Polska służba zdrowia jest jedną z ostatnich w Europie

Beata Alukiewicz
Tak wynika z opublikowanego w Brukseli rankingu o przestrzeganiu praw chorych. Polska zajęła w nim dalekie 25 miejsce. Jesteśmy lepsi tylko od Rumunii, Bułgarii i Portugalii.

NAS TO NIE DZIWI

Jakie są zarzuty komisji europejskiej? Kolejki do gabinetów, trudności z dostaniem się do specjalisty, wielomiesięczne, a nawet wieloletnie oczekiwanie na operację, gorszy niż gdzie indziej dostęp do nowoczesnych terapii.

- Nas, pacjentów, nie dziwi taka ocena - mówi Jerzy Pyrek, pełnomocnik wojewody do spraw osób niepełnosprawnych. - Często dostanie się do specjalisty, zwłaszcza osoby starszej, słabej, graniczy niemal z cudem. Tak jest też z rehabilitacją, z wieloma operacjami.

Przykładów nie brakuje. Do kardiologa czeka się pół roku, podobnie do neurologa czy endokrynologa. Na niektóre zabiegi, jak chociażby wszczepienie endoprotezy, można liczyć najwcześniej za dwa lata od momentu otrzymania skierowania. Dlaczego tak się dzieje?

NA SZARYM KOŃCU

- Za mało przeznaczamy środków na ochronę zdrowia - zgodnie jak nigdy twierdzą przedstawiciele szpitali i Narodowego Funduszu Zdrowia. Faktycznie, w tym rankingu też znajdujemy się na szarym końcu (patrz wykres). Przeznaczamy na leczenie zaledwie 6,2 procent Projektu Krajowego Brutto (z uwzględnieniem oficjalnych dopłat pacjentów, na przykład na leki).

- Nie ustępujemy innym krojom albo ustępujemy niewiele w dziedzinie nowoczesnych technologii medycznych - uważa Jerzy Staszczyk, zastępca dyrektora oddziału Świętokrzyskiego NFZ. - A to wszystko kosztuje. Moim zdaniem, składka na ubezpieczenie zdrowotne powinna być wyższa.

Według doktora Staszczyka, nie bez znaczenia w funkcjonowaniu sytemu ochrony zdrowia jest też kwestia przeniesienia w naszym kraju ciężkości leczenia na szpitale.

- Pacjent szpitalny jest najdroższy - tłumaczy Jerzy Staszczyk. - I jestem przekonany, że część chorych, zwłaszcza trafiających do szpitali na diagnostykę, mogłoby być "załatwianych” ambulatoryjnie.

PRYWATYZACJA NIE POMOŻE

W takiej sytuacji coraz częściej pojawiają się głosy, że jedynym lekarstwem na chorą służbę zdrowia jest prywatyzacja.

- Absolutnie się z tym nie zgadzam - ripostuje Wojciech Przybylski, dyrektor szpitala w Końskich, jednocześnie wojewódzki konsultant w dziedzinie ochrony służby zdrowia. - Nie pomoże prywatyzacja, jeżeli środki przeznaczane na leczenie będą zbyt małe. W Kielcach, poza nielicznymi, nie ma państwowych gabinetów specjalistycznych. I co? Są w nich takie same kolejki, jak były wcześniej, bo takie środki na ich funkcjonowanie przeznacza Narodowy Fundusz Zdrowia.

W dodatku zbyt małe nakłady na ochronę zdrowia, które są dziś, będą nam się odbijały czkawką przez wiele lat. Zwłaszcza niewielkie środki przeznaczane na profilaktykę.

- Nie ma u nas polityki zapobiegania czy wczesnego wykrywania chorób - uważa dyrektor. - Robi się program profilaktyczny na zasadzie akcji, z którego korzysta niewiele osób. A powinien być to element sytemu ochrony zdrowia. Tak, by chorobę wyłapać jak najszybciej. Bo wtedy są nie tylko większe szanse na uratowanie życia, ale koszty leczenia spadają kilkunastokrotnie.

 

Wyższe mandaty od skarbówki z początkiem maja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie