Czy rośnie nam pokolenie słabeuszy? Psycholog odpowiada co trzeba zrobić

Mateusz Bolechowski
Mateusz Bolechowski

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Skąd biorą się problemy psychiczne u młodych ludzi, jak je rozpoznać i czy uda się wyleczyć? Czy rośnie nam pokolenie słabeuszy? Na te i wiele innych pytań odpowiada psycholog Anna Kwaśniewska – Maciejczyk.

Jaka jest skala problemów psychicznych wśród dzieci i młodzieży?

Na pewno nie marginalna. W ostatnich latach widać wyraźny wzrost tych zjawisk. Coraz więcej ludzi, również młodych, boryka się z problemami związanymi z psychiką. Dzieci i młodzież chorują również na najcięższe choroby, jak schizofrenia ale wyraźnie wzrasta ilość depresji, zaburzeń zachowania i emocji, zaburzeń odżywania.

Dziś młodzi ludzie w dużej części mają wszystko „podane na tacy”. Czego im brakuje?

Dzieci często dostają to, czego chcą, ale niekoniecznie to, czego potrzebują. A te potrzeby są proste – kontakt i więzi z rodzicami i rówieśnikami. Jako społeczeństwo jesteśmy coraz zamożniejsi. Ubóstwo generuje problemy, ale od pewnego poziomu, który większość już osiągnęła, dalszy wzrost zamożności nie przekłada się na większe poczucie szczęścia. W ostatnich latach nastąpiły ogromne zmiany społeczne i kulturowe. Ich tempo jest dotychczas nie znane w historii ludzkości. Cieszymy się tym rozwojem, ale on wymaga szybkiego przystosowywania się do zmian, co nie jest łatwe. Stabilność dawała poprzednim pokoleniom poczucie bezpieczeństwa i pewność, jak postępować. Dziś jesteśmy ze wszystkich stron bombardowani bodźcami i musimy podejmować codzienny wysiłek wielokrotnego decydowania. Jeszcze niedawno wychowywano dzieci według przyjętych wzorców. Obecne pokolenie rodziców jest pierwszym, które zastanawiając się nad swoimi własnymi doświadczeniami i dostrzegając jak wielki miały na nich wpływ świadomie wybiera model wychowania. I zdarza się, że błądzi.

Stara, dobra szkoła powinna wrócić?

Surowe wychowanie na szczęście już dawno zostało poddane słusznej krytyce, podobnie, nie sprawdzi się próba „zakolegowania się” z dzieckiem. Młodemu człowiekowi potrzebny jest rodzic – przywódca, na którym można polegać.

Narzekamy, że nasze dzieci dziś czas spędzają z oczyma wlepionymi w ekrany.

Jest tego czasu alarmująco dużo, ale należy najpierw zadać sobie pytanie - kto im te ekrany dał. Z jednej strony nie ma sensu tego demonizować - to świat, w którym żyjemy, komputer, smartfon są jego nieodzowną częścią. I nie jest tak, że rodzice tylko z lenistwa dają dziecku tablet do ręki. Im też często trudno się odnaleźć w obecnej rzeczywistości i ocenić co szkodzi – często zdaje się, że gry rozwijają różne umiejętności a filmiki wrzucane do sieci pozwalają dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Ale trzeba pamiętać, że nadmiar bodźców, jaki generują multimedia, obciąża układ nerwowy. Wirtualny świat ogranicza rozwój, a im dziecko młodsze, tym intensywniej to na nie wpływa. Dziś wystarczy jeden klik, by ekran zaczął się ruszać, rozbłysł kolorami i to jest tak atrakcyjne i pobudzające, że nie ma się co dziwić, że kilkulatek nie będzie chciał potem budować z klocków czy mozolnie kolorować obrazków.

Nauczyciele biją na alarm. Dzieci, które przychodzą do szkół, nie potrafią się posługiwać nożyczkami, malować. Dlaczego?

