Zdrowe życie według ojca Jana Grande. Poznaj rady słynnego...

    Zdrowe życie według ojca Jana Grande. Poznaj rady słynnego zakonnika

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    To kompletne wydanie porad słynnego zakonnika, autorstwa dwojga dziennikarzy, Marzeny i Tadeusza Woźniaków. Dziś, specjalnie dla naszych Czytelników, wspominają Ojca Grande i wieloletnią z nim współpracę przy tworzeniu książek.
    Zdrowe życie według ojca Jana Grande. Poznaj rady słynnego zakonnika

    UWAGA

    UWAGA


    Już za tydzień na naszych łamach zamieścimy wybrane fragmenty pochodzące z książek "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie", przypominając, ile w nich jest ważnej, praktycznej i przenikliwie mądrej treści.



    Bonifrater ojciec Jan Grande to jeden z największych w powojennej Polsce autorytetów w dziedzinie poradnictwa żywieniowego, ziołolecznictwa i szeroko pojętej profilaktyki zdrowotnej. Jego porady, zebrane w trzech książkach zatytułowanych "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie", zyskały setki tysięcy wiernych czytelników. Dotychczasowy łączny nakład tomików wyniósł prawie milion egzemplarzy.

    Jako dziennikarze - współautorzy książek - towarzyszyliśmy ojcu Grande od początku lat 90. ubiegłego wieku, stawiając pytania o problemy zdrowotne oraz te związane z ochroną zdrowia.

    Obecnie, niestety, ojca Jana Grande już o nic nie zapytamy. Zmarł nagle 9 kwietnia 2013 r., przed drzwiami mieszkania w swojej rodzinnej miejscowości w Rzepinie (woj. lubuskie). Ciężko nam było pogodzić się z tym smutnym faktem, pocieszaliśmy się jedynie tym, że oto udało się, dzięki wspólnej pracy z o. Grande, zawrzeć w książkach i ocalić od zapomnienia jego zaiste bezcenne porady zdrowotne i mądre życiowe wskazania.

    Ten serdeczny człowiek, szczerze zatroskany o kondycję cielesną, ale i duchową współczesnych Polaków, stał się mentorem dla co najmniej dwóch pokoleń, a jego rady do dziś nie straciły nic na swojej aktualności. Chyba nawet przeciwnie - im więcej mamy sztuczności w jedzeniu, a w sposobie bycia obcych wzorców, - tym bardziej przekonujące są swojskie rady zakonnika Jana Grande (prywatnie Jerzy Majewski).
    *
    Za poradami ojca Jana stoi jego trudny życiorys - wojenne, wygnańcze dzieciństwo spędzone na Syberii i przywleczone stamtąd choroby, wielomiesięczne pobyty w szpitalach, nędza lat powojennych na ziemiach odzyskanych; ciężka praca w ośrodkach pomocy społecznej i służby zdrowia na głuchej prowincji, wreszcie kilkadziesiąt lat poświęconych posługiwaniu chorym - zarówno fizycznie, jak i psychicznie - w murach klasztornych.

    Ważne

    Ważne


    W punktach sprzedaży prasy dostępne są trzy tomy książki "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie". Można je też kupić w Biurze Ogłoszeń "Echa Dnia" w Kielcach, ulica Targowa 18. parter, czynne od poniedziałku do piątku w godzinach 9-17.



    Ojciec Jan, zanim zaczął udzielać porad innym, uleczył się sam, poznając przy tym skuteczność ziół, a także tajniki funkcjonowania ludzkiego organizmu. Później, jako zakonnik, przez długie lata przyjmował pacjentów w pachnącym ziołami klasztornym gabinecie w szpitalu oo. bonifratrów we Wrocławiu, następnie - od roku 2005, w Poradni Ziołolecznictwa przy klasztorze oo. bonifratrów w Legnicy.

    Garnęli się do niego zwłaszcza ci, którym oficjalna medycyna niewiele już oferowała. Zakonnik nikomu nie obiecywał, że go uzdrowi, zastrzegał, że nie jest dyplomowanym lekarzem, obiecywał natomiast wzmocnienie organizmu, uruchomienie jego sił żywotnych i pokładów energii, które skutecznie wspierać będą proces leczenia, a także zapobiegać chorobom w przyszłości.

    Każdy chory był dla ojca Jana indywidualnym przypadkiem, odrębnym światem. Bonifrater rozpoznawał dolegliwości i choroby, zaczynając od rozmów o rodzinie, życiowych zranieniach, nawykach dnia codziennego, sposobie odżywiania. Choroby są, według niego, niczym innym jak naturalną reakcją organizmu na naginanie jego sił żywotnych i na wszelkie niewłaściwości, jakich dopuszczamy się w życiu.
    *
    Ojciec Grande kładł swoim pacjentom do głów elementarne zasady zdrowotne i żywieniowe, zaprzepaszczone wraz z całym kulturowym dorobkiem Europy, która w nieszczęsnym wieku dwudziestym cofnęła się do epoki barbarzyństwa. Tym, którzy urodzili się w czasach totalitarnych, skutecznie wybijano z głów wszelką żywieniowo-zdrowotną tradycję. Pozostały po niej blaknące wspomnienia sięgające dzieciństwa - jakieś ciotki, babki z nienaukowymi radami, z osobliwymi przepisami, z kulinarną dyscypliną postów i świąt kościelnych, ziółkami na przeziębienia i niestrawność; jakiś liść babki urwany na łące i przyłożony na krwawiące kolano; wygrzewające się w słońcu na parapecie słoje z owocami przesypanymi cukrem i puszczającymi sok, poobiednie kompoty...

    Ojciec Jan Grande, człowiek z kresowymi genami (urodzony w 1934 r., w Grodnie na Białorusi), tradycję miał we krwi, a do tego rewelacyjny zmysł psychologicznej i obyczajowej obserwacji oraz świetną pamięć. Przechowywał w niej, jak w przepastnej szafie, wszystko to, co dawne, sprawdzone przez pokolenia i służące ludzkiemu zdrowiu.

    Był samoukiem, jego "uniwersytety" to stepy nad Irtyszem w Kazachstanie, po powrocie do kraju powojenne, zdziczałe pogranicze zachodnie; praktykowanie modlitwy i ziołolecznictwa w klasztorze, no i przez dziesiątki lat rzeczywistość zsowietyzowanego PRL. Miał swój osąd świata i wyrobione zdanie o człowieku, mimo wszystko błogosławił mu gestem jak z ikony i słowami: Hospody pomyłuj! lub Daj Boże zdrowie!
    *
    Nasze dziennikarskie sesje z bonifratrem zaczęły się w 1993 r., a poprzedziło je następujące zdarzenie: przypadkowo wpadł nam w ręce uszargany plik kartek maszynopisu z niedokończonym wykładem, jaki nieznany nikomu zakonnik, podpisujący się o. Grande, wygłosił na publicznym spotkaniu w 1990 r. w jednym z kościołów w Łodzi. Wykład zatytułowany był "Opowiadanie o sposobie żywienia i pielęgnowania organizmu ludzkiego". Opublikowanie fragmentów w miesięczniku parafialnym "Zacheusz" w Gdyni, a następnie w popołudniówce "Wieczór Wybrzeża", z którymi to pismami byliśmy wówczas związani, stało się prawdziwą sensacją. Redakcję popularnego "Wieczoru" zarzuciło setki listów od czytelników z prośbą o dalsze porady o. Jana, już dotyczące konkretnych chorobowych przypadków.

    Cóż było robić, odszukaliśmy (z pewnym trudem) autora wykładu, który krążył po Polsce w odpisach i kalkach, i oto któregoś dnia przywitał nas w drzwiach wrocławskiego szpitala postawny mężczyzna w zakonnym habicie, z szerokim uśmiechem na dobrotliwej twarzy…
    Ojciec Jan okazał się świetnym gawędziarzem, operującym barwną polszczyzną z kresowymi naleciałościami. Miał w sobie coś z imć pana Zagłoby, który sroży się i fuka na głupotę ludzką, w gruncie rzeczy mając gołębie serce.

    Nie wiedzieliśmy jeszcze wówczas, że nasza znajomość przekształci się po latach w prawdziwą przyjaźń. Wielki to był dla nas, dziennikarzy, zaszczyt.

    Marzena i Tadeusz WOŹNIAKOWIE












    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Radomskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy:

    Wideo