Krzysztof Gniadek był bohaterem Radomskiego Czerwca'76. Jak wspomina go rodzina? "Praca była dla niego wartością"

Piotr Stańczak
Piotr Stańczak
Krzysztof Gniadek pięć lat temu był jednym z bohaterów filmu dokumentalnego "Jesteśmy historią". Youtube/Radom City, Radomski Czerwiec'76
Był jednym z tych, którzy 25 Czerwca 1976 roku ruszyli pod siedzibę komitetu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Radomiu, aby protestować przeciwko podwyżce cen żywności. Ponad dwadzieścia lat później serce bolało go, gdy widział jak nad Mleczną podupada przemysł. Jeszcze rok temu myślał o spokojnej emeryturze, choć pracował dokąd wystarczyło mu sił. 45. rocznicy wydarzeń czerwcowych już nie doczekał.

Krzysztof Gniadek był rodowitym radomianinem, mieszkał przy ulicy Szewskiej. 25 czerwca 1976 roku pracował przy remoncie kamienic. Miał wówczas niespełna 18 lat. Widząc tłum robotników z różnych zakładów pracy, maszerujących pod komitet partii przy ówczesnej ulicy 1 Maja (dziś 25 Czerwca) , postanowił się przyłączyć. Tłum podążał w kierunku siedziby władz, niezadowolony z podwyżek, jakie dzień wcześniej ogłosił rząd premiera Piotra Jaroszewicza. Ceny mięsa i wędlin miały wzrosnąć o 65 procent, natomiast cukru o sto!

Komuniści rozmów ze strajkującymi nie podjęli, ówczesny wojewódzki sekretarz PZPR Janusz Prokopiak obiecał, że o postulatach strajkujących powiadomi komitet centralny partii. W rzeczywistości jednak, przed godziną piętnastą wysłano na ludzi oddziały milicji i ZOMO. Rozpoczęły się prześladowania, procesy, Radom został okrzyknięty miastem "warchołów". Ludzie, którzy odważyli się walczyć o godne życie trafiali do więzień, wielu nie mogło znaleźć przez długi czas pracy, podupadło na zdrowiu.

Przyszła amnestia, zobaczył małego synka

- Zostałem oskarżony o podpalenie komitetu, ale tego nie zrobiłem. Owszem, byłem tam, mówiłem, żeby lać komunistów, ale tego czynu się nie dopuściłem. Po aresztowaniu, milicjanci bardzo bili i ośmieszali ludzi. Jedną z takich rzeczy było strzyżenie ludzi (obcinanie włosów ze skórą, za pomocą noża lub nożyczek - przyp. red.). Byłem jednym z pierwszych oskarżonych w tak zwanych pokazówkach. W sumie sąd skazał mnie na 10 lat więzienia (ostatecznie został zwolniony po roku - przyp. red.). Dostałem najwięcej ze wszystkich, uznano mnie za prowodyra tych wydarzeń - wspominał Krzysztof Gniadek w filmie dokumentalnym "Jesteśmy historią".

Krzysztof Gniadek trafił do więzienia w Barczewie na Mazurach, potem do kopalni na Śląsk. W Radomiu przez długi czas nie było dla niego miejsca. Siedział za kratkami, gdy w lutym 1977 urodził mu się najstarszy z czterech synów - Paweł. Jego najbliższych wspierał finansowo, materialnie Komitet Obrony Robotników. Dopiero ogłoszono amnestia sprawiła, że mógł zobaczyć małe dziecko. Dochował się jeszcze trzech potomków - Michała (rocznik 1979), Mariusza (1984) oraz Kuby (1997), miał czwórkę wnucząt. Czy tego chciał, czy nie, jego życie było w dużym stopniu naznaczone tym, co działo się czterdzieści pięć lat temu.

Dziecięce wspomnienia

- Tata pracował w różnych miejscach, między innymi w zakładach chemicznych przy ulicy Chorzowskiej, potem przez kilka lat zajmował się handlem, jeździł na targowiska, sprzedawał odzież. Nie bał się żadnej pracy. W ogóle ona była dla niego dużą wartością w życiu, starał się, aby niczego nam nie brakowało. Żyliśmy jak wiele przeciętnych radomskich rodzin, tata pracował, mama zajmowała się domem i wychowywaniem nas. Gdy byłem dzieckiem, nie pamiętam, aby szczególnie dzielił się wspomnieniami tego, co działo się w 1976 roku. To na pewno było dla niego bolesne, nie chciał wracać do przeszłości. Najbardziej kojarzę, jak opowiadał historię z więzienia w Barczewie. W tym samym czasie co ojciec, siedział tam również niemiecki zbrodniarz Erich Koch (nazista ten zmarł w tym zakładzie w 1986 roku, odsiadując wyrok - przyp. PST). Pamiętam również jako dziecko wizytę papieża Jana Pawła II w 1991 roku, już w wolnej Polsce, gdy modlił się pod pomnikiem bohaterów Czerwca'76. Dla taty to było ważne wydarzenie. O tym, jak bardzo zasłużył się w czasie tamtych wydarzeń tak na dobre dowiedziałem się w 1996 roku, w 20-lecie strajku. Do naszego domu przyjechała telewizja, były media, dziennikarze przybyli, aby nakręcić program o ojcu jako bohaterze z 1976 roku - opowiada Michał Gniadek, drugi z synów Krzysztofa.

Serce bolało...

Choć o panu Krzysztofie i ludziach zasłużonych w czasie Radomskiego Czerwca mówiono już więcej i z większą swobodą, to los wielu z nich w wolnej Polsce nie był usłany różami. Gniadek również musiał imać się różnych zajęć, od przemysłu do handlu na bazarach. Nie bał się żadnej pracy, ale mocno ubolewał nad tym, co działo się w jego mieście.

- Widział jak upadają niektóre zakłady, a inne przeżywają problemy, jak ludzie tracą pracę i brakuje perspektyw na to, co dalej. Serce go bolało z tego powodu, bo nie o to walczył, nie tego chciał dla ukochanego miasta - opowiada Michał. Po latach zaczął działać w Stowarzyszeniu Radomski Czerwiec'76 (był jego wiceprezesem, zastępcą Stanisława Kowalskiego), dostał rentę, miał już status człowieka represjonowanego przez władze komunistyczne. Brał udział w obchodach rocznicowych. Był jednym z bohaterów wspomnianego wyżej filmu dokumentalnego "Jesteśmy historią", który powstał w czterdziestą rocznicę robotniczego zrywu.

W tym roku miał już odpocząć...

- Kiedy już miał wolny czas, spędzał go na działce w Starej Błotnicy pod Białobrzegami. Tam wypoczywał i jednocześnie pracował, zawsze coś porządkował, naprawiał. Na emeryturę chciał przejść w tym roku. Nie doczekał już tego. 15 grudnia skończył 62 lata, zmarł nagle 7 stycznia... To był dla nas wszystkich cios. Tata chorował na cukrzycę, w 2013 roku przeszedł zawał serca. Namawialiśmy go, aby już odpoczął. Obiecywał, że tak zrobi... - wspomina Michał Gniadek, który mieszka w Zatopolicach w podradomskiej gminie Zakrzew. Jego starszy brat Paweł przebywa na Wyspach Brytyjskich, Mariusz mieszka pod Warszawą, najmłodszy, Paweł w Radomiu, podobnie jak ich mama Bożena.

Krzysztof Gniadek jak tylko mógł, w różny sposób pomagał rodzinie. Wśród pamiątek, jakie pozostały po ojcu Michał posiada między innymi jego prawo jazdy (po śmierci zostało przecięte) oraz samochód - volkswagena passata. - Tata bardzo dbał o to auto, pielęgnował je, służyło mu przez lata. Pozostało u mnie. Wie pan, człowiek wejdzie do garażu, popatrzy na ten samochód i od razu kojarzy mi się z ojcem - dodaje Michał Gniadek.

W styczniu jego ojcu w ostatniej drodze towarzyszyło wiele osób. To był jakiś symboliczny czas, ponieważ tego samego dnia odbył się pogrzeb innego bohatera Radomskiego Czerwca, Wiesława Kobyłki (miał 72 lata). Gniadek spoczął na cmentarzu przy ulicy Limanowskiego, drugi z wymienionych na Firleju.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
TELE PORADA.

Moderatorze , gdzie podziały się dodane komentarze ?

Dodaj ogłoszenie