Widowisko we wsi bułgarskiej: Tańce, zupa fasolowa, rakija i taniec na rozżarzonych węgłach

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
Cezary Rudziński
Kiedy ktoś zaliczy tradycyjną biesiadę, którą kończy "spacer" mężczyzny na bosaka po rozżarzonych węgłach, może powiedzieć, ze poznał prawdziwą Bułgarię.

Nie poznasz prawdziwego smaku Bułgarii opalając się nad Morzem Czarnym i korzystając tylko z hotelowych restauracji, mówi Kiril Hristov, miejscowy przewodnik, który historię Bułgarii ma w małym palcu, wie również dużo o naszym kraju, bo spędził w nim wiele lat, a na dodatek świetnie mówi po polsku.

Jesteśmy we wsi Gerana, zaledwie kilkanaście kilometrów od kurortu Słoneczny Brzeg. Podróż drogami drugiej kategorii nie napawa optymizmem. Jadąc tam widać podniszczone chaty, remontowane nawierzchnie. Kiedy jednak wjeżdżamy do Gerany humor zdecydowanie się poprawia. Czysto, schludnie, przed wrotami, które zdobią kwiaty, wita nas para w ludowych strojach.

Zgodnie ze starym zwyczajem witają świeżo upieczonym chlebem, solą i pieprzem przy dźwiękach bułgarskich dud. Część gości już siedzi za stołami, słychać muzykę. Najpierw zachodnie kawałki, potem coś po … polsku, następnie pokazy
miejscowych zespołów.

Dla ducha i dla ciała
Zanim rozpoczniemy degustację miejscowych potraw, które serwuje personel w strojach ludowych, przyglądamy się autentycznemu młynowi wodnemu, jest jeszcze muzeum historycznego domu i warsztaty prezentujące miejscowe rzemiosło. Było coś dla ducha, będzie coś dla ciała, gdy w trakcie arty-stycznych występów i tańców stawiają na drewnianych stołach tradycyjną zupę fasolową, świeżą sałatkę szopską, grillowane mięsko, pieczywo z pie-ca opalanego drewnem i deser. A do tego obowiązkowo rakija śliwkowa lub winogronowa oraz wspaniałe bułgarskie białe lub czerwone wino, przynoszone w dzbankach.

Niektórzy z gości zachęceni wypitym alkoholem dołączają do tańczących artystów, inni zostają przy urokach kolacji lub spacerują po okolicznym tere-nie. Widać, że to obiekty specjalnie przygotowywane na takie imprezy. Odbywają się one co jakiś czas, gdy chętnych do biesiad jest sporo, wtedy do pracy ruszają kucharze, potem kelnerzy i ci, którzy ubarwiają pobyt gościom tańcem i muzyką.

Na bosaka na węglach
Wieczór zapada, gdy część ludzi wstaje od stołów i rusza w jedno miejsce. Na ogrodzonym placu wi-dać palące się jeszcze kawałki węgla. Wieczorne widowisko od początku zawiera elementy dreszczowca. Posępna muzyka, dziwaczne stroje tańczących i na koniec on, bosy mężczyzna z księgą w dłoni, coś recytuje. Potem rozgrzebuje kawały gorącego węgla, znów muzyka, zapada cisza i zaczyna się…

Najpierw ostrożnie zaczyna stąpać po gorących węglach. Niektórzy odwracają głowy, by nie patrzeć na upiorne widowisko. Powolny spacer przeradza się w szybki taniec jak na patelni, potem jeszcze raz i jeszcze raz. To jeszcze nie koniec, bo w pewnej chwili tancerz bierze na barana stojącego na uboczu dzieciaka, z którym idzie prostu przez opary dymu i ognia. Na twarzy malucha przeraż-nie. Ulga powraca, gdy tancerz oddaje go znów pod opiekę rodziców.

Nie tylko w Geranie odbywają się takie widowiska. Z jednej strony straszne, z drogiej piękne. Taka jest tradycja Bułgarów.

Znamy decyzję w sprawie trzeciej dawki szczepionki.

Wideo

Materiał oryginalny: Widowisko we wsi bułgarskiej: Tańce, zupa fasolowa, rakija i taniec na rozżarzonych węgłach - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie