przecież są przykłady w historii pokazujące, że taki proces nie musi przebiegać gładko.

    W Rumunii doszło do egzekucji dyktatora Nicolae Ceaușescu. Zastąpił go jego współpracownik. Transformacja tego kraju przebiegała dłużej.
    Niektórzy mówili nawet, że Polska jest „dowodem na istnienie Boga”, czyli że sprawy przybierały tu właściwy obrót: wprowadzanie reguł demokratycznych oraz państwa prawnego w życiu politycznym kraju umożliwiało rozwój gospodarczy. Siłą Polski była zdolność do pokonywania własnych słabości i dobre wykorzystywanie pomocy zewnętrznej. Staliśmy się dla UE dobrym przykładem do promocji współpracy międzynarodowej. “Polska boksowała ponad wagę” - mówimy, bo przecież nie byliśmy ani tacy piękni, ani perfekcyjni, jak niektórym się wydawało. Mieliśmy jednak dorobek, który budził szacunek. Polska była krajem, który w kończącym się właśnie budżecie dostał 4,5 mld euro więcej niż we wcześniejszym, mimo że cały budżet wieloletni był o 40 mld mniejszy niż w poprzednim rozdaniu. Stało się tak, bo mieliśmy wpływ na mechanizm dzielenia środków. Zakładał on wyrównywanie różnic między bogatymi i biednymi, ale też premiowanie sprawnego wydawania środków unijnych. To, że Polska była krajem słuchanym, że akceptowano nasze argumenty, wynikało w dużej mierze z uznania dla naszego dorobku. Polska z reguły organizowała spotkania grupy państw-przyjaciół polityki spójności, czyli tzw. biorców netto. W odbiorze Brukseli i innych stolic byliśmy krajem, który pilnował interesów całego regionu, który ciągle jeszcze musiał nadrabiać dystans do bogatszych. Przyczyniliśmy się do tego, że Unia nie rozpadła się na strefę euro i tych, którzy do niej nie należą.

    Ale wiele krajów również teraz chce tego podziału na „jądro”, czyli strefę euro i na pozostałych.
    Jako przedstawiciel Polski przy UE w latach 2012-16 często otrzymywałem instrukcje, by bardzo ostrożnie reagować na propozycje politycznego obudowywania strefy euro. Obawialiśmy się, że jak na przykład powstanie osobny parlament czy budżet dla strefy euro, to może to zagrozić funkcjonowaniu wspólnego rynku. A to on jest przecież jedną z głównych zdobyczy integracji. Pyta Pani, co Polska dała Europie? Zawsze broniła integralności Wspólnoty.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Podkarpackim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo