Zagadka zaginionej rodziny Bogdańskich. 5 osób przepadło bez śladu! Tajemnicze zniknięcie rodziny ze Starowej Góry! 11.09.2022

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
W kwietniu 2003 roku ostatni raz widziano: Krzysztofa Bogdańskiego, jego żonę Bożenę, matkę Danutę i dwójkę jego dzieci: Małgosię i Jakuba. - Cały czas wierzymy, że żyją - jeszcze kilka lat temu mówiły ich rodziny. Każdy telefon, dzwonek do domofonu dawał im nadzieję. Ta nadzieja pojawiała się też, gdy otwierali skrzynkę na listy. Zwłaszcza przed świętami. Ale od kwietnia 2003 roku nie było telefonu, kartki, listu, żadnej wiadomości. Wtedy Bożena ostatni raz rozmawiała ze swoją siostrą Danutą. Ta zadzwoniła do zaginionej. Bożena powiedziała, że ma kłopoty. Ale przez telefon nie chciała mówić o problemach. Miała opowiedzieć, gdy się spotkają. Danuta pojechała do siostry, ale jej nie zastała.Później do Starowej Góry przyjechał Tadeusz, ojciec Danuty i Bożeny. Spotkał zięcia. Wytłumaczył mu, że córka wyjechała do Wrocławia. Bogdańscy mieli założyć biuro turystyczne, a tam organizowano kurs przygotowujący do jego prowadzenia. Bożena miała wziąć w nim udział. Zabrała ze sobą ich dzieci: 16-letnią wtedy Małgosię i 12-letniego Kubę. Przy okazji mieli zwiedzić Wrocław i okolice.
W kwietniu 2003 roku ostatni raz widziano: Krzysztofa Bogdańskiego, jego żonę Bożenę, matkę Danutę i dwójkę jego dzieci: Małgosię i Jakuba. - Cały czas wierzymy, że żyją - jeszcze kilka lat temu mówiły ich rodziny. Każdy telefon, dzwonek do domofonu dawał im nadzieję. Ta nadzieja pojawiała się też, gdy otwierali skrzynkę na listy. Zwłaszcza przed świętami. Ale od kwietnia 2003 roku nie było telefonu, kartki, listu, żadnej wiadomości. Wtedy Bożena ostatni raz rozmawiała ze swoją siostrą Danutą. Ta zadzwoniła do zaginionej. Bożena powiedziała, że ma kłopoty. Ale przez telefon nie chciała mówić o problemach. Miała opowiedzieć, gdy się spotkają. Danuta pojechała do siostry, ale jej nie zastała.Później do Starowej Góry przyjechał Tadeusz, ojciec Danuty i Bożeny. Spotkał zięcia. Wytłumaczył mu, że córka wyjechała do Wrocławia. Bogdańscy mieli założyć biuro turystyczne, a tam organizowano kurs przygotowujący do jego prowadzenia. Bożena miała wziąć w nim udział. Zabrała ze sobą ich dzieci: 16-letnią wtedy Małgosię i 12-letniego Kubę. Przy okazji mieli zwiedzić Wrocław i okolice.
Udostępnij:
Zagadka zaginionej rodziny ze Starowej Góry! Zaginięcie całej rodziny Bogdańskich ze Starowej Góry to jedna z najbardziej tajemniczych spraw. Bez śladu przepadło pięć osób. Policjanci mówią, że takiego zaginięcia nie było w Polsce od czasów zakończenia II wojny światowej.

SPRAWA TAJEMNICZEGO ZAGINIĘCIA RODZINY BOGDAŃSKICH

W kwietniu 2003 roku ostatni raz widziano: Krzysztofa Bogdańskiego, jego żonę Bożenę, matkę Danutę i dwójkę jego dzieci: Małgosię i Jakuba.

