16 stycznia 1945 roku - koniec wojny we Włoszczowie. Ale czy wyzwolenie?

Iwona Boratyn
Ze zbiorów Romualda Krygiera
Kogo bali się na początku 1945 roku włoszczowianie? Jeszcze Niemców czy już Rosjan? Końca wojny czekali wszyscy. Tymczasem wyzwolenie szło tylko z jednej strony - ze wschodu. Alternatywy z Zachodu nie było. Dlatego niemiecka propaganda straszyła: zwycięstwo albo bolszewizm. Poza garstką zagorzałych komunistów nikt Rosjanom nie ufał, ale sny o końcu koszmarnej wojny były większym argumentem.

Nawała sowiecka parła na zachód, a słaba już III Rzesza nie była w stanie jej zatrzymać. Niemieckie siły stawiały nikły opór będący raczej próbą osłaniania odwrotu niż powstrzymania ataku sowieckich wojsk. Wiadomości o froncie płynęły z nasłuchu londyńskiego radia. Polacy dowiadywali się, że podobno przerwano front w okolicach Jędrzejowa. Jednak życie toczyło się normalnym, choć naprawdę panującym od pięciu lat wojennym trybem. Ludzie chodzili do pracy, robili kartkowe sprawunki, kursowały pociągi, wychodziły niemieckie gazety.

Z tego radiowego nasłuchu już było wiadomo, że Rosjanie podchodzą pod Częstochowę. W niedzielę, 14 stycznia 1945 roku odbyła się inauguracja roku akademickiego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Tego dnia uczelnia oficjalnie rozpoczęła działalność akademicką, 1 Front Białoruski operację warszawską, a Rosjanie wkroczyli nie tylko w nowe życie naukowe Polski i do jej stolicy, ale też do Włoszczowy. Gdy dwa dni później była wolna od Niemców, dotarli do Końskich, Częstochowy, Radomia, Radomska, Iłży oraz Szydłowca. Żyją jeszcze mieszkańcy, pamiętający te czasy sprzed 75 lat. Czerwonoarmiści ładowali maszyny na eszelony i co tylko się dało i wysyłali na wschód. Ale najgorsze jest to, że na wschód ruszyły też transporty z żołnierzami konspiracji niepodległościowej.

Sowieci mieli świetnie rozpoznane i rozpracowane osoby, które działały w konspiracji. Przez wiele następnych lat żołnierze Państwa Podziemnego poddawani byli inwigilacji i represjom. Tak było z Franciszkiem Pieniakiem, komendantem obwodu Włoszczowskiego Armii Krajowej. Po zakończeniu wojny przez 7 lat był ścigany przez Urząd Bezpieczeństwa, ukrywał się w Kłodawie. Ujawnił się dopiero w 1957 roku. Swoje wspomnienia w latach 60. XX wieku opublikował we wrocławskim "Tygodniku Katolickim". Zmarł 1 kwietnia 1968 roku.

Ponieważ gwałty Armii Czerwonej na mieszkańcach miast i wsi były bezkarne, a ich liczba wzrastała z dnia na dzień, 23 lipca 1945 roku wojewoda kielecki, major Wiślicz-Iwańczyk przesłał na ręce starostów powiatowych i grodzkich pismo następującej treści: „Niezależnie od sprawozdań miesięcznych, polecam w związku z przemarszem wojsk radzieckich nadesłać mi w terminie dziesięciodniowym sprawozdanie, dotyczące zachowania się poszczególnych jednostek oraz grup wojskowych w czasie przemarszu oraz postoju i zakwaterowania tychże w miejscowościach należących do danego powiatu”. Pismo opatrzył dopiskiem: „Sprawę należy traktować jako pilną”.

Masowe aresztowania żołnierzy wszystkich ugrupowań niepodległościowych, na tym terenie, dokonane wiosną 1945 roku, kończyły się w większości zwolnieniami, po przeprowadzeniu przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa krótkiego, ale najczęściej bardzo brutalne­go śledztwa. Przypisuje się ogromny wpływ na te zwolnienia doktorowi Kamińskiemu, Żydowi z pochodzenia, w czasie wojny lekarzowi ugrupowań niepodległościowych.

Represje dotknęły również legendarnego dowódcę majora Mieczysława Tarchalskiego "Marcina". 9 maja 1950 roku Tarchal­ski został przekazany do Kielc. Brutalne śledztwo rozpoczęto w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego we Włoszczowie. Wieść o tym, że w piwnicach włoszczowskiego UB trzymany jest legendarny „Marcin”, rozeszła się po mieście lotem błyska­wicy. Pomimo, że był to rok 1950 i służby terroru były już dostatecznie silne, przestraszono się mieszkańców Włoszczowy i "Marcina" potajemnie z powrotem prze­transportowano do Kielc. Komunistyczny wymiar sprawiedliwości oskarżył bohate­ra czasu wojny o to, że "idąc na rękę władzy okupacyjnej dopuścił się przestępstw określonych o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy oraz zdrajców narodu polskiego". Wyzwolenie w 1945 roku stało się początkiem nowej okupacji.

Ze wspomnień Romualda Krygiera

- "Żołnierze radzieccy późno wieczorem 14 stycznia dotarli do Włoszczowy, przed miastem (blisko cmentarza) na środku drogi ustawili jeden czołg i z niego strzelali nad miastem do uciekających Niemców. W okolicy Włoszczowy, a także w samym mieście, poległo wielu żołnierzy niemieckich. Porzucili oni na Rynku i kilku ulicach dużo broni i amunicji. Niektórzy Polacy jak hieny ściągali z trupów niemieckich, co tylko się dało. Szczególnie grabiono buty. Straszny był widok zabitego żołnierza niemieckiego, leżącego goło na śniegu, zbroczonego krwią, często już rozszarpanego przez zgłodniałe psy. Z zabitych koni ludzie wycinali co lepsze kawały mięsa. Pamiętam, jak tłumy mieszkańców wdarły się do budynku Starostwa, niszczyły tam wszelkie ślady niemieckości i wykradały to wszystko, co zaraz można było wynieść. Niektórzy ludzie wracali więc do swych domów z karniszami do firanek, z muszlami klozetowymi i umywalkami, z wannami na głowach i ramionach, z krzesłami i taboretami, itp. Takie obrazy utkwiły mi w pamięci z pierwszych dni wyzwolenia miasta, tak rodziła się ludowa rzeczpospolita włoszczowska, na czele władz której stanął burmistrz Jan Kotulski – obywatel tego miasta. Kilka dni po wyzwoleniu przez Włoszczowę przeciągały liczne kolumny żołnierzy niemieckich. Mieszkańcy miasta tworzyli milczące i groźne szpalery. Twarze niedawnych zwycięzców nie były już butne. Szli powoli, obszarpani, zarośnięci, brudni, śmierdzący".

Żołnierze radzieccy niekiedy zachodzili do Krygierów. - "Jednemu z nich „na siłę” musiałem sprzedać cały zapas zeszytów szkolnych, za które zapłacił mi nowymi, nieznanymi banknotami polskimi. Atrakcyjnym dla nich towarem były zegarki — „czasy”. Niektórzy od Polaków chętnie je kupowali, inni w ordynarny i bezczelny sposób je po prostu zabierali. Wtedy o żołnierzach radzieckich krążyło wiele złośliwych anegdot. Na przykład żołnierz radziecki pyta w polu rolnika, która jest godzina. Ten wbija w ziemię łopatę i mówi, że jest około 11.15, gdyż tak wskazuje na ziemi cień uchwytu łopaty. Człowiek radziecki zabiera ten nieco dziwny „czas” i ucieka, gdzie pieprz rośnie. Do znajomego zegarmistrza Ludwika Flanca przyszedł żołnierz radziecki z dużym stojącym zegarem (komuś „buchnął”). Domagał się, aby ten zrobił mu z przyniesionego zegara kilka zegarków na rękę (autentyczne!). Przyłożył swój zegarek do dużej tarczy i odmierzył na niej kilka razy. Chyba myślał, że tak jak z rozwałkowanego ciasta wykrawa się ciasteczka, tak z tarczy zegarowej można wykroić kilka zegarków. Po zrobieniu zegarków zegarmistrz może zatrzymać sobie resztę materiałów jako zapłatę" - napisał we wspomnieniach w 1999 roku Romuald Krygier.

12 stycznia 1945 roku wojska sowieckie rozpoczęły operację wiślańsko-odrzańską, mającą na celu wyparcie Niemców z ziem polskich i przeniesienie działań wojennych na teren Rzeszy. W ciągu trwających 23 dni działań Armia Czerwona przesunęła granicę frontu o 500 kilometrów na zachód.

Liczące ponad 2 miliony żołnierzy oddziały radzieckie przerwały linię frontu ustabilizowanego od jesieni 1944 roku na linii Wisły i Narwi. 1. Front Białoruski pod dowództwem marszałka Gieorgija Żukowa atakował na linii Warszawa-Poznań. Armie 1. Frontu Ukraińskiego marszałka Iwana Koniewa prowadziły ofensywę w dwóch kierunkach – część z nich ruszyła na Kielce, Częstochowę i Wrocław, pozostałe kierowały się na Kraków i Górny Śląsk, manewrem oskrzydlającym zmuszając oddziały niemieckie od szybkiego odwrotu.

15 stycznia Armia Czerwona zdobyła Kielce, 16 stycznia – Radom i Częstochowę, 17 stycznia I Armia Wojska Polskiego wkroczyła do Warszawy, w kolejnych dniach zajęte zostały Kraków i Łódź. 27 stycznia wyzwolony zostałoby zagłady Auschwitz, 24 stycznia oddziały 1. Frontu Białoruskiego dotarły do Poznania, a kilka dni później dywizje 1. Frontu Ukraińskiego stanęły na przedpolach Wrocławia i rozpoczęły forsowanie Odry.

Ze wspomnień Józefa Kamińskiego

- "Styczeń był nie tak mroźny, około 10 stopni. Z 16 na 17 stycznia mieszkałem wtedy przy ulicy Pocztowej 8 w Przedborzu. Wieczorem przyszedł do mnie kolega Kierkuś Jurek. Mówi: „Boję się sam zostać u siebie", ponieważ Niemcy wycofali się, a dom jego stał przy samym moście tak, że Niemcy wysadzając most, mogli uszkodzić także jego dom. Przez całą noc obserwowaliśmy latające pociski świetlne na kierunku Wojciechów-Policzko. Poprzedniego dnia byłem we wsi Smyków i widziałem uciekających Niemców, którzy pojechali brać ludzi do kopania okopów, ale pod wsią Stanowiska zostali ostrzelani przez jednostki radzieckie z cmentarza i dlatego tak wiali pieszo i na podwodach. Widać po nich było, jaki mieli strach. Chłopi z podwód mówili, że Ruscy są już w Dobromierzu. Całą noc, tj. do godziny 12-tej Niemcy wycofywali się na Przedbórz ulicą Kielecką. Jechały trzy kolumny. Czołgi, pojazdy, samochody, piesi – był taki tłok, że musieli czekać. Obserwowaliśmy ich, byli zdenerwowani i tylko krzyczeli „sznel, sznel, raus”. A my cieszyliśmy się, że ten „raus, sznel” to kierunek na zachód, a nie – jak parę lat wstecz – na wschód. Po przejściu wojska nastała cisza, wyjrzeliśmy z bramy i zobaczyliśmy obserwatora niemieckiego, który wychodził z kościoła. Był ubrany w kożuch z lornetką i karabinek i poszedł w dół na Rynek. Poszliśmy znajomymi przejściami, zobaczyliśmy, gdzie on poszedł. Przeszedł Rynek i skierował się na most. Wtedy wyszliśmy na ulicę koło kościoła, ale ja w ruinach zauważyłem dwie głowy w czapkach czołgistów, byli to żołnierze radzieccy. Zauważyli nas, doszli, pytają: – „Kto wy?” My mówimy: – „Polacy”. Pytają: – „Kuda Germańscy?” My im mówimy, żeby byli ostrożni, bo może gdzieś są w domach. – „No, my tych Fryców ubijem”. Doszło jeszcze kilku".

To oni łączą pokolenia. Pamiętajmy by złożyć im życzenia.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

N
NSZ

Doktor Kamiński żyd z Przedborza był w oddziale Narodowych Sił Zbrojnych Żbika Kołacińskiego. Autor zapomniał napisać :)

p
predator

Szkopy i kacapy to największe kur estwo i zaraza jak mogła się trafić w historii ludzkości, z resztą szkopy do tej pory narzucają swoje ego w unii jewropejskiej i mącą wodę jak się tylko da, to już taki wścibski naród.

G
Gość

Artykuł z anegdotami, fajna forma ale pisownia pozostawia wiele do życzenia.

G
Gość

Chory tytuł próbujący wybielić niemców. To co niemcy (specjalnie z małej litery) zrobili Polsce Polakom i innym narodowościom to Rosjanie nawet w 5 procentach nie zrobili. Widać ktoś ma w tym interes.

G
Gość

Czy ktoś posiada zdjęcia z getta Włoszczowskiego?

T
Ten

Ciekawa publikacja. Więcej takich!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3