Eksperyment studentek pedagogiki na Szerokiej. Dwie dziewczynki bez opieki dorosłych nie zwróciły uwagi ludzi

Paweł Kędzia
Karolina Drożdzińska, Kamila Lewandowska i Agata Błaszczyk - studentki pedagogiki, które przeprowadziły eksperyment
Karolina Drożdzińska, Kamila Lewandowska i Agata Błaszczyk - studentki pedagogiki, które przeprowadziły eksperyment Jacek Smarz
Przez blisko godzinę tylko jeden z przechodniów na Szerokiej zainteresował się wałęsającymi się kilkuletnimi dziewczynkami. Rodzice są wstrząśnięci wynikami eksperymentu przeprowadzonego przez trzy studentki trzeciego roku pedagogiki.

W środku dnia, w godzinach szczytu na Szerokiej wałęsały się sześcioletnia Basia i trzyletnia Zosia. Spacerowały w tę i z powrotem od McDonald’sa do choinki, nawołując swoją mamę.

Na szczęście, to tylko eksperyment przeprowadzony w kontrolowanych warunkach przez trzy studentki trzeciego roku pedagogiki. Dzieci były obserwowane zarówno przez studentki, jak i rodziców. Kamila Lewandowska, Agata Błaszczyk i Karolina Drożdzińska chciały sprawdzić reakcje przechodniów. Wyniki są wstrząsające. Przez blisko godzinę wałęsającymi się dziewczynkami zainteresowała się tylko jedna osoba.

Nikt nie zwracał na nie uwagi, a jeden pan by je nawet zgniótł

- Rodzice dziewczynek przejęli się, że gdyby faktycznie ich dzieci się zgubiły, to nikt by im nie pomógł - mówi Kamila Lewandowska, studentka III roku pedagogiki UMK.

- Po tym badaniu same zrobiłyśmy się bardziej wyczulone na to co się dzieje dookoła - przyznaje Agata Błaszczyk, studentka.

Eksperyment był inspirowany prawdziwym zdarzeniem. W lutym ubiegłego roku w Brodnicy dwóch braci, czteroletni Oskar i trzyletni Franek korzystając z nieuwagi rodziców, wyszli z domu. Starszy z nich utopił się w stawie. Tragedii można było uniknąć. Chłopców na ulicy widzieli liczni świadkowie, ale nikt nie zareagował.

Dziewczynki najpierw samotnie spacerowały w tę i z powrotem ulicą Szeroką. Nikt się nimi nie interesował. Na prośbę studentek, które zorganizowały eksperyment, dzieci zaczęły płakać i wołać rodziców.

Wystarczyłoby jedno pytanie „gdzie są wasi rodzice?”, żeby nie świecić oczami przed studentkami, które chciały się dowiedzieć, dlaczego kolejne osoby nie reagują na samotne dzieci. Widok sześcioletniej Basi i trzyletniej Zosi wołających rodziców złapał za serce tylko jedną osobę.

Na dziewczynki zareagowała jedna kobieta. Reszta ludzi w ogóle nie zwracała na nie uwagi

- Nikt nie zwracał na nie uwagi, a jeden pan by je nawet zgniótł - dziwi się Kamila Lewandowska.

- Rozmawiałam z parą, która przechodziła koło dziewczynek i zapytałam dlaczego nie zareagowali. Nie umieli odpowiedzieć, byli zawstydzeni, że nie zareagowali - dodaje Karolina Drożdzińska. - Jeden chłopczyk przechodząc obok dziewczynek powiedział „mamo patrz, tam są dzieci”, ale kobieta nie zareagowała. Kiedy zapytałam, dlaczego nie podeszła, odpowiedziała, że sądziła, że kobieta stojąca obok to ich mama. Pani podziękowała i stwierdziła, że na przyszłość będzie bardziej czujna.

Wreszcie po prawie godzinie w pobliżu choinki na Rynku Staromiejskim zareagowała kobieta, której mąż zwrócił uwagę na samotne dzieci.

Trzy studentki pedagogiki powtórzyły eksperyment po kilku dniach w towarzystwie ekipy telewizyjnej. Efekt był niestety podobny.

- Na dziewczynki zareagowała jedna kobieta. Reszta ludzi w ogóle nie zwracała na nie uwagi, bardziej byli zainteresowani kamerą, która nam towarzyszyła podczas badania - mówi Kamila Lewandowska.

- Rodzice dziewczynek byli wstrząśnięci - mówi Agata Błaszczyk.

Jak mówią studentki, same zrobiły się bardziej wyczulone.

- Jeszcze dzień przed badaniem w drodze do „jedynki” na starówce zobaczyłam małe dzieci - opowiada Karolina Drożdzińska. - Okazało się, że dziewczynka miała osiem lat, a jej braciszek sześć. Poszłam za nimi, przekazałam nauczycielce, która była zszokowana, że taka mała dziewczyna odprowadza brata. Dziewczynka z racji wieku może samodzielnie chodzić do szkoły, ale nie może być opiekunem dla młodszego brata.

- Na ulicy przestałam słuchać muzyki. Rozglądam się, czy przypadkiem ktoś rzeczywiście nie potrzebuje pomocy - przyznaje Agata Błaszczyk.

Studentki zachęcają mieszkańców do tego samego - otwarcia oczu na to, co się dzieje dookoła, żeby nie przegapić, jeśli ktoś - na przykład samotne dziecko - rzeczywiście będzie potrzebowało pomocy.

Wideo

Materiał oryginalny: Eksperyment studentek pedagogiki na Szerokiej. Dwie dziewczynki bez opieki dorosłych nie zwróciły uwagi ludzi - Plus Nowości Dziennik Toruński

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Ja też kiedyś przeoczyłam zgubione dziecko w galerii handlowej, dzieci po prostu biegają i nie zwraca się na to uwagi.dopiero usłyszałam jak dwie nastolatki mówią - ona się chyba zgubila- i zareagowałam

Dodaj ogłoszenie