Robert Kiliański, nowym szefem rzeszowskiej Prokuratury Okręgowej

ramZaktualizowano 
Prokurator Robert Kiliański, nowy szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.<br><br>
Prokurator Robert Kiliański, nowy szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. M. Radzimowski
Prokurator Robert Kiliański - dotychczasowy szef Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu, od piątku kierował będzie rzeszowską Prokuraturą Okręgową. Zastąpi na tym stanowisku Elżbietę Kosior.

- Nie ukrywam, że to dla mnie spore wyzwanie. Będę kierował największą prokuraturą okręgową w apelacji rzeszowskiej - mówi Robert Kiliański.

Prokurator Robert Kiliański mieszka w Sandomierzu. Ma 43 lata, jest żonaty - żona Renata jest lekarzem medycyny, ma syna i córkę. Jest absolwentem wydziału prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, z prokuraturą związany od 1992 roku.

Dotychczas pracował w Prokuraturze Rejonowej w Opatowie, PR w Wołominie, PR w Sandomierzu, wreszcie od czterech lat w PR w Tarnobrzegu. Szefem "rejonówki" był od roku, wcześniej piastował stanowisko zastępcy tejże prokuratury.
Od 1 maja Robert Kiliański będzie prokuratorem okręgowym w Rzeszowie.
W wolnych chwilach lubi majsterkować - jego pasją jest motoryzacja.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Goćś
W dniu 30.04.2009 o 11:23, ~gość~ napisał:

o janina,asia,rydzyk i jakże mu tam jeszcze



No właśnie jak mu tam ... ?
~gość~

o janina,asia,rydzyk i jakże mu tam jeszcze dopadł do netu(pewnie siedzi w pracy i klika) i na lewo i prawo uprawia jakże "szlachetną" i "inteligentną" pracę w postaci wklejania kolejnych zaszłych zapisków!Nic to bo przecież opluwanie wszystkich to nasz sport narodowy a ten deb***ek jest tego wyraźnym przykładem!Za chwile zaczną się kolejne wklejenie wiec narodzie czekaj na deb***ka-kaznodzieje,który przypomni wam grzechy zaszłe i pokarze przyszłe!miłej deb***kowatej lektury!

a
ala

sędziom i prokuratorom znieść immunitet, obniżyć pobory o min. 50% i pogonić do roboty Prokuratorzy w RP to wg wolnych mediów miernota intelektualna, odpady prawnicze, (śmiecie wśród prawników) najczęściej nieetyczni z zatłuszczonymi mózgami, zwykle niedouczeni funkcjonariusze z wiedzą przedszkolaka i z "bosskimi" ambicjami…. Wszystkich sędziów i prokuratorów powinno się bezwzględnie poddać badaniom psychiatrycznym i psychologicznym zezwalającym pracę w zawodzie tylko po pozytywnym wyniku badań oraz odsunięcie sędziów od orzekania w sądach rodzinnych nie mających podstaw i praktyki w udanym życiu rodzinnym tzw. singli i rozwodników. Każdy kandydat na prokuratora i sędziego przed objęciem stanowiska powinien w ramach praktyki przesiedzieć 1 rok w areszcie

J
Julka

Prokuratorzy wymuszali zeznania. Głośne krzyki, zadawanie pytań z tezą i straszenie wielokrotnymi wizytami w prokuraturze - te "skandaliczne metody przesłuchań" podwładnych ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ujawnia "Dziennik" - teraz nic się nie zmieniło. Oskarżenia wysuwają świadkowie przesłuchiwani w sprawie afery gruntowej. Ich zeznania trafiły już do komisji śledczej ds. nacisków. Według gazety, to dla polityków z PO nowa broń do walki z byłym ministrem. Dokumenty dotyczą kulisów afery gruntowej, której rozpracowaniu przeszkodził przeciek o akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Składający zeznania teraz twierdzą, że byli zmuszani do obciążania w nich Janusza Kaczmarka i Ryszarda Krauzego. Według świadków, przesłuchujący ich podwładni Ziobry grozili im wizją "wielokrotnych wizyt w prokuraturze", jeżeli nie będą zeznawać przeciwko byłemu szefowi MSWiA, bądź biznesmenowi z Trójmiasta. Jedna z tych osób twierdzi, że podsunięto jej do podpisania protokół ze słowami obciążającymi gdyńskiego biznesmena, których nie wypowiedziała. Świeżo mianowany szef komisji Sebastian Karpiniuk przyznaje, że chce jak najszybciej wyjaśnić sprawę. Zapowiedział też, że komisja sięgnie po akta śledztwa z prokuratury w Zielonej Górze w sprawie inwigilacji dziennikarzy przez policję i służby specjalne za rządów PiS. - Wyjaśnimy, czy na zlecenie Zbigniewa Ziobry lub jego podwładnych śledzono dziennikarzy niewygodnych dla byłego ministra - mówi "Dziennikowi". Politycy PiS odbijają piłeczkę i zapowiadają, że nie będą biernie przyglądać się poczynaniom Karpiniuka. Zarzucają mu, że komisja nie skończyła jeszcze badać kulisów zatrzymania Tomasza Lipca (byłego ministra sportu), a już chce się zająć sprawą przecieku z akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Arkadiusz Mularczyk z PiS zapowiedział, że w piątek złoży do marszałka Sejmu wniosek o rozszerzenie prac komisji. Miałaby badać także, czy już w czasie rządów PO dochodziło do nacisków m.in. na prokuratorów.

J
Janina

Sędzia J. z Tarnobrzega wciąż jest bezkarny - Nie widać końca sprawy sędziego, który jeździł po pijanemu i ukradł kiełbasę ze sklepu. 50 tys. zł. Tyle rocznie zarabia sędzia Zbigniew J., choć nie sądzi przestępców, bo sam odpowiada za przestępstwa. Uposażenia nie stracił, bo wciąż jest osobą formalnie niekaraną. Od jego pierwszej "wpadki” minęły prawie cztery lata! Sąd Okręgowy w Lublinie, który rozpatruje apelację Zbigniewa J., dysponuje dwiema opiniami psychiatrycznymi oskarżonego. Uznał jednak, że emerytowanego sędziego Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu po raz trzeci zbadają biegli. - Gromadzimy dokumentacje lekarską z klinik, gdzie leczył się oskarżony sędzia. Na jej podstawie biegli sporządzą ekspertyzę - usłyszeliśmy w lubelskim sądzie. - Ile to potrwa? - pytamy. - Sprowadzenie dokumentów potrwa długo, bo sędzia leczył się w wielu szpitalach. Nagle zachorował Zbigniew J., sędzia z 30 - letnim stażem, prowadził w tarnobrzeskim sądzie najtrudniejsze sprawy karne, m.in. o zabójstwa. Kłopoty ze zdrowiem psychicznym zaczął mieć dopiero po tym, jak sierpniu 2005 r. w Chełmie policja zatrzymała go, gdy prowadził auto pijany (2,3 promila). Do winy się nie przyznał. Twierdził, że kierował jego kolega. Sąd Rejonowy w Chełmie mu nie uwierzył i (w 2007 r.) skazał na karę roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Sędzia zaskarżył wyrok do Sądu Okręgowego w Lublinie, który wciąż zajmuje się tą sprawą. W grudniu 2006 r. sędzia próbował ukraść kiełbasę ze sklepu i znowu prowadził samochód po pijanemu (2,3 promila). Proces w tej drugiej sprawie, choć minęło ponad dwa lata, jeszcze się nie rozpoczął. Nie pracuje, a zarabia Sędzia Zbigniew J. przeszedł w 2007 r. w stan spoczynku. Nie pracuje, ale zarabia ok. 4 tys. zł miesięcznie. Sąd Dyscyplinarny, który może go pozbawić emerytury, zawiesił wydanie kary do czasu zakończenia spraw karnych. - Sąd Dyscyplinarny nie musiał czekać na rozstrzygnięcie spraw karnych, ale zrobił to, bo takie było zalecenie Sądu Najwyższego. Wiem, że to wszystko bardzo długo trwa, ale zapewniam, że sędzia Zbigniew J. nie uniknie odpowiedzialności dyscyplinarnej - mówi Paweł Misiak, rzecznik dyscyplinarny sędziów.

R
Rydzyk

Dwór Marii Pawłyny. Prokuratorzy oskarżają szefów .............prokuratury. Fałszowanie statystyk, umorzenia śledztw na polecenie, zatwierdzanie nielegalnych przeszukań, tworzenie dworu podwładnych - zarzucają prokuratorzy Marii Pawłynie, szefowej ......... Prokuratury Rejonowej. Ich zdaniem, parasol nad tym rozpościera ............, szef Prokuratury Okręgowej. Zawieszeniem Marcina Natkańca część prokuratorów jest zbulwersowana. - To skandal i hańba - oceniają decyzję szefostwa. Prokuratorzy postanowili odsłonić kulisy swojej pracy. Nie chcą publikowania nazwisk. Boją się zwolnień. Żyjemy dla wyników - Niezależność i samodzielność prokuratora, o których w prasie mówi pani Pawłyna, to kpina - twierdzą. - Wciąż słyszymy: to trzeba umorzyć, to zatwierdzić. A w przypadku odmowy: "Ja tu rządzę! Nie masz nic do gadania!” Żyjemy dla statystyki i wyników, z których szefowie są rozliczani. To nadrzędne wartości. Nie liczy się pokrzywdzony. Kończymy sprawę, żeby nie przekroczyć terminu. Jeśli jest umorzona, szefowa mówi: "Najwyżej pokrzywdzony się zażali”. Anegdotą stało się umorzenie dochodzenia, bo podejrzanemu zepsuł się samochód i nie dojechał na czas do Słupska. W prokuraturze newralgiczne daty to koniec półrocza, kwartałów i roku. - Aby uzyskać odpowiednie wyniki statystyczne, sprawę wpisuje się z datą wcześniejszą niż faktycznie została zakończona. Antydatuje się połowę spraw. Akty oskarżenia z końca marca trafią do sądów w połowie kwietnia - tłumaczy jeden z prokuratorów. - Kiedyś po kontroli sekretariatów prowadziliśmy śledztwo w sprawie fałszowania wyników przez byłego prokuratora rejonowego i kierowniczkę sekretariatu w Człuchowie. Jak się skończyło? Umorzeniem. Na polecenie pani Pawłyny. Komputer przy okazji - Inna sprawa to zatwierdzanie zatrzymania rzeczy w czasie policyjnych rewizji. - Policja może wejść do mieszkania podejrzanego z nakazem wydanym przez komendanta. My taki nakaz musimy zatwierdzić w ciągu siedmiu dni. Jednak policjanci też wyrabiają sobie wyniki. Zawsze zabierają komputer, bo prawie w każdym jest jakiś piracki program. Kiedyś mieli nakaz na komórkę i pieniądze z rozboju. Nie znaleźli, to zabrali komputer. Szefowa każe nam zatwierdzać nielegalne zatrzymanie rzeczy. Odmowa kończy się awanturą, żeby policjanci nie mieli dyscyplinarki - opowiadają prokuratorzy. W styczniu do prokuratora okręgowego dotarł anonim, w którym prokuratorzy sprzeciwili się praktykom Marii Pawłyny m.in. umarzania spraw na jej ustne polecenie, fałszowania wyników. Zapewnili, że złożą zeznania, jeśli sprawie nada się bieg. - Okręgowy zwołał nas do sali konferencyjnej. Zbeształ. Wyzwał od tchórzów. I tyle. Ciekawe podejście do spraw lekarzy - Jednych się oskarża, innym za podobne czyny umarza postępowania. Nawet jeśli sąd zleci wykonanie dodatkowych czynności, nikt ich nie przeprowadza. Umarza się dalej - twierdzą prokuratorzy. W prokuraturze głośno też o sprawach, w których pokrzywdzonym jest mąż prokurator Pawłyny, przedsiębiorca z Krępy. - Nasza prokuratura w ogóle nie powinna ich prowadzić, a szefowa sama dyktuje, jakich kar żądać dla oskarżonych. Ostatnio zniknęła gdzieś sprawa syna pani Pawłyny, który został zatrzymany przez policję za palenie "trawki” - słyszymy zapewnienia. - Szefowa rzadko urzęduje w swoim pokoju. Przesiaduje u pupilków. Kawa, torty, ciasta, a u niej na biurku sterta akt do podpisania - mówią nasi informatorzy. - Kiedy jeden z prokuratorów wrócił z wycieczki do Meksyku, w pracy częstował towarzystwo alkoholem. Na górze podobnie - Prokurator okręgowy Marcin Włodarczyk już na początku urzędowania w Słupsku zasłynął z wykorzystywania samochodu służbowego do prywatnych podróży. W lipcu 2007 roku jedną z prokuratorek przydzielił do towarzystwa swojej żonie. - Wniosku urlopowego nie trzeba było wypełniać - relacjonują nasi rozmówcy. - Prokuratorka miała iść do sądu, ale została oddelegowana na... plażę w Ustce. Poszła z jeszcze jedną koleżanką zabawiać żonę i dziecko okręgowego na jego polecenie. - Włodarczyk to Big Brother. W gabinecie obserwuje nas na monitorach. Jednak nagrania z monitoringu zniknęły, gdy miały być dowodem w sprawie pobicia podejrzanego na przesłuchaniu przez funkcjonariusza z CBŚ - według prokuratorów to kolejny skandal. Wszystkie zarzuty przedstawiliśmy Beacie Szafrańskiej, rzecznik słupskiej Prokuratury Okręgowej. Wczoraj przysłała nam prawie półtorametrowy faks. Można go streścić jednym zdaniem: nic takiego nie miało miejsca.
- To oczywiste kłamstwa - twierdzą prokuratorzy, którzy byli świadkami lub uczestniczyli w opisanych sytuacjach.

R
Rydzyk

Tak źle jeszcze o polskim wymiarze sprawiedliwości Czytelnicy "Pomorskiej” nie mówili. Nasz wczorajszy dyżur zamienił się w lawinę żali i głosów, które opowiadały o absurdach sądownictwa. - Do sądu nie idzie się po sprawiedliwość, tylko po stwierdzenie, czy coś jest zgodne z prawem. A nasze prawo ma niewiele wspólnego ze sprawiedliwością - powiedział jeden z Czytelników .Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało wyniki sondażu na temat działania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Sondaż był dla ministerstwa druzgocący. Czterdzieści cztery procent badanych źle oceniło sądy i prokuratury. Wśród oceniających ponad 75 procent miało bezpośrednią styczność z organami wymiaru sprawiedliwości, ponieważ ich sprawy wymagały bezpośredniego udziału w procesach sądowych. Złe opinie o polskich organach ścigania wynikają w większości przypadków z poczucia niesprawiedliwości przy orzekaniu wyroków - sądzi tak prawie 71 procent ankietowanych. Nierzetelność sędziów i prokuratorów to powód niezadowolenia prawie 70 procent osób, które badano. Najgorsze jest to, że 65 procent ankietowanych jest przekonanych o tym, że sędziowie i prokuratorzy są stronniczy, a sądy wcale nie są niezawisłe. Nasi Czytelnicy niestety potwierdzają wyniki sondażu, podając swoje przykłady. A sąd bierze kasę - Przed polskimi sądami musiałem występować w kilku sprawach - pisze w liście do redakcji jeden z Czytelników. - Sędziowie na każdą pierwszą rozprawę przychodzili całkowicie nieprzygotowani, dlatego każda zawsze kończyła się odroczeniem. Dawali mi odczuć, że nie znam się na prawie i dlatego powinienem mieć pełnomocnika albo siedzieć cicho. Tymczasem oni często wykazywali nieznajomość obowiązujących przepisów prawnych! Sądy mogły w dowolny sposób przewlekać zakończenie procesu, a ja miałem zawsze wyznaczane krótkie terminy składania pism procesowych i wnoszenia opłat sądowych. Jaka tu jest równość wobec prawa? Przy takich założeniach postępowań w polskim sądownictwie nic się nie zmieni - sprawy będą ciągnęły się w dalszym ciągu latami. Czytelnik z Bydgoszczy opowiedział swoją przygodę z sądem rejonowym. Chodziło o zwrot 425 złotych za wydanie karty pojazdu dla samochodu sprowadzonego z zagranicy i pierwszy raz rejestrowanego w Polsce. - Trybunał Konstytucyjny orzekł, że opłata 500 złotych, której wydziały komunikacji żądały za wydanie karty pojazdu, jest pobierana bezprawnie - opowiada. - Najpierw bezskutecznie próbowałem odzyskać pieniądze z urzędu miasta. Potem poszedłem do sądu. Przy składaniu pozwu - 30 złotych. Popełniłem jednak błąd, bo nie mogłem pozwać urzędu miasta, lecz albo prezydenta, albo gminę Bydgoszcz. To był rok 2006. Musiałem uzupełnić dokumenty i znów zapłacić 30 złotych. W taki sposób potraktowano mnie jeszcze dwa razy. W końcu złożyłem skargę na działanie sekretariatu w sądzie. Po półtora roku dostałem wreszcie odpowiedź, że... mój pozew już został dawno odrzucony, a kolejne opłaty, w sumie 90 złotych były pobrane bezprawnie. Pieniądze mi oczywiście zwrócono. Tylko jak można nazwać tak działający sąd? Apelacja o złamany palec - Moja sprawa w sądzie w Grudziądzu ciągnie się już 6 lat - mówi inny Czytelnik. - Byłem inkasentem, podczas jednej z wizyt właściciel posesji złamał mi palec. Proszę sobie wyobrazić, że po trzech latach rozpraw sądowych, przesłuchiwania świadków itd., wydawało mi się, że wygrałem odszkodowanie. Dostałem 1600 złotych. Ale obciążono mnie 640 złotymi opłat plus zasądzono 800 złotych kosztów na rzecz adwokata osoby, która pozwałem! Teoretycznie bowiem wygrałem, ale nie przyznano mi całości odszkodowania, o które wystąpiłem. Sprawa jest w apelacji. Oczywiście, żeby ją złożyć musiałem zapłacić następne 500 złotych. I jak na razie, walcząc o swoje, w słusznej sprawie, jedynie ponoszę koszty. Samochód za rower - Waldemar ze Świecia mówi: - Do sądu nie idzie się po sprawiedliwość. Sąd sprawdza tylko, czy coś jest zgodne czy niezgodne z prawem. A nasze prawo do sprawiedliwości ma bardzo daleko.
Czytelnik z Grudziądza czuje się poszkodowany przez wymiar sprawiedliwości. Opowiada: - Złapano mnie pijanego na rowerze. Nie dyskutowałem z tym, moja wina. Pomijam już fakt, że policjanci chcieli wezwać lawetę, żeby zabrała mój rower, mimo że złapano mnie 200 metrów od domu. Prokurator przedstawił mi zarzut prowadzenia pojazdu mechanicznego pod wpływem. Zabezpieczono mój samochód wart 20 tysięcy złotych na poczet przyszłej kary. Sąd na trzy lata zabrał mi brawo jazdy, a mam kategorie ABT, i obciążył grzywną 2 tysięcy złotych. Na samochodzie wciąż siedzi komornik. Nigdy wcześniej nie byłem karany. Uważam, że ta kara jest niewspółmierna do czynu i niesprawiedliwa. Prokurator: - Sondaż niesprawiedliwy- Do wczorajszej dyskusji włączył się nawet prokurator Jan Bednarek, rzecznik bydgoskiej Prokuratury Okręgowej. - Podczas jednego z ostatnich szkoleń w Warszawie dyskutowano gorąco na temat tego sondażu - mówi Bednarek. - Został wykonany na grupie jedynie 1500 osób. Naszym zdaniem, wnioski z niego płynące są krzywdzące. Nikt z ministerstwa nie spróbował zweryfikować wyników, ani nawet sprawdzić pytań, które nierzadko się wykluczają. Dlaczego do sondażu włączono także policję? Ten sondaż niesie ze sobą wiele wątpliwości i jest niesprawiedliwy.

R
Rydzyk

Rzeszów > Możemy nie poznać kary dla prokurator Anny P.
Sąd dyscyplinarny wyznaczył już rozprawę rzeszowskiej prokurator Anny P., której zarzuca się uchybienie godności urzędu. Proces będzie toczyć się za zamkniętymi drzwiami. W ubiegłym roku ochrona hipermarketu Leclerc przyłapała Annę P. na wynoszeniu bielizny. Sprawa wyszła na jaw we wrześniu tego roku. P., była wtedy szefem Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Z powodu afery straciła to stanowisko. Sprawa trafiła do sądu dyscyplinarnego. Pierwsze posiedzenie w wyznaczono na 10 stycznia. Będzie toczyć się za zamkniętymi drzwiami, a karę wymierzoną Annie P., sąd będzie mógł ujawnić dopiero, gdy wyrok się uprawomocni. Od decyzji sądu zależy, czy zostanie podany do wiadomości publicznej. Obecnie obowiązujące prawo chroni prokuratorów przed ciekawością opinii publicznej. - Wynika to z ustawy o prokuraturze z 1985 roku – wyjaśnia Jan Łyszczek, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Dodaje, że Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało zmiany.
- Postępowania dyscyplinarne prokuratorów mają być jawne – wyjaśnia Łyszczek. Annie P., grozi kara upomnienia, nagany, usunięcia z zajmowanej funkcji, przeniesienie w inne miejscy służbowe albo wydalenia z zawodu.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3