Pochodzący ze Stalowej Woli aktor i kaskader Jacek Jagódka robi wielką karierę. Na planie grał obok Angeliny Jolie czy Nicole Kidman

Beata Terczyńska
Beata Terczyńska
Krzysztof Kapica
Udostępnij:
- Pierwszy dzień pracy, idę na makijaż, siadam, odwracam się a obok mnie... Samuel L. Jackson. Dotąd widziałem go tylko na ekranie - wspomina Jacek Jagódka, pochodzący ze Stalowej Woli hollywoodzki kaskader gwiazd. Współpracował z najbardziej znanymi postaciami kina, jak Natalie Portman, Nicole Kidman, Angelina Jolie, Margot Robbie, Christoph Waltz czy Alexander Skarsgard.

Pochodzący ze Stalowej Woli koszykarz, aktor i kaskader był gościem zorganizowanego w rzeszowskim kinie Zorza specjalnego pokazu filmu „Wiking”. Opowiedział widzom o swojej karierze, początkach, największych wyzwaniach i pracy z gorącymi nazwiskami hollywoodzkiego kina.

Zaczęło się od gry w kosza

Jacek Jagódka 15 lat temu wyjechał do Wielkiej Brytanii, aby tam kontynuować karierę koszykarską. A jak trafił do filmu?

- Wszystko stało się w zasadzie przez przypadek - opowiadał w Zorzy. - Pewnego dnia do mojej drużyny zadzwoniła się firma produkcyjna i pytała o wysokich, białoskórych graczy, którzy zagraliby statystów - rzymskich żołnierzy w filmie „Dziewiąty Legion” reżyserowanym przez Kevina Macdonalda.

Zgłosił się na castingi został zatrudniony. Na planie poznał kaskaderów, którzy opowiedzieli, jaką szkołę skończyć, a by dostać się w ich szeregi. Skutecznie go zachęcili. Nauka zajmuje około czterech lat. W tym czasie spośród 12 dyscyplin trzeba wybrać 6 i zdać egzaminy. A to między innymi ekstremalna jazda samochodem i konno, nurkowanie, skoki z wieży, sztuki walki, wspinaczka, gimnastyka, pływanie. Nagrane umiejętności sprawdza specjalna komisja. Jeśli wszystko jest w porządku, dostaje się swoją stronę w książce kaskaderów i na aplikacji. - Producenci i koordynatorzy kaskaderów mogą zobaczyć, jak wyglądamy, jakie mamy predyspozycje i porównać. W większości ludzie myślą, że kaskaderzy dublują aktorów. Tak, dublują, aczkolwiek jesteśmy włączani do wszystkich scen akcji, kiedy aktor do kogoś strzela, kogoś zabija, walczy, unosi, popycha, przewraca.

Jak z Podkarpacia dostać się do wielkiego świata filmu? - Poza sprawnością, podstawą jest świetna, płynna znajomość angielskiego. Kaskader musi rozumieć, czego się od niego oczekuje, szybko reagować - mówi.

Pierwsza praca jak marzenie

Po kilku latach ostrych treningów i nauki trafiła mu się super produkcja w dodatku z dublowaniem głównego aktora.

- Przez to, że byłem wysoki i dobrze zbudowany dostałem propozycję zatrudnienia w filmie „Tarzan: Legenda”. Pamiętam, jak bardzo mi zależało, żeby pokazać się od jak najlepszej strony. Wszystko było dla mnie nowe - wspominał. - Nadszedł ten ważny, pierwszy dzień. Przyszedłem, przebrałem się, udałem się do makijażystki, usiadłem, odwracam się, a tu koło mnie sam Samuel L. Jackson. Dotąd widziałem go tylko w telewizji i na kinowym ekranie, a teraz jest na wyciągnięcie ręki. Było to wielkie przeżycie, niesamowite uczucie.

Jacek Jagódka wystąpił już w ponad 50 hollywoodzkich produkcjach. Współpracował z najbardziej znanymi postaciami kina, jak Natalie Portman, Nicole Kidman, Angelina Jolie, Margot Robbie, Christoph Waltz czy Alexander Skarsgard. Wystąpił m.in. w filmach: „Eternals”, „Gra o tron”, „Gwiezdne Wojny - Łotr 1”, „Śmierć na Nilu”, „Judy”, „Anihilacja”, „355”, „Wiedźmin”, „King’s Man: Pierwsza misja”, „Spectre”. Zobaczymy go w piątej części serii o przygodach najsłynniejszego filmowego archeologa Indiany Jonesa (w tej roli niezmiennie Harrison Ford). To wszystko osnute jest jeszcze tajemnicą, ale jedno jest pewne: - Ten film będzie otwierała polska ręka. Jestem w pierwszej scenie. Bardzo się z tego cieszę - zdradził Jagódka.

Czy któraś z relacji zawodowych przeniosła się później na życie prywatne?

- Zazwyczaj przechodzi się od projektu do projektu, aczkolwiek są takie plany, gdzie człowiek spędza np. sześć miesięcy i wtedy zżywa się z ekipą. Niektórzy aktorzy mają domy, apartamenty w tych samych częściach Londynu, gdzie ja. Na przykład mieszkając w Notting Hill mam blisko Alexandra Skarsgarda. Chodzimy na tę samą siłownię - mówi.

Z Natalie Portman znaleźli wspólny temat, bo oboje są weganami. - Następnym razem, gdy przyjechała do Londynu, wysłała mi wiadomość, czy mogę się zaopiekować jej mężem i znaleźć mu jakiegoś trenera boksu.

Jeździł 100-letnim Bentleyem

Topowe aktorki zawsze przyjeżdżają na nagrania ze sztabem ludzi. Mają wokół siebie około 5-6 osób. Makijażysta, szef kuchni, ochroniarz, garderobiany, człowiek od kontaktów z mediami… Same mogą się skupić wyłącznie na pracy.
A pan ile ma osób w ekipie? - dopytywał jeden z widzów.
- Trenera od boksu, od jogi, ekipę wegańską, nauczyciela od amerykańskiego i angielskiego akcentu i od aktorstwa - wyliczał Jacek Jagódka. - Natomiast w przeciwieństwie do gwiazd za wszystko muszę sam płacić. Produkcja do tego nie dokłada - śmiał się.
Który z planów wspomina najprzyjemniej? - Ciężko wybrać, ale pewnie „Gwiezdne wojny” kręcone na Islandii. Dodałbym też „Rebekę” nagrywaną w przepięknej południowej Francji. Jeździłem tam 100-letnim Bentleyem i miałem kaskaderkę z samochodem. Trzeba było wyprzedzić auta i zmieścić się między ciężarówką a skrajem przepaści. To były najładniejsze sceny na zewnątrz, ale czasami trafia się też plan, gdzie plenery budowane są miesiącami wewnątrz. I nawet te fantastyczne, gdzie np. szuflady wysuwają się same niczym w „Harrym Potterze” wyglądają tak realistycznie i wspaniale, że aż ma się ochotę uszczypnąć, czy to prawda. Człowiek ma wrażenie, jakby podróżował w czasie. Rewelacja.

Ryzyko jest wpisane w ten zawód

„Poznał” też agenta 007. Wystąpił w „Spectre”, brytyjskim filmie szpiegowskim z 2015 r. o przygodach Jamesa Bonda. - Pamiętam, gdy dostałem telefon od szefa kaskaderów tego filmu. Szukał dublera dla pilota helikoptera, który rozbija się na londyńskim moście. i jest dużo ognia. Pomyślałem: wow, niezłe wyzwanie, ale jak oni to nakręcą i czy przeżyję?
Dla kontuzjowanych kaskaderów rzeczywistość czasami bywa brutalna. - Jesteś dopiero w drodze do szpitala, a w tym samym czasie producenci jadą już po następnych ludzi, żeby cię zastąpili.

Zazwyczaj trafiają się im małe kontuzje. Najpopularniejsze? Obojczyk, skręcona kostka, coś z kolanem... - Wszyscy mamy wysokie ubezpieczenia, bo jak nie pracujesz nie zarabiasz - przedstawiał Jacek.

Bywa też, że czasami praca nie wymaga spuszczania się na linie z wysokości, walki mieczem, pędzenia z zawrotną prędkością na motocyklu, nurkowania w głębinach czy skakania ze skały. - Musimy tylko przez cały dzień biegać. Tyle, że droga jest bardzo śliska.
Albo udawać ptaka, dinozaura, krokodyla czy niedźwiedzia, jak w horrorze sci-fi „Anihilacja” w reżyserii Alexa Garlanda.
Zaczął uprawiać jogę i medytację. - Ćwiczenia pomagają się skoncentrować, prawidłowo oddychać, trzymać nerwy na wodzy. Na planie łatwiej człowiekowi się skupić na zadaniu, a nie myśleć o 500 osobach wokół, krzykach, eksplozjach, biegnących koniach... Joga to taki doktor dla ciała po intensywnym tygodniu pracy.

Testy na Covid dwa razy dziennie

Jak wspomina pracę na planie „Wikinga”w reżyserii Roberta Eggersa (którego poprzedni film „Lighthouse” otrzymał nominację do Oscara i nagrody BAFTA za najlepsze zdjęcia), który przedstawił historię życia skandynawskiego księcia Amletha, szukającego zemsty za śmierć swojego ojca króla Aurvandila? Zdjęcia kręcone były na Islandii i w Irlandii. Dużo walk, okrucieństwa, krwi, przemocy, brutalności. A jednocześnie można się zachwycić artyzmem, dbałością o szczegóły charakteryzacji, plenerami.

- Byliśmy jedną z pierwszych produkcji, która zaczęła nagrywać, gdy wybuchła pandemia - wspominał. - Maseczki mogliśmy zdjąć tylko przed kamerami, a tak trzeba je było nosić wszędzie, nawet na próbach. Gdy miałem do zrobienia bliskie sceny z Alexandrem Skarsgårdem (Amleth) czy Nicole Kidman (królowa Gudrún, matka Amletha), musiałem być testowany dwa razy dziennie! Jeżeli wynik wyszedłby pozytywnie, ktoś mnie zastąpiłby. Gdyby aktor złapał koronawirusa, stanęłaby cała produkcja a to oznaczałoby dodatkowe koszty - tłumaczył w Zorzy. - Sceny były strasznie ciężkie, nagrywane w przepięknych krajobrazowo, górskich miejscach, ale jednocześnie w niesamowicie wymagających warunkach. Mokro, błoto, ślisko (także od sztucznej krwi), zimno (czasami byli tylko skąpo przyodziani w kąpielówki w cielistym kolorze), temperatura do minus 5 stopni. Deszcz padał nie tylko z góry, ale zacinał z jednej i drugiej strony. Najgorsze były sceny nocne, bo zaczynało się je o 18 i trwały do 6 rano. Było nas na planie około dwunastu kaskaderów. Wszyscy bardzo muskularni, zbudowani, wysocy. Niektórzy z kolegów mieli po 2 - 2,1 metra.

Jack dublował jednego z głównych bohaterów - Claesa Banga (Fjölnir, wuj Amletha). - Zastępował czarną postać m.in. w głównej walce. - Tam ciało jest moje, a głowa jego. Jest też pokazany w scenie, kiedy trzeba było nieść na plecach porwaną Nicole Kidman. - Bardzo wysoka kobieta, 190 centymetrów wzrostu. Wysportowana.
Wcielał się także w jednego z wikingów nazywanych berserkami, których ogarniał szał walki, dodający im nadludzkiej siły. Według przekazów, ci wojownicy noszący wilcze i niedźwiedzie skóry, przed walkami pili magiczny wywar z grzybków halucynogennych zrobiony przez szamana.

W obrazie porusza drastyczny moment najazdu na wioskę. Ile tam było dubli? - Tylko dobieganie do muru to był cały dzień nagrywania. Naliczyliśmy 26 ujęć. Mieliśmy dwie kontuzje. 2-3 sekundy w filmie, a cały dzień nagrywania.
Ile umiejętności z boiska przeniósł na ekran?
- Na pewno zawziętość - wymieniał z uśmiechem były koszykarz klubu ze Stalowej Woli. - I samodyscyplinę. Trzeba wstać rano, zmobilizować się do ćwiczeń. Praca kaskadera nie jest tylko treningiem fizycznym. Kaskaderzy muszą przeczytać cały scenariusz, żeby zobaczyć, gdzie są sceny akcji i je zaplanować, dodać np. specjalne efekty, miecze, dźwięki, wybuchy. Później przedstawić to reżyserowi.

