19-letni Dawid Szpak z Buska-Zdroju: Toczę walkę o życie....

    19-letni Dawid Szpak z Buska-Zdroju: Toczę walkę o życie. Pomóżcie mi

    Iwona Rojek

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Dawid Szpak z pomocą mamy Jolanty i prezesa Dariusza Lisowskiego walczy o życie.

    Dawid Szpak z pomocą mamy Jolanty i prezesa Dariusza Lisowskiego walczy o życie. ©Aleksander Piekarski

    Dawid Szpak z Buska Zdroju zachorował na ciężką chorobę ataksję móżdżkowo rdzeniową. Potrzebuje pomocy na leczenie
    Dawid Szpak z pomocą mamy Jolanty i prezesa Dariusza Lisowskiego walczy o życie.

    Dawid Szpak z pomocą mamy Jolanty i prezesa Dariusza Lisowskiego walczy o życie. ©Aleksander Piekarski

    Jedynym ratunkiem w tej chorobie jest przeszczep komórek macierzystych, ale na niego potrzebne są pieniądze. Dlatego chłopiec błaga o pomoc. Bez ludzi dobrej woli nie przeżyje .

    Choroba przyszła nagle

    Młody mężczyzna z Buska Zdroju zachorował niespodziewanie na ataksję móżdżkowo rdzeniową, która kończy się śmiercią. Nie spodziewał się tego, że w tak młodym wieku spotka go taki los, bardzo chce walczyć o swoje życie wszelkimi sposobami.
    Miał tyle marzeń, że zostanie dobrym informatykiem, że pomoże kiedyś mamie, która tak dużo dla niego zrobiła, a w wolnych chwilach pogra w piłkę nożną, bo jest fanem futbolu. Mówi, że smutno mu się robi, kiedy pomyśli, żeprzez kilka lat mama dźwigała go po schodach na plecach. Mieszkają na czwartym piętrze, on już nie mógł chodzić, a ona jest taka drobna, niewysoka, ale dawała dla niego z siebie wszystko. - Przysporzyłem mamie swoją chorobą tyle problemów - ubolewa Dawid. -Tata popełnił samobójstwo, myślałem że choć ze mnie będzie miała pociechę, a wyszło jak wyszło. Jak ja odejdę, to ona tego nie przeżyje.

    Ataksja odbiera sprawność

    Obecnie Dawid dzieli życie pomiędzy trzy miejsca. Przebywa albo w swoim mieszkaniu, albo w Centrum Rehabilitacji w Busku Zdroju, gdzie usprawnia go rehabilitantka Małgorzata Arabska, albo w Częstochowie. Tam doktor Dariusz Boruczkowski z Centrum Medycznego „Klara” podaje mu komórki macierzyste. One jedynie mogą zatrzymać postęp choroby. Chłopiec mówi, że dostrzega, jakie poczyniła spustoszenia w jego organizmie. - Było ze mną oraz gorzej - opowiada. - Leżałem nieruchomy, nie mogłem nic zrobić, załamałem się. Szybko dowiedziałem się, że to schorzenie niszczy mózg, upośledza mowę, wzrok, słuch, sprawność, powoduje zanik mięśni i niedomykalność zastawki trójdzielnej - wylicza. - Z człowieka robi sie wrak.

    Dawida, z którym spotykamy się w jego mieszkanku w Busku Zdroju najbardziej martwi to, że na chorobę nie stworzono jeszcze żadnego lekarstwa. - Może mnie uratować wyłącznie podanie komórek macierzystych, które zregenerują cały system nerwowy. Ale żebym mógł otrzymać kolejną dawkę, w następnej serii, muszę zdobyć 20 tysięcy złotych. Tyle mi brakuje do pełnej kwoty, a dobrze by było gdyby moja terapia zaczęła się jak najszybciej. Najlepiej w tym tygodniu. Dawid wspomina, że jeszcze niedawno był czas, kiedy już nie mógł podnieść łyżki do ust, nie był w stanie postawić kroku, mówił bełkotliwie. W związku z tym, że przestał chodzić do szkoły czuł się bardzo samotny. Stracił wielu przyjaciół. Koledzy zajęci swoimi sprawami nie mieli czasu go odwiedzać.


    Jedyna taka terapia

    Dużo się zmieniło, gdy na swojej drodze spotkał Dariusza Lisowskiego, prezesa Fundacji Miśka Zdziśka „Błękitny Promyk Nadziei”. Zajął się losem Dawida. Szybko zebrał fundusze na schodołaz, dzięki któremu mama nie musiała go już nosić na plecach, organizował akcje charytatywne, poprosił o pomoc znane osoby, cały czas organizuje też zbiórki na terapię komórkami macierzystymi. - Wiem, że bez tej terapii umrę - podkreśla Dawid. - Coraz więcej lekarzy w Polsce uznaje ją za wartościową w leczeniu tego typu schorzeń. Ona może moją chorobę powstrzymać. Na razie nie wynaleziono na ataksję niczego lepszego. Ostatnio pokazywano w telewizji dwie takie osoby, którym komórki bardzo pomogły.

    Czas na kolejną dawkę

    - Kiedy byłem pierwszy raz w domu u Dawida zobaczyłem załamanego, leżącego chłopca, z którym nie było kontaktu - wspomina Dariusz Lisowski. - Widziałem ogromną rozpacz w jego oczach. A jak już zobaczyłem mamę Dawida wnoszącą ostatkiem sił syna na czwarte piętro, postanowiłem, że za wszelką cenę trzeba pomóc tej rodzinie. Jak obcy ludzie mu nie pomogą, to nie przeżyje. Cały czas walczymy o Dawida, zapewniając mu profesjonalną rehabilitację, konsultacje lekarskie, a przede wszystkim to, żeby otrzymywał na czas kolejną dawkę komórek macierzystych. Teraz często rozmawiamy i wiem, że jest to bardzo dobry, mądry, rezolutny chłopak, tylko życie tak bardzo go doświadczyło. W obliczu takiego schorzenia wszyscy stajemy się bezradni.

    Diagnoza jak wyrok

    Jolanta Pierścińska, mama chłopca, która od kilkudziesięciu lat pracuje w buskim szpitalu jako pielęgniarka ubolewa nad tym, że nie ma pieniędzy na leczenie syna. - Nie było mi łatwo prosić o pomoc obcych ludzi, ale nie mieliśmy wyjścia - tłumaczy. - W obliczu grożącej śmierci, człowiek jest zdolny do różnych rzeczy. A zwłaszcza dla dziecka zrobiłoby się wszystko - dodaje.

    Mama zostawia nas samych, idzie do kuchni, żeby ugotować zupę dla syna, niedługo wychodzi do pracy. Od razu można wyczuć, że w domu młodego mieszkańca Buska Zdroju panuje atmosfera rozpaczy połączona jednak z niewielką nadzieją, że może się jednak uda. Wcześniej jak byli mniej świadomi z mamą powagi tego schorzenia, to nie zdawali sobie sprawy z tego, że ich życie może się tak diametralnie zmienić. Nigdy juz nie będzie beztroskie.

    Myślał, że to przeziębienie

    - Do 15 roku życia byłem bardzo szczęśliwym, pełnym pasji i energii, uwielbiałem grać w piłkę, rozmawiać z kolegami, jak każdy chłopak w moim wieku - wspomina Dawid Szpak. - Mama bardzo mnie wspierała. Myślałem, że tak będzie już zawsze. Pewnego dnia dostałem wysokiej gorączki, ale uznałem ją za objaw zwykłego przeziębienia - przyznaje. - Tak miałem poprzednio. Jednak bardzo się myliłem się. Do temperatury doszły zaburzenia równowagi, zawroty głowy. Najpierw lekarze podejrzewali u mnie zapalenie opon mózgowo rdzeniowych, guza mózgu, nawet stwardnienie rozsiane, podano mi sterydy, ale żadna diagnoza nie potwierdziła się. Zdrowie polepszyło się tylko na krótko. Gorączka po trzech miesiącach wróciła i w końcu w Katowicach postawiono diagnozę, która wszystkich przeraziła. Powiedziano mi, że, że mam chorobę Fredreicha, czyli ataksję móżdżkowo rdzeniową, na którą obecnie w Polsce chorują jedynie trzy osoby. Kończy się fatalnie

    Zmieniło się całe życie

    Mama szczerze przyznaje, że do niej te słowa w ogóle nie dotarły. Wtedy nawet nie wiedziała co ta nazwa oznacza, upłynęło sporo czasu zanim zrozumiała, że od tej pory wszystko będzie skoncentrowane tylko na chorobie syna. - Przestał chodzić do szkoły, miał nauczanie indywidualne, czuł się coraz bardziej zrezygnowany i wyobcowany, bo każda ciężka choroba niesamowicie izoluje od świata - opowiada pani Jolanta. -W domu nie było śmiechu, rozmów, zrobiła się straszna pustka. Syn wsłuchiwał się tylko w swój organizm, a ja razem z nim.

    Jak mówi Dariusz Lisowski, prezes Fundacji Miśka Zdziśka teraz najważniejsze jest zdobycie dalszych funduszy na kolejne dawki komórek macierzystych. - Te komórki pozyskuje się z krwi pępinowej i są podawane dożylnie i do rdzenia kręgowego - mówi prezes.

    - Ich podanie było możliwe dzięki sercom ludzi dobrej woli, również czytelników „Echa Dnia”, którzy wpłacali na leczenia Dawida pieniądze. Dzięki temu rozpoczęła się droga kuracja. Ale nasz podopieczny wymaga dalszego podawania komórek, dlatego z całego serca prosimy o wpłaty. Aby wygrać walkę z tą ciężką i śmiertelną chorobą potrzebna jest kolejna mobilizacja społeczeństwa i następne środki, żeby podać tak potrzebne dawki leków. Od tego zależy to czy Dawid przeżyje - dodaje Lisowski.

    Wierzy w wygraną

    Dawid stara się już za często nie myśleć o tym, dlaczego to właśnie on zachorował. - Na początku byłem bardzo przestraszony - przyznaje. - Najbardziej tym, że mam już umierać. Chciałabym jeszcze nacieszyć się światem, zimą, latem dlatego bardzo proszę o pomoc.


    Ataksja móżdżkowo rdzeniowa
    To choroba genetyczna, dziedziczna w sposób dominujący. Jest efektem błędu w kodzie genetycznym. Powoduje zanik komórek mózgowych w móżdżku i rdzeniu. Objawy schorzenia przypominają wiele innych chorób. Do pierwszych należą zaburzenia równowagi, trudności z mową i połykaniem,zanik mięśni, drżenia, depresja.

    Bardzo potrzebna pomoc na leczenie komórkami macierzystymi

    Dariusz Lisowski, prezes Fundacji Miśka, Zdziśka, „Błękitny Promyk Nadziei” gorąco prosi o wsparcie Dawida. Wszyscy, którzy chcieliby pomóc chłopcu są proszeni o wpłaty na konto fundacji na numer 23 1240 4982 1111 0010 6253 6955 nawet niewielkich kwot. Od tych funduszy zależy życie młodego mieszkańca Buska.


    Zobacz także: Marsz dla Życia i Rodziny. "Zbyt wiele niewinnych istot ginie"

    [Źródło: TVN24. Dostawca: x-news]

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (11)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (11) forum.echodnia.eu

    Solec-Zdrój z lotu ptaka. Wrażenie robi nie tylko park [WIDEO]

    Tak z lotu ptaka wygląda Busko-Zdrój

    Powiat buski z perspektywy lotu ptaka wygląda pięknie

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Miss i Mister Studniówki 2019| Głosowanie zakończone

    Miss i Mister Studniówki 2019| Głosowanie zakończone