Dariusz Wdowczyk: Nie widzę postępu w jakości gry reprezentacji Polski. Sukcesem na EURO będzie już wyjście z grupy [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Robert Lewandowski
Robert Lewandowski Bartek Syta
W Ekstraklasie niektórzy prezesi zmieniają trenerów jak rękawiczki, wystarczy kilka porażek. W takich warunkach nie da się niczego zbudować. Względny sukces odnoszą ci, którzy dostają czas na pracę. Czasu potrzebuje też Paulo Sousa. Trzeba być optymistą, ale na mistrzostwach Europy bardzo trudno będzie nawet o wyjście z grupy - uważa Dariusz Wdowczyk, 53-krotny reprezentant Polski i dwukrotny mistrz kraju jako trener, z Legią i Polonią Warszawa.

Mistrza Polski poznaliśmy w środę, Legia mogła cieszyć się z tytułu po remisie Rakowa w Białymstoku. Spodziewał się pan, że walka potrwa trochę dłużej?
Legia to na tyle doświadczony zespół, że trudno było się spodziewać zaprzepaszczenia przez nią przewagi wypracowanej wcześniej nad Pogonią i Rakowem. Mrzonką było myślenie, że Legia pozwoli odebrać sobie mistrzostwo akurat w tym przypadku. Drużyna z Warszawy była w tym sezonie najlepsza i najrówniejsza. Udowodniła to choćby w meczach z Pogonią i Rakowem, czyli drużynami, które najdłużej pozostały w grze o tytuł i zagrają w europejskich pucharach.

Kluczową decyzją w kontekście całego sezonu było zatrudnienie w Legii Czesława Michniewicza? W przeciwieństwie do większości jego poprzedników z ostatnich lat miał doświadczenie i osiągnięcia, doskonale znał też polskie realia.
Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad tym. Fakty są takie, że Legia ma obecnie najmocniejszy skład w lidze i najlepiej gra w piłkę. Mistrzostwo zdobyła jak najbardziej zasłużenie. Oczywiście, trener ma w tym swój udział. W pewnym momencie zmienił taktykę, a drużyna świetnie odnalazła się w systemie z trzema obrońcami i wahadłowymi. Jego posunięcia okazały się więc słuszne.

ZOBACZ TEŻ:

Poza Legią w trwającym sezonie doszło do ośmiu zmian trenerów, dwóch straciło też pracę przed rozpoczęciem rozgrywek. Przy takiej rotacji da się budować polski futbol?
W takich warunkach nie da się niczego zbudować. Prezesi czasem bawią się trenerami, zmieniają ich na rękawiczki po kilku porażkach. Tymczasem okazuje się, że ci, którym zaufano na dłużej, odnoszą sukcesy. Przynajmniej jak na polskie warunki.

Jak ocenia pan poziom ligi w porównaniu do poprzednich sezonów? Coś zmienia się na lepsze?
Wszystko okaże się latem, podczas konfrontacji naszych drużyn w europejskich pucharach. To jest najlepszy wyznacznik siły polskiej ligi. Wydaje się, że jesteśmy obecnie w niższych sferach średniego poziomu. Daleko nam do Champions League, ucieka też chyba poziom Ligi Europy.

W następnym sezonie Ligę Europy zobaczy co najwyżej Legia po odpadnięciu z eliminacji do Champions League. Trzy pozostałe drużyny zagrają w kwalifikacjach do Ligi Konferencji Europy. Pojawienie się trzecich rozgrywek odbiera pan jako szansę na pokazanie się dla biedniejszych klubów, czy odsuwanie ich od stołów, przy których siedzą możni?
Moim zdaniem poprzedni format, z Ligą Mistrzów i Ligą Europy, był właściwy i powinniśmy przy nim zostać. Dlaczego jest inaczej? Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze...

To, że - przynajmniej na razie - upadł temat Superligi, jest dla kibiców dobrą informacją?
Nie zagłębiałem się w tym temacie na tyle mocno, żeby jednoznacznie ocenić ten pomysł. Ale wiadomo, że kiedy pieniądze i polityka chcą mieszać się ze sportem, to nigdy nie kończy się dobrze.

ZOBACZ TEŻ:

Wróćmy do Ekstraklasy. Widzi pan w naszej lidze zawodników, dla których - miejmy nadzieję już wkrótce - kibice będą przychodzić na stadiony?
W Legii różnicę robił Tomas Pekhart. W dużej mierze jego bramki dały mistrzostwo, prawie połowa trafień drużyny to jego zasługa. Czech próbował już sił w wielu ligach. Nie wiem, czy po tak dobrym sezonie będzie chciał odejść z Legii. W poprzednich klubach nie był tak skuteczny. On chyba najlepiej wie, dlaczego nie pokazywał wcześniej pełni swoich umiejętności. Czy inne ligi były dla niego zbyt mocne, nie zaaklimatyzował się w klubie, a może jeszcze coś innego. Na razie Legia ma z niego pociechę, a on odbudował wysoką formę. Zobaczymy, co będzie dalej.

Zatrzymanie takich graczy jak Pekhart, ale też Luquinhas, Bartosz Kapustka, Filip Mladenović czy Josip Juranović będzie kluczowe w walce o fazę grupową Ligi Mistrzów czy Ligi Europy?
Zdecydowanie. Umówmy się, nie mamy w naszej lidze zbyt wielu piłkarzy o wysokiej jakości. Takich, którzy będą wyróżniać się przez cały sezon. Jeśli Legia chce zaistnieć w pucharach, to oczywiście musi najpierw myśleć o zatrzymaniu najważniejszych ogniw drużyny, a zaraz po tym o wzmocnieniach. Wiemy jednak, że polskie kluby nie mają pieniędzy na transfery wartościowych zawodników. Dlatego ich występy w pucharach wyglądają tak, jak wyglądają. Często zdarza się, że już w połowie sierpnia wszystkie eksportowe drużyny mogą skupić się krajowych rozgrywkach.

ZOBACZ TEŻ:

Wygrana Rakowa Częstochowa w finale Pucharu Polski z Arką Gdynia będzie oznaczać miejsce w europejskich pucharach dla czwartej drużyny ligowej tabeli na koniec sezonu. W tym momencie [rozmawialiśmy przed rozpoczęciem 28. kolejki - red.] pomiędzy pięcioma drużynami walczącymi o tę pozycję jest punkt różnicy. Kto będzie miał najlepszy finisz: Warta Poznań, Zagłębie Lubin, Piast Gliwice, Lechia Gdańsk, czy Śląsk Wrocław?
Gdybym miał wskazać jeden z tych klubów, to byłby nim Piast Gliwice. Wydaje się on najbardziej poukładaną drużyną. Widać w ich grze pewną myśl. Waldek Fornalik stworzył dobry zespół, zdobył z nim mistrzostwo Polski. Start sezonu mieli naprawdę słaby, ale potrafili się odbudować i włączyć do walki o miejsca pucharowe. Po ich stronie będzie też z pewnością doświadczenie. Jeśli porównamy ich pod tym względem choćby z Wartą, wypadnie to zdecydowanie na korzyść Piasta. A właśnie doświadczenie może być kluczowe w ostatnich meczach sezonu.

Latem czekają nas mistrzostwa Europy. Wiemy już, że mecze reprezentacji Polski nie zostaną rozegrane w Bilbao i Dublinie, jak pierwotnie planowano, tylko w Sewilli i Sankt Petersburgu. Zwłaszcza ta druga zmiana będzie wymagająca pod względem logistycznym. Długie podróże mogą odbić się niekorzystnie na formie drużyny?
Mając na uwadze to, co działo się na ostatnim wielkim turnieju z naszym udziałem, czyli mistrzostwach świata dla kadry Adama Nawałki, musimy wcześniej myśleć o transporcie. Sewilla i Sankt Petersburg to dwa zupełnie inne klimaty. Trzeba wziąć pod uwagę to, czy przylot do miasta na dzień przed meczem będzie optymalny, czy warto spróbować zrobić to wcześniej. Podróże są dla sportowców męczące. Przy takich dystansach w krótkich odstępach czasowych musimy mieć dobry plan logistyczny, który pozwoli się zawodnikom zregenerować przed meczami tak, aby byli w 100 proc. gotowi do walki z przeciwnikami.

Logistyka to jedno, ale wszyscy będą skupieni przede wszystkim na wyniku sportowym. Z Paulo Sousą w roli selekcjonera mamy większą szansę na sukces niż z Jerzym Brzęczkiem, czy wręcz przeciwnie?
Wie pan, patrząc na marcowe mecze eliminacji do mistrzostw świata... Ja nie widziałem postępu w jakości gry naszej reprezentacji. Co więcej, myślę że z Jerzym Brzęczkiem na ławce nie gralibyśmy gorzej niż z Paulo Sousą. Portugalczyk próbuje coś zmienić, oczywiście ma do tego prawo. Skutek na razie jest, jaki jest. Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem i kibice też nie widzieli skoku jakościowego naszej gry. Nie chcę krytykować Sousy, to oczywiste, że trzeba mu dać trochę czasu na pracę. W jego pierwszych trzech meczach widać jednak było, że popełniał błędy. W trakcie spotkań dochodził do właściwych wniosków i dopiero wtedy reprezentacja zaczynała grać. Trzeba doprowadzić do tego, żeby drużyna od początku prezentowała się tak, jak wszyscy byśmy chcieli.

ZOBACZ TEŻ:

Wiele osób uważa, że wyjście z grupy, choćby z trzeciego miejsca, to nasz obowiązek. Pan też jest tego zdania, czy walka ze Słowacją, Hiszpanią i Szwecją może być dużo trudniejsza, niż się niektórym wydaje?
Będzie zdecydowanie trudniejsza, niż się niektórym wydaje. Wyjście z grupy wcale nie jest naszym obowiązkiem. Z Hiszpanią zdecydowanie nie jest nam po drodze. Jeśli spojrzymy na wyniki ostatnich spotkań z tym rywalem, co prawda towarzyskich, to Hiszpanie w każdym z nich nas bili. Ze Szwedami też nigdy nie grało nam się łatwo. A i Słowacja nie będzie łatwym rywalem. Trzeba być optymistycznie nastawionym. Być może Sousa do czerwca zdoła odpowiednio poukładać zespół, a zawodnicy będą w optymalnej dyspozycji podczas turnieju. Ale szczerze mówiąc nie widzę tego, żeby nasza drużyna osiągnęła jakiś sukces na tych mistrzostwach. Tak naprawdę już wyjście z grupy będzie dla nas sukcesem.
Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Kto zostanie mistrzem Europy 2021?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

UEFA przygotowała ściągę dla komentatorów

Wideo

Materiał oryginalny: Dariusz Wdowczyk: Nie widzę postępu w jakości gry reprezentacji Polski. Sukcesem na EURO będzie już wyjście z grupy [WYWIAD] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie