Wspaniały „Amadeusz” na radomskiej scenie w Teatrze Powszechnym

Barbara Koś
Uroczysty finał "Amadeusza".
Uroczysty finał "Amadeusza". Barbara Koś
"Amadeusz" Petera Shaffera w reżyserii Pawła Aignera to najnowsza premiera w Teatrze Powszechnym, którą pokazano w sobotę,1 czerwca, na dużej scenie teatru.

Otruł Mozarta? Nie otruł?...Jakie to ma znaczenie. Sztuka angielskiego dramaturga opowiadająca o konflikcie między młodym, lecz coraz bardziej sławnym Wolfgangiem Amadeuszem Mozartem i Antonio Salierim, uznanym już muzykiem, cieszy się i tak niezmiennym powodzeniem. I zawsze jest aktualna .

Wydawałoby się też, że wymaga wielkiej oprawy: tłumu aktorów, wiedeńskiego przepychu, symfonicznej orkiestry i sali, w jakiej odbywają się co najmniej koncerty noworoczne. Nic z tych rzeczy nie ma w radomskim przedstawieniu.Jest to „Amadeusz” kameralny. Ale dwunastu aktorów pod wodzą reżysera daje niezapomniany spektakl.

Sztuka jest spowiedzią starego Salierego, który przed popełnieniem samobójstwa wyznaje swoje grzechy zazdrości, zawiści i nienawiści, którymi zgubił Mozarta. Moment cofnięcia się przeszłość jest bardzo ciekawy. Stary, zgarbiony Salieri zrzuca nagle perukę i zamiast starca widzimy młodzieńca, w pełni sił witalnych, nadwornego cesarskiego kompozytora, który jest u szczytu życiowego powodzenia. I miałby je dalej, gdyby na jego drodze nie pojawił się Mozart.

Pozdrowienia dla "miernot"

Łukasz Stawowczyk jako Salieri bardzo czytelnie pokazuje swój moralny upadek. Jest jego świadomy. Tak jak świadomy jest zżerającej go nienawiści do Mozarta. Bo Mozart jest geniuszem, a on, Salieri, jedynie rzemieślnikiem. Solidnym wprawdzie, ale tylko rzemieślnikiem. Za wszelką cenę chce więc wyeliminować geniusza ze swego życia.

Dokona tego lecz sumienie będzie go dręczyć przez trzydzieści lat. Aż do chwili kiedy sam nazwie siebie „miernotą”- „Bądźcie pozdrowione miernoty tego świata, błogosławię was! – zawoła. -Przemawiam w imieniu wszystkich miernot. Jestem ich mistrzem”. I poderżnie sobie gardło. To bardzo trudne rola, bo na niej opiera się cały spektakl. Salieri, zazdrosny o niezwykły talent, przerażony własną przeciętnością, zaczyna go osaczać siecią intryg i kłamstw. Nie zawaha się przed niczym, by zniszczyć rywala. Łukasz Stawowczyk pokazuje to doskonale.

Mozart w wykonaniu Mateusza Palucha, to druga klejnot tego przedstawienia. Nonkonformista, cham, dziś powiedzielibyśmy nawet żul, bo bluzga na potęgę. Bezkompromisowy. –„Może i jestem wulgarny, ale nie moja muzyka.” Ale ma talent. Jaki talent! I ten Mozart Mateusza Palucha – prymityw, ale ujmujący i szczery, budzi sympatię. Bo Paluch pokazuje człowieka, który nie jest z tego świata, który obcuje z Bogiem, a jeśli nie z Bogiem, to z czymś nadprzyrodzonym, opiekującym się geniuszami. Dlatego tak przejmująca jest scena finałowa salierowskiej spowiedzi. Ten czarny posąg Don Giovaniego, to skurczone ciało otrutego Mozarta…Po prostu rozpacz. Świetny, wstrząsający moment.

Pozostałe role są też doborowe. Aleksandra Bogulewska jako Konstancja i Agnieszka Grębosz, jako Katherina, to bardzo wyraziste kobiety, związane z obu kompozytorami. Żoną Salierego jest Joanna Zagórska, osoba programowo sztywna i bez uczuć. Adam Majewski jako Cesarz Józef II, czasem bawi swoim zachowaniem, a jego majestat jest bardzo umowny. Marek Braun- Von Strack, Wojciech Ługowski - Hrabia Franz, Mateusz Michnikowski - Baron , to grupa dworaków – zakapiorów, towarzyszących przypochlebnie Najjaśniejszemu Panu. Dla nich liczy się tylko etykieta. Daniel Mosior i Mateusz Kocięcki jako Venticello 1 i 2, to dwa zręczne i zwinne duszki Salierego, donoszące mu aktualia.

Wspaniała oprawa plastyczna

Na osobne słowa uznania zasługuje Ignaz Michała Węgrzyńskiego.Ten wierny służący Salierego kocha swego pana, choć widzi jego łajdactwa. Ostrzega go przed podłymi czynami jak syna. Ta postać zapada w pamięci.

Wspaniała jest oprawa plastyczna przedstawienia. Na początku ascetyczna scenografia Magdaleny Gajewskiej rozrasta się w miarę akcji. Potężnieje. Znakomity jest pomysł spuszczenia kurtyny wewnątrz sceny ukazującej scenę opery. W innych scenach z sufitu spuszczane są elementy wyposażenia pałacu cesarskiego.

W epokę baroku wprowadzają stroje bohaterów autorstwa Zofii de Inez. Najbarwniejsze kostiumy ma Mozart. Taki barwny, nierozumiany przez innych, nieszczęśliwy, rajski ptak. Nad muzyka Salierego i Mozarta czuwa Piotr Klimek, który umiejętnie włącza w poszczególne sceny fragmenty kompozycji rywali. W przedstawieniu jest wiele pięknych scen. A aktorzy kierowani przez Pawła Aignera ani przez chwilę nie zawodzą. Patrzymy z podziwem na kompozycję przedstawienia, w którym dwanaście postaci zapełnia tłumem całą scenę.

Ta fikcyjna literacka wizja stosunków obu kompozytorów przemawia do widzów, bo porusza kwestie nie tylko rywalizacji, ale także zazdrości, zawiści i strachu przed tym „lepszym”. Przez to samo nabiera wartości ponadczasowej. Przesłanie na dziś: nie zazdrość. Nie bądź chory z zawiści i nienawiści. Będziesz cierpiał.

MASZ CIEKAWĄ INFORMACJĘ, ZROBIŁEŚ ZDJĘCIE ALBO WIDEO?
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego?
PRZEŚLIJ WIADOMOŚĆ NA [email protected] lub Facebook

Znamy decyzję w sprawie trzeciej dawki szczepionki.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie