Garbate karzełki sikają mi do rzeki. I to bezkarnie

Mateusz Bolechowski
Mateusz Bolechowski

Ten tekst piszę z bezsilności. Niszczą mi rzekę. Dziś wiele się mówi o przyrodzie, potrzebie chronienia natury. Prawie każdy chce być „eko” i żyć tak, żeby nie szkodzić naturze, tylko pomagać. Użalamy się nad każdym ściętym drzewem, zastrzeloną sarenką i liskiem. Wpłacamy datki na operację kotka, segregujemy śmieci, rezygnujemy z plastiku, sprzątamy trawniki. Chcemy robić dobrze dla Ziemi i przyszłych pokoleń. Niby wszystko jest ok, świadomość rośnie, idzie ku lepszemu. Ale rzeczywistość skrzeczy. Jak pisał Gombrowicz – niby u nas Europa, a co postawimy mleko na kwaśne, to skądś wyłażą garbate karzełki i szczają nam do garnków. Sami, uczciwszy uszy czytelników, szczamy. Mam taką rzeczkę za domem, nazywa się Kamionka. Wychowałem się nad nią, uczyłem rozumienia przyrody, zwyczajów ryb i wielu innych rzeczy. Jest nieduża. To wartko płynie, to znów rozlewa się leniwie, meandruje. Żyją w niej pstrągi, bobry robią tamy, zimorodki polują na kiełbie. Na szczęście Wody Polskie o Kamionce zapomniały i do tej pory nie wzięto jej pod sznurek, jak to się stało z wieloma innymi rzeczkami w naszym regionie. Na nieszczęście, nad rzeczką mieszkają ludzie, którzy jej szkodzą – wrzucają śmieci, wylewają szambo, żeby nie płacić. Żeby nie było - samorządy zbudowały oczyszczalnie ścieków. Kupy i inne paskudztwa zjadają bakterie, a do rzeki ma trafiać czysta woda. Taka jest teoria. W praktyce z oczyszczalni leją się ścieki, bo nie nadążają z przerobem. Oczywiście, tak się robić nie powinno, ale można i kar, a już na pewno surowych za to nie ma. Do Kamionki regularnie spuszcza glinę kopalnia w Suchedniowie, choć jej nie wolno. Urzędnicy z Kielc pojechali, wodę zbadali, orzekli, że normy przekroczono ileś tam razy. Skończyło się symbolicznym mandatem. W ostatnim czasie rzeki truły oczyszczalnie w Łącznej, Suchedniowie, Bodzentynie i Sędziszowie, oraz kopalnia z Nowej Słupi. O tylu wiem. Sprawcom grożą kary porównywalne z tymi za wyrzucenie papierka po batonie. Cóż się dziwić, że się nie przejmują, a urzędnikom brakuje zapału do ścigania trucicieli? W kwestii ochrony środowiska Polska wciąż jest państwem z dykty. P.S. w niedzielę po południu wybrałem się z synem nad Kamionkę. Ptaki śpiewały, wiosna w rozkwicie. Tylko płycizny, w miejscach, gdzie dwa dni temu widziałem tarło minogów, rozjeżdżały quady i woda była trącona. Może to po deszczu? Raczej nie, bo na dodatek śmierdziała. Jak się okazało, z oczyszczalni w Łącznej – kilka kilometrów powyżej, znów lał się do rzeczki syf.

Niestety, to nie jest wyjątek. Rzeki w naszym regionie i całej Polsce niszczą urzędnicy, przedsiębiorcy, ludzka głupota. Jeśli nie wierzycie, rozejrzyjcie się u siebie.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xyzt

Dobrze, że nie do zupy.

Dodaj ogłoszenie