Ryby zdechły, tukan tęsknił, czyli jak powstawała patio Exbudu. Historia Witolda Zaraski. Część IX

Jarosław PANEK, panek@echodnia.eu
Fortuna Witolda Zaraski narodziła się podczas prywatyzacji firmy.
Fortuna Witolda Zaraski narodziła się podczas prywatyzacji firmy.
Na jubilesz 20 – lecia Exbudu cała „góra” firmy dostała bardzo ciężkie, pamiątkowe statuetki z litego srebra. A gdy pierwsze egoztyczne ryby zdechły zaraz po przywiezieniu do właśnie postawionego patio, Witold Zaraska zdecydował, żeby awaryjnie wpuścić… zwyczajne karpie. Akurat zbliżało się Boże Narodzenie i można je było kupić bez problemu.

W 1995 roku w wieżowcu Exbudu przy ulicy Manifestu Lipcowego zostaje postawiona kropka nad „i”, czyli słynne patio z elegancką restauracją pełną roślin, żywymi rybami, żółwiami i sławetnym tukanem, którego perypetie oraz burzliwy romans z tukanicą sprowadzoną później, celem umilenia życia barwnemu ptakowi staną się pożywką dla kieleckiej dziennikarskiej braci, zwłaszcza w wakacje, kiedy to generalnie nic się nie dzieje, bo ludziska siedzą na urlopach. Ale zbudowanie patio, którego Witold Zaraska był pomysłodawcą, tylko na papierze zdawało się łatwe. Rzeczywistość skrzeczała, bo nigdy nic takiego wcześniej nie konstruował. Prezes odrzucił wszelkie przedstawione mu plany i patio powstało mówiąc kolokwialnie „na piechotę”, niemal z dnia na dzień.

 

Zamiast ezgotycznych, pływały…
karpie kupione na wigilię

Słynna jest historia pierwszych ryb wpuszczonych do jeziorek i rzeczek tej exbudowskiej oazy zieleni. Dopiero co egzotyczne ryby, zdążyły trochę popływać, a już... zdechły. Przerażony kierowca Witolda Zaraski wparował na słynne dwunaste piętro z ta hiobową wiadomością. Ale szef Exbudu nie stracił zimnej krwi. Ponieważ akurat było przed świętami Bożego Narodzenia, nakazał awaryjnie kupić i wpuścić do wody... zwyczajne żywe karpie, kupione w rybnym sklepie.

 

Patio działało, Polska zazdrościła Witoldowi Zarasce sukcesów, zagranica patrzyła z lekkim niedowierzaniem, a szef Exbudu tryumfował. Miał praktycznie wszystko o czym marzył. Mógł więc wreszcie oddać się odrobinie przyjemności, jaką bez wątpienia stanowiło pławienie się w korporacyjnym luksusie, jakim bez wątpienia był wówczas Exbud. Każdy w Kielcach marzył o pracy w szklanej wieży. Bo tu dobrze się zarabiało i wygodnie pracowało, budząc zazdrość a jednocześnie szacunek wśród znajomych. Bez wątpienia holding prezesa Zaraski stał się pierwszą typową społecznością korporacyjną w Kielcach i jedną z pierwszych w tej części Europy, o czym już pisaliśmy. Gdy prezes Zaraska co rano wybrał już odpowiednią windę wybrał windę i wjechał na nią w towarzystwie ochroniarza na swoje słynne dwunaste piętro, słychać było oddech ulgi i praca w biurowcu ruszała swym codziennym trybem.

 

Bizantyjski styl

 

Trybem dość miłym. Większość szeregowych pracowników Exbudu wspomina swoją pracę w tej typowej korporacyjnej społeczności dość sympatycznie. Do ostrych starć dochodziło najczęściej tylko na szczycie, czyli między wiceprezesami, członkami zarządu i dyrektorami, którzy walcząc o względy prezesa posuwali się niekiedy do rozmaitych intryg, kłótni i podkładania tak zwanych świń, jak zresztą w każdej wielkiej korporacji. Ale pomniejsi pracownicy wspominają atmosferę wielkiej serdeczności, hucznie obchodzone imieniny, wzajemną pomoc i serdeczność. Swojego prezesa widywali rzadko kiedy, choć ku ich zdziwieniu ten zwykle kojarzył ich imiona. Spotykali się z nim głównie na niemal reżyserowanych uroczystościach, kiedy to zastępcy Witolda Zaraski zamieniali się często w aktorów i reżyserów. Każde spotkanie pracownicze z prezesem było oczywiście bez jego wiedzy starannie opracowywane i układane. Przewidywano nawet, kiedy prezes przyjdzie gdzie stanie, gdzie się przemieści, kiedy coś po powie, kiedy przejdzie do stołu z jedzeniem, itp. Gdy więc przychodził, należało jedynie ten scenariusz zrealizować. Wielu z tych pracowników zapewne zawsze zadawało sobie pytanie, czy Witlod Zaraska dostrzegał ów teatr i maskaradę, czy też pławiąc się w sukcesie, tego nie widział. Z naszych informacji wynika, iż widział to doskonale, a te nadmierne starania po prywatnie bardzo go bawiły i bawią do dziś we wspomnieniach. Tak czy siak, te zachowania szybko doprowadziły do powstania legend o bizantyjskim stylu zarządzania uprawianego przez prezesa Exbudu.

W dniu Witoldowego Święta, czyli…

Co bardziej przymilni szefowie spółek zależnych stworzonych przez centralę holdingu, tak bardzo przymilali się prezesowi, że w dniu jego imienin pisali nawet... pełne zaangażowania wiersze. Niektóre z nich, jeszcze nie wysłane, znaleziono nawet w szufladach jednej z byłych exbudowskich spółek, gdy nowy właściciel pozbył się zarządu powołanego jeszcze przez Witolda Zaraskę. Twórczość ta zaczynała się na przykład od zawołania „W dniu Witoldowego Święta...”. Co ciekawe ta sama osoba, która tak uwielbiała swojego pryncypała, gdy był jej pracodawcą, nawet nie wyszła go powitać, gdy już jako eks – prezes przyszedł kiedyś zaproszony na oficjalną imprezę tej swojej dawnej spółki zależnej. Ale wtedy nic jeszcze nie wskazywało na to, że niektórzy podwładni okażą się w przyszłości nielojalni. Holding cały czas obrastał nowymi spółkami, przedsięwzięciami, dyrektorami i prezesami spółek zależnych. Niektórzy z tych menadżerów słynęli co najwyżej z „komputerowo układanej fryzury”, jak naśmiewano się w wieżowców z jednego z szefów, inni słynęli z prawdziwej pracy, ale wszystko jakoś się układało i grupa Exbudu zbierała wszystkie możliwe laury i wyrastała na czołowego potentata w branży budowlanej, zaś Witold Zaraska zaczął być najbardziej, znanym, rozpoznawalnym i szanowanym polskim biznesmenem. Zwłaszcza po tym, gdy zaczął regularnie zajmować miejsce w pierwszej setce najbogatszych Polaków, publikowanej przez tygodni „Wprost”. Prezes Exbudu doszedł już do takiej władzy i pozycji, że to nie on jeździł do innych przedsiębiorców i głów państw, ale to one musiały przyjeżdżać do niego, czego najlepszym przykładem być choć prezydent odchodzący właśnie Aleksander Kwaśniewski i były prezydent Ukrainy, Leonid Kuczma.

 

Kilogramy srebra na 20 – lecie

 

Dwudziestolecie Exbudu w roku 1997 obchodzono tak hucznie, że kilka osób, w tym nasz rozmówca z poprzednich odcinków, ówczesny przewodniczący Rady Nadzorczej, Stanisław Pałys, otrzymało specjalne ciężkie statuetki z litego srebra. Do Kielc przyjechała cała Polska, szefowie największych firm budowlanych, prezesi największych banków i kilka osób z listy 100 najbogatszych „Wprost”.

 

Jutro o przygodach Witolda Zaraski z przestępcami i o słynnym już jego konflikcie z Michałem Sołowowem

Wyższe mandaty od skarbówki z początkiem maja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie