Tragiczna śmierć w zakładzie pracy

    Tragiczna śmierć w zakładzie pracy

    Magdalena Małodzińska

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Mężczyzna owej nocy obsługiwał prasę hydrauliczną, nagle z nieustalonych dotychczas przyczyn znalazł się pomiędzy ruchomymi częściami maszyny.

    Mężczyzna owej nocy obsługiwał prasę hydrauliczną, nagle z nieustalonych dotychczas przyczyn znalazł się pomiędzy ruchomymi częściami maszyny. ©Archiwum

    Kadra i pracownicy mieleckiej firmy Kirchhoff nie mogą otrząsnąć się po czwartkowej tragedii.
    Mężczyzna owej nocy obsługiwał prasę hydrauliczną, nagle z nieustalonych dotychczas przyczyn znalazł się pomiędzy ruchomymi częściami maszyny.

    Mężczyzna owej nocy obsługiwał prasę hydrauliczną, nagle z nieustalonych dotychczas przyczyn znalazł się pomiędzy ruchomymi częściami maszyny. ©Archiwum

    Na oczach kolegów 33-letni mieszkaniec powiatu mieleckiego zginął podczas nocnej zmiany, dostając się między ruchome elementy prasy hydraulicznej.

    Do tragedii doszło w nocy ze środy na czwartek około godziny 1.20, w hali produkcyjnej firmy Kirchhoff, wchodzącej w skład Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Mielcu. Jak informuje Wiesław Kluk, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Mielcu, mężczyzna owej nocy obsługiwał prasę hydrauliczną, nagle z nieustalonych dotychczas przyczyn znalazł się pomiędzy ruchomymi częściami maszyny. W wyniku tego doznał obrażeń głowy i tułowia, które spowodowały jego natychmiastową śmierć.

    33-latek był pracownikiem firmy od półtora roku. Na razie nie wiadomo, czy przyczyną tragedii był brak doświadczenia, chwilowa nieuwaga, czy może doszło do awarii sprzętu. Odpowiedzi na te pytania jednak szybko nie poznamy.

    - Wszystko, póki nie ma dowodów, opiera się na domysłach. Teraz do zbadania sprawy zostaną powołani biegli z Inspekcji Pracy, będziemy przesłuchiwać świadków - mówi rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Mielcu Wiesław Kluk.

    Dyrektor firmy podkreśla, że to najsmutniejszy dzień od początków działalności spółki, czyli od 1999 roku. W tym czasie nigdy nie doszło do tak tragicznego wypadku. - Wciąż nie mogę otrząsnąć się po tej tragedii. Musimy jednak żyć dalej, pracować - mówi prezes.

    Świadkowie zdarzenia na razie są w ogromnym szoku, póki co, nie są w stanie zeznawać. - Na razie nie można się z nimi skontaktować. Jeszcze jest za wcześnie, potrzebują czasu. Większość z nich poprosiła o zwolnienie lekarskie - mówi dyrektor Soboń.

    33-letni mężczyzna był żonaty, osierocił troje malutkich dzieci. Jego żona nie pracowała. Teraz została bez żadnych środków do życia. Prezes Soboń zapewnia, że rodzina zmarłego ze strony firmy, oprócz pomocy finansowej, będzie mogła też liczyć na zorganizowanie terapii psychologicznej. Poza tym, już wiadomo, że pomoc rodzinie zadeklarował też mielecki Ośrodek Pomocy Społecznej. Obserwacji psychologów będą też poddani pracownicy.

    Prezes zaznacza, że powrót do dawnej atmosfery w firmie nie nastąpi szybko. - W czwartek rano, po tragicznej nocy, spotkałem się z całą załogą. Teraz musimy trzymać się razem. Ja też jestem człowiekiem, znałem tego pracownika, cierpimy wszyscy... - mówi łamiącym się głosem prezes firmy Kirchhoff.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Podkarpackim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (14)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (14) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Studniówki

    Wideo