Halowy wicemistrz Europy Mateusz Borkowski bez tajemnic. Odwiedziliśmy go w domu w Krynkach [WIDEO, ZDJĘCIA]

Dorota Kułaga, Krzysztof Krogulec
Mateusz Borkowski ze srebrem z Halowych Mistrzostw Europy w rodzinnym domu w Krynkach w powiecie starachowickim. Fot. Krzysztof Krogulec
Wychowanek Ludowego Klubu Biegacza Rudnik Mateusz Borkowski w niedzielę w pięknym stylu wywalczył srebrny medal na Halowych Mistrzostwach Europy w Toruniu w biegu na 800 metrów. W środę odwiedziliśmy Go w rodzinnym domu w Krynkach.

Pochodzący z powiatu starachowickiego, były uczeń SMS Ostrowiec Świętokrzyski Mateusz Borkowski zdobył srebrny medal w biegu na 800 metrów. Patryk Dobek sensacyjnie wywalczył złoto, a Adam Kszczot tym razem nie zdobył medalu.
Patryk Dobek uzyskał czas 1:46.81, a Mateusz Borkowski 1:46.90.

-Mateusz 11 lat trenował w naszym klubie. Najpierw przyszedł jego brat Dawid, a później dołączył Mateusz, był wtedy w drugiej klasie szkoły podstawowej. Brat biegał do wieku juniora młodszego i zrezygnował. Mateusz był systematyczny w treningach, od razu było widać, że ma ogromny talent, poza tym zawsze był pracowity. Biegał na 800 i 1500 metrów, czasem na 2000 metrów. Jesteśmy dumni z takiego wychowanka, gratulujemy Mateuszowi i jego rodzicom, którzy mieszkają w Krynkach - powiedział Sylwester Dudek, prezes Ludowego Klubu Biegacza Rudnik. Obecnie Mateusz reprezentuje RKS Łódź.

- Wicemistrz Europy z powiatu starachowickiego! Mateusz Borkowski, urodzony w Starachowicach, mieszkaniec Krynek w gminie Brody, wychowanek trenera Sylwestra Dudka w LKB Rudnik został halowym wicemistrzem Europy podczas zawodów rozgrywanych w Toruniu. Ogromne gratulacje dla Mateusza i wszystkich, których spotyka na drodze swojej kariery - napisał starosta starachowicki Piotr Babicki. W środę spotkał się z Mateuszem Borkowskim i pogratulował mu tego sukcesu.

My też w środę odwiedziliśmy naszego bohatera z Torunia w Jego rodzinnym domu w Krynkach. Byli rodzice - Beata i Rafał i 5-letni brat Kacperek.

- W półfinale poprawiłem rekord życiowy, w finale byłym drugi. Można powiedzieć, że ta impreza to było spełnienie moich marzeń. Półfinał pobiegłem na maksa. Dlatego odczuwałem to na pierwszych 600 metrach w finale, ale mimo to super finiszowałem. Jak zobaczyłem, że doganiam pierwsza trójkę, która uciekała, to jeszcze bardziej mnie to napędzało, żeby jeszcze bardziej przyspieszyć i udało się. Po zdobyciu medalu dostałem bardzo dużo gratulacji. Wszyscy byli zaskoczeni, bo na mistrzostwa jechałem bodajże z dziesiątym wynikiem. Wydawało się, że pierwsze trzy miejsca są zarezerwowane dla faworytów, ale jak widać nazwiska nie biegają. Dziękuję trenerowi Stanisławowi Jaszczakowi, który perfekcyjnie przygotował mnie do trzech biegów. Mój start był wielkim pozytywnym zaskoczeniem. Mnóstwo gratulacji dostałem od rodziny, znajomych. Jest mi bardzo miło - mówił nam w Krynkach Mateusz.

Za kilka dni Mateusz Borkowski wyjeżdża na zgrupowanie kadry narodowej do Wałcza. Tam będzie się przygotowywał do igrzysk olimpijskich w Tokio, bo jest to główny cel w tym roku. -Po biegu półfinałowym w Toruniu, gdzie uzyskałem bardzo dobry czas, uwierzyłem w siebie. Uzyskałem rezultat poniżej 1.46. Minimum na igrzyska wynosi 1.45, 20, na pewno jest w zasięgu, oby tylko zdrowie dopisywało. Jeszcze jest ranking, jedzie najlepszych 48 osób, ja jestem 22, ale dzisiaj dojdą punkty z hali, więc awansuję w tej klasyfikacji. Na ranking nie patrzę, myślę, że zrobię minimum i z czystą głową będę się przygotowywał do igrzysk - mówił nam Mateusz, którego wiernymi kibicami są rodzice, rodzeństwo na czele z najmłodszym bratem 5-letnim Kacprem i dziewczyna Ania.

Jego przygoda z "królową sportu" zaczęła się dzięki starszym braciom, którzy zaczęli biegać. -Pewnego dnia pojechałem z nimi na zawody jako kibic, razem z dziadkiem. Tam właśnie trener Sylwester Dudek namówił mnie, żebym wystartował. To chyba był dystans 500-600 metrów. Wystartowałem, wygrałem. Dostałem puchar, dyplom, plecak. Byłem bardzo zadowolony z tego, że coś dostałem za darmo, za przebiegnięcie takiego dystansu. Spodobało mi się i zacząłem systematycznie biegać - wspomina Mateusz.

Po przyjeździe do rodzinnego domu była okazja uczcić sukces. -Jak przyjechałem, mama poczęstowała mnie ciastem. Oczywiście, rodzina zawsze mi kibicuje, trzyma kciuki, za co bardzo dziękuję. Finałowy bieg oglądała w telewizji, bo ze względu na obostrzenia nikt nie mógł jechać ze mną do Torunia - dodaje. Jego starsi bracia Dawid i Albert trenowali biegi w LKB Rudnik. Zakończyli swoją przygodę ze sportem. Siostra z mężem wyjechała do pracy za granicę. -Jest jeszcze Kacperek, zawsze jak tu przyjeżdżam, to się bawimy, gramy w piłkę. Chciałbym, żeby poszedł w moje ślady i kiedyś biegał szybciej niż ja - mówił z uśmiechem Mateusz.

Jego dziewczyna Anna Gryc też odnosi sukcesy w lekkiej atletyce. - W tym roku na Halowych Mistrzostwach Polski zdobyła złoty medal w sztafecie 4x200 metrów. Cieszę się, że jesteśmy sportową parą. Jest bardzo wyrozumiała, bo wiadomo, że większość czasu spędzam na obozach. Fajnie, że to rozumie, bo wie, że zawodowy sport wymaga wyrzeczeń. Dogadujemy się bardzo dobrze - podkreśla Mateusz, który treningi godzi ze studiami w Warszawie. W wolnych chwilach czyta książki, lubi też pograć na komputerze.

Wideo

Dodaj ogłoszenie