Skoro nie robiły tego w domu, bo atrakcyjniejszą zabawką był smartfon, trudno się temu się dziwić. Operowanie ekranem dotykowym nie rozwija umiejętności manualnych. Kiedy w szkole trzeba coś wyciąć, narysować, do czego niezbędne są precyzyjne ruchy manipulacyjne - a to przecież nie od razu wychodzi - pojawia się frustracja i zniechęcenie. Jeśli nie uda się jej dziecku (samemu lub z czyjąś pomocą) przetrwać i jednak wyćwiczyć tych umiejętności, problemy szkolne będą się nawarstwiać. Nie wszystko da się załatwić za pomocą ruchu kciukiem.

Jakie mogą być następstwa?

Różne. Frustracja jest częścią naszego życia, a kluczową umiejętnością jest zdolność znoszenia jej, czemu środowisko zaspakajające wszystkie zachcianki nie sprzyja. Dziecko doświadczające frustracji a nie umiejące sobie z nią poradzić przeżywa coraz trudniejsze emocje. Jeśli nie znajdzie się nikt, kto pomoże sobie z tym poradzić, mogą pojawić się problemy psychiczne. Coraz częściej diagnozuje się zaburzenia zachowania i emocji, depresję, którą do 18 roku życia przechodzi około 20% młodych ludzi, zaburzenia odżywiania. Coraz młodsi są też użytkownicy środków psychoaktywnych.

Jak Można rozpoznać tę chorobę?

Pierwsza oznaka to brak przeżywania radości, choć u nastolatków objawem często jest także rozdrażnienie. Mogło by się wydawać, że dzieci nie powinny cierpieć na depresję, ale tak jest. One wszystko przeżywają dużo intensywniej, są bardziej wrażliwe od dorosłych. Często sygnalizują, że czują się źle, ale to bywa bagatelizowane. Młody człowiek słyszy – weź się w garść, myśl pozytywnie, to minie.

Depresję da się wyleczyć?

Oczywiście, szczególnie, jeśli choroba zostanie zdiagnozowana na wczesnym etapie. Najważniejsze, to odważyć się sięgnąć po pomoc specjalisty. Przestać myśleć, że pójście do psychologa czy psychiatry to wstyd, albo dowód, że jako rodzice ponieśliśmy porażkę. Jeśli dziecko ma gorączkę, nikt się przecież nie wstydzi pójść z nim do lekarza.

Gdzie szukać pomocy?

Można zacząć od szkolnego psychologa lub poradni psychologiczno – pedagogicznej. Coraz więcej, choć wciąż za mało, działa poradni zdrowia psychicznego. Ale przede wszystkim trzeba spróbować porozmawiać z dzieckiem. Nie histeryzować i rozpaczać, nie krytykować czy obwiniać, tylko wysłuchać i nie przerywać nawet wtedy, jeśli nam się nie podoba to, co słyszymy. Nie udawać, że mamy rozwiązania, gdy nie mamy pojęcia, co robić. Otwarcie mówić o swoich uczuciach, nie obwiniając o nie dziecka. Warto sięgnąć po literaturę fachową. Polecam te książki: Wsparcie dla młodszych - „Wielka księga uczuć” Grzegorza Kasdepke, dla starszych - „Szkoła bohaterek i bohaterów” Przemysława Staronia, dla rodziców - „Rodzic jako przywódca stada” Jespera Juula.

Jak młodzi radzą sobie w czasie epidemii? Zwykłe kontakty z rówieśnikami są mocno ograniczone.

Te kontakty już wcześniej w dużej mierze przeniosły się do internetu, więc dużym zagrożeniem jest, że staną się wyłącznie kontaktami wirtualnymi. Największy problem mają dziś te dzieci, których rodziny nie radzą sobie w różnych obszarach, rośnie zagrożenie przemocą i wykluczeniem. Dla tych, którzy mają problemy w domu, wyjście do szkoły było jak wzięcie głębokiego oddechu. Teraz go brakuje. Niemożność bezpośredniego kontaktu uniemożliwia przeżycie doświadczeń, które w normalnych warunkach miałyby miejsce. Dodatkowe zagrożenie to brak aktywności fizycznej - kondycja fizyczna ma ogromny wpływ także na rozwój psychiczny.

Rośnie nam pokolenie słabeuszy?

Na pewno mniej odporne. Ale to nieprawda, że dzisiejsza młodzież jest gorsza, zepsuta. Takie opinie powtarzają się od zawsze. Już starożytni narzekali na młode pokolenie, a ludzkość trwa i się rozwija.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie