Tę rodzinę spotkało wiele nieszczęść. Pomóżmy! (video,...

    Tę rodzinę spotkało wiele nieszczęść. Pomóżmy! (video, zdjęcia)

    /inia/

    Echo Dnia Radomskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Radomskie

    Eliza od dwóch lat nie wychodzi na dwór. Uniemożliwia jej to nieuleczalna choroba. Na zdjęciu z córeczką Nikolą.

    Eliza od dwóch lat nie wychodzi na dwór. Uniemożliwia jej to nieuleczalna choroba. Na zdjęciu z córeczką Nikolą. ©T. Klocek

    Matka z córką przeżywają dramat każdego dnia. Bez pomocy dłużej nie przeżyją.
    Eliza od dwóch lat nie wychodzi na dwór. Uniemożliwia jej to nieuleczalna choroba. Na zdjęciu z córeczką Nikolą.

    Eliza od dwóch lat nie wychodzi na dwór. Uniemożliwia jej to nieuleczalna choroba. Na zdjęciu z córeczką Nikolą. ©T. Klocek


    Możesz pomóc

    Elizą i Nikolą opiekuje się głównie jej mama. Agnieszka Marzec. Ale pomagają także młodsze siostry. Od lewej: Marlena, Eliza z Nikolą, Agnieszka Marzec i Patrycja.

    Elizą i Nikolą opiekuje się głównie jej mama. Agnieszka Marzec. Ale pomagają także młodsze siostry. Od lewej: Marlena, Eliza z Nikolą, Agnieszka Marzec i Patrycja.

    Możesz pomóc


    Rodzinie można pomóc wpłacając pieniądze na numer konta: 95 1050 1793 1000 0090 7156 1774



    Młoda, chudziutka, osłabiona i z chorą córeczką na rękach. W oczach ból, ale i nadzieja, że znajdzie się ktoś kto wreszcie pomoże. Eliza i jej trzyletnia córka Nikola potrzebują kosztownego leczenia i rehabilitacji, by godnie przeżyć. Pomóc może każdy.

    Kiedy odwiedzamy Elizę i jej córeczkę, dziewczyna siedzi na kanapie, popija herbatę. Widać, że podniesienie kubka sprawia jej trudność. Musi to robić obiema rękami. Waży zaledwie 36 kilogramów. To efekt choroby. Do tego dochodzą inne, które uniemożliwiają normalną egzystencję. Dlatego sama nie jest w stanie zająć się swoją niepełnosprawną córeczką Nikolą.

    WYJĄTKOWO TRUDNY PORÓD

    Eliza ma 22 lata. Jeszcze trzy lata temu dziewczyna była radosną nastolatką. Od 14 roku życia choruje na cukrzycę typu I, ale jak mówi dało się z tym żyć. Koszmar zaczął się w 2009 roku po porodzie. Wtedy doszło do sepsy. Od tamtej pory z dnia na dzień jest coraz gorzej.

    Ciąża była wzorowa i prowadzona w Warszawie. Jako dziewczyna z cukrzycą musiała być pod stałą kontrolą. Eliza zawsze była drobna, dlatego lekarze zalecali poród poprzez cesarskie cięcie. - Jeszcze parę dni przed porodem miałam robione usg i wszystko było w porządku - opowiada Eliza.

    Kiedy zaczął się poród dziewczyna trafiła do szpitala na radomskim Józefowie. - Pech chciał, że szpital miejski akurat strajkował - opowiada.

    Na miejscu zadecydowano, że dziewczyna urodzi naturalnie. Dziecko było 40 minut w kanale rodnym, lekarz musiał je wypychać.

    - Gdyby mała nie była tyle czasu uciskana, byłaby zdrowa - twierdzi Agnieszka Marzec, mama Elizy i babcia Nikoli. - Gdyby zrobili cesarskie cięcie, obie byłyby teraz zdrowe.

    Potem okazało się, że Nikola ma porażenie mózgowe, spastyczność czterokończynową czyli niedowład i wzmożone napięcie mięśniowe, małogłowie, wiotkość krtani, często się krztusi. Nie mówi, nie chodzi, ma też uszkodzony wzrok.

    - Tylko czuje i słyszy, ale nas w ogóle nie rozpoznaje - mówi pani Agnieszka. - Każdy ją może wziąć na ręce, dla niej to bez różnicy.
    WCIĄŻ NOWE DOLEGLIWOŚCI

    Dobę po porodzie zaczęły się problemy z Elizą. Doszło do zakażenia ogólnego organizmu. - Dostała silnej biegunki - opowiada mama dziewczyny. - Ma gastrofazę, która wyniszcza jej organizm. To uszkodzenie całego metabolizmu przewodu pokarmowego.

    Dziewczyna nie przyswaja pożywienia. Stąd tak niska waga. Ma zanik tkanki tłuszczowej i mięśniowej. Taka wycieńczona trafiła do szpitala na Tochtermanna. - Tam wreszcie się nią dobrze zajęli - opowiada pani Agnieszka. - Spędziła tam dużo czasu.

    Dziewczyna wiele przeszła. Co kila miesięcy trafia do szpitala. Do szpitala MSWiA w Warszawie trafiła ze wstrząsem septycznym. Była 10 dni na oddziale intensywnej opieki. Było bardzo źle, czterech z tych dni w ogóle nie pamięta.

    Później groziła jej amputacja ręki, bo podczas licznych wkłuć w słabe żyły została uszkodzona jedna z nich. Operacja uratowała jej rękę.

    Niestety choroby nie dało się zatrzymać. Do tego doszły kolejne dolegliwości. Silna anemia, padaczka. Eliza ma też uszkodzenie nerwów czuciowo-ruchowych i zaburzenia w rękach i nogach.

    - Mogłabym się poparzyć i nawet tego nie poczuć - tłumaczy. - Dwa razy dziennie muszę być cewnikowana, bo w przeciwnym razie mocz cofnie się do nerek i dojdzie do sepsy.

    KOSZTOWNE LECZENIE

    Eliza nie jest w stanie sama zająć się córką. Mieszka z rodzicami i trzema siostrami. Rano dziewczynami zajmuje się pani Agnieszka, mama Elizy. Po południu wracają pozostałe córki. Bardzo pomagają.

    - Leczenie jest kosztowne - mówi pani Agnieszka. - Same leki dla córki to miesięcznie 600 złotych. Do tego dochodzą środki higieniczne potrzebne do cewnikowania. Nawet tego nie zliczałam, ale pomoc jest bardzo potrzebna. Pracuje tylko mąż, ja nie mogę iść przecież do pracy.

    Potrzebna jest pompa insulinowa dla Elizy, żeby zatrzymać rozwój choroby. To koszt 10 tysięcy złotych.

    - Miała być refundowana do 26 roku życia, ale co innego mówią a inaczej jest w rzeczywistości - wzdycha pani Agnieszka. - Bez pomocy nie damy rady. Refundowane są tylko cewniki, ale nikt nie wziął pod uwagę, że nie da się wykonać cewnikowania bez podkładów higienicznych, sterylnych rękawic, żelu znieczulającego i innych potrzebnych środków. To koszt 50 złotych na dwa dni. Najdroższy jest płyn do przemywania.

    Rehabilitacji potrzebuje także Nikola, ale ciężko to pogodzić.

    - Sama nie mogę z nią jeździć, potrzebna jest pomoc - tłumaczy babcia dziewczynki. - Rano córki są w szkole. Elizy nie mogę zostawić samej a rehabilitacja jest tylko rano. Więc nie jeździmy, bo nie mam jak.

    Ojciec Nikoli w ogóle nie interesuje się córką.

    - Jestem po rozwodzie - mówi Eliza. - Dostaję tylko 500 złotych alimentów z sądu. Nikt nie potrafi pomóc Nikoli.

    Lekarze wciąż zmieniają leczenie a to kosztowne. Najlepiej działają leki przyjmowane dożylnie lub domięśniowo, bo organizm Elizy nie przyswaja kapsułek.

    - Nie chcę, żeby robili z niej królika doświadczalnego. Nie chcę, żeby wegetowała tylko, żeby znalazł się ktoś kto jej będzie potrafił pomóc - mówi mama dziewczyny. - Nie wierzę, że nie ma nadziei.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Radomskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (38)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (38) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Galerie zdjęć

    Polecamy:

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Echa Dnia

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Echa Dnia

    Grzyby jadalne i trujące [Przykładowe zdjęcia]

    Grzyby jadalne i trujące [Przykładowe zdjęcia]

    Świeć się z Energą

    Świeć się z Energą