Radomianin zamordowany w Chicago. Po śmierci Jakuba Marchewki Polonia mówi "dość przemocy!"

Piotr Stańczak
Piotr Stańczak

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Wyemigrował z Radomia jako dziecko, ale zawsze utożsamiał się z tym miastem. Wesoły, koleżeński i zawsze chętny do pomocy. Jakub Marchewka zginął w wieku 28 lat. Zginął, bo komuś bardzo nie spodobało się, że zarysował jego samochód na parkingu przed sklepem... Padły strzały i skończyło się młode życie. Chicagowska Polonia po tej tragedii powiedziała „dość eskalacji przemocy”.

Kuba urodził się i wychowywał na radomskim Sadkowie. Tam uczęszczał do nieistniejącej już szkoły podstawowej numer 30. W piątej klasie wyjechał wraz z najbliższą rodziną do Chicago w Stanach Zjednoczonych. Tam skończył szkołę, pracował w firmie, która zajmowała się czyszczeniem urządzeń grzewczych i chłodzących. Kilka lat temu jego mama wróciła do Polski. Ojciec częściowo przebywał w kraju, ale też wyjeżdżał do USA, aby tam pracować dorywczo. Dwie siostry Kuby pozostały w Ameryce - jedna mieszka na obrzeżach Chicago, druga w Kanadzie. Emigranci, ale pamiętający o swoich polskich korzeniach.

Pożegnanie na Sadkowie...

Kuba powrócił na Sadków w miniony wtorek. Dawni koledzy nie mogli jednak zamienić z nim słowa... Nie mogli powspominać czasów dzieciństwa, wspólnych zabaw, wygłupów, tego beztroskiego okresu, nie mogli na przykład obejrzeć, jak w jego rodzinnych stronach powstaje nowe lotnisko. To był niestety inny powrót do domu, a właściwie pożegnanie. Jego bliscy, przyjaciele, odprowadzili Kubę do pobliskiego Małęczyna. Spoczął na tamtejszym cmentarzu. Nie tak powinno być. Wszyscy czuli smutek i bezsilność.

Przed nim było całe życie, wiele obejrzanych meczów, wiele połowów na kanadyjskich jeziorach... Niestety, padł ofiarą bandyty. Ten zastrzelił go w wielkanocną niedzielę przed chicagowskim marketem.

Miłośnik wędkowania i wierny kibic

- Ja pochodzę z Podkarpacia, wyjechałem do Stanów mając szesnaście lat, dziś liczę sobie 32. Poznaliśmy się z Kubą już w Ameryce. Chodziliśmy do innych szkół, ale grywaliśmy razem w piłkę w jednym z parków. Zżyliśmy się bardzo, był dla mnie jak brat - opowiada Hubert Rudnicki, przyjaciel zamordowanego.

Dorosły mężczyzna, ale głos mu się łamie w słuchawce. Rozmawialiśmy kilka dni po tragicznym zdarzeniu. W Polsce mieliśmy godzinę dziewiątą rano, w Chicago była wówczas trzecia w nocy. Hubert za chwilę miał położyć się spać, choć przychodziło mu to bardzo ciężko. Na co dzień pracuje jako kierowca ciężarówki. Po śmierci Kuby wziął wolne w pracy, pomagał rodzinie przyjaciela.

- Radom? Kuba zawsze podkreślał, że właśnie stamtąd się wywodzi. Ludzie, którzy tu się osiedlają, są różni. Część odżegnuje się po pewnym czasie od języka, odcina od korzeni. Kuba był zupełnie inny. Choć życie potoczyło mu się inaczej, to zawsze utożsamiał się z Radomiem. W przyszłym roku planowaliśmy nawet przyjechać w jego rodzinne strony, pozwiedzać okolice. Niestety, już tych planów nie zrealizujemy. Musi pan wiedzieć, że to był w ogóle Polak z krwi i kości. Uwielbiał wędkowanie, oddawał się tej pasji praktycznie w każdej wolnej chwili. Często jeździliśmy łowić ryby do Kanady, w rejon gdzie osiedliła się jedna z jego sióstr. Gdy swoje mecze grała nasza piłkarska reprezentacja, spotykaliśmy się w polskim pubie, kibicowaliśmy. Proszę wybaczyć, wciąż nie mogę dojść do siebie po tym, co się stało - opowiadał Hubert Rudnicki.

Na długą rozmowę i wspomnienia nie było wtedy czasu. Słychać było natomiast ból w tych słowach Rudnickiego. Czy upływ kolejnych dni sprawił, że jest mniejszy. Raczej nie. Śmierć kolegi, którego traktuje się jak brata, to wyrwa w sercu. Ciężko dojść do siebie, wrócić do codziennych obowiązków.

Pojechał tylko na zakupy...

Wracając do tragicznej wielkanocnej niedzieli - Kuba wracał ze swoim ojcem z rodzinnego spotkania. Byli już blisko swojego mieszkania, postanowili zrobić jeszcze zakupy w jednym z marketów. Wedle dotychczasowych ustaleń Polak, parkując swój samochód, otarł nim o stojące obok auto. Tam siedziała młoda kobieta, która z tego powodu wszczęła awanturę, Zadzwoniła po swojego partnera, który był w sklepie. Wyszedł na zewnątrz. Między nim a Kubą miało dojść do przepychanek, z tym, że stroną agresywną był tamten mężczyzna. Marchewka odpuścił jednak, nie chciał dalszej konfrontacji. Postanowił wsiąść do auta i odjechać. Gdy już opuszczali z ojcem parking, napastnik w pewnym momencie rzucił w ich samochód jakimś przedmiotem. Kuba wysiadł i podszedł do mężczyzny. Ten wyciągnął pistolet i oddał dwa strzały - trafił radomianina w brzuch i głowę. Po tym wsiadł do swojego samochodu i razem z towarzyszącą mu kobietą odjechali. Wciąż poszukuje ich chicagowska policja. Nieoficjalnie był to mężczyzna pochodzenia latynowskiego.

Znicze, modlitwa i... bezsilna złość

Na miejsce przyjechał ambulans ratunkowy, ale mimo reanimacji Kuby nie udało się uratować... Jego śmierć wywołała szok, zwłaszcza w polonijnym środowisku w Chicago, informacje podawały kolejne media w naszym kraju. Do przyjaciół radomianina odzywali się także jego koledzy, rozsiani po innych częściach kraju czy świata. Oni także na długi tygodnie pogrążyli się w żałobie.

Niespełna tydzień po śmierci Kuby odbyło się jego symboliczne pożegnanie. Korowód samochodów z polskimi flagami i czarnymi wstęgami przejechał ulicą 3550 N. Austin oraz po Belmont Ave, przy której to ulicy mieszka wielu Polaków. W kościele świętego Ferdynanda w Chicago odbyła się msza z urną z prochami zmarłego Polaka. Korowód, w asyście policji podjechał pod dom Kuby oraz na miejsce zbrodni. Tam pojawiły się znicze. Znajomi Kuby spotkali się także w pubie, aby go wspominać. Towarzyszyły im smutek, zaduma i... bezsilna złość. Na miejscu pojawiali się też policjanci, dawni koledzy Marchewki, którzy chodzili z nim do szkoły już w Ameryce. - Stali z nami i płakali razem z nami. Przyznawali ze złością, że bandyta ma większe prawa niż oni, którzy stoją na straży ładu, porządku i bezpieczeństwa - opowiadał Rudnicki.

Przyjaciele Kuby postanowili pomóc finansowo jego rodzinie. Zbiórkę zainicjowała jedna z Bułgarek mieszkających w Chicago, dobra koleżanka Marchewki. Pieniądze można było wpłacać za pośrednictwem strony internetowej www.gofundme.com. Akcja wywołała bardzo duży odzew wśród chicagowskiej Polonii i nie tylko. Hubert Rudnicki pomaga jak może rodzinie zmarłego, szczególnie w tych pierwszych tygodniach po tragedii.

- Dla mnie są jak druga rodzina. Po śmierci Kuby znaleźli się z strasznej, psychicznej rozsypce - przyznaje.

Każde życie jest ważne

Rudnicki w czasie rozmowy zamilkł na chwilę. Potem mówił: - Wie pan, pieniądze to pieniądze, wiadomo, że nie zwrócą rodzinie syna i brata... Przyświecał nam inny cel, nie chcemy, aby jego śmierć przeszła bez echa - dodaje kolega radomianina, mając na myśli eskalację przemocy, jaka ma miejsce w Chicago i nie tylko. Obok płonących zniczy można też było zauważyć transparenty z napisami „All lives matter”, w dowolnym tłumaczeniu znaczące, że każde życie jest ważne - czy to białego, czarnoskórego, czy latynoamerykanina. Polonijna grupa i znajomi Kuby w niedzielę 18 kwietnia zorganizowała na ulicach Chicago marsz przeciwko przemocy, oczekując od polityków i miejscowych decydentów zdecydowanych kroków w kierunku zaostrzenia prawa i zatrzymania eskalacji agresji, nienawiści. W tamtym marszu wzięło udział około tysiąc osób.

Każde życie jest ważne

Dyskusje na temat przemocy i przestępczości w Chicago rozgorzały na dobre. Kuba zginął, bo znalazł się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Niestety, z tym chicagowska społeczność musi zmagać się praktycznie każdego dnia. Polscy emigranci powiedzieli „dość”. W wielkanocną niedzielę zginął Kuba, ale o życie boi się każdy. Czy uliczne manifestacje trafią do amerykańskich decydentów i polityków? Czas pokaże. Protestujący po śmierci Kuby podkreślali, że trzeba dbać o każde życie, bez względu na to, czy ktoś jest biały, czarnoskóry, latynosem czy przybyszem z Azji. Bez względu na to, czy piastuje stanowisko, pełni zaszczytną służbę lub jest budowlańcem albo emigrantem.

Hubert Rudnicki umieścił na kanale Youtube film, w którym wspomina Kubę. Nie tylko on, ale również inni, z którymi dzielił codziennie swoje radości, troski oraz smutki. Kuba łowi ryby, jedzie na rowerze, uśmiecha się. Tak, jakby za chwilę miał z nimi wszystkimi przywitać się, porozmawiać. Rudnicki udostępnił nam też kilka fotografii Kuby. Młody mężczyzna był duszą towarzystwa, lubił podróże, szczególnie w te miejsca, gdzie mógł powędkować.

Pozostanie w naszych sercach i pamięci na zawsze.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie