Cezary Kulesza dla nas: Na mundial jedzie się po to, aby walczyć o tytuł mistrza świata. A nie myśleć o rozegraniu tylko czwartego meczu

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Cezary Kulesza jest zadowolony nie tylko z wyboru na selekcjonera Czesława Michniewicza i awansu na mundial. Twierdzi, że po roku jego rządów środowisko piłkarskie zapomni o poprzednich prezesach PZPN...
Cezary Kulesza jest zadowolony nie tylko z wyboru na selekcjonera Czesława Michniewicza i awansu na mundial. Twierdzi, że po roku jego rządów środowisko piłkarskie zapomni o poprzednich prezesach PZPN... fot. sylwia dabrowa / polska press
Udostępnij:
W specjalnym wywiadzie dla "Sportowego24" prezes PZPN Cezary Kulesza wyłożył swą mundialową filozofię. Skoro eliminacje już się odbyły, to jasno trzeba stawiać sprawę, że stawką w Katarze będzie tytuł mistrza świata. Wszyscy pojadą walczyć o to trofeum, Polska także. Nie będzie więc mowy przed odlotem do Kataru, że czwarty mecz byłby spełnieniem marzeń. Z szefem piłkarskiego związku podyskutowaliśmy także o meczu z Brazylią i innych możliwych sparingpartnerach, o Rosji i Ukrainie, a przede wszystkim - o selekcjonerze Czesławie Michniewiczu. Także o tym, że... pan Bóg kazał się dzielić i jak Kulesza przenosi do grunt federacji. Nie zabrakło również odniesienia do poprzedniego prezesa Zbigniewa Bońka.

Kamień spadł panu z serca po meczu ze Szwedami?
Nie ma co kryć, emocje były olbrzymie. Przed każdym meczem są, ale teraz były wyjątkowo duże, bo to było chyba najważniejsze spotkanie kadry od co najmniej dwóch lat. Przecież decydowały się losy awansu na mundial. Widać to było na trybunach, po zachowaniu naszych kibiców na Stadionie Śląskim. Bilety rozeszły się momentalnie, atmosfera była znakomita, jak zawsze zresztą w Chorzowie. I również dzięki niej kilka dni po meczu mogliśmy wraz z selekcjonerem lecieć na losowanie do Kataru i poczuć na własnej skórze mundialowe emocje.

Serce panu nie stanęło po faulu Jacka Góralskiego? To mogła być czerwona kartka. I w zasadzie możemy mówić o dużym szczęściu, że sędzia Daniele Orsato wyjął kartonik innego koloru.
Była obawa. I to duża. Bo sędzia obroniłby się, gdyby pokazał czerwień zamiast żółtej kartki. Przewinienie było na pomarańczową, ale w piłce… trzeba mieć po prostu szczęście. Tym razem było ono naszej stronie. Góralski nie wyleciał z boiska, w przerwie zmienił go Grzegorz Krychowiak, a nasza drużyna, grając w komplecie, mogła zrealizować zwycięską taktykę trenera Czesława Michniewicza.

Podobno szczęście sprzyja lepszym. Czy było ono po naszej stronie podczas losowania w Doha?
Mógłbym powiedzieć, że trafiliśmy do trudnej grupy, a już na pewno wymagającej, ale… są trudniejsze, w których zespoły z trzeciego koszyka trafiły na drużyny powszechnie uważane za silniejsze. Na grupę z Argentyną i Meksykiem nie mamy prawa narzekać, a kalendarz tak się ułożył, że kluczowe dla naszego powodzenia będzie pierwsze spotkanie, z Meksykiem. Musimy więc patrzeć na siebie i wygrywać. Bo nikt za nas punktów nie zdobędzie.

Co udało się załatwić w Doha, przy okazji pobytu na losowaniu?
Na przykład wybraliśmy bazę pobytową. Nie było już dużego wyboru. Federacje, które wcześniej wywalczyły awans, nie próżnowały. W grę wchodziły ośrodki w centrum lub na obrzeżach stolicy Kataru. Uznaliśmy, że z uwagi na popularność Roberta Lewandowskiego, lepiej unikać hotelu w centrum. A przecież chcemy mieć spokój i możliwość koncentracji na treningach, na przygotowaniach do meczów. Zgodnie z sugestią sztabu zdecydowaliśmy się więc na bazę w mniejszym hotelu, w którym powinno być łatwiej o wyciszenie. Rezerwacja została zapłacona, mamy więc już gwarancję, że nikt nam tego ośrodka nie podbierze.

Ile dokładnie FIFA zapłaci PZPN za awans na mundial? Pytam, bo w przestrzeni publicznej pojawiło się kilka wersji.
Mniej niż wcześniej miała w zwyczaju. Będzie to 9 mln dolarów za wywalczenie awansu i 1,5 mln dolarów na przygotowania do startu w Katarze. Piłka lubi pieniądze, a raczej wszyscy w piłce je lubią, nie będzie zatem tak, że PZPN zdeponuje tę kasę na swym koncie. Postąpimy w myśl powiedzenia, że pan Bóg kazał się dzielić. I podzielimy się w pierwszej kolejności z piłkarzami oraz sztabem szkoleniowym.

Równo jedna czwarta z 9 milionów dolarów premii od FIFA trafi do podziału dla drużyny, a sztab rozdysponuje między siebie milion dolarów?
Nie zwykłem zdradzać umów, które mnie obowiązują. Dlatego nie będę potwierdzał, nie będę też zaprzeczał. Na pewno pieniądze trafią na konta zawodników, choć nie wiem w jakiej konkretnie kwocie do każdego z nich, bo to już wewnętrzna sprawa zespołu. Piłkarze mają swoje zasady dotyczące podziału. Z tego co się orientuję - rozliczenia są sprawiedliwe, uzależnione od liczby meczów i minut spędzonych na boisku. I słusznie, trudno przecież żeby taki Sebastian Szymański, który wystąpił w jednym spotkaniu, uczestniczył w podziale w takiej samej części, jak ci piłkarze, którzy mają na koncie więcej eliminacyjnych występów.

Jak daleko zawansowana jest kwestia zakontraktowania meczu z Brazylią? Selekcjoner Michniewicz chciałby zagrać z przeciwnikiem z Ameryki Południowej lub Środkowej.
Rozmawiamy z kilkoma federacjami i na dziś nie jest przesądzone, że naszym przeciwnikiem będą Brazylijczycy. W grę wchodzi 16 listopada i mecz w Warszawie, ale może pojawić się także inny termin. Sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski jest odpowiedzialny za zakontraktowanie rywala, i z tego co wiem, jeszcze negocjuje. Natomiast dążymy do tego, żeby sparingpartner pojawił się u nas, aby przed mundialem – gdyby spotkanie zostało rozegrane w listopadzie – nie męczyć się dodatkowymi podróżami.

Po rozmowie z Michniewiczem wiem, że dla niego wyborem numer 1 jest Brazylia.
Mam świadomość, że każdy selekcjoner chciałby wszystko, co najlepsze, ale stojąc na czele związku muszę w pierwszej kolejności kierować się zdrowym rozsądkiem. Każdemu z przeciwników trzeba będzie zapłacić za przylot do Warszawy; nie znam jeszcze konkretnych sum, ale zakładam, że Brazylii najwięcej. Dlatego musimy wszystko dokładnie przeanalizować i kierować się także względami szkoleniowymi, a nie tylko marketingowymi.

Kto zatem oprócz Brazylii wchodzi w rachubę?
W pierwszej kolejności południowoamerykańskie reprezentacje, które nie zakwalifikowały się na mistrzostwa. Chile, Kolumbia, Wenezuela. Ewentualnie Peru, którego kibice czekają jeszcze na baraż z przeciwnikiem z federacji azjatyckiej. Patrzymy na jakość, ze sportowego punktu widzenia nie ma sensu mierzyć się z Dominikaną czy Haiti. Chcemy, żeby dla trenera Michniewicza i zawodników był to wymagający sprawdzian. Nawet jeśli zostałby rozegrany we wrześniu, bo może się okazać, iż to będzie termin, w którym rozegramy mecz towarzyski.

Mam rozumieć, że jest szansa nawet na dwa atrakcyjne sparingi? Z Brazylią i na przykład Chile, i oba w Warszawie?
Nie. Zdecydujemy się raczej na jednego atrakcyjnego przeciwnika, w terminie, który okaże się optymalny dla obu stron.

Poleci pan z selekcjonerem na obserwację Meksyku? El Tri lubią grać w USA, i na przykład 22 kwietnia zmierzą się z Gwatemalą w Orlando.
Już 20 kwietnia wylatujemy do USA, korzystając z zaproszenia klubu Wisła Garfield, który obchodzi właśnie 70-lecie. A przy okazji obejrzymy jeszcze w akcji Karola Świderskiego. Zatem ze względów szkoleniowych będzie to – jak zakładam – owocna wyprawa. Choć oczywiście głównym punktem dla selekcjonera będzie obserwacja Meksyku. Każdego przeciwnika trzeba doceniać, począwszy od Arabii Saudyjskiej, ale z każdym trzeba powalczyć. I postarać się wygrać. Na mundialu często dochodzi do niespodzianek. Dlatego musimy zrobić wszystko, aby być perfekcyjnie przygotowanym do każdego spotkania. A do pierwszego – szczególnie. Od niego najwięcej zależy. Pod żadnym pozorem nie wolno przegrać, a wygrana może napędzić reprezentację Polski na kolejne mecze turnieju. Oby było ich jak najwięcej.

Czyli myśli pan nawet dalej, a nie tylko o czwartym meczu na mundialu?
Musimy pamiętać, że mamy w składzie najlepszego piłkarza świata. I już choćby z tego powodu nie można myśleć o tym, iż nasz udział w dużym turnieju miałby ponownie zakończyć się na rywalizacji w grupie. Turniej w Katarze to mistrzostwa świata, więc każdy zespół, który do niego przystępuje rozpoczyna walkę o tytuł mistrza świata. Polska także. Oczywiście, na dzień dobry priorytetem będzie wyjście z grupy, cele trzeba realizować krok po kroku. Cóż to jednak byłoby za postawienie sprawy, że gramy tylko o czwarty mecz?

Takie postawienie sprawy - po męsku - jest nieoczywiste, ale z pewnością spodoba się kibicom i komentatorom. Nawet jeśli wybór selekcjonera, którego dokonał prezes Kulesza połowie oceniających nie spodobał się wcale.
Historia przyznała mi rację i w tym momencie tylko to się liczy. Choć po drodze oczywiście denerwowało mnie, że część dziennikarzy i publicystów nie tylko krytykowała mnie za sposób wyboru, ale i próbowała pouczać. Mimo że wcześniej nigdy trenera nie wybierali, a ja wielokrotnie mierzyłem się z takim wzywaniem. I wiem, jak to się robi, bo moje wybory w dużej części okazywały się trafione. Teraz znów wybrałem po swojemu. Nie chciałem niczego robić na wariackich papierach. A tym bardziej – najpierw dogadać się z kandydatem, złożyć mu obietnicę, a dopiero potem poddać ten wybór pod zatwierdzenie zarządu. Co – jak słyszałem – miało miejsce w PZPN w nieodległej historii…

…podczas rządów Zbigniewa Bońka, dodajmy.
Zostawmy to, nieważne czyich konkretnie. Chciałem po prostu uniknąć jakichkolwiek porównań do tamtych rozwiązań. Rozmawiając z kandydatami chciałem poznać plan na baraż, poznać taktykę, ale też nazwiska ludzi ze sztabu. I kilka innych detali, na które ktoś inny być może nie zwróciłby uwagi. Dziękuję zarządowi PZPN, że udzielił mi pełnomocnictwa do wyboru selekcjonera, choć prawda jest i taka, że przez to nie tylko moja osobista odpowiedzialność jest większa, ale i więcej miałem pracy.

Wszystko fajnie, ale wybór Michniewicza właśnie przez pana nie był oczywisty. To trener, na współpracy z którym sparzył się pan w Jagiellonii. Wasza wspólna przygoda w Białymstoku trwała raptem 5 miesięcy… Na logikę – wydawało się, że bliżej panu będzie do Adama Nawałki, a przede wszystkim – do Michała Probierza.
Nie ma sensu wracać do prehistorii, przecież Michniewicza po raz pierwszy zatrudniałem w 2011 roku. Był w innym punkcie kariery, miał inne, mniejsze doświadczenie. Później, już po zdymisjonowaniu go w Jagiellonii, spotykałem się z Czesławem. Wielokrotnie rozmawialiśmy i nigdy nie było między nami żadnych zgrzytów.

Za to w Jagiellonii nie było między wami chemii…
Raczej nie było wyników, które najlepiej budują chemię… Cóż, nie zawsze wszystko się udaje, nie zawsze wszystko zaskoczy. Wtedy nie zaskoczyło, piłka była dla Czesława – ale także dla mnie – zaskakująca w znacznie mniej miły sposób niż teraz. Proszę mi wierzyć, że przeanalizowałem, jaki postęp zrobił trener Michniewicz, jak się rozwinął od tamtego czasu. Inna sprawa, że on także był zaskoczony, kiedy mu zakomunikowałem, że zostanie selekcjonerem reprezentacji. Nie spodziewał się w ogóle, pierwszą łzę w jego oku dostrzegłem już wtedy, a nie tak jak wszyscy – na Śląskim po wyeliminowaniu Szwedów.

A co konkretnie zadecydowało, bo rozumiem, że detale? Jest pan co prawda znany z trafnych wyborów menedżerów w swych biznesach, ale proszę ujawnić, czym ostatecznie Michniewicz przekonał pana do własnej kandydatury?
Ci, którzy mnie znają, mówią, że mam instynkt, że po prostu znam się na ludziach. Choć przyznaję, że nie od początku intuicja podpowiadała mi, aby postawić na Michniewicza. Na dzień dobry była burza pomysłów. A potem powoli zacząłem porządkować atuty, które powinien mieć selekcjoner w tym szczególnym momencie. Adam Nawałka był znacznie dłużej w dorosłej kadrze, kilku zagranicznych trenerów także miało w CV pracę z reprezentacją, a to był dla mnie warunek konieczny. Ktoś powie, że piłka młodzieżowa to zupełnie inna dyscyplina od seniorskiej, ale nikt nie zaprzeczy, że Michniewicz umiał prowadząc reprezentację U-21, wygrać baraż z bardzo mocną Portugalią i udanie – bo wywalczył 6 punktów w 3 meczach - wystartować na młodzieżowym Euro. Gdzie pokonał Włochów. Wiedziałem, że jest to trener na trudne mecze i dlatego ostatecznie postawiłem właśnie na niego.

A może chciał pan po prostu pożenić żywioły polski i zagraniczny, które urodzony w ZSRR, na terytorium obecnej Białorusi Michniewicz w sobie kumuluje?
Zostawmy metryki i historię. Po prostu cieszmy się awansem do finałów mistrzostw świata. Bo tak naprawdę tylko to się liczy. Reszta nie ma już żadnego znaczenia i grzebanie w przeszłości nic w tej kwestii nie zmieni. Zapytał pan na początku, czy kamień spadł mi z serca. Otóż tak, spadł. Odkąd bowiem zostałem prezesem PZPN, co chwilę pojawiał się jakiś nowy problem. Zaczęło się od podsłuchu w moim gabinecie, potem Paulo Sousa nie wystawił Roberta Lewandowskiego i innych czołowych zawodników w eliminacyjnym meczu z Węgrami. A następnie dostałem od portugalskiego selekcjonera „prezent” na święta, gdy oznajmił, że nie chce już prowadzić reprezentacji. Musieliśmy więc rozwiązać umowę tak, aby było to korzystne dla PZPN, bez konieczności wypłacania ewentualnej premii za awans na mundial. Dziś wiemy, że warto było o to powalczyć. A później zaczęły się oczekiwania, żeby po dwóch dniach, maksymalnie po tygodniu, wybrać nowego selekcjonera. Choć z góry było wiadomo, że to tak nie działa... Na koniec – modne zrobiło się wybrzydzanie na Michniewicza. Zaś kiedy krytyczne głosy ucichły, pojawił się problem z Rosją.

Problem? Ocena jest taka, że akurat w tej sprawie to prezes PZPN pokazał, że ma jaja.
Zrobiłem to, co trzeba. Liczyłem się z tym, że możemy nawet zostać wykluczeni z rozgrywek FIFA. I do dziś mam świadomość, że gdyby nasz opór nie zyskał sprzymierzeńców – a zdaje się, że w ciągu trzech, czy czterech dni w naszej koalicji było już 12 państw – światowa federacja mogłaby skreślić nas, a nie Rosję. Owszem, to Polska dała sygnał, ale kluczowe dla sprawy okazało się najpierw przekonanie do dołączenia do nas Szwedów i Czechów, którzy też mogli grać z Rosją, a później poparcie ze strony Anglii. Tamtejsza federacja ogłosiła równie stanowczo jak PZPN, że z Rosją nie zagra, nawet na mundialu. Zgrzyt byłby więc potężny, gdyby obie te drużyny trafiły do jednej grupy. To zdestabilizowałoby terminarz mistrzostw świata. Pojawiła się groźba bojkotu finałów w Katarze, gdyby FIFA nie wykluczyła z niego Rosji i tak naprawdę dopiero wtedy ktoś w Zurychu poszedł po rozum do głowy. Podejrzewam, że gdyby nie postawa kilkunastu europejskich federacji, w tym Anglii, to dostalibyśmy nakaz ze światowej federacji, żeby grać na neutralnym terenie, być może bez odgrywania hymnu Federacji Rosyjskiej. Bo w tym kierunku szły pierwsze sankcje. A my na to byśmy nie przystali. Byliśmy zdeterminowani, aby nie zagrać w ogóle z reprezentacją kraju-agresora. Niezależnie od tego, jak ta drużyna by się nazywała. Są w życiu momenty, kiedy trzeba się jasno określić. To była właśnie taka chwila, w której ludzie przyzwoici po prostu nie mogli zachować się inaczej.

PZPN nie był osamotniony nie tylko na międzynarodowej arenie. Szybko wasze działania wsparł też nasz minister sportu, Kamil Bortniczuk.
To prawda, szybko zdopingował ministra z Czech i zaczęliśmy działać dwutorowo: ja i moi ludzie oddziałując na federacje innych krajów, a Kamil – w świecie polityki. Wspólnie daliśmy przykład, że nie trzeba przyjmować dyktatu FIFA czy innej międzynarodowej organizacji, tylko można zamanifestować sprzeciw wobec brutalnej napaści Rosji na Ukrainę.

Pojawił się pomysły sfinansowania przez PZPN zgrupowania w Polsce reprezentacji Ukrainy przed jej czerwcowym barażem ze Szkocją…
W pierwszych dniach, zaraz po agresji Rosji, rozmawiałem z prezesem ukraińskiej federacji Andrijem Pawełko i zaoferowałem wszelką możliwą pomoc. Mamy świetny kontakt. Jesteśmy otwarci na zapotrzebowanie z ich strony. Polska federacja i całe środowisko piłkarskie bardzo mocno zaangażowało się w pomoc dla Ukrainy. Uruchomiliśmy specjalną akcję „Polska piłka dla Ukrainy”, wielu młodych piłkarzy zza naszej wschodniej granicy trafiło do akademii polskich klubów, gdzie mogą spokojnie trenować w tym trudnym czasie.

To prawda, że były naciski UEFA, aby to reprezentacja Polski zagrała ze Szkocją w meczu towarzyskim w sytuacji, gdy wojna uniemożliwiła rozegranie barażu drużynie Ukrainy?
Na mnie nikt nie naciskał. Nikt też nie powinien mieć wątpliwości, że potrzebowaliśmy sparingpartnera, żeby trener Michniewicz mógł sprawdzić swoje pomysły. Sam trener bardzo chciał zagrać z poważnym rywalem zanim rozegramy baraż. I to spotkanie dało nam wiele, trener zmienił przecież po nim część założeń, a dzięki temu pokonaliśmy Szwedów. Lewandowski miał lekkie dolegliwości kolana i nie było sensu wystawiać go w Glasgow. Decyzję w tej kwestii trener podjął znacznie wcześniej niż została publicznie ogłoszona, praktycznie od razu. Najlepszego piłkarza świata trener sprawdzać nie musiał.

Przeciwnik okazał się nawet nieco za silny, a już na pewno zgrał zbyt ostro, co najlepiej widać było po zakrwawionej nodze Krzysztofa Piątka.
To prawda, ale nie doszłoby do takiej sytuacji, gdyby nie czekał nas baraż ze Szwedami. Nasi piłkarze pozwolili gospodarzom na więcej niż pozwalają zwykle, oszczędzając się na najważniejsze spotkanie. W innej sytuacji – Szkoci dostaliby odpowiedź na swoją ostrą grę. Mamy dobrych, ale też charakternych piłkarzy, którzy odpłaciliby się pięknym za nadobne. Nasi zawodnicy zachowali się jednak odpowiedzialnie, co także dobrze o nich świadczy.

Wspomniał pan, że FIFA wpłaci na konto PZPN 1,5 miliona dolarów na przygotowania do mundialu. To kwota wystarczająca do sfinansowania operacji „Katar”?
To się dopiero okaże, bo wszystko poszło w górę. Niestety, trzeba się liczyć z wydatkami rzędu razy dwa w porównaniu z poprzednimi mistrzostwami świata. O ile osobo-dzień w bazie w Soczi kosztował jakieś 400 euro, o tyle teraz w Doha będzie to już 700-800 euro. Z takimi wydatkami w hotelach, którymi na czas mistrzostw będzie zawiadywać FIFA, która wykupiła wszystkie miejsca i teraz będzie je odsprzedawać, muszą się liczyć także kibice.

Przygotowania reprezentacji Polski będę trwały…
…kilka dni, tak naprawdę trzy, więc de facto nie tyle będą karkołomne co w mistrzostwach świata wystartujemy z marszu. Jednak ja tych terminów nie wymyśliłem, musiał się do nich dostosować cały świat. A skoro tak – to trener Michniewicz i jego sztab także będą musieli. I zrobią to. Mamy zresztą już pierwsze przetarcie za sobą bo na przygotowania do meczu z Szwecją też mieliśmy bardzo mało czasu. Cieszymy się, że znaleźliśmy się wśród 32 wybrańców. O te miejsca ubiegało się aż 210 federacji zrzeszonych w FIFA. Ale czas świętowania właśnie mija. Pora, i to najwyższa, wziąć się do roboty.

Michniewicz będzie mógł teraz liczyć na powiększenie sztabu, zakup informacji o przeciwnikach, i zwiększenia wydatków pod kątem codziennej pracy reprezentacji?
Jeśli będą potrzebni dodatkowi szkoleniowcy, to mamy w PZPN na etatach – w grupach młodzieżowych dobrych trenerów – Marcina Brosza i Macieja Stolarczyka. Do dyspozycji jest dyrektor sportowy Marcin Dorna, który także ma licencję UEFA Pro, więc w pierwszej kolejności to oni będą do wykorzystania. Nie to, żebym miał węża w kieszeni, ale nigdy nie lubiłem wydawać pieniędzy bez potrzeby. Lepiej spożytkować je na szkolenie, na programy młodzieżowe, niż być przesadnie rozrzutnym. Tak uważam, tak postępuję w każdym biznesie.

Minęło już ponad 200 dni odkąd został pan prezesem PZPN. Czegoś nie udało się zrealizować na początku kadencji?
Większość kwestii, które mieliśmy zaplanowane – zrealizowaliśmy. Myślę nawet, że zdecydowaną większość. Dodatkowo, po naszych zabiegach, Ministerstwo Sportu dołożyło 10 milionów złotych na certyfikację szkółek, głównie tych z mniejszych miejscowości. Wprowadziliśmy ułatwienia, które mają pomóc skorzystać z programu właśnie takim mniejszym akademiom. Po to, żeby stwarzać tam szansę przyszłym reprezentantom, których z terenów wiejskich wywodziło się w historii naszej piłki bardzo wielu. Nadal walczymy też o organizację mistrzostw Europy kobiet w roku 2025, wyrobiliśmy się z terminem złożenia aplikacji. I teraz czekamy na dedykowane tej kwestii obrady Komitetu Wykonawczego UEFA, w którym zasiada były prezes PZPN Zbigniew Boniek.

A jak układa się pańska współpraca z Bońkiem? Jakoś tak po cichu i bez medialnego zadęcia wyprowadził się z gabinetu przynależnego mu jako honorowemu prezesowi związku w siedzibie PZPN.
Chyba po prostu bliżej centrum Warszawy znalazł lepszą lokalizację. Mówię: chyba, bo my nie płacimy za jej wynajem, nie ma takiej umowy. Zbyszek mógł korzystać z gabinetu przy Bitwy Warszawskiej, nikt go stąd nie wyganiał. Nie chciał – jego sprawa. Nadal liczymy na jego pomoc w lobbingu na rzecz kandydatury jako gospodarza kobiecego Euro. Utrzymujemy stały kontakt. Gdy dzwonię, Zbyszek odbiera telefon. I w odwrotną stronę także to działa.

Czyli nie ma pan obaw, że będzie atakowany przez poprzednika, który odgrażał się na zjeździe wyborczym, że już po roku pańskich rządów wszyscy za nim zatęsknią?
Za co Zbyszek miałby mnie atakować? PZPN funkcjonuje sprawnie, wszyscy, którzy myśleli – lub wręcz mieli nadzieję – że po kilku miesiącach moich rządów w polskiej piłce zapanuje chaos, zawiedli się. Wywalczyliśmy awans na mistrzostwa świata, wybraliśmy właściwego selekcjonera, poprzednika pożegnaliśmy bez żalu i bez odprawy, marketing działa bez zarzutu, na PR także nikt nie ma prawa narzekać. Odbiór PZPN jest bardzo dobry, ludzie liczą się z naszym zdaniem i popierają nasz głos w najtrudniejszych sprawach. Tak jak zapowiadałem w kampanii staramy się mocniej wsłuchiwać w głos wojewódzkich związków i klubów. Teraz na przykład wiceprezes ds. piłki profesjonalnej Wojciech Cygan sonduje przepis o młodzieżowcu i ewentualnie to, w jaki sposób go zmienić. Jeśli taka będzie wola większości klubów Ekstraklasy, nie będę szedł pod prąd. Nie będę niczego narzucał z uwagi na własne widzimisię. Mam nadzieję, że po roku nowych rządów, w PZPN nikt już nie będzie chciał wracać do jakichkolwiek z przeszłości.

Rozmawiał Adam Godlewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Cezary Kulesza dla nas: Na mundial jedzie się po to, aby walczyć o tytuł mistrza świata. A nie myśleć o rozegraniu tylko czwartego meczu - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Echo Dnia Radomskie
Dodaj ogłoszenie