Dzień Dziecka... milenijnego dziecka

Kazimierz CUCH, <a href="mailto:cuch@echodnia.eu" target="_blank" class=menu>cuch@echodnia.eu</a>
Diana Romanowska w tym roku idzie do szkoły K. Cuch
Diana z rodzicami, dziadkami i kuzynami
Diana z rodzicami, dziadkami i kuzynami K. Cuch

Diana z rodzicami, dziadkami i kuzynami
(fot. K. Cuch)

Diana Romanowska ze Starego Tychowa, w gminie Mirzec, która urodziła się w starachowickim szpitalu 1 stycznia 2000 r. o godzinie 0.01, skończyła już sześć lat. Od września idzie do szkoły w Starym Tychowie, z czego się bardzo cieszy. - Lubię mieć koleżanki, bawić się z nimi. Mam jednego kolegę - zwierza się Diana.

- Najbardziej kocham babcię i dziadka - podkreśla Diana
- Najbardziej kocham babcię i dziadka - podkreśla Diana K. Cuch

- Najbardziej kocham babcię i dziadka - podkreśla Diana
(fot. K. Cuch)

- Szkołę ma po drugiej stroni drogi, więc nie będzie miała daleko do domu. Już teraz chodzi ze mną do szkolnej biblioteki i wypożycza książki dla dzieci, na moją kartę biblioteczną. Chodzimy do szkoły na przedstawienia dla dzieci, na jasełka, na czytanie bajek dzieciom. Dianie najbardziej podobało się czytanie pani doktor Elżbiety Tunia-Niewczas z Ośrodka Zdrowia w Mircu. Czytała im “Królową Śniegu". Diana jest bardzo rezolutnym dzieckiem i sadzę, że w szkole nie będzie miała problemów - informuje Honorata Romanowska, jej młoda mama.

Chce być fryzjerką

Gdy pytamy Dianę kim zostanie jak dorośnie, bardzo stanowczo, wręcz odruchowo mówi, że fryzjerką. - Lubię czesać lalki, czeszę siebie, tatę jak jest rozczochrany. A jak nie będę fryzjerką, to będę tancerką lub śpiewaczką. Z tańców to bardzo lubię tańczyć tango, widziałam jak tańczyli na filmie i staram się tak samo - opowiada bez skrępowania. - Z tego tanga tak naprawdę to jej wychodzą bardziej nowoczesne, młodzieńcze rytmy, ale faktycznie lubi tańczyć i śpiewać - dodaje mama.

Z bajek, które czytają jej rodzice lub dziadkowie, najbardziej się jej podoba “Dzwonnik z Notre Dame", w wersji dla dzieci. Bardzo współczuje brzydkiemu, ale kochającemu Quasimodo. - On chociaż jest garbaty, to ma bardzo dobre serce - ze znawstwem podkreśla Diana.

Nie boi się pójścia do szkoły. - Znam już wszystkie literki alfabetu. Znam cyferki, umiem odejmować i dodawać do 100. Starsza koleżanka mnie nauczyła liczyć do 20 po angielsku. Powiedziała jak się mówi mama, tata, dziadek, babcia. Lubię angielski i będę się go uczyła w szkole - chwali się i obiecuje.

- Najbardziej to lubię babcię i dziadka, bo są fajni. Tylko trochę karcą, nie pozwalają. Tata to najbardziej nie pozwala wszystkiego robić. Nie lubię sprzątać, czasami chcę pobałaganić, ale nie mogę. W Jasieńcu Iłżeckim też mam babcię i dziadka i też ich kocham. Chciałabym mieć siostrzyczkę, bo dziewczyny są ładne i dobre - opowiada bardzo rezolutnie, kilka tematów na raz, prawie jak dorosła.

Rodzice wiedzą, że wychowawczynią Diany będzie Aneta Kruk, mieszka niedaleko. Że w klasie “0" będzie 12 dzieci. Rok wcześniej było tylko sześcioro. To świadczy o tym, że rok 2000 w Tychowie Starym był bogaty w dzieci.

Zdaniem mamy

Honorata Romanowska, mama Diany, jako główną cechę córki wymienia jej żywiołowość. - Wszędzie jej pełno, odkąd zaczęła chodzić to wszystkim się interesowała. Odziedziczyła te cechy po rodzicach. Obydwie nasze rodziny, moja i męża są takie. Bardzo wcześnie zaczęła mówić, jeszcze nie miała roku. Bardzo szybko się stała samodzielną, jest taka pewna siebie. Sama się ubiera - podkreśla mama.

Przyznaje, że zainteresowanie Dianą jako pierwszym dzieckiem, urodzonym w nowym tysiącleciu, trwało bardzo krótko. Zostały po tym prezenty od wojewody, starosty, władz gminy, redakcji gazet. Były prezenty na pierwsze urodziny, potem o niej zapomniano. - Pamiętają o tym tylko panie w Ośrodku Zdrowia w Mircu. Zawsze gdy tam jesteśmy, przypominają jej datę urodzenia. Diana zwraca na siebie uwagę tym, że jest duża jak na swój wiek.

- Teksty o naszej córce były bardzo sympatyczne, sytuacja wielkiego zainteresowania była bardzo przyjemna. Do tej pory jestem wdzięczna tym, co mi wtedy pomogli. Miło wspominam panią Marzenę Knedler, położną. Na razie nie mamy planów na powiększenie rodziny. Chcę skończyć studia - dodaje 28-letnia mama sześcioletniej Diany.

Studiuje zaocznie bezpieczeństwo w kieleckiej Wyższej Szkole Handlowej. Chciałaby pracować w policji, łapać złodziei. Mąż uważa, że jeśli już chce wykonywać taki zawód, to powinna pójść do straży pożarnej.

Zdaniem taty

Mariusz Romanowski, ojciec Diany, jest stolarzem z zawodu i z zamiłowania. Chociaż nie ma tradycji rodzinnych w drewnie, to jest w tym fachu coraz lepszy. - Teraz najwięcej drewna idzie do Warszawy i okolic - podkreśla. Uważa, że córka jest bystra, zdolna, mądra, rozsądna, jak na swój wiek. Chciałby, żeby się dobrze uczyła, miała dobrą pracę, którą będzie lubiła. Jego zdaniem nobilitacją dla córki byłby zawód lekarza, adwokata. - Gdy czasami skaleczę sobie rękę, Diana pierwsza biegnie mi pomóc, wie co jest potrzebne do tego. Ale teraz dla wiejskich dzieci to tylko fryzjer, piekarz, kucharz, stolarz. Kupiliśmy jej komputer, ma gry komputerowe, bajki. Chociaż pod tym względem nie będzie odstawać od miejskich dzieci - zastanawia się tata.

Najbardziej kochana przez dziadków

Helena i Władysław Ziewieccy, rodzice Honoraty, mają pięcioro wnuków. Najmłodsza i najbardziej kochana jest Diana. - Kochamy ją tak bardzo, bo jest tu z nami, jest bardzo nam współczująca. Gdy zachorujemy to nawet płacze o dziadków. Pomagaliśmy i pomagamy ją wychowywać, gdy córka się uczy, a zięć idzie do pracy na całe 10 godzin. Ma z nami bardzo dobry kontakt. Zawsze sobie rysujemy, piszemy, opowiadamy bajki. Lubi jak jej opowiadam o swoim dzieciństwie, jak to było, gdy ja byłam taka mała jak ona - zwierza się babcia Helena.

- Jak jadę w pole, to zabieram wnuczkę ze sobą. Lubi w polu być, zbierać kwiatki. Zabiera ze sobą swojego ulubionego psa i z nim się bawi, na miedzach i polnych drogach. Sama się pyta mnie o rośliny, o ich nazwy, jak kwitną. Kim będzie? Jest zdolna, chcielibyśmy, żeby się uczyła, byśmy byli z niej dumni. Najważniejsze, by była zdrowa, dobrze się uczyła, a zawód niech sobie sama wybierze. Mamy troje dzieci i żadnemu nie narzucaliśmy rodzaju szkoły czy pracy - wyjaśnia Władysław Ziewiecki.

Jego prawdziwym zamiłowaniem jest uprawa ziemi. Chociaż opłacalność produkcji rolnej jest niewielka, przy 1,84 ha lichej ziemi, to konsekwentnie ją uprawia, nie patrząc na opłacalność. Uważa, że trzeba mieć ze 100 ha, aby się opłacało żyć z rolnictwa.

Gdy miała rok

Byliśmy u Diany, gdy miała rok. Już mówiła kilka podstawowych słów i wspaniale biegała. Diana najpierw zaczęła mówić mama, tata. Z sympatyczną, dziecinną dykcją mówiła wtedy bum-bum. Jej rodzinny dom stoi przy ruchliwej szosie, więc najczęściej słychać na niej samochód. Teraz jest już bardzo mądrą, chociaż nie przemądrzałą dziewczynką, bardzo kontaktową.

Była i jest zdrowa, pełna radości. I to jest największe szczęści jej rodziców i dziadków. Mama Honorata i ojciec Mariusz byli i są zakochani w swojej pierwszej i jedynej córce. Marzą, by była zdrowa, by wyrosła na dobrego, porządnego człowieka. - Ale czy to możliwe w obecnych trudnych czasach? - zastanawia się babcia Helena.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie