Anna Jażdżyk, aktorka pochodząca z Radomia gra w serialu "Przyjaciółki". To kobieta o wielu pasjach

Piotr Stańczak
Piotr Stańczak
Anna Jażdżyk przyznaje: - Jestem zakochana w kamerze.
Anna Jażdżyk przyznaje: - Jestem zakochana w kamerze. Zdjęcia: archiwum prywatne
Anna Jażdżyk to pochodząca z Radomia aktorka, piosenkarka, prezenterka telewizyjna w HGTV oraz TVN Style, gdzie prowadziła program „Musisz to mieć”. Na antenie „Dzień Dobry TVN” prezentowała także nowinki ze świata gadżetów. W ostatnim czasie występuje w popularnym serialu „Przyjaciółki”, gdzie wciela się w rolę Sabiny. Opowiedziała nam o rodzinnym mieście, swoim życiu artystycznym, doświadczeniach sportowych i swoim bracie, który ma zespół Downa, a stał się jej życiowym nauczycielem. Dlaczego?

W Radomiu narodziła się u pani pasja do aktorstwa i muzyki. Można powiedzieć, że właśnie stąd wypłynęła pani w świat.
- Pierwsze początki miała w radomskiej Resursie Obywatelskiej, tam działało kółko teatralne, gdzie stawiałam swoje pierwsze aktorskie kroki. Teraz tak sobie uświadamiam, że to było bardzo dawno temu (śmiech). Wówczas brałam udział w konkursach recytatorskich i tak naprawdę od tego się zaczęło. Uczęszczałam również do ogniska muzycznego na radomskim Ustroniu. Tam uczyłam się gry na pianinie. Ciągnęło mnie do życia artystycznego, w realizacji marzeń wspierali mnie również rodzice, choć w mojej rodzinie tradycji aktorskich czy artystycznych akurat nie było, moi najbliżsi pracowali umysłowo, to, czym ja się zajęłam, było więc w rodzinnym domu taką egzotyką (śmiech). Ja jednak od dziecka żyję sztuką, pisaniem, muzyką, aktorstwem, taki był mój sposób wyrażania siebie i postrzegania świata. W pewnym sensie też byłam niepokornym dzieckiem. Zaczęłam naukę w liceum imienia Jana Kochanowskiego, potem kontynuowałam ją w katolickiej szkole w Mariówce (miejscowość koło Przysuchy - przyp. PST), ostatecznie ukończyłam liceum imienia Tytusa Chałubińskiego.

Opuszczając Radom kontynuowała Pani naukę w Studium Aktorskim L’art Studio w Krakowie, potem w stolicy, w Wyższej Szkole Komunikowania i Mediów Społecznych, w Warszawskiej Szkole Filmowej. Zapytam jednak może nie tę część edukacji a oto, jak Radom był postrzegany wśród ludzi, z którymi miała pani zawodowe kontakty?
- Niestety, jest mało znany z tych pozytywnych aspektów, a najbardziej kojarzony był z Chytrą Babą. Cóż, to chyba też cechuje nasze społeczeństwo, że jakoś bardziej utrwala sobie te negatywne stereotypy. Tymczasem Radom to miejsce, gdzie kwitnie także życie artystyczne, tu rodzą się ciekawe projekty.

Często pani odwiedza rodzinne strony?
- W czasie pandemii mieszkałam przez półtora roku u rodziców w podradomskim Kosowie. Pobyt tam był zresztą dla mnie dobrą okazją do tego, że skupić się na nagrywaniu płyty, na malowaniu. Zawsze z sentymentem tu wracam, choć wiadomo, że ciężko byłoby mi związać zawodową przyszłość z Radomiem. Jestem zakochana w kamerze, stąd na przykład deski teatralne dla mnie osobiście są trudniejszą sztuką. Jeśli chodzi o aktorstwo, ja specjalizuję się raczej w lekkich formach. Tak zwane ciężkie postacie są o tyle trudne do zagrania dla aktora, że trzeba „wpuścić w siebie” tę całą historię swojego bohatera, przeżyć ją wewnętrznie. Inna sprawa, jeśli dzieje się to jednorazowo, przed kamerą, ale ja podziwiam swoich kolegów-aktorów, którzy praktycznie co wieczór wcielają się w takie ciężkie postacie, a potem trzeba z tego wyjść i przypomnieć sobie, że to jednak nie jest nasze prawdziwe życie. Nie jest to takie proste i nauka „wychodzenia” z postaci trochę trwa. Ja w którymś momencie postanowiłam, że nie będę jednak wcielać się w takie role. Wracając natomiast do Radomia, gdyby tu były dla mnie perspektywy zawodowe, to pozostałabym w tym mieście. Mam też wielu przyjaciół w Radomiu, którzy tu prowadzą swoje biznesy i świetnie się tu odnajdują.

Ma pani swoje ulubione miejsca w Radomiu?
- Jest tu na pewno dużo fantastycznych knajp, a ja jestem zakochana w pysznym jedzeniu (śmiech).

Czy któraś z dotychczasowych ról aktorskich zapadła pani szczególnie w pamięci. Są bohaterki, które, nazwijmy to tak, lubi pani osobiście?
- Ostatnio gram rolę Sabiny w serialu „Przyjaciółki”. Muszę przyznać, że moja bohaterka w tym czasie się rozwinęła. Początkowo nie wydawała się być aż tak antagonistyczna, ale potem konflikt Sabiny z jedną z głównych bohaterek serialu, Zuzą (w tej roli występuje Anita Sokołowska - przyp. PST) nabrał tempa. Sabina jest kochanką Jaśka, byłego męża Zuzy (gra go Marek Bukowski - przyp. PST), jest z nim w ciąży. Moja postać stała się w pewnym momencie bardzo negatywna, natomiast w jakim kierunku się rozwinie, to się okaże.

Sabina jest bowiem tą „drugą” kobietą, z którą związał się Jasiek.
- Tak, jest tą „drugą” i młodszą, która zaczęła knuć różne intrygi. Cóż, my aktorzy mamy to do siebie, że nawet jeśli wcielamy się w takie role, to swoje bohaterki, bohaterów musimy zrozumieć, w pewnym sensie ich polubić i nawet bronić, aby to wszystko było wiarygodne. To są trudne sytuacje i prawdziwe wyzwania dla aktora.

Najtrudniejsze są chyba momenty, gdy na ulicy usłyszy niewybredne słowa od fanów czy fanek danego serialu, gdyż skojarzą go właśnie z postacią, w którą się wciela. Miała pani do czynienia z takimi sytuacjami? Umówmy się, Sabina z „Przyjaciółek” aż tak negatywnych emocji chyba nie wzbudza...
- A to jest akurat bardzo ciekawe, bo Sabina jednak wzbudza emocje. Przekonałam się o tym głównie czytając komentarze na forach czy w mediach społecznościowych. Rzeczywiście, panie oglądające serial szczerze nienawidzą Sabiny. Dla mnie jest to jednak bardzo duży komplement.

Komplement?
- Tak, ponieważ ja osobiście aż takich emocji w życiu nie wzbudzam, a komentarze świadczą o tym, że dobrze wcieliłam się i zagrałam swoją bohaterkę, czyli, że dobrze wykonałam swoją pracę. Ciekawe jest natomiast to, że większość ludzi nie poznaje mnie od razu, że to właśnie ja gram Sabinę. Nawet, gdy spotykam się z fanami serialu, to nie od razu widzą we mnie tę postać. Któregoś razu spotkałam się za znajomą, która jest wielbicielką „Przyjaciółek”, zaczęła mi się w pewnym momencie przyglądać i powiedziała „Boże, to ty grasz tę Sabinę!” (śmiech). I dodała „Matko, jak ja jej nienawidzę!”. Dzieje się tak może dlatego, że mam zupełnie inną życiową energię i wzbudzam zgoła inne emocje niż bohaterka serialu. Na razie dużo nas dzieli (śmiech), ale z drugiej strony Sabina jako postać rozwinęła się. Początkowo miała pojawić się tylko raz, jako partnerka Jaśka na weselu. Zadomowiła się tymczasem na dłużej.

W mediach społecznościowych zamieszcza pni wiele zdjęć z bratem, który ma zespół Downa. Jesteście sobie bardzo bliscy.
- To jedna z najbliższych mi osób. To jest człowiek, który nie ocenia, daje wiele od siebie, nie oczekując niczego w zamian. Wzajemnie o siebie dbamy i to jest magia. Do zespołu Downa mam zapewne inne podejście niż większość ludzi. Brat jest chyba moim najlepszym nauczycielem, jeśli chodzi o zdrowe podejście do życia, ludzi, do świata. Ma 28 lat, trzeba umieć widzieć w nim dorosłego człowieka, pomimo jego ograniczeń.

W pani życiu obecny jest także sport. W czasie mundialu piłkarskiego w Rosji w 2018 roku prowadziła pani program dla kibiców.
- Tak, dla Wirtualnej Polski. To był taki „codziennik”, wchodziłam w tłum i relacjonowałam wrażenia kibiców po meczach, jaka atmosfera im towarzyszyła. Dotyczyło to zarówno spotkań reprezentacji Polski jak też innych drużyn narodowych.

To było pierwsze takie zetknięcie ze sportem w mediach.
- To także jest w moim przypadku bardzo ciekawe. W świecie prezenterskim dobrze się odnajduję, lubię go, a całą przygodę zaczęłam w portalu internetowym Weszło, gdzie prowadziłam program piłkarski, a przecież z piłką nożną nie mam nic wspólnego. Przydały się natomiast umiejętności aktorskie (śmiech). Teraz współpracuję z Teatrem Muzycznym „Roma”, prowadzę transmisje live z ich ważniejszych wydarzeń.

Pozostańmy jeszcze przy temacie sportu. Śledzi pani igrzyska olimpijskie w Tokio?
- Przyznam, że ostatnie tygodnie poświęciłam na odpoczynek i nie śledziłam dokładnie tego, co dzieje się na drugim końcu świata. Natomiast oczywiście wspieram wszystkich naszych sportowców, bez względu na to, czy akurat mamy igrzyska. Szczególnie kciuki trzymam za tenisistów ziemnych. Dla mnie to jest bliski temat, gdyż przez wiele lat sama grałam w tenisa, brałam udział w różnych zawodach. To wielka sprawa być na topie, utrzymać się na tym szczycie, ale kosztuje wiele wyrzeczeń. Duże znaczenie ma też psychika. Sama mam takie doświadczenia, że mimo dobrej formy fizycznej potrafiłam przegrywać turnieje „w głowie”. Jeśli ma to znaczenie na tak małym poziomie, to jak kolosalne w przypadku turniejów typu Wimbledon, szczególnie jeśli na tenisistów patrzy cały świat. Jeśli zaś jesteśmy przy sporcie, to miałam okazję realizować projekt reklamowy wspólnie z Anią i Robertem Lewandowskimi. Kapitan naszej piłkarskiej reprezentacji nagrał zresztą film dla mojego brata z okazji jego urodzin.

W pani życiu zawodowym szykują się kolejne aktorskie wyzwania?
- Tak, to będzie serial komediowy „Kocia łapa”, od września będzie można oglądać go w Red Carpet TV. To nowy projekt, na razie powiem tyle, że zapowiada się bardzo ciekawie.

Anna Jażdżyk
Radomianka, ma 31 lat. Obecnie mieszka w Warszawie. Jako aktorka występowała między innymi w takich filmach jak „Wataha”, „Jak poślubić milionera”.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie