MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dramat w szpitalu w Sandomierzu. Kobieta zmarła po porodzie, zostawiając męża i piątkę dzieci [WIDEO]

Paulina Baran
Paulina Baran
Mąż Malwiny nie może pogodzić się ze śmiercią żony i chce zrobić wszytko, żeby dowiedzieć się, dlaczego kobieta, którą kochał umarła.
Mąż Malwiny nie może pogodzić się ze śmiercią żony i chce zrobić wszytko, żeby dowiedzieć się, dlaczego kobieta, którą kochał umarła. Krzysztof Krogulec
Niewyobrażalny dramat przeżywa rodzina 33 - letniej Malwiny Karasińskiej z Piekar, w gminie Obrazów, w powiecie sandomierskim. Kobieta w zaawansowanej ciąży trafiła do Szpitala Specjalistycznego Ducha Świętego w Sandomierzu z pozytywnym wynikiem testu na COVID-19, lekarze zrobili jej cesarskie cięcie, ale 33 - latka zmarła dwa tygodnie później. Zrozpaczony mąż szuka sprawiedliwości - uważa, że przyczyną śmierci jego ukochanej żony nie był COVID lecz komplikacje po porodzie. Jak takie "zarzuty" komentuje dyrekcja szpitala? Sprawę bada Prokuratura w Sandomierzu.

Dramat w szpitalu w Sandomierzu. Kobieta zmarła po porodzie

Malwina ostatni raz widziała swojego męża i dzieci w sobotę, 27 listopada. 3-letnia Marysia, 7-letni Antoś, 11-letni Janek i 14-letni Maciej nie mieli pojęcia, że ze szpitala do domu wróci tylko ich maleńka siostra Hania, a mamy nie zobaczą już nigdy. Tragedia, która spotkała rodzinę Karasińskich z Piekar jest nie do opisania. Żal, pustka, tęsknota, bezradność i wielkie pragnienie tego, aby okoliczności śmierci ukochanej mamy i żony zostały wyjaśnione.

"Żona miała kaszel, zabrała ją karetka"

- Malwina miała kaszel, można powiedzieć, że przez tydzień ją dusiło, dlatego 27 listopada wezwaliśmy karetkę. Szybki test potwierdził u niej zakażenie koronawirusem i chociaż okazało się, że ma bardzo dobrą saturację, to ostatecznie podjęto decyzję o zabraniu jej do szpitala w Sandomierzu - opowiada mąż zmarłej, Jan Karasiński. Zdaniem mężczyzny, nic nie wskazywało na to, że żona ciężko przechodzi COVID - 19, ale decyzją lekarzy, dosłownie kilka godzin po przyjęciu do lecznicy, zrobiono jej cesarskie cięcie.

- Po operacji żona zadzwoniła do nas i powiedziała, że córeczka jest już na świecie. Była oczywiście osłabiona, ale cieszyła się, że Hania jest zdrowa - mówi wdowiec. Mężczyzna żali się, że nikt ze szpitala nie poinformował go o tym, że żona miała cesarskie cięcie, nikt też nie zadzwonił, żeby powiedzieć mu, że jej stan znacznie się pogorszył i musi trafić na oddział intensywnej terapii.

"Przed zabiegiem normalnie rozmawiała, po dwóch dniach okazało się, że jej płuca zniknęły"

Ostatni raz rozmawiałem z Malwiną, we wtorek, 30 listopada i absolutnie nie zauważyłem, żeby nie mogła oddychać. Dowiedziałem się od niej wtedy, że musi iść na jakiś zabieg i zadzwoni jak się wybudzi. Niestety, to była nasza ostatnia rozmowa - mówi załamany mężczyzna.

W następnych dniach pan Jan dostawał coraz to gorsze wieści o stanie żony. - W czwartek powiedziano mi, że Malwina nie ma już 90 procent płuc. Nie mogłem zrozumieć, jak jej stan mógł aż tak się pogorszyć, jak jej płuca mogły z dnia na dzień zniknąć - wspomina.

Tragiczna wiadomość ze szpitala nadeszła 18 grudnia. - Dostałem telefon z informacją, że żony nie dało się uratować. Byliśmy wtedy wszyscy w domu, nie musiałem nic mówić dzieciom, bo wszystko słyszały - wyznaje mężczyzna.

Nie zaszczepili się, ponieważ bali się powikłań

Co było przyczyną śmierci młodej kobiety? Załamany wdowiec już zatrudnił prawnika i zapowiada, że nie spocznie dopóki sprawiedliwości nie stanie się za dość. Wiadomo, że małżonkowie nie szczepili się przeciwko COVID-19, ponieważ bali się możliwych powikłań.

- Ja jestem przekonany, że przyczyną śmierci mojej żony nie był wirus, tylko powikłania po cesarskim cięciu i wylew, którego doznała do jamy brzusznej - zaznacza mieszkaniec Piekar i dodaje, że dopiero po kilku dniach od zabiegu dowiedział się, że był on tak poważny, że trzeba było w bardzo krótkim czasie zrobić żonie transfuzję krwi. - To, co się dzieje w tym kraju jest nie do pojęcia. Teraz wszystko zrzucane jest na COVID. Nagle wszystkie inne choroby zniknęły - dodaje.

W dokumentach są informacje o komplikacjach

Mąż kobiety udostępnił nam dokumenty dotyczące leczenia żony. W jednym z pism prokuratury dotyczącym sprawy nieumyślnego spowodowania śmierci Malwiny Karasińskiej przez osoby zajmujące się jej leczeniem możemy przeczytać, że po cesarskim cięciu "doszło do powikłań spowodowanych krwawieniem do jamy brzusznej. Po dokonaniu zabiegu pacjentka trafiła na Oddział Anestezjologii i Intensywnej terapii w stanie ciężkim. Stan zdrowia wyżej wymienionej pogarszał się, w następstwie pacjentka zmarła w dniu 15 grudnia 2021 roku".

Dyrektor szpitala zgłosił sprawę do prokuratury

- Nie mamy żadnych wątpliwości, że wydarzyła się wielka tragedia dla tej rodziny, ale i nam z tym faktem żyje się bardzo ciężko - mówi w rozmowie z "Echem Dnia" dyrektor Szpitala Specjalistycznego Ducha Świętego w Sandomierzu, Marek Kos. Szef lecznicy zaznacza, że osobiście zgłosił do Prokuratury w Sandomierzu informację, że w szpitalu doszło do zgonu pacjentki będącej w trakcie połogu i prokurator podjęła dalsze czynności.

Czy Malwina musiała umrzeć?

Jak to możliwe, że pacjentka wychodząc z domu czuła się dobrze, a będąc w szpitalu jej stan tak drastycznie się pogorszył? Czy to możliwe, że przyczyną jej śmierci nie był COVID- 19 lecz powikłania po cesarskim cięciu?

- Badanie wykonane przy przyjęciu pacjentki do szpitala jednoznacznie wykazało, że była zakażona koronawirusem - mówi dyrektor i dodaje, że z całą pewnością to właśnie COVID -19 był dominującą przyczyną śmierci kobiety, o zmianach w płucach ma świadczyć chociażby wynik tomografii komputerowej. Marek Kos zaznacza, że przy cesarskim cięciu nie było żadnych komplikacji, pojawiły się one jednak po zabiegu, ale w związku z prowadzonym śledztwem nie może zdradzać szczegółów.

Ostateczne przyczyny śmierci powinny wskazywać wyniki sekcji zwłok, ale zostaną one udostępnione najprawdopodobniej po zakończeniu prokuratorskiego śledztwa. Dokumenty szpitala bada także konsultant wojewódzki do spraw ginekologii i położnictwa.

Każdy może pomóc

Rodzina Karasińskich na pewno będzie potrzebowała czasu, aby pozbierać się po tragedii, jaka ją spotkała. Czwórka dzieci mieszka z tatą, a maleńką Hanią na razie zajmuje się babcia. Osoby, które chcą ich wesprzeć mogą wpłacić dowolną kwotę na zbiórkę odbywającą się na portalu zrzutka.pl

LINK DO ZRZUTKI

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo

Materiał oryginalny: Dramat w szpitalu w Sandomierzu. Kobieta zmarła po porodzie, zostawiając męża i piątkę dzieci [WIDEO] - Echo Dnia Świętokrzyskie

Wróć na echodnia.eu Echo Dnia Świętokrzyskie