Rozmowa z Jackiem Borowiakiem, nauczycielem akademickim z Radomia

Janusz Petz
Jacek Borowiak.
Jacek Borowiak.
Skąd brać pieniądze i jak nimi mądrze zarządzać?

Książka i gra edukacyjna

Książka i gra edukacyjna

W księgarniach ukazała się właśnie książka Jacka Borowiaka pod tytułem "Emerytura nie jest Ci potrzebna, czyli jak kilka Twoich decyzji może spowodować, że zgromadzisz majątek i szybciej osiągniesz wolność finansową". Jest przeznaczona dla ludzi w różnym wieku i różnej wiedzy ekonomicznej, a jej celem jest propagowanie zmiany sposobu myślenia o pieniądzach, nastawienia do nich i wykreowania wiary w czytelnikach, że mogą skutecznie wpływać na swoje życie finansowe.
Książka zawiera wiele przykładów praktycznych, z których większość jest wzbogacona o gotowe pliki Excela (30 plików), dostępne do pobrania po zarejestrowaniu się na stronie internetowej lotdocelu.pl/. Czytelnik może je wykorzystać do swoich celów, wstawić własne dane, a wyniki są w większości przypadków obliczane automatycznie.
Jacek Borowiak opracował też edukacyjną grę planszową, która jest efektem zdobytej przez niego wiedzy i doświadczeń. Gra nazywa się SYGGLE Sekrety Wolności Finansowej i uczy finansów i inwestowania (giełda, waluty, towary, fundusze inwestycyjne, nieruchomości, biznesy).

Jacek Borowiak. Od 1997 roku jest nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Technologiczno - Humanistycznym w Radomiu, gdzie uczy między innymi przedmiotu Finanse. Posiada tytuł doktora nauk technicznych. Od kilkunastu lat jest aktywnym inwestorem na rynkach papierów wartościowych i nieruchomości. Prowadzi własną witrynę internetową o tej tematyce: www.lotdocelu.pl
Brał udział w kilkudziesięciu szkoleniach motywacyjnych, biznesowych i inwestycyjnych w Polsce, Niemczech, Holandii, Włoszech, Hiszpanii i Portugalii, prowadzonych między innymi przez znane światowe autorytety z tych dziedzin (Roberta T. Kiyosaki, T. Harva Ekera, Briana Tracy, Darrena Hardy, a także z udziałem Donalda Trumpa).

Janusz Petz: *Czy można żyć bez pieniędzy? Pewnie połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności i żyje od pierwszego do pierwszego?

- Świat jest tak skonstruowany, że bez pieniędzy żyć trudno, by nie powiedzieć, że jest to niemożliwe. Ogólnie, są one potrzebne do zabezpieczenia podstawowych ludzkich potrzeb: jakieś mieszkanie, jedzenie, ubranie, opłacenie rachunków itp. Do tego może wystarczyć niezbyt wysoka pensja z pracy na etacie. Tak może właśnie wyglądać życie "od pierwszego do pierwszego".
Jednak nie tylko o to przecież nam chodzi. Pieniądze są narzędziem do osiągnięcia naszych celów, a precyzyjniej do życia na upragnionym poziomie: upragniony dom, samochód, wakacje, rozrywka, wykształcenie dzieci, pomoc innym, i tym podobne. By żyć na wyższym poziomie, potrzebujemy więcej pieniędzy. Mogą one pochodzić z lepiej płatnej pracy, ale mogą też pochodzić z aktywów (na przykład kapitał generujący odsetki, nieruchomości na wynajem, biznesy, obligacje, akcje dywidendowe, tantiemy za napisaną książkę, nagraną płytę, licencje, patenty.), które stworzymy lub kupimy.

Pieniądze też potrzebne są do zdobycia poczucia bezpieczeństwa. Chodzi mi o zgromadzenie kapitału (rzędu 6-12 pensji), który w razie nieoczekiwanych zdarzeń pozwoli nam przeżyć trudny okres. Dla mnie pieniądze to przede wszystkim możliwość wyboru, by móc robić w życiu to, na co ma się ochotę, na przykład poświęcenie się swoim pasjom lub chodzenie do pracy, którą się lubi, a nie do której się akurat trafiło i to bez oglądania się na pensję, spędzanie czasu z rodziną, możliwość niesienia pomocy innym ludziom. Do tego bezwzględnie potrzebne są aktywa. Bez nich nie sposób osiągnąć taki stan. Aktywa nas uwalniają od konieczności poświęcania własnego czasu po 8-10 godzin dziennie na zarabianie pieniędzy. To one generują dochody, gotówkę, które przeznaczamy na opłacenie naszego stylu życia. Znaczna część mojej książki jest poświęcona temu, jak tworzyć i nabywać aktywa, które pracują za nas, ale dla nas.

* Jak pan ocenia wiedzę statystycznego Polaka na temat elementarnej ekonomii, podstawowych rzeczy, które są potrzebne w życiu codziennym, czyli kredytów, lokat, podatków, możliwości inwestowania na przykład poprzez giełdę papierów wartościowych?

- W swojej książce "Emerytura nie jest Ci potrzebna" przytaczam badania statystyczne, w których około połowa z nas przyznaje, że nie oszczędza wcale i wydaje wszystko na bieżące potrzeby, 44 procent, że oszczędza od czasu do czasu, a tylko 7 procent, że oszczędza regularnie. Za taki stan rzeczy eksperci winią brak edukacji finansowej. Tylko co czwarty Polak przyznaje, że miał jakąkolwiek styczność z tego typu edukacją. W zasadzie muszę się z tymi danymi zgodzić. Rozmawiając z ludźmi i obserwując otoczenie zauważam duży problem w braku edukacji finansowej, skupianiu się na dniu dzisiejszym i "zapominaniu" o przyszłości.

Skoro z oszczędzaniem jest tak źle, to z inwestowaniem jest jeszcze gorzej. Właściwie nie uczy się nas w szkołach o zarządzaniu pieniędzmi i inwestowaniu. System edukacji jest skoncentrowany na edukacji szkolnej i edukacji zawodowej. W pierwszych latach nauki dba się o to, byśmy potrafili czytać, pisać, liczyć i mieli ogólne pojęcie o świecie. Potem uczy się nas wybranej profesji. Uczymy się, by zdobyć pracę, najlepiej dobrze płatną. Zapomina się całkowicie o edukacji finansowej, a to ona jest decydująca czy w życiu dobrze się nam finansowo wiedzie.

Na dowód tego w książce przytaczam, poparte dokładnymi wyliczeniami, przykłady dwóch osób zarabiających i wydających tyle samo. Podjęte przez nie inne decyzje powodują, że jedna z nich "drepcze" finansowo w miejscu, a wręcz pogrąża się, a druga buduje kapitał idący w setki tysięcy złotych. Pokazuję, co trzeba robić, a czego unikać. To jest edukacja finansowa. Jedni z nas o takich rzeczach wiedzą, inni nie.
Na jednym z seminariów, w których uczestniczyłem przytoczono badania, z których wynikało, że 60 procent z nas nie potrafi obliczyć rentowności lokaty bankowej, a "statystyczny Polak" przeznacza niecałe 2 procent swoich dochodów na własną edukację w ogóle. Ile z tego przeznacza na edukację finansową? Na "wypad" za miasto czy na spotkanie z przyjaciółmi mamy czas i pieniądze, ale na edukację finansową już nie, a efekty są takie, jak nasze działania.

Gdy zaoszczędzimy, zanosimy zwykle pieniądze do banku i uzyskujemy 2-3 procent z lokaty. Chcąc zgromadzić znaczny kapitał, zamiast podnieść poziom swojej wiedzy finansowej, by osiągać wyższe stopy zwrotu ze swoich zaoszczędzonych pieniędzy (inwestycji) skupiamy się na poszukiwaniu lepiej płatnej pracy lub dodatkowych nadgodzin. W ten sposób ciągle gonimy za pieniędzmi, nie ma nas w domu, cierpi nasze zdrowie i rodzina. Ciężko pracujemy za pieniądze, zamiast nauczyć się, jak zrobić by pieniądze ciężko pracowały na nas. W książce pokazuję jak to się robi.

* Przekonuje pan, że problemem nie jest brak pieniędzy, tylko złe nimi zarządzanie. Ale czy tak jest rzeczywiście, na przykład w przypadku osób, które wydają całe niemal pensje na rzeczy stałe, konieczne, takie jak rachunki, żywność, środki czystości?

- Zgodzę się, że czasami zdarzają się sytuacje bardzo trudne, na przykład brak dochodów (pracy) lub niezdolność do pracy (na przykład kalectwo), konieczność pomocy komuś choremu w rodzinie i tym podobne. W takich sytuacjach nie jest łatwo oszczędzić, a tym bardziej myśleć o inwestycjach. Ciężko jest mi pomóc ludziom kalekim. W swojej książce nie mam rozwiązań dla nich.

Inaczej jest w przypadkach braku pracy lub zbyt niskich zarobków. Niestety, świat finansów jest nieczuły na nasze problemy. Samo z siebie nam się nie poprawi. Jedynie nasze działania mogą zmienić ten stan rzeczy. Jeśli chcemy znaleźć pracę, dostać podwyżkę, musimy zacząć edukować się zawodowo, podnosząc swoje kwalifikacje, a czasem je całkowicie zmienić, aby dostosować się do potrzeb rynku pracy. Aby poczuć się bezpieczniej finansowo, musimy zacząć oszczędzać i inwestować, często najpierw w siebie. To my powinniśmy się zmienić, zamiast oczekiwać, że świat się zmieni. Zmiana siebie według mnie wymaga mniej wysiłku, a na pewno mniej czasu.

W książce zwracam uwagę na fakt, że niezależnie od wysokości pensji możemy budować swoją zamożność. Pokazuję jak to robić, zaczynając od zera. Uświadamiam też, że mimo znacznych zarobków, możemy popaść w finansowe kłopoty. Na przykład gdy zarabiamy dużo, możemy wziąć większy kredyt na droższy dom, droższy samochód. Każdemu może się przydarzyć utrata dochodów (utrata pracy, zdolności do pracy), a wtedy, gdy mieliśmy zaciągnięte większe kredyty, mamy większe kłopoty, bo raty do płacenia pozostały. Życie ponad miarę, to jest na kredyt, niezależnie od zarobków, to życie na krawędzi. Zwykle nie ma to nic wspólnego z zarządzaniem pieniędzmi. To nazywa się wydawanie. Jeszcze w kwestii oszczędzania. Moim zdaniem nigdy nie jest tak źle, byśmy nie mogli nie zaoszczędzić na swoją przyszłość. Jeśli nie możemy oszczędzić 300 złotych miesięcznie, oszczędzajmy 50. Jeśli nie 50 to 10. W ten sposób możemy zacząć budować kapitał, który może pracować na nas i dać poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Kiedy zaczynamy, w tym czasie zdobywajmy wiedzę finansową. Gdy jej nie mamy, to nawet lepiej, że nie mamy dużych pieniędzy, bo bez wiedzy i umiejętności prawdopodobnie byśmy je stracili. Problem posiadania oszczędności, to czasem także kwestia zmiany priorytetów. Dziwne jest to, że niekiedy ludzie twierdzący, że nie mają z czego oszczędzić, kupują coś za kredyt (na przykład telewizory, meble). Skoro mogą potem płacić raty, to znaczy, że wcześniej równie dobrze mogli tę kwotę zaoszczędzić. Oczywiście, każdy z nas ma prawo decydować, jak postąpi.

* W niektórych krajach na zachodzie rozwija się ruch ludzi, którzy z założenia przysięgają sobie, że nie będą kupowali żadnych nowych rzeczy. Na przykład, jeśli działa nowe żelazko, nie kupujemy nowego, jeśli jeszcze chodzi pralka to nie wyrzucamy jej. Co pan sądzi o takiej postawie wobec dóbr doczesnych. Czy to się może przyjąć w Polsce?

- Przyznam, że nie słyszałem o takim ruchu. Natomiast sam stosuję podobne zasady. Może nie w tak radykalnym stopniu. W wielu przypadkach, gdy urządzenie działa, nie wymieniam go na nowe. Jeżdżę sześcioletnim samochodem. W jednym pokoju mam czteroletni telewizor, ale w drugim już 17-letni. Nie przeszkadza mi to, bo działa. Czy taki ruch przyjmie się w Polsce? Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że nie będzie to łatwe. Nasze społeczeństwo jest mocno nastawione na konsumpcję. Wiele lat czuliśmy się gorsi od krajów Zachodu. Chcemy sobie to zrekompensować. Często stosujemy zasadę postaw się, a zastaw się. Będzie trudno wywołać modę na inną postawę. Mam jednak nadzieję, że się mylę. Myślę też, że po przeczytaniu mojej książki wiele osób zrozumie, że kiedy nauczymy się nie chcieć posiadać wszystkiego natychmiast, możemy dojść do znaczącego majątku, by w całkiem nieodległej przyszłości żyć w taki sposób, jaki chcemy.

* Dziękuję za rozmowę

Z pasji do szycia powstało niezwykłe miejsce w Zielonej Górze

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie