Pokochali Messiego - korespondencja naszego dziennikarza z...

    Pokochali Messiego - korespondencja naszego dziennikarza z Argentyny

    Krzysztof Kawa, Remigiusz Półtorak, Buenos Aires

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Pokochali Messiego - korespondencja naszego dziennikarza z Argentyny

    ©123RF

    - Wygramy z Belgią 5:0! Nikogo się nie boimy! Będziemy mistrzami świata! - wykrzykuje grupa kilkudziesięciu chłopców w dresach, która właśnie wyszła ze stadionu River Plate Buenos Aires. Gdy usłyszeli, że jesteśmy z Polski, rzucają się, by zrobić sobie z nami zdjęcia. - Lewandowski! Lewandowski! - zaskakuje nas jeden z nich.
    Pokochali Messiego - korespondencja naszego dziennikarza z Argentyny

    ©123RF


    Są nastoletnimi piłkarzami z klubu w Neuquen, największym mieście Patagonii. Oglądają wszystkie mecze Argentyny na mundialu, a w wolny dzień przyjechali do stolicy, by zwiedzić muzeum i zobaczyć Estadio Monumental.

    Przed chwilą chłopcy wyszli ze sklepu z pamiątkami. Za ladą stoi Ramiro, zagorzały fan River Plate, który jak wszyscy tutaj może godzinami dyskutować o futbolu i grze Argentyny.

    - Mecz z Belgią będzie bardzo trudny, trudniejszy niż ze Szwajcarią - analizuje. - Padnie dużo goli, w regulaminowym czasie będzie 2:2. W dogrywce nie będzie już żadnych bramek. Wygramy dopiero po karnych.
    Dodaje, że Argentyna nie potrafi grać na tym mundialu zespołowo. Każdy piłkarz indywidualnie próbuje przedrzeć się przez obronę kolejnych rywali. - Z Belgami może być trochę inaczej, bo oni będą chcieli zaatakować. I to jest szansa, wreszcie będziemy mieć więcej przestrzeni do gry - przekonuje.

    River Plate to klub milionerów. Sami kibice się tak nazywają, by jeszcze mocniej zdystansować się od Boca Juniors, klubu z drugiego końca miasta. To są dwa różne, niemożliwe do pomylenia światy. Estadio Monumental, na którym mecze rozgrywa reprezentacja Argentyny, stoi w dzielnicy zamożnych obywateli. W okolicy wille, równo przystrzyżone trawniki, szerokie ulice. Do Boca prowadzi Caminito, turystyczna uliczka pełna ciasnych, kolorowych domków. Tu króluje argentyńska bohema, wyuzdane tancerki tanga i papież Franciszek, którego figura pozdrawia przechodniów z balkonu. Kilkaset metrów dalej, bliżej stadionu La Bombonera jest już o wiele mniej przyjaźnie. Z kamienic sypie się gruz, z chodników nikt nie sprząta psich odchodów.


    "Boski Diego" i długo nikt

    Boca Juniors dało drużynie Alejandro Sabelli na mundial dwóch piłkarzy. A w zasadzie trzech, bo poza Fernando Gago i rezerwowym bramkarzem Agustinem Orionem, jako swojego traktują tu byłego gracza Rodrigo Palacio.

    W cieniu stadionu, na którym gwiazdą jest Gago, znajduje się niewielki ośrodek dla drużyny rezerw i juniorów - La Bombonerita. Gdy pojawiamy się tam w czwartek w samo południe, właśnie kończy się trening jednej z drużyn. 76-letni Oscar Laudonio zbiera sprzęt i taszczy dwa duże worki do samochodu.

    Jest byłym pięściarzem, ale teraz żyje piłką nożną. Od dwudziestu lat pracuje w Boca Juniors. To on przed Superclassico das Americas, czyli meczem Argentyny z Brazylią w 2012 roku stanął z ogromną flagą na murawie i dał znak wszystkim kibicom na stadionie, że piłkarze wychodzą na boisko. Na pamiątkę tego wydarzenia wozi ze sobą zdjęcie.

    Jak na swój wiek, Laudonio jest bardzo sprawny. Gdy o czymś mówi, opowiada całym sobą. Nie trzeba znać hiszpańskiego, by zrozumieć, że teraz opisuje bramkę, którą Maradona strzelił Anglikom po przebiegnięciu połowy boiska. Drybluje jakby to on miał piłkę przy nodze. A teraz podskakuje i wyciąga rękę tuż nad głowę, ale tylko na moment, tak by nikt nie zauważył, że chce trącić nią piłkę. Ręka Boga.

    Maradona to ikona Boca Juniors, w klubowym muzeum ma swój pomnik. - Teraz zagląda tu rzadko. Jesteśmy przyjaciółmi. Równy z niego facet. Szkoda tylko, że zaczął brać narkotyki - Laudonio wykonuje gest, jakby wciągał coś nosem.

    Przypomina, że podczas mundialu w 1986 roku "Boski Diego" strzelił także dwa gole Belgii. - Poradzimy sobie i teraz - twierdzi z przekonaniem. Porównanie obecnej drużyny z tamtą?

    - Wówczas było mniej indywidualności. Maradona, długo długo nikt, Jorge Valdano i znów długo nikt - tłumaczy. - Jasne, teraz zespół też jest uzależniony od jednego piłkarza. Ale jednak u boku Leo Messiego jest kilku świetnych graczy.

    Nareszcie pokazał pasję

    - Byliście na River? Podobało wam się? - Ricardo Rojas patrzy na nas podejrzliwie. Teraz znajdujemy się w sklepie sportowym przy ulicy Florida w samym centrum Buenos. Stąd tylko krok do El Obelisco, najsłynniejszego zabytku miasta. Wystarczy, byśmy aprobująco pokiwali głowami, a mielibyśmy w Ricardo wroga na całe życie. Ale widzieliśmy jak wygląda dzielnica, w której mieści się Boca i wiemy, że trzeba być ostrożnym.

    - Na River chłód. Fatalna atmosfera, prawda? - dopytuje i gdy nie zaprzeczamy, stajemy się jego przyjaciółmi.

    Ricardo żyje Bocą od rana do wieczora. Dla niego największym argentyńskim piłkarzem w historii jest Juan Roman Riquelme i nic tego nie zmieni.

    - Messi? No dobra, teraz stał się kimś. Do tej pory był mało znany w Argentynie. To znaczy wiedzieliśmy o nim wszystko, ale skoro wyjechał do Barcelony jako mały chłopak, nie był do końca traktowany jak swój. Podczas mundialu w Brazylii to się zmieniło. Ubrał koszulkę reprezentacji i daje z siebie wszystko. Przede wszystkim nareszcie pokazuje pasję. Pokochaliśmy go.

    Najgoręcej tę miłość kibice wyrażają na placu San Martin i w parku Centenario. - Gdy gra Argentyna, przychodzi 30 tysięcy osób. Atmosfera jest bardzo gorąca, emocje studzi tylko obecność policji - wyjaśnia ochroniarz Luis.

    Argentyńczycy oszaleli na punkcie futbolu. W Buenos Aires dowody na to znajdujemy na każdym kroku. To zabrzmi obrazoburczo, ale ludzie bardziej tu żyją mundialem niż w Brazylii. A przynajmniej bardziej to okazują.

    Na lotnisku Jorge Newbery uśmiechnięta twarz Messiego została rozwieszony na wprost stoiska Ministerio de Tourismo. Sofia Garcia wpatruje się w nią od rana do wieczora.

    - Dlaczego Messi? Bo teraz cały świat o nim mówi - tłumaczy. A co z Maradoną? - Maradona to historia. Nie pamiętam, by przez ostatnie dwadzieścia lat ministerstwo wykorzystało jego wizerunek w reklamie. Co innego Messi. Jest najbardziej rozpoznawalną osobą z Argentyny - dodaje. Bardziej niż papież Franciszek? Sofia przez chwilę nie wie, co odpowiedzieć. - Trudno stwierdzić, czy bardziej. Ale wyobrażasz sobie naszego papieża zachwalającego uroki Buenos Aires?


    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Radomskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy:

    Wideo