- Cały czas wierzymy, że żyją - jeszcze kilka lat temu mówiły ich rodziny. Każdy telefon czy dzwonek do domofonu dawały im nadzieję. Ta nadzieja pojawiała się też, gdy otwierali skrzynkę na listy. Zwłaszcza przed świętami. Ale od kwietnia 2003 roku nie było telefonu, kartki, listu, żadnej wiadomości. Wtedy Bożena ostatni raz rozmawiała ze swoją siostrą Danutą. Ta zadzwoniła do zaginionej. Bożena powiedziała, że ma kłopoty. Ale przez telefon nie chciała mówić o problemach. Miała opowiedzieć, gdy się spotkają. Danuta pojechała do siostry, ale jej nie zastała.

Później do Starowej Góry przyjechał Tadeusz, ojciec Danuty i Bożeny. Spotkał zięcia. Wytłumaczył mu, że córka wyjechała do Wrocławia. Bogdańscy mieli założyć biuro turystyczne, a tam organizowano kurs przygotowujący do jego prowadzenia. Bożena miała wziąć w nim udział. Zabrała ze sobą ich dzieci: 16-letnią wtedy Małgosię i 12-letniego Kubę. Przy okazji mieli zwiedzić Wrocław i okolice.

Krzysztof rozmawiał jeszcze telefonicznie ze szwagierką. Z Wrocławia mieli jechać do Niemiec na święta, do wspólnej przyjaciółki jego i żony. Danuta się uspokoiła, nie przypuszczała, że wtedy ostatni raz rozmawiała z Krzysztofem.

Jeszcze tydzień po wyjeździe Bożeny i dzieci, Krzysztof był widziany w Starowej Górze. Jedna z sąsiadek opowiadała, że w Wielki Piątek rozmawiała z nim przez ogrodzenie. Nie zauważyła w jego zachowaniu nic dziwnego. Jej też powiedział, że Bożena i dzieci są we Wrocławiu. Jego matka miała przebywać u znajomych poza Łodzią. On sam tego dnia malował ściany na strychu...

Wielkanoc minęła, a Bogdańscy nie dawali śladu życia. Zaniepokojona Danuta zadzwoniła do przyjaciółki z Niemiec, z którą Bogdańscy mieli spędzić święta. Nie było ich. Wtedy zawiadomiła policję o zaginięciu bliskich. Był 8 maja 2003 roku.

Policjant z wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, który prowadził tę sprawę w czasie swojej wieloletniej pracy w policji nie spotkał się z takim zaginięciem.

- W rozwiązanie zagadki włożyliśmy kawał porządnej, policyjnej roboty, ale na razie efekty są marne - mówił nam policjant. - Ich sprawa zajmuje pięć tomów policyjnych akt, po dwieście do trzystu stron każda.

Kilka banków i prokuratur są zainteresowani odnalezieniem Krzysztofa Bogdańskiego

Bogdańscy byli normalną rodziną. Nigdy nienotowaną w policyjnych kartotekach. Bożena i Krzysztof poznali się w technikum łączności. Szkolna miłość skończyła się w 1985 roku ślubem. Dwa lata później na świat przyszła Małgorzata, a po kolejnych czterech latach - Jakub. Początkowo mieszkali w centrum Łodzi, ale postanowili wybudować dom w Starowej Górze na działce rodziców Bożeny.

Powodziło im się nieźle. Krzysztof prowadził firmę. Sprowadzał z zagranicy części komputerowe. Interes kwitł. Wybudowali dom, kupili volvo s70, warte wówczas kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dzieci uczyły się w prywatnych szkołach. Małgosia była w ostatniej klasie Katolickiego Gimnazjum im. Jana Pawła II w Łodzi, a Kuba chodził do piątej klasy Szkoły Podstawowej Towarzystwa Naukowego „Edukacja”.

Szczęście nie trwało wiecznie. Polski rynek zaczął zalewać sprzęt komputerowy sprowadzany z Chin. Jednoosobowa firma Krzysztofa nie była w stanie wygrać z konkurencją. Zaczęły się kłopoty finansowe. Wtedy zaczął handlować pirackim oprogramowaniem do Play Station i Wizji TV na giełdzie ze sprzętem elektronicznym na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego. Problemy były coraz większe, a Bogdańscy dalej chcieli żyć na poziomie, do którego zdążyli się przyzwyczaić.

Zaciągali kredyty, pożyczali pieniądze od bliższych i dalszych znajomych. Krzysztof zaczął też grać na internetowej giełdzie finansowej, gdzie nie zawsze dopisywało mu szczęście. Policjanci obliczyli, że przed zniknięciem jego zadłużenie mogło sięgnąć miliona złotych. Są i tacy, którzy twierdzą, że długi były o wiele większe. Niektórzy zaprzeczają, że pożyczyli mu pieniądze, choć dokumenty mówią co innego.

Funkcjonariusze znają przypadki znajomych Krzysztofa, od których chciał wziąć pieniądze, by je korzystnie zainwestować. Ci, którzy na to się wtedy nie zdecydowali, mogą dziś spać spokojnie. Nie wiadomo nawet, ile osób skusił Krzysztof perspektywą uzyskania jeszcze większej gotówki. Bogdańscy na krótko przed zaginięciem zrobili maksymalne debety na kartach kredytowych wśród których nie brakowało też złotych kart.

Co się stało z Bogdańskimi? Policja rozważała wszystkie możliwości. Zaczęli od najgorszej, która zakłada, że rodzina została zamordowana. W ich domu przeprowadzono ekspertyzy biologiczne przy udziale lamp ultrafioletowych. Przekopano całą działkę. Wykorzystano kamery termowizyjne i sondy. Psy szkolone w poszukiwaniu zwłok sprawdziły ogromny teren wokół posiadłości Bogdańskich, ale nie znaleziono żadnych śladów. Policjanci wykluczyli też tak zwane rozszerzone samobójstwo.

W jakim celu Krzysztof Bogdański gromadziłby pieniądze? - zastanawiał się policjant prowadzący sprawę.

Policjanci najbardziej skłaniają się ku innemu rozwiązaniu zagadki. Ich zdaniem zniknięcie rodziny zostało szczegółowo zaplanowane. Zaginęli, by rozpocząć nowe życie.

Nie jest przypadkiem, że zgromadzili tak dużą sumę pieniędzy - twierdził w rozmowie policjant z wydziału kryminalnego. - Nie była to kwota, którą można było szybko wydać. Przed zniknięciem Krzysztof Bogdański sprzedał też swoje volvo za 60 tysięcy złotych.

Wkrótce po zaginięciu rodziny okazało się, że kilka banków jest bardzo zainteresowanych odnalezieniem Krzysztofa, a także jego żony i matki. Pod zastaw domu w Starowej Górze wzięto bowiem kilka kredytów. Gdy Bogdańscy zaciągali kredyty, nie było jeszcze Centralnego Rejestru Długów, więc można było zaciągnąć kilka pożyczek pod hipotekę jednego domu. Wzięli je: Krzysztof oraz jego żona i matka.

Sprawą zainteresowanych jest kilka łódzkich prokuratur. Na wniosek banków prowadzą przeciwko rodzinie sprawy o wyłudzenie kredytów. Za Krzysztofem, Bożeną i Danutą wysłano międzynarodowe listy gończe. Są poszukiwani nie tylko w Polsce, ale na terenie całej Europy.

Policjanci sprawdzali, czy nie wyjechali z Polski na pokładzie samolotu lub promu, gdzie potrzebne są bilety imienne. Takich biletów nie kupowali, a przynajmniej nie na swoje nazwisko.

Nie uzyskali też wizy kanadyjskiej czy amerykańskiej. Nie dostali też tak zwanej zielonej karty. Nie wiadomo, czy wyjechali z Polski na podstawie autentycznych dokumentów. Wiadomo, że 66-letnia (w chwili zaginięcia) matka Krzysztofa nie miała w ogóle paszportu. Kilka lat wcześniej kobieta przeszła udar. - Miała po nim lekko wykrzywioną twarz, ale chodziła i normalnie rozmawiała - mówiła sąsiadka.

Krzysztof był bardzo związany z matką. Wiele lat sama go wychowywała, więc nikogo nie zdziwiło, że zabrał ją ze sobą. Ale i tu policjanci wykazali czujność. Sprawdzili wszystkie polskie domy seniora, pomocy społecznej. Sprawdzili, czy syn przed ewentualną ucieczką nie umieścił matki w bezpiecznym miejscu. W żadnej z placówek nie znaleźli Danuty Bogdańskiej.

Polscy policjanci prosili o pomoc swych kolegów z Niemiec. Wiadomo było, że za zachodnią granicą Bogdańscy mieli rodzinę i przyjaciół. Tam też nie znaleziono żadnego śladu, choć w poszukiwaniach brał udział oficer łącznikowy przy ambasadzie polskiej w Berlinie. Raz tylko przez tych kilkanaście lat policja otrzymała sygnał ze Śląska. Ktoś miał widzieć Bogdańskiego. Okazało się, że to błędny trop. Mężczyzna był tylko podobny do Krzysztofa.

Rodzina Bogdańskich szukała pomocy nawet u jasnowidza. Powiedział im, że żyją, ale nie chcą z nikim kontaktu.

Znajomi i rodzina Bogdańskich nie do końca wierzą w wersję, którą zakłada policja. Wspominają, że Krzysztof był wesołym, towarzyskim człowiekiem. Z drugiej strony podporządkował sobie rodzinę. Żona i dzieci wiedziały, że jak tato coś powiedział, to tak musiało być.

Zaraz po zgłoszeniu zaginięcia ich dom w środku wyglądał tak, jakby przed chwilą dzieci wyszły do szkoły, rodzice do pracy, a babcia do sklepu. W pokoju chłopca pozostała włączona do prądu ładowarka telefoniczna. W łazience zostały szczoteczki do zębów, kosmetyki. Małgosia zostawiła swój notes z telefonami, portfel, a nawet pamiętnik. Danuta Bogdańska nie zabrała swoich lekarstw. Z komputerów usunięto twarde dyski, więc policja nawet nie wie, jakie strony Krzysztof przeglądał w Internecie.

Rodzina Bogdańskich szukała pomocy nawet u jasnowidza. Powiedział im, że żyją, ale nie chcą z nikim kontaktu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Nielegalna aneksja terytoriów Ukrainy - video flesz

Komentarze 22

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Kolejny śmieć publikowany od niemal dwudziestu lat. Ten sam, bez smaku, bez jakichkolwiek nowych informacji.

Brukowiec.
A
As
24 stycznia, 0:53, g:

skoro usunieto twarde dyski moga zyc ale ladnie ich zrobili ze nie moga ich znalezc nigdzie. dobrze sie kryja.

11 lutego, 21:01, Gość:

Piedrolisz przygłupie

Ssij pałe lumpie

a
axa
24 stycznia, 0:53, g:

skoro usunieto twarde dyski moga zyc ale ladnie ich zrobili ze nie moga ich znalezc nigdzie. dobrze sie kryja.

11 lutego, 21:01, Gość:

Piedrolisz przygłupie

Rozumiem, ze tak do ciebie odzywał się ojciec i matka teraz żona i dzieci lub mąż. Nie ma się czym chwalić.

G
Gość
24 stycznia, 0:53, g:

skoro usunieto twarde dyski moga zyc ale ladnie ich zrobili ze nie moga ich znalezc nigdzie. dobrze sie kryja.

Piedrolisz przygłupie

g
g
skoro usunieto twarde dyski moga zyc ale ladnie ich zrobili ze nie moga ich znalezc nigdzie. dobrze sie kryja.
G
Gość
Kolejny śmieć publikowany od niemal dwudziestu lat. Ten sam, bez smaku, bez jakichkolwiek nowych informacji.

Brukowiec.
P
PiSaK
28 listopada 2021, 10:59, q:

Wyjechali z Polski. Świat jest wielki i są państwa w których nikt nie pyta czy posiadane pieniądze zarobione są uczciwie.

Mieli szczęście, że nie byli w Polsce w okresie rządów PO. Nie musieli słuchać cynicznych rad żywnościowych o mirabelkach i szczawiu,. Przy jednoczesnym zajadaniu się ośmiorniczkami przez polityków PO.

1 stycznia, 19:36, Gość:

Piedrolisz pisowski tłuku

Lucham Ci matkę Pełowski [wulgaryzm]uu

G
Gość
Na moje to on zabił żonę matkę swoje dzieci i na fałszywych dokumentach dał dyla z kraju na drugi koniec świata. 4 osoby z tej rodziny nie żyją. Niech się policja w końcu weźmie porządnie za robotę.
G
Gość
28 listopada 2021, 10:59, q:

Wyjechali z Polski. Świat jest wielki i są państwa w których nikt nie pyta czy posiadane pieniądze zarobione są uczciwie.

Mieli szczęście, że nie byli w Polsce w okresie rządów PO. Nie musieli słuchać cynicznych rad żywnościowych o mirabelkach i szczawiu,. Przy jednoczesnym zajadaniu się ośmiorniczkami przez polityków PO.

Piedrolisz pisowski tłuku

q
q
Wyjechali z Polski. Świat jest wielki i są państwa w których nikt nie pyta czy posiadane pieniądze zarobione są uczciwie.

Mieli szczęście, że nie byli w Polsce w okresie rządów PO. Nie musieli słuchać cynicznych rad żywnościowych o mirabelkach i szczawiu,. Przy jednoczesnym zajadaniu się ośmiorniczkami przez polityków PO.
G
Gość
Ten sam odgrzewany kotlet. Ten sam od wielu lat.

Dobrze że chociaż nie dodali winy Zdanowskiej.

Dno, nie gazeta.
G
Gość
6 lipca 2019, 22:22, Wars:

Trzeba bardzo dokładnie zacierać ślady by nikt nie doszedł o noe matrafił na trop. Za kasę ktoś im załatwił wszystko lewe dokumenty. Są teraz w Argentynie i smieja sie z tych co ppzyczyli im kase

Śmieją się? Porzucina rodzina, kasy dawno nie ma, obcy kraj. Boki zrywać.

G
Gość
1 stycznia 2020, 12:06, Gość:

Wszystko wskazuje a to ze gosc zaczal prace dla obcego wywiadu. Nie zniknal by bez sladu. Ktos im w tym pomogl. Byl madry, wynalazca, dobry material na agenta, badz pracownika agencji, nowy adress, nazwisko. Zaczal od poczatku w innym swiecie. Zabral ze soba najblizyszch I uciekl. A wspolnik napewno osoba z kontaktami, prawdopodobnie na wschodzie bo tam latwiej wszystko zalatwic.

Piedrolisz przygłupie

g
g

albo samobój albo ktoś ich zabił ewentualnie wyjechali do jakiegoś państwa i se żyją.

G
Gość

Ile jest prawdy w tych informacjach podawanych i powtarzanych w prasie, tv? Co z hipotekami na dom? Podobno dom nadal należy do rodziny ? Jest człowiekiem zaradnym, wiedział jakie są konsekwencje czynów. Powrót po latach ? Nie sądzę. Z pewnością cała rodzina żyje i ma się dobrze

Więcej informacji na stronie głównej Echo Dnia Podkarpackie
Dodaj ogłoszenie