Jak Kielce witały strzelców - tak pisali o wydarzeniach 1914...

    Jak Kielce witały strzelców - tak pisali o wydarzeniach 1914 roku kielczanie i Józef Piłsudski

    Doktor Marek Maciągowski Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej w Kielcach

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Jak Kielce witały strzelców - tak pisali o wydarzeniach 1914 roku kielczanie i Józef Piłsudski
    6 sierpnia 1914 roku I Kompania Kadrowa pod dowództwem byłego ucznia kieleckiego gimnazjum Tadeusza Kasprzyckiego ruszyła z Krakowa do Królestwa. Strzelcy mieli iść na Będzin, ale tam ruszyli Niemcy. Więc poszli na Kielce.
    Jak Kielce witały strzelców - tak pisali o wydarzeniach 1914 roku kielczanie i Józef Piłsudski
    Kadra wojska polskiego miała wywołać powstanie w Królestwie. Dlatego 6 sierpnia Piłsudski oświadczył, że w Warszawie powstał Rząd Narodowy. Mistyfikacja była potrzebna po to, by na trasie marszu organizować polską władzę. Ten zamiar się jednak nie powiódł. Dlaczego?

    Społeczeństwo polskie w zależności od oceny szans zwycięstwa poszczególnych stron oraz korzyści, jakie ewentualnie owo zwycięstwo mogło przynieść sprawie polskiej, podzieliło się na dwa bloki.
    Ludność Królestwa Polskiego w większości podpisała się pod hasłami głoszonymi przez Narodową Demokrację. 8 sierpnia 1914 roku delegat endecki, poseł z Kielc, Wiktor Jaroński oświadczył w Dumie, że Polacy popierać będą Rosję, "albowiem rozpoczynająca się wojna to odwieczna od czasów Grunwaldu walka słowiaństwa z germaństwem"

    W 1914 roku Kielce były prowincjonalnym miastem gubernialnym, liczącym 36-38 tysięcy ludności, w tym 1/3 Żydów. Miasto politycznie było bardzo podzielone, dominował pozostający pod wpływem Narodowej Demokracji ruch lojalistyczny, zakładający legalną walkę o prawa dla Polaków i pozostanie pod bokiem Rosji. Dla endecji to Niemcy byli głównym wrogiem i to przeciw n im należało walczyć razem z Rosją. Ruch strzelecki, zakładający walkę czynną przy poparciu Austro-Węgier był o wiele słabiej reprezentowany.

    Do Kielc docierały informacje o ruchu strzeleckim za pośrednictwem istniejącego w Krakowie i we Lwowie - Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Młodzieży z Ziemi Kieleckiej. Pod wpływem tej organizacji pozostają pierwsze zastępy skautów w mieście. Także i pomiędzy tymi zastępami, stosującymi ścisłą konspirację, panowała ostra rywalizacja, której niemałym powodem było pozostawanie ich kierowników pod wpływami różnych organizacji ideowo - politycznych. W sierpniu 1914 roku większość starszych skautów wstąpiła do Legionów, pociągając za sobą i innych wychowanków szkoły.
    Za walką o niepodległość opowiadała się kielecka organizacja PPS. Przed wybuchem wojny krążyły po Kielcach listy składkowe na rzecz krakowskiego "Strzelca", widokówki, broszury propagandowe i odezwy.

    WIELKI NIEPOKÓJ

    Z początkiem sierpnia Rosjanie zakończyli mobilizację.… Dudniły na szosie wózki chłopów, jechali biedni, zdruzgotani nieszczęściem meldować się u władz moskiewskich. W dzień wiło się na ulicach od wieśniaków i ich żon, na twarzach pobladłych, w otwartych szeroko oczach, w Jakimś bezmyślnym przerażeniu, rozpacz. Zaczepiali ludzi obcych i nieznajomych, pytając, jak czynić, iść czy uciekać. Nie wiedzieliśmy, jak odpowiadać. Czasem chłop zataczał się pijany, rwał włosy z głowy, a jednak szedł - pisał w kronice Tadeusz Włoszek.

    Rosjanie zarządzili też ewakuację z miasta wojska, urzędów i rodzin urzędników. W ciągu tych kilku dni wśród mieszkańców Kielc panował ogólny popłoch. Wyjazd z miasta był niemożliwy, ponieważ samochody i konie zabrano dla wojska, a pociągi kursowały tylko w stronę Radomia, i to wyłącznie z wojskowymi i Rosjanami. Wieczorem 10 sierpnia opuścił Kielce ostatni pociąg ewakuacyjny.

    Porządku w mieście pilnowała powołana przez prezydenta Milicja Obywatelska, a Komitet Obywatelski zajął się administrowaniem gospodarką miasta.
    Sytuację w mieście tak opisał Tadeusz Włoszek " Nastroje mieszkańców Kielc przed wkroczeniem Strzelców były dramatyczne. Zmieniające się zarządzenia władz rosyjskich, wyjazd ich urzędników, uciekające wojska, rewizje, brak przez kilka dni chleba, który zarekwirowały przychodzące lub odchodzące wojska, pogoń za alkoholem, chaos, oto obraz panującego wówczas paraliżu miasta".

    Właśnie do takiego ogarniętego paniką o i strachem miasta wkroczyli strzelcy.

    Legionista Czesław Lubicz pisał: "Kielce w sierpniu 1914 roku nieopisanych doznały wrażeń. Ewakuacji władz carskich, zamęt w stosunkach, częściowy paraliż udzielający się społeczeństwu od tracących głowy czynowników, wielki rozbój na publicznej drodze dokonywany przez wojska uciekające i wielka zarazem obfitość zapasów, z których korzystał nie tyle żołnierz rosyjski co oficer i zamożny obywatel, dwa teatry, ruch uliczny jak na Kielce potworny, myszkowanie ochrony i żandarmerii, śledztwa bezmyślne i więzienia - wszystko to złożyło się na przedziwny kalejdoskop, nacechowany azyatyckim nerwem samowoli, użycia i nadużycia i doprowadziło do chaosu na zewnątrz i wewnątrz, brak nieraz przez kilka dni chleba, który zjadły wojska w przemarszach i odmarszach, a z drugiej strony przepych koni janczarskich i pułkownikowskich, ciskanie pieniędzy przez Rosjan jak śmieciem, dzika pogoń za zabronionym alkoholem i dziewczętami… "_
    Właśnie do takiego miasta wkroczyli 12 sierpnia strzelcy. Jak mieli zareagować mieszkańcy widząc garstkę źle ubranych i źle uzbrojonych żołnierzy, o których niewiele było wiadomo.

    KWIATY CZY OBOJĘTNOŚĆ?

    Strzelec Stanisław Hempel pisał: "Kielce nie oczekiwały nas wcale, nie były przygotowane na te zdarzenia, których miały zostać teatrem. Nastrój był niezdecydowany i wszystko zależało od tego, jakim będzie pierwsze wrażenie, pierwsze przyjęcie. Ostatecznie na wieść tym, że "nasi" są już blisko spora gromadka ludzi, wśród której przeważały panie, zebrała się u rogatki krakowskiej".

    Czy jednak mieszkańcy pozostali obojętni? Wkraczający do miasta ze strzelcami Jóźwik Stefaniusz tak zapamiętał ten dzień. " Maszerowaliśmy szybko. Pomimo dna upalnego radość biła z naszych twarzy, za chwilę będziemy w Kielcach. W godzinie popołudniowej z komendantem głównym na czele i ze śpiewem na ustach wkroczyliśmy do Kielc. Miasto przyjęło nas z entuzjazmem. Witano okrzykami i rzucano kwiaty pod nogi."

    Miłosz Grodzicki pisał: "Mijamy przedmieście, przez bramę krakowską wkraczamy do miasta. Prężymy się bohatersko, idziemy paradnym krokiem, śpiewamy Mazurka Dąbrowskiego. Myślimy, że widok pierwszego oddziału wojska polskiego poruszy mieszkańców Kielc. Doznajemy jednak uczucia dziwnej przykrości, zawodu, pomieszanych ze wstydem. Niezbyt liczna na trotuarach publiczność skupia się z wyrazem strachu i zakłopotania na twarzy. Niektórzy mężczyźni z lekka jakby z lekiem unoszą kapelusze. Parę nieśmiałych stłumionych okrzyków. Kierujemy się ku dworcowi. Z otwartych na piętrach okien spada w szeregi kilka róż… "

    Stefan Jarema Pomarański zauważył jednak większy entuzjazm: "Nigdy nie zapomnę chwili wkroczenia do Kielc. Ludność uprzedzona już naszym wkroczeniu p[rzez Beliniaków i komisarzy wojskowych Boernea i Litwinowicza którzy już dwie godziny temu stanęli przed pałacem gubernatorskim, zajmując miasto i ogłaszając manifest rządowy, wyległa tłumnie na nasze powitanie. Rzucano nam kwiaty pod nogi, witano okrzykami nieskrępowanej radości. Myśmy szli hardo ze śpiewem na ustach, choć rwało nam się coś w duszach. Weszliśmy do miasta. Tłum ruszył za nami podejmując pieśni wyuczone w podziemiu…"

    Najtrafniejszą chyba jednak ocenę tamtego dnia sformułował Waligóra-Hempel: "Wrażenie, jakie wywierał nasz przemarsz na ogół kielczan, da się streścić w tym, że z serca odczuto, że to są nasi, swój żołnierz. Politycznie ogół ten nie był jeszcze, nie mógł być nawet za nami. Wypadki spadły na miasto zanadto niespodziewanie, ażeby mogło być inaczej, robiliśmy wrażenie powstańców. Myśliwi miejscowi zauważyli od razu, że tylko pierwsze szeregi nasze miały mannlichery, przeraziły ich trochę nasze werndle ze swymi kurkami, przypominającymi za nadto broń pistonowa, przedstawiały się one w ich oczach gorzej od berdanek rosyjskich. Nie zbudowały Kielczan zanadto i nasze mundury. Ale przez to właśnie, żeśmy tak przypominali powstańców, rwały się do nas serca. Chłopcy przeszli przez miasto, skierowując się w stronę dworca kolejowego. Bez trudu znalazł się dla nich chleb i mięso".

    Kielczanin Włodzimierz Gierowski pisał w pamiętniku: "Upal. Godzina 13.30. Siedziałem siebie w mieszkaniu, nagle od szosy krakowskiej doleciały mnie przez otwarte okna jakieś dziwne dźwięki. Wsłuchałem się, ależ to chrapliwe trąbki piechoty.Zbiegłem po schodach i leciałem przez miasto. Dobiegłem do katedry. Od rogatki krakowskiej słychać śpiew. O Boże. To śpiewają Jeszcze Polska nie zginęła. Wszyscy patrzyli w tamtą stronę, trotuarami biegły zruszone tłumy kieleckie, a środkiem jechało najpierw kilku panów w mundurach z czerwonymi sznurami, to pewnie oficerowie, a za nimi maszerowała kolumna zbitych czwórek piechoty. Wszyscy tacy młodzi…. Naprzeciw idącym tu i ówdzie wybiegały panie kieleckie obdarzając maszerujących kwiatami, na wszystkich twarzach wzruszenie, prawie wszyscy płaczą".

    Po wejściu do miasta Piłsudski przyjął raport od skautów, których oddziałek pod wodzą Kazimierza Ciołkowskiego połączył się ze strzelcami jeszcze w Miechowie. Zaraz potem wraz z szefem sztabu Kazimierzem Sosnkowskim i Ignacym Boernerem złożył wizytę znanemu z lojalności wobec Rosji biskupowi Augustynowi Łosińskiemu.

    Tę wizytę tak opisuje Ignacy Boerner: "Biskup powitał komendanta: - Witam pana, generale, proszę niech panowie siadają. Następnie nastąpiła uciążliwa cisza. Potem ksiądz biskup Łosiński odezwał się: - Niech generał spojrzy jakie piękne mam kwiaty w doniczkach. Podeszli do okna. Komendant odezwał się: Rzeczywiście piękne kwiaty. Ale niech generał spojrzy jakie mam roże sztamowe w ogrