Anna Górska, którą okrzyknięto kielecką Katarzyną Grocholą, rozsławia Świętokrzyskie. Jej pierwsza książka "Nie zapomnę" stała się hitem

Iwona RojekZaktualizowano 
Po wydaniu powieści okrzyknięto ją kielecką Katarzyną Grocholą.<br><br>
Po wydaniu powieści okrzyknięto ją kielecką Katarzyną Grocholą. Aleksander Piekarski
Sympatyczna autorka rozpoczęła już pisanie drugiej powieści. W głowie ma gotowy pomysł na trzecią. Żartuje, że jak będzie pisała trzy hitowe powieści rocznie, to ma szansę stać się drugą Danielle Steel.

Anna Górska

Anna Górska

Ma 38 lat, jest absolwentką historii i filologii polskiej, mąż Marek, zajmuje się sprzedażą antyków, córka Iza jest uczennicą drugiej klasy liceum, hobby: podróże, historia, muzyka Yirumy, dobre filmy oraz książki Paulo Coelho.

Mieszkanka kieleckiego osiedla Ślichowice mówi, że warto realizować swoje marzenia i poszukiwać własnej drogi do czasu, aż się ją odnajdzie. - Piękne jest to, że na co dzień można robić to, co się lubi.

Szukałam własnej drogi kilkanaście lat, po drodze byłam kobietą pracującą podobnie jak Irena Kwiatkowska - śmieje się. - Skończyłam polonistykę i historię, udzielałam korepetycji, byłam menedżerem w firmie kosmetycznej, sprzedawałam "starocie", zostałam sekretarką, sprzedawałam warzywa na giełdzie rolnej, skutecznie pełniłam rolę psychologa dla złamanych serc i dusz wśród znajomych, w końcu napisałam książkę, która była czytana w odcinkach w jednej z kieleckich rozgłośni.

Na pytanie, czy zawsze lubiła pisać, w odpowiedzi słychać śmiech, po chwili dodaje, że już jej polonistka w szkole podstawowej, pani Hania Domańska, mówiła, że ma talent, chociaż nauczycielki w szkole średniej nie zawsze lubiły jej wypracowania na 15 stron. Także mama, która od wielu lat mieszka w Niemczech i pięknie maluje, zawsze powtarzała, że powinna zająć się pisaniem. Po chwili zastanowienia dodaje, że musiała do tego dojrzeć, sporo w życiu przeżyć, aby wziąć się w końcu za tworzenie.

W KAŻDYM TKWI OGROMNA SIŁA

Z Anią Górską rozmawiamy w jej mieszkaniu na kieleckim osiedlu Ślichowice. Jego wygląd, mnóstwo obrazów, bibelotów, figurek porcelanowych, kwiatów, roślin wskazuje na to, że gospodyni ma artystyczną duszę. - Uważam, że w każdym człowieku tkwi ogromna siła - mówi. - Ja kiedyś byłam bardzo nieśmiała, jak widziałam faceta za ladą, to omijałam taki sklep szerokim łukiem - przyznaje szczerze. - Teraz pod wpływem doświadczeń życiowych jestem zupełnie inna, odważnie wypowiadam swoje poglądy, mam własne zdanie na temat wielu spraw i potrafię powiedzieć "nie", gdy ktoś mnie wykorzystuje lub usiłuje "wejść mi na głowę". Obecnie w życiu interesują mnie dwie sprawy - pisanie, które stało się dla mnie bardzo ważne i handel. Może wydają się one z pozoru sprzeczne, ale myślę, że w obu dziedzinach nieźle sobie radzę. Pomagam mojemu mężowi w sprzedawaniu antyków, oprócz tego sama wyszukuję nietypowe towary, które można by zaoferować ludziom. Przez lata miałam alergię, okazało się, że jestem uczulona na glutaminian sodu, dodawany do wielu produktów. Więc z konieczności zaczęłam szukać takich przypraw, które go nie zawierają. Znalazłam dzięki koleżance i teraz polecam je innym - bo jak wiadomo zdrowie jest najważniejsze, a i świadomość ludzi na temat szkodliwości chemicznych dodatków jest coraz większa. - Bo żeby mieć siłę do życia i do pisania, trzeba się właściwie odżywiać - śmieje się.

Ważna data

Ważna data

7 lipca 2009 roku narodził się pomysł i wtedy też napisała pierwsze słowa w powieści. - Ten dzień to ważna dla mnie data - dodaje. - Tego dnia mijała dokładnie 57 rocznica śmierci mojej babci, mamy mojej mamy, której nigdy nie poznałam, ale od zawsze wiedziałam, że jest obecna w naszym życiu.

Opowiada, że swoją książkę pisała dokładnie trzy miesiące. Nie od rana do wieczoru, bo przecież musiała jednocześnie pracować i prowadzić dom. Ale w każdej wolnej chwili siadała do komputera, a że w głowie miała już ułożone obrazy, to przelewanie myśli na monitor odbywało się gładko. Najpierw pisała pięć stron dziennie, później już dwadzieścia. - Miałam farta, bo dosyć szybko znalazłam wydawcę na moją powieść - wspomina niedawny czas. - Wydawnictwo Literackie i Naukowe Radwan daje właśnie szansę debiutantom. Bardzo spodobały im się tematyka, jaką poruszyłam, styl i zakończenie książki. Sama jestem optymistką i lubię szczęśliwe zakończenia. A o czym jest moja książka? Opisuje ona historię związku dwojga nastolatków. Michał i Ania spotykają się jako młodzi ludzie i nawzajem odmieniają sobie życie. Ona pokazuje Michałowi swój świat pełen wrażliwości i bezinteresownej dobroci, w którym nie brak też bólu i cierpienia, a Michał odkrywa przed nią nieznane jej dotąd światy gorących pragnień i namiętności. Michał dzięki Ani zmienia swoje podejście do życia. Są razem szczęśliwi i nie przypuszczają, że ludzka zawiść ich rozdzieli i będą musieli słono zapłacić za swoje szczęście. Spotykają się ponownie po dziesięciu latach. Tylko czy da się wybaczyć i zapomnieć? Jest to powieść o sile miłości i o przeznaczeniu, którego nie da się oszukać. Jest tutaj dużo ciekawych wątków, wpływów przyjaciół na relacje między bohaterami i na sam finał. Ale jest to na pewno powieść z happy endem.

WARTO REALIZOWAĆ WŁASNE MARZENIA

Ania opowiada, że część przeżyć na pewno zaczerpnęła z własnego życia, resztę z obserwacji. - Ale chyba jestem przykładem na to, że warto do czegoś dążyć, nie można bać się podejmowania ryzyka i nigdy nie wolno siebie przekreślać - uważa. - Dochodzę do wniosku, że z każdej, nawet najgorszej sytuacji istnieje jakieś wyjście i nie należy sądzić, że złe rzeczy, które nas spotykają, zawsze wyjdą nam na niekorzyść. Bo przecież zawsze można odbić się od dna. Z czasem okazuje się, że to dobrze, że pewne sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. - Sama nie zaznałam wyjątkowo szczęśliwego dzieciństwa, moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam dziesięć lat, musiałam wspierać mamę i pomagać jej wychowywać mojego młodszego brata - mówi. - Ale nie uważam, że to miałoby zaważyć na całym moim życiu. Mam najlepszą mamę na świecie i to jej oraz bratu, na którego zawsze mogę liczyć, wspaniałemu mężowi i cudownej młodej kobiecie, mojej córce, zadedykowałam swoją pierwszą książkę. To nie zawsze prawda, że dzieci, które pochodzą z rozbitych rodzin, potem same mają problemy z ułożeniem sobie szczęśliwego życia. Może być całkiem inaczej, będą bardziej doceniać to, czego same nie miały. Tak stało się w moim przypadku. Istnieje też opinia, że książki o miłości piszą osoby, które same są nieszczęśliwe w związkach. Mnie się udało. Mam dobrego i odpowiedzialnego męża, wspaniałą córkę. Męża poznałam w walentynki, pierwsze, jakie były obchodzone w Polsce, ujął mnie swoją troskliwością i tak zaczęła się nasza historia. Mam taki charakter, że nie chowam w sobie żadnej urazy, tak żyje się łatwiej i człowiek jest szczęśliwy. Optymizm pozwala cieszyć się każdą chwilą życia.

Kielczanka mówi, że lubi ludzi, ma wielu znajomych i dwie prawdziwe przyjaciółki - obie to Małgosie. Wiersze jednej z nich zostały zamieszczone w jej książce. Druga Małgosia ma z kolei plastyczny talent i tworzy z modeliny małe arcydzieła. A że w życiu wszystko się przeplata, dobre chwile ze złymi, doświadczyła tego niedawno. Po tym, jak udało się jej wydać książkę, wydarzył się wypadek samochodowy, w którym ona ucierpiała najbardziej. Doznała wielu urazów i skomplikowanego złamania prawej ręki, która obecnie jest poskładana na druty. Ale nie traktuje tego jak dramatu. Co prawda musiała odsunąć w czasie zaplanowane spotkania z czytelnikami, ale na kieleckie spotkanie, które odbyło się 10 czerwca, dotarła, mimo że dzień wcześniej opuściła szpital, gdzie miała operowaną rękę. Teraz ma więcej czasu na pisanie drugiej książki, w której poruszy historię małżeństwa zmagającego się z problemem niepłodności, a pragnącego bardzo mieć dzieci. Na przymusowym urlopie ma też więcej czasu dla rodziny, musiała zwolnić, bo przed wypadkiem - jak twierdzi - jej doba miała już 25 godzin. Brakowało jej czasu na wiele rzeczy.

Anna Górska mówi, że dostaje wiele listów z podziękowaniami za to, że pomaga ludziom słowem. To daje jej wielką satysfakcję. Bardzo dobrze czuje się w Kielcach, uważa, że są piękne i nie wyobraża sobie wyjazdu do Niemiec, do czego wielokrotnie zachęcała ją mama. Chce nadal pisać i rozsławiać nasz region.

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 20

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Piotr

Moim zdaniem nie ma się co spierać o autorkę. Od lat mieszkam poza granicami kraju, i nigdzie nie znalazłem takiego braku poszanowania dla własnej kultury jak u nas. Nie podoba wam się książka? To napiszcie : nie podobała mi się...nie w moim stylu. Ale mogę się założyć, że gdyby autorka wydała tą samą książkę jako np. Ann Schmit to my Polacy zachwycalibyśmy się nad jej oryginalnością, i sami wykupilibyśmy ją w tysiącach egzemplarzy. Jeżeli chodzi o Panią Grocholę, którą się wspieracie w swoich wypowiedziach, to jej pierwsze książki również nie odniosły sukcesu. Autor musi się rozwijać. Poszukajcie na portalach takich jak "Lubimy czytać" czy "Biblionetka" ile jest polskich debiutantów, którzy nie piszą gorszych książek niż nasi zachodni sąsiedzi. Ale w tamtych krajach autor zajmuje się wyłącznie pisaniem, a nasi autorzy muszą jeszcze pracować. Do tego nie kupujemy ich książek z racji tego, że po naszych rodakach rzekomo nie można się niczego spodziewać a ja ostatnio czytałem wielu debiutantów, którym jak rozwinął swój kunszt rokuję naprawdę świetlaną przyszłość. Podam wam parę przykładów :
Magdalena Szelągowska "Damy radę mamo" (bardzo wzruszająca), Anna Reszela "Dla ratowania życia" (dobry kryminał/thiller, Kornelia Romanowska "Puszka Pandory" (romans), Maria Ulatowska i jej saga i wiele innych pozycji.
Pamiętajcie, że nawet S. King miał w swoim dorobku takie kaszany jak "Rok Wilkołaka".
To od nas zależy, czy damy im szansę się rozwinąć, czy ich talent pogrzebiemy.
Ale dlaczego mamy oczekiwać tak wiele od naszych rodaków, skoro nasze wydawnictwa działają na tej samej zasadzie. Angielskiego, amerykańskiego autora wydamy za darmo a nasi rodacy niech płacą. Czytałem kiedyś w gazecie wypowiedź redaktora, że nadesłanych tekstów nawet nie czytają. A być może wśród nich jest właśnie S. KIng. Tego się pewnie nigdy nie dowiemy.
Powodzenia życzę w dalszym oczernianiu naszego dorobku.

C
Czytelniczka

Pani Aneto,
Po pierwsze umiem czytac, nawet bardzo dobrze, gdyz udalo mi sie przeczytac i przeanalizowac zarowno powiesc jak i pani komentarz.
Po drugie moj komentarz odnosi sie TYLKO i WYLACZNIE do powiesci "Nie zapomne". Moim zamiarem nie bylo oczernianie autorki, poniewaz podobnie jak inni ludzie, ktorzy tej pani nie znaja, nie mam prawa do krytykowania jej.
Po trzecie uwazam, iz kazdy czlowiek ma prawo do wypowiadania swoich opini na rozne tematy.
Ja rowniez mialam prawo do wyrazenia swojego zdania po przeczytaniu w calosci tej ksiazki.
Jesli nadal ma pani jakies watpliwosci, to prosze przeczytac to co napisalam jeszcze raz.

A
Aneta z Górna

To Pani nie umie czytać, oczernia Pani autorkę, powieść jest wspaniała i ja wierzę, choć nie czytałam calej powieści, że Echo wie co pisze, to prawdziwy besceler, milowy krok w historii literatury polskiej. I proszę o więcej szacunku dla autorki, bo nie każdy potrafi napisać 3 powieści w ciągu roku. A Gorska potrafi. Bo to prawdziwa pisarka.

C
Czytelniczka

Witam, jestem osoba ktora przeczytala pierwsza powiesc pani Gorskiej. Musze przyznac, ze chociaz fabula jest dosc interesujaca, to moim zdaniem w ksiazce jest duzo niedociagniec.
Niestety jezyk jakim powiesc jest napisana nie przypadl mi do gustu. Za duzo powtorzen slownych (na jednej stronie akapity zaczynaja sie tak samo, cytuje "o dwunastej...", "o czternastej..", "o siedemnastej..."), za duzo opisow rzeczy oczywistych i blahych. Poprzez to ksiazka jest za dluga. Tak naprawde 500 stron daloby sie w prosty sposob zamienic na gora 200.
Uderza mnie rowniez banalnosc i infantylnosci powiesci. Prawie kazde spotkanie glownych bohaterow odbywa sie w lodziarni. Po pewnym czasie zaczyna to byc po prostu nudne. Nudne jest rowniez to, ze dopiero po okolu 100 stronach zaczyna dziac sie cos wzbudzajacego emocje. Takie sytuacje jakie zostaly opisane w ksiazce zdarzaja sie w prawdziwym zyciu ale wcale nie wygladaja tak kolorowo. Np. pomoc rodziny Darka z Gdanska, dla ktorego Ania nie jest tak naprawde nawet krewna jest wrecz niewiarygodna. Po prostu zycie wcale nie jest takie latwe jak to wyglada w powiesci.
Nie podoba mi sie rowniez ze glowna bohaterka sugeruje na poczatku, ze skoro ktos lubi chodzic na imprezy czy do klubow to odrazu oznacza to, ze nie ma jakis zyciowych celow albo wartosci.
Myslac nad nowa powiescia, pani Gorska powinna po jej napisaniu przeczytac ja dokladnie i bardzo uwaznie, zwracajac uwage na styl i jezyk. Tak jak juz wspomnialam fabula jest interesujaca, zawiera przekaz, ze zycie moze byc naprawde pelne szczescia.
Chcialam nadmienic ze nie jestem zadnym krytykiem literatury a moj komentarz jest jedynie osobista ocena po przeczytaniu ksiazki, do ktorego mam prawo.
Zycze powodzenia przy pisaniu nastepnej powiesci!

R
Roman

Nie zmienią, tym bardziej jak przeczytają. To jakie wydawnistwo wydaje niestety mowi samo za siebie, a w tym przypadku nawet o wydawnictwie ciężko mówić bo to drukarnia cyfrowa. Takie są realia. A jak się wezmą za to prawdziwi krytycy literatury.... oj będzie cieniutko.

k
karolina

A mnie przerażają czasy, w których powoli zanika kultura i poszanowanie drugiego człowieka. Łatwo jest krytykować drugą osobę ukrywając się za nickiem, nie musząc pokazywać swojej twarzy, kiedy samemu nie robi się nic i tak na prawdę zazdrości się drugiej osobie, że miała odwagę coś zrobić.
Jakie macie prawo wypowiadać się na temat osoby, której nigdy nie spotkaliście. Rozumiem, że nie każdemu musi podobać się ta powieść, każdy człowiek ma inny gust. Ale czym innym jest wyrażenie swojej opinii na temat książki, a czym innym podłe obgadywanie i oczernianie autorki. To drugie jest tylko i wyłącznie wyrazem braku kultury.

Ja osobiście nie czytałam jeszcze książki, ale zamierzam to zrobić. Wydaje się być interesująca. To w jakim wydawnictwie jest wydawana nie ma nic do kwestii czy książka jest dobra czy zła. Osobom, które uważają że to ma związek radze się zapoznać z współczesnymi realiami jakimi rządzą się wydawnictwa, wtedy z pewnością zmienią swoje zdanie.

K
Katrinka

Przeczytałam toto i jestem załamana jak Echo Dnia może reklamować takiego gniota. Pochodziłam popytałam i z tego co się orientuję to można to tylko kupić w Radwanie (wydawnictwo wydaje książki za pieniądze autorów książek) w księgarzu u grudzińskiego znanego z "sympatycznego" zachowania w stosunku do ludzi (brzydko ich opisuje w swojej gadzinówce "Nowe słowo ludu")i chyba w namiocie AVONU na Sienkiewicza gdzie autorka sprzedaje kosmetyki. I koniec. Chcecie poważnych recenzji, ludzi zajmujących się literaturą? BRAK. Można to kupić w dużych i małych (ale dobrych) księgarniach? NIE. Za to echo oglosiło to bestsellerem. Koleżanka z echa? Bestsellerem jest książka, która się sprzedała w kilku tysiącach egz. a nie W KILKU SZTUKACH. Przerażają mnie czasy, w których promuje się miernotę.

M
Marianna

A mnie rozwaliło zdanie o osobie, której nie znała (bo umarła 20 lat przed jej urodzeniem) a zawsze była obecna w jej życiu )))))))))))))))))))) ech Kielce, jakie miasto taka Grochola. Lepiej ta pani niech nie rozsławia świętokrzyskiego bo ten szczery uśmiech przeraża.

Z
Ziuta

Radwan to takie wydawnictwo, w którym trzeba zapłacić żeby wydali książkę, to nie jest prawdziwe wydawnistwo tylko taka cyfrowa drukarnia. A tej pseudo książki w prawdziwej księgarni się nie kupi tylko po znajomości wstawiona u Grudzinskiego w księgarzu. A swoją drogą Grochola się sprzedaje a Górska autopromuje miernotę (prosty język nie jest bynajmniej zaletą).

M
Maja

Widzę, że toczy się tutaj opinia o autorce, zamiast o książce, dlatego ja to postaram się to zmienić. Książkę skończyłam czytać niedawno, a co o niej sądzę?

Powieść napisana lekkim, przyjemnym językiem. Jeśli weźmie się ją do ręki, trudno ja odłożyć. - przeczytałam ją w dwa wieczory, a to prawie 500 stron - Historia Ani i Michała wciąga od samego początku. Dwoje nastolatków których połączył przypadek, zwykły zakład. Ania - młodsza od Michała, ale poważna, patrząca trzeźwym okiem na świat dziewczyna i Michał - lekkoduch, imprezowicz,casanowa. O Michale można powiedzieć wiele, ale na pewno jest to bohater, który nie musi się niczym przejmować, wszystko dostaje podane na tacy. Jednak tych dwoje zupełnie różnych młodych ludzi, coś łączy - jest to zamiłowanie do architektury, ale znacznie więcej ich dzieli. Tylko czy wspólna pasja wystarczy? Nie zapomnę, to barwna powieść o miłości, przeznaczeniu, nie brak tutaj wzruszeń, ale także momentów bolesnych, przy których łzy same płyną z oczu. Jest to historia, która rozpoczyna się kiedy Ania ma 17 lat a Michał - 19. Spotykają się ponownie po 10 latach. Jedno jest pewne, wszystko ma tutaj znaczenie, każda postać i każde wydarzenie, które początkowo wydaje się tylko zwykłym przypadkiem. Jak mówi autorka... nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Po przeczytaniu tej powieści też jestem tego zdania. Polecam bo warto.

P.S.
ja kupowałam na stronie wydawnictwa Radwan
www.radwan.pl

E
Eliza

Iwonk, ja kupowałam książkę na stronie wydawnictwa www.radwan.pl
Przeczytałam i bardzo mi się podoba, mnóstwo emocji i jest to książka której historia mogła się zdarzyć naprawdę. Autorka pisze prostym, lekkim językiem i wyjątkowo przyjemnie się ją czyta. Poruszyła w książce mnóstwo sytuacji, takich codziennych, których w nawale obowiązków jakoś nie dostrzegamy. Uważam, że nie powinno jej zabraknąć w spisie lektur do przeczytania. Ja mam ją w swojej bibliotece, i pewnie jeszcze nie raz po nią sięgnę. Książkę poleciła mi koleżanka i naprawdę było warto po nią sięgnąć.

K
Kaśka

Iwona, z tego co wiem, to w Kielcach to w księgarni Księgarz róg Małej i ul. Sienkiewicza, albo skontaktuj się na numer GG 12328274, - wkrótce będzie to jeden z numerów kontaktowych księgarni Internetowej Artemida, i stamtąd (bezpośredni odbiór w Kielcach) - ja tak kupiłam i jest to książka z dedykacją i autografem autorki. A książka naprawdę jest świetna, zazdrośników jak widać nie brakuje.

Pozdrawiam

i
iwona

cześć, szkoda, że dyskusja na forum potoczyła się obok książki, a zajęto się autorką....- kochamy ludzi obrażać, dyskwalifikować, gdy okaże się, że zrobią coś "ponad" i w dodatku, gdy zostaną pochwaleni,tu-choćby tylko przez p.Rojek (bo o recenzentach cisza).
Niezależnie od tego czy książka faktycznie zasługuje na lekturę czy nie, zdanie, że p.A.Górska to świętokrzyska Grochola-nobilituje. Tylko jak się o tym przekonać, skoro nie wiadomo, gdzie książkę kupić. Jeśli nadal na stoisku z kosmetykami, to chętnie kupię (po cenie promocyjnej oczywiście)

K
Kaśka

Ta dyskusja pana/i XXX i ZUZY to jakieś żarty. Widocznie złość nie daje im żyć. Zgadzam się z panią Małgorzatą i panem Arkiem. A po przeczytaniu artykułu, no i oczywiście znając autorkę od dawna muszę stwierdzić, że te dwa potwarzowe artykuły musiały napisać osoby z niską samooceną albo takie, u których występuje przerost formy nad treścią. Proszę się zastanowić nad własnym zachowaniem, jeśli faktycznie jak Państwo tak sądzą o autorce proszę jej to powiedzieć osobiście, a może to w państwu tkwi problem? Może właśnie "usiłowali państwo wykorzystać lub wejść na głowę" - jak to ujęła w artykule i usłyszeli Państwo "nie"!!! Pani Ania odkąd pamiętam zawsze pomagała innym, chociaż czasem zdarzało się, że za pomoc i serce nie usłyszała nawet zwykłego słowa "dziękuję" - ale nie dla "dziękuję" to robi, ona po prostu taka jest, zawsze uśmiechnięta, a już na pewno nie można jej nazwać hipopotamem, a jeśli ktoś ma problem z nadwagą, to od razu jest osobą, którą należy "odstrzelić" bo nie mieści się w kanonanch rozmiarowych - co autorki nie dotyczy(!)? Poza tym jest osobą jak najbardziej normalną, nie wynosi się, a jeśli ktoś potrzebował pomocy, zawsze mógł na nią liczyć. Taka jest Ania, właśnie taka jak w artykule. Uśmiechnięta, sympatyczna i szczera, ale jak widać zazdrośników i zawistników wszędzie jest pełno. Owszem pracowała w AVONIE i owszem, na Sienkiewce na stoisku firmowym, ale zawsze uśmiechnięta - bo taka jest specyfika tej pracy jako lidera czy menadżera. Niejednokrotnie ją podziwiałam za to, że zimą przy takich mrozach też stała z uśmiechem i rozmawiała z ludźmi. Podziwiam ją za to, bo nie każdy chciałby tak pracować, a jej sprawiało to radość i było to po niej widać. Ania ma wielu przyjaciół i znajomych, bo jest osobą właśnie taką, jaką jest, a Państwu współczuję, bo z powodu swoich kompleksów obrażają Państwo naprawdę wyjątkowego człowieka. Ja ze swojej strony mogę jedynie powiedzieć - Aniu gratuluję sukcesu, nie przejmuj się takimi ludźmi jak xxx czy Zuza i pisz dalej, bo Twoja książka jest naprawdę wspaniała, a opisana w tak realny sposób, że przenosi czytelnika w świat bohaterów. Potrafisz pokazać w książce mnóstwo emocji, a to nie jest dane każdemu. Pozdrawiam

M
Małgorzata

Ja mam przynajmniej odwagę wpisać swoje imię a co do błędu to każdemu może się trafić połknąć literę gdy jest wściekły! Tak się składa,że znam Anię długo i cieszę się z tej znajomości a to czego brzydzę się to anonimowe grubiaństwo!!!!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3