Zdradza pewną tajemnicę.

- Zazwyczaj mamy przygotowane dwie opcje. Jedną taką „ok”, a drugą dużo lepszą. Tą „gorszą” dajemy na początku, żeby reżyser powiedział: trzeba zmienić to i to. Na drugi dzień wysyłamy mu drugą. O, ta mi się bardziej podoba - słyszymy.

Później zaczynają trenować też aktorów, aby ruchy były skoordynowane a podczas pracy bezpiecznie. - Z tym troszkę schodzi, zależy od ich sprawności fizycznej. Jeżeli bardzo sobie nie radzą, zastępujemy ich, ale te ujęcia są wtedy z dalszej kamery.
Na pytanie, jakie są szczeble kariery wybranego zawodu objaśniał, że zaczyna się od początkującego, później jest się kaskaderem a najwyższy stopień to kaskader koordynujący akcją. Choć nie wszyscy chcą wskoczyć na ten ostatni poziom, nie chcąc np. brać na swe barki odpowiedzialności za innych. Wielu kaskaderów specjalizuje się w konkretnej dziedzinie. Inni sami biorą się za reżyserowanie. - Najlepsze filmy akcji robią reżyserowie pochodzący ze środowiska kaskaderskiego, mający 20, 30-letnie doświadczenie. Wiedzą, jak to nagrać.

Steven Spielberg - zero krzyku. Profesjonalista

W jakich kultowych produkcjach chciałby się jeszcze znaleźć? - Te, na których mi zależało już nagrałem. James Bond, Wiedźmin, Gwiezdne wojny... Teraz bardziej koncentruję się na projektach, w których mógłbym się rozwijać. Pracy w Londynie jest tyle, że mogę wybierać. Priorytet to pracować z fajnymi, sprawdzonymi ludźmi, nie stresować się. Podążać za marzeniami.
Podpytywany jeszcze o reżyserów, którzy są dla niego wzorami, wymienił m.in. Stevena Spielberga. - Bardzo opanowany, świadomy czego chce. Wszyscy na planie wiedzą, co mają zrobić, wszystko zawsze jest pod kontrolą. Widać doświadczenie, kulturę. Zero krzyku, niekomfortowego zachowania. Profesjonalista i encyklopedia wiedzy - chwalił.

Dodał, że chciałby się pokazać mocniej jako aktor, ale i producent. - Mam nadzieję, że nakręcę jakiś fajny film w Polsce.
Pojawiły się informacje, że z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej i badaczem historii Tomaszem Muskusem przymierza się do zrobienia filmu, który ma przybliżyć historię Obławy Augustowskiej. Organizatorami spotkania z Jackiem Jagódką były: Kino Zorza oraz Podkarpacka Komisja Filmowa.

Pamiętacie Jacka Jagódkę ze Stalowej Woli, wychowanka i koszykarza miejscowej Stali? Sportowiec kilkanaście lat temu wyjechał na stałe do Wielkiej Brytanii, gdzie występował w drużynach London United i London Capital. Później, po części dzięki zbiegowi okoliczności, zupełnie zmienił zajęcie i teraz robi karierę w Hollywood! Jacek Jagódka jako Jack Jagodka jest kaskaderem, modelem i aktorem filmowym. Na planach filmowych miał okazję pracować z takimi gwiazdami jak choćby Angelina Jolie, Daniel Craig, Monica Bellucci, Ryan Reynolds czy Henry Cavill! Jak to było możliwe? Zobaczcie na kolejnych slajdach. PRZESUŃ GESTEM LUB STRZAŁKĄ >>>

Jacek Jagódka, były koszykarz Stali Stalowa Wola podbija Hol...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Cannes – festiwal filmu i kreacji

Wideo

Materiał oryginalny: Pochodzący ze Stalowej Woli aktor i kaskader Jacek Jagódka robi wielką karierę. Na planie grał obok Angeliny Jolie czy Nicole Kidman - Nowiny

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Echo Dnia Podkarpackie
Dodaj ogłoszenie