Nowa Dęba. Mężczyzna z ostrym bólem brzucha przyszedł po pomoc, ale pielęgniarka nie mogła zlokalizować lekarza dyżurnego. Co się stało?

Marcin Radzimowski
Marcin Radzimowski
Punkt Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej w Nowej Dębie znajduje się na parterze w budynku przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie 1A
Punkt Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej w Nowej Dębie znajduje się na parterze w budynku przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie 1A Starostwo Powiatowe
Mężczyzna z ostrym bólem brzucha, drgawkami i problemami z oddechem, choć potrzebował pilnej pomocy, z punktu Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej w Nowej Dębie został odesłany z kwitkiem. - Zaspana pielęgniarka nie mogła odnaleźć lekarza dyżurnego, a sama nie zrobiła nic. Oprócz odesłania mnie do Tarnobrzega. Dopiero tam otrzymałem pomoc - mówi, nie kryjąc złości, mieszaniec gminy Nowa Dęba. Skargę w tej sprawie skierował już do dyrekcji szpitala, do Rzecznika Praw Pacjenta i Narodowego Funduszu Zdrowia, a do prokuratury złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Do tego skandalicznego zdarzenia miało dojść w sobotę, 15 maja około godziny 23.30. Jak relacjonuje nasz rozmówca, na wizytę w punkcie Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej przy Szpitalu Powiatowym w Nowej Dębie zdecydował się dopiero wtedy, gdy ból brzucha bardzo się nasilił. Przyjechał w towarzystwie żony oraz szwagierki, bo sam nie był w stanie prowadzić samochodu.

- Ból nadbrzusza się nasilał, miałem drgawki, kaszel i nagłe osłabienie organizmu - opowiada mężczyzna (dane osobowe do wiadomości redakcji). - Na miejscu pomimo wielokrotnego pukania do drzwi gabinetu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, nikt nie otwierał drzwi, zaś od środka dobiegały odgłosy świadczące o przebywaniu tam osób. Po upływie około 20 minut i wielokrotnym użyciu dzwonka mieszczącego się przy wejściu do gabinetu, drzwi otworzyła kobieta, pielęgniarka rozespana i zdezorientowana. W trakcie rozmowy pielęgniarka zapytała się czemu zawdzięcza naszą wizytę. Poinformowałem ją o dolegliwościach z jakimi się borykam i zaznaczyłem, że mój stan zdrowia ulega pogorszeniu. Pielęgniarka skierowała pytanie w moją stronę, cytuję: „czy konieczne było przybycie do szpitala z takimi objawami?”. Byłem zaskoczony taką postawą i podejściem pielęgniarki, ale grzecznie odpowiedziałem, że gdyby nie była konieczna pomoc medyczna, to na pewno nie fatygowałbym się przyjechać w nocy do szpitala.

Jak kontynuuje mężczyzna, pielęgniarka poinformowała ich, że na dyżurze nie ma żadnego lekarza, a jedyny lekarz, który w tym czasie pełni dyżur - jak podkreśliła - znajduje się gdzieś na Oddziale Wewnętrznym.

- Wielokrotnie informowałem pielęgniarkę o moim pogarszający się stanie zdrowia, iż wymagam natychmiastowej opieki medycznej z uwagi na silne bóle w nadbrzuszu oraz pojawiające się bóle w klatce piersiowej i kaszel - mówi nasz rozmówca, który jest funkcjonariuszem jednej ze służb mundurowych i choćby z tego względu na co dzień jest w bardzo dobrej kondycji fizycznej.

- Pielęgniarka odpowiedziała, że w ostateczności spróbuje się dodzwonić do lekarza i zapytać, czy pojawi się w poradni, po czym wróciła do gabinetu zamykając drzwi na klucz. Mój stan zdrowia pogarszał się coraz bardziej, bóle w nadbrzuszu narastały i momentami stawały się nie do zniesienia, byłem osłabiony, nie byłem w stanie stać o własnych siłach, dodatkowo pojawiły się trudności w oddychaniu. Po około 10-15 minutach pielęgniarka ponownie wyszła do nas z informacją, że nie może dodzwonić się do lekarza i abym sobie pojechał do Tarnobrzega lub Kolbuszowej i tam starał się o pomoc medyczną. Pielęgniarka nie była w stanie jednoznacznie wskazać lekarza dyżurującego w tym czasie w placówce i zastanawiam się, czy w ogóle dzwoniła do jakiegokolwiek lekarza. Podkreślam, że pielęgniarka Szpitala Powiatowego w Nowej Dębie, która w tym czasie pełniła dyżur nocny, nie pofatygowała się, aby przeprowadzić jakiekolwiek podstawowe i czynności mające na celu sprawdzenie mojego stanu zdrowia, jak pomiar ciśnienia tętniczego, zmierzenie temperatury czy wywiad odnośnie stanu mojego zdrowia

- mówi rozgoryczony pacjent.

Mężczyzna nie otrzymał pomocy w Nowej Dębie, dlatego zmuszony był pojechać do oddalonego o 20 kilometrów Tarnobrzega, gdzie zgłosił się do punktu Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej przy Szpitalu Wojewódzkim. Po upływie kolejnej godziny i uzupełnieniu formalności został przyjęty przez lekarza.

- Udzielono mi pomocy medycznej. Miałem zaaplikowany środek domięśniowy o „spasmalgon” Lekarz dyżurujący podkreślił, abym udał się w najbliższych dniach do lekarza gastrologa celem wdrożenia odpowiedniego leczenia farmakologicznego z uwagi na zły stan zdrowia - relacjonuje mężczyzna. - Lekarz dyżurujący oraz asystująca pielęgniarka ze Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu udzielający mi pomocy medycznej, nie kryli oburzenia odnośnie sytuacji jaka wynikła w Szpitalu Powiatowym w Nowej Dębie.
Pacjent, który w Nowej Dębie nie mógł liczyć na pomoc, o całej sytuacji powiadomił w skargach dyrekcję szpitala w Nowej Dębie, Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia w Rzeszowie i Rzecznika Praw Pacjenta. W środę miał też złożyć w tarnobrzeskiej prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z artykułu 160 Kodeksu Karnego (narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu).

Wiesława Barzycka pełniąca obowiązki dyrektora Szpitala Powiatowego w Nowej Dębie potwierdza, że wpłynęła do niej oficjalna skarga mająca związek ze zdarzeniem.

- Bez wątpienia sytuację trzeba wyjaśnić, wysłuchując wszystkich stron i to właśnie mam zamiar zrobić. Pomocny może być również zapis monitoringu wizyjnego

- mówi Wiesława Barzycka.

Jak się dowiadujemy, zgodnie z regulaminem dyżury w punkcie Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej pełni pielęgniarka oraz lekarz dyżurny. Nie jest to jednak żaden z lekarzy, którzy akurat w tym czasie dyżurują na szpitalnych oddziałach.

- Oczywiście nie sposób oczekiwać, żeby lekarz przez cały czas przebywał w gabinecie, jeśli nie ma pacjentów. Lekarz może być wówczas w pokoju socjalnym, ale powinien być dyspozycyjny, jeśli jest taka potrzeba

- dodaje dyrektor Barzycka.
Co takiego się wydarzyło, że pielęgniarka nie mogła zlokalizować lekarza, który pomógłby cierpiącemu mężczyźnie? Na to pytanie ma zamiar znaleźć odpowiedź dyrekcja szpitala w Nowej Dębie. Oceni również ogólne zachowanie pielęgniarki i bierność, którą zarzuca jej skarżący pacjent.

Do sprawy wrócimy.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

W tym roku też zmarł pacjent, bo lekarz odesłał go z izby przyjęć bez zbadania, bez transportu medycznego, a pacjent w stanie agonalnym był i zmarł pod progiem oddziału psychiatrycznego... Może ktoś się tym zainteresuje???

G
Gość

Wróćmy do sytuacji z 2012 roku, gdzie pacjent został odesłany do domu i w drodze zmarł.... Masakra

R
Rzeszowiak

Najgorzej jak kto potrzebuje pomocy medycznej w weekend lub w święta. Zazwyczaj personel traktuje jak intruzów, którzy przeszkadzają im ,,świętować". Przerabiałem to jak moja żona potrzebowała pomocy medycznej w szpitalu MSWiA w wielką sobotę.

Dodaj ogłoszenie