Wybierz miasto:
    Ekstremalny test w Busku-Zdroju. Tak zamarzali dwaj...

    Ekstremalny test w Busku-Zdroju. Tak zamarzali dwaj mężczyźni [WIDEO, zdjęcia]

    Klaudia Szałas

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Ekstremalny test w Busku-Zdroju. Tak zamarzali dwaj mężczyźni [WIDEO, zdjęcia]
    1/29
    przejdź do galerii

    ©archiwum

    Bez żadnego uszczerbku na zdrowiu zakończył się w Busku-Zdroju eksperyment, w którym udział wzięli dwaj mieszkańcy świętokrzyskiego - Valerian Romanowski, wielokrotny rekordzista Guinnessa spod Buska – Zdroju oraz kielczanin Piotr Marczewski przedstawiciel Survivaltech Kielce. Pierwszy z mężczyzn jeździł w komorze termoklimatycznej na rowerze stacjonarnym, drugi przebywał w bezruchu lub wykonywał proste ćwiczenia.


    Dla Romanowskiego test w Busku–Zdroju stanowił jeden z etapów przygotowań do planowanej w styczniu 2020 roku czterodobowej wyprawy rowerowej po jednym z najzimniejszych miejsc na ziemi – syberyjskiej Jakucji.
    Sportowiec w kwietniu przyszłego roku będzie chciał natomiast ustanowić rekord Guinnessa w jeździe na rowerze stacjonarnym w temperaturze minus 100 stopni Celsjusza podczas Targów Rowerowych w Warszawie.

    W bezruchu można naprawdę zamarznąć

    O ekstremalnych wrażeniach opowiada Piotr Marczewski: - Byliśmy bardzo dobrze przygotowani psychicznie, bo w lutym tego roku spędziliśmy 100 godzin w temperaturze – 50 stopni Celsjusza – przypomina. - Teraz czas był krótszy ale temperatura znacznie mniejsza więc przeżyliśmy całkiem inne doświadczenie. Wiedzieliśmy, czym jest mróz, czym jest zimno, nie baliśmy się, po prostu chcieliśmy sprawdzić możliwości naszego ciała w tak skrajnej temperaturze. Przekonaliśmy się, że dopóki Valerian będzie w ruchu na Syberii to na pewno wszystko będzie w porządku. Sytuacja zmienia się całkowicie, kiedy następuje awaria sprzętu – tłumaczy Marczewski. Wyjaśnia, że on będąc w bezruchu całkiem inaczej odczuwał temperaturę niż Valerian.

    - Przebywając razem w komorze cały czas wymienialiśmy doświadczenia. W pewnym momencie zrobiło mi się zimno i na chwilę zamieniliśmy się miejscami. Ulgę poczułem natychmiastowo, bo krew zaczęła bardzo szybko krążyć, ręce i stopy zostały błyskawicznie ukrwione – wyjaśnia Piotr Marczewski. Dodaje, że podczas eksperymentu na Jakucji mogą wydarzyć się najróżniejsze rzeczy. - Chcemy być gotowi na wszystko, bo w tak ekstremalnych temperaturach sprzęt często zawodzi. Może chociażby spaść łańcuch w rowerze -tłumaczy.

    Mężczyźni podczas eksperymentu najbardziej obawiali się o oczy. Nie wiedzieli bowiem, co może ich czekać. Ostatecznie doszli jednak do konkluzji, że organizm człowieka jest doskonale zbudowany, bo absolutnie nic im nie było.

    ZOBACZ co mówili o eksperymencie Piotr Marczewski i Valerian Romanowski




    „Nie chciało nam się wychodzić”

    - Z komory nie chciało się wychodzić, bo panowały w niej temperatury, które nam opowiadają i dobrze się w nich czujemy – uśmiecha się Valerian Romanowski. - Byliśmy dobrze przygotowani, wiedzieliśmy czego możemy oczekiwać, na bieżąco czuwaliśmy nad tym, czy nic niebezpiecznego się nie dzieje, bo wiadomo, że w krótkim czasie mogliśmy dostać odmrożeń. Na ciele miałem szereg czujników, które analizowały, co się ze mą dzieje – wyjaśnia Valerian.

    W tak skrajnie niskich temperaturach, przeciętnemu człowiekowi trudno oddychać, nie mówiąc już o załatwianiu potrzeb fizjologicznych. – To prawda. Choć my przy temperaturze minus 50 stopni Celsjusza nie mamy z tym żadnego problemu. Przy minus 100 stopniach jest jednak już zdecydowanie trudniej – przyznaje.


    Ubiór nie wytrzymał. Oni tak

    Nad powodzeniem „misji” i wszystkimi naukowymi założeniami czuwa główny koordynator projektu Wawrzyniec Kuc.

    - To nie jest jednorazowy eksperyment. Chodzi w nim także o sprawdzenie sprzętu, ubioru. W Busku najważniejszą rzeczą było przetestowanie dwóch zestawów odzieży, w którą ubrany byli uczestnicy oraz roweru stacjonarnego. Wiemy już, że jeśli chodzi o ubiór, nie wszystkie materiały wytrzymują ruch w takiej temperaturze – mówi Kuc i pokazuje popękane rękawice. Dodaje, że bardzo ważną rolę odegrały w komorze urządzenia do ciągłego monitoringu różnych punktów na ciele. Dzięki temu można chronić kolarza przed nadmiernym wychłodzeniem i śledzić zachodzące w organizmie procesy.


    Komora do krioterapii

    Eksperyment przeprowadzony został w czwartek, 6 grudnia w Sanatorium „Włókniarz” w Busku - Zdroju. -Sanatorium udostępniło nam komorę, wszystko odbywało się pod kontrolą doktora Michała Maja – mówi Kuc. Standardowa temperatura w tej komorze to minus 120 stopni Celsjusza. Używa się jej do zabiegów krioterapii ogólnoustrojowej trwającej jednorazowo nie dłużej niż trzy minuty.




    POLECAMY RÓWNIEŻ:



    Na te psy musisz mieć pozwolenie urzędnika! To groźne zwierzęta!


    Prezenty dla dzieci na Mikołajki 2018. TOP 10



    Rzadko widujesz te znaki drogowe. Lepiej przypomnij sobie, co oznaczają!



    Najlepsze seriale 2018 roku. Jaki wybrać na wieczór? Zobacz najciekawsze




    Śladami słynnych filmów i seriali - miejsca, które trzeba odwiedzić! [GALERIA]



    Plastik i śmieci zalewają Ziemię? Zobacz niezwykłe zdjęcia z kosmosu




    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (3) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Styl życia

    Polecamy

    Rolnik Roku 2018 | Finał [zdjęcia, wideo]

    Rolnik Roku 2018 | Finał [zdjęcia, wideo]

    Święta 2018

    Święta 2018

    Jedzenie i zabawa

    Na językach