Tarnobrzeg jest dumny z Jacka Zielińskiego

    Tarnobrzeg jest dumny z Jacka Zielińskiego

    Piotr SZPAK, szpak@echodnia.eu

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Rodzice Jacka Zielińskiego (z lewej) są bardzo dumni z syna. Grając w "nogę” z siostrą Iwoną musiał uważać, by go za mocno nie "skosiła”

    Rodzice Jacka Zielińskiego (z lewej) są bardzo dumni z syna. Grając w "nogę” z siostrą Iwoną musiał uważać, by go za mocno nie "skosiła” (środkowe zdjęcie). W szkole podstawowej siedział w ostatniej ławce, ale i tak był najlepszym uczniem. (z prawej). ©fot. Marcin Radzimowski

    Wybijał w dzieciństwie szyby w oknach sąsiadów. Nie lubił kapusty. "Pal zelówy" i "dawaj karczycho" były jego ulubionymi powiedzonkami. Dwa razy miał złamaną rękę. Był przy tym wzorowym uczniem.
    Rodzice Jacka Zielińskiego (z lewej) są bardzo dumni z syna. Grając w "nogę” z siostrą Iwoną musiał uważać, by go za mocno nie "skosiła”

    Rodzice Jacka Zielińskiego (z lewej) są bardzo dumni z syna. Grając w "nogę” z siostrą Iwoną musiał uważać, by go za mocno nie "skosiła” (środkowe zdjęcie). W szkole podstawowej siedział w ostatniej ławce, ale i tak był najlepszym uczniem. (z prawej). ©fot. Marcin Radzimowski

    Jacek Zieliński

    Jacek Zieliński od najmłodszych lat otoczony był matczyną miłością.

    Jacek Zieliński od najmłodszych lat otoczony był matczyną miłością.

    Jacek Zieliński


    Ma 49 lat, żonaty, żona Maria, synowie: Maciej i Tomasz. Kariera zawodnicza: Siarka Tarnobrzeg, AZS AWF Warszawa, Gwardia Warszawa, Siarka, Stal Stalowa Wola; kariera trenerska: Siarka, Alit Ożarów, Korona Kielce, Tłoki Gorzyce, GKS Bełchatów, Górnik Łęczna, Piast Gliwice, Dyskobolia Groclin Grodzisk Wielkopolski, Polonia Warszawa, Lech Poznań.



    Jacek Zieliński, były piłkarz i trener Siarki Tarnobrzeg, zdobył w niedzielę z drużyną poznańskiego Lecha tytuł mistrza Polski.
    Stał się jeszcze bardziej znany niż był dotychczas. My postanowiliśmy dowiedzieć się, jakim był dzieckiem. Rodzice popularnego "Zielaka", z którego cały Tarnobrzeg jest teraz dumny, opowiedzieli nam o swoim wspaniałym synu.

    SKOMPLIKOWANE ZŁAMANIA

    Jacek był "rozptrzepanym", ale wspaniałym chłopakiem. Dwa razy miał złamaną rękę, jedną złamał podczas treningu, drugą chodząc po ogrodzeniu przedszkola. To były skomplikowane, wymagające operacji złamania, ale on wszystkie dzielnie znosił. Piłka była dla niego wszystkim - mówi Józefa
    Zielińska, mama Jacka, tarnobrzeżanina z krwi i kości.

    Mieszkali na tarnobrzeskim osiedlu Przywiśle, w bloku przy Skalnej Górze. Wokoło było wielu chłopaków w jego wieku, nic więc dziwnego, że skrzyknięcie dwóch drużyn nie było trudne. Grali przed blokiem, wybijali szyby w oknach sąsiadów, ale do czasu. Kiedy nieco podrośli przenieśli się na... Wembley.

    - To takie boisko, które mieli przy cmentarzu, wskazuje ręką tata Jacka, Janusz Zieliński, były piłkarz Ogniwa Tarnobrzeg. - Już wtedy było widać, że syn ma smykałkę do piłki, "obracał" kolegami jak chciał - śmieje się senior rodu.

    Chłopców na Skalnej Górze było wielu, ale dziewczynek mało, więc siostra Jacka - Iwona chcąc nie chcąc musiała grać z nimi w piłkę. A jak grała! - Tylko było słychać krzyki i pretensje, Iwona przestań, nie tnij tak - śmieje się mama.

    Jacek z Iwoną do dziś są skazani na rozmowy o piłce. Siostra wyszła za mąż za byłego piłkarza Błękitnych i Korony Kielce Wojciecha Megiera, który obecnie jest trenerem w Bałtyku Koszalin. Kiedyś razem z Jackiem grali w jednej drużynie, warszawskiej Gwardii. Nie wiedzieli wtedy, że zostaną szwagrami.
    Do Pierwszej Komunii Świętej poszedł elegancko ubrany.

    Do Pierwszej Komunii Świętej poszedł elegancko ubrany.

    WZOROWY UCZEŃ

    Wracając do Jacka Zielińskiego, to uwielbiał on piłkę, ale uwielbiał też książki. Czytał je z zapałem, nie zapominał o nauce. - Jacek był bardzo dobrym uczniem, muszę go pochwalić, tak w podstawówce, jak i w liceum dostawał świadectwa z czerwonym paskiem - mówi mama.

    - Maturę zdał z wyróżnieniem i mógł iść na studia bez egzaminu, ale zrezygnował. Chciał iść na Akademię Wychowania Fizycznego, a tam obowiązkowe było pływanie. Ówczesny dyrektor liceum Józef Jakubowicz, dzwonił do mnie i dziwił się, dlaczego Jacek zrezygnował - mówi tata.

    - Mąż kupował sobie sportowe gazety, a malutki Jacek je brał, oglądał zdjęcia i czytał, najpierw było to takie dukanie, ale później już zadziwiał wszystkich. Jak tak sobie to wszystko przypominam, to naprawdę był inteligentny od najmłodszych lat.

    Do Pierwszej Komunii Świętej przystępował w kościele Świętego Brata Alberta, a wśród prezentów, które dostał, musiała być oczywiście piłka, tak samo zresztą jak zegarek. Te prezenty bardzo go cieszyły. Im był starszy, tym w domu bywał rzadziej. Wyjazdy na obozy, mecze, a jak był w domu, to przyszedł ze szkoły, odrobił lekcje i od razu na boisko. Jak się zmęczył miał apetyt, ale byle czego nie zjadł.

    - Był i chyba jest wybredny, jeśli chodzi o jedzenie. Pamiętał, że do czasu, kiedy poszedł na studia, za nic na świecie nie chciał tknąć kapusty. Nie, bo nie - mówił i nie zjadł. Ale już pod koniec jego nauki w liceum to potrafił zjeść wszystko i dużo. W oczach widziałam jak staje się prawdziwym silnym mężczyzną - śmieje się pani Józefa.
    Kiedy dojrzał i zmężniał poślubił piękną Marię.

    Kiedy dojrzał i zmężniał poślubił piękną Marię.

    PODJADAŁ U DZIADKÓW

    W młodości jego ulubionymi prezentami były... książki. Swoją osobowością zjednywał sobie przyjaciół, kolegów miał mnóstwo, lubili go. A jak ktoś nie chciał się przyporządkować, to Jacek mówił do niego
    "pal zelówy", co oznaczało, żeby sobie poszedł, najlepiej szybkim krokiem.

    - Kto nie chciał "palić zelówy" musiał dawać "karczycho do przeglądu" - uśmiecha się pan Janusz. Syn lubił piłkę, ale był wszechstronnie uzdolniony sportowo. Biegał 100 metrów w 11 sekund, sześć metrów skakał w dal, bardzo dobrze grał w kosza. Pamiętam jak ówczesny trener koszykarzy Siarki namawiał go, żeby grał w jego drużynie.

    Pani Józefa, tak jak jej synowa Maria, żona Jacka, nie ogląda meczów w telewizji. - Po pierwsze, bardzo się denerwuję, a po drugie, mąż ogląda mecze bardzo emocjonalnie i jak wolę nie słyszeć, jakich słów używa. Czasami wolę wyjść z domu. Niedzielny mecz Lecha z Zagłębiem Lubin już oglądałem, ale tylko drugą połowę. Kiedy się skończył łzy popłynęły mi do oczu. Byłam taka szczęśliwa, zresztą każda matka cieszyłaby się na moim miejscu. Chłopcy na tym osiedlu mieli różne ksywy, ale Jacek od zawsze był dla nich "Zielakiem" i teraz cała Polska mówi o "Zielaku" - z dumą w głosie dodała pani Józefa.
    Synowie Jacka, Tomasz - z lewej i Maciej są bardzo dumni ze swego taty.

    Synowie Jacka, Tomasz - z lewej i Maciej są bardzo dumni ze swego taty.

    DUMNI Z OJCA

    Dumni są z taty synowie Jacka Zielińskiego. Maciek, który ma 25 lat i był koszykarzem w Siarce, studiował stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Teraz pracuje w jednej z krakowskich firm ubezpieczeniowych. Od najmłodszych lat jest fanem Lazio Rzym, kiedy podczas studiów był na stażu w Rzymie regularnie chodził na mecze Lazio. Bywa, że i teraz wsiądzie w samolot i poleci na mecz tej drużyny. A może kiedyś jego ukochane Lazio poprowadzi tata?

    - Oj, chyba raczej nie. Ja i tak już jestem szczęśliwy, że trenuję Lecha. Mam wspaniałego ojca, który zawsze był, jest i będzie dla mnie wzorem - mówi.

    Najmłodszy z rodu Zielińskich, 19-letni Tomek, przerwał karierę piłkarską na rzecz jego największej pasji, którą jest muzyka hiphopowa. Jest jednym z wykonawców współczesnego hymnu Siarki Tarnobrzeg zatytułowanego "Pamiętacie". Tomasz Zieliński kocha muzykę. - Hip-hop jest moim życiem oraz miłością, której oddaję się bez reszty. A tata? Tata jest wielki! Nie muszę chyba mówić jak mocno mu kibicuję i jak bardzo ściskam kciuki - mówi młody "Zielak", który obecnie mieszka w Warszawie.

    Żona Jacka Zielińskiego - Maria jest bardzo lubianą przez uczniów nauczycielką wychowania fizycznego w tarnobrzeskim Liceum Ogólnokształcącym. Jej mężczyźni - Jacek, Maciej i Tomek - rozjechali się po Polsce i skazana jest na tęsknotę. Do piłki nożnej podchodzi z umiarem, wystarczy powiedzieć, że nie oglądała meczu Lecha z Zagłębiem, bo jak mówi, nie ogląda telewizyjnych transmisji ze spotkań piłkarskich. Woli wtedy surfować w Internecie. Teraz pani Maria czeka na przyjazd męża, co nastąpi już jutro. Będzie o czym rozmawiać.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Podkarpackim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (14)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (14) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Zobacz koniecznie:

    Grzyby jadalne i trujące [Przykładowe zdjęcia]

    Grzyby jadalne i trujące [Przykładowe zdjęcia]

    Symphonica 2 Rock of Poland. Największe hity polskiej muzyki rockowej lat 80!

    Symphonica 2 Rock of Poland. Największe hity polskiej muzyki rockowej lat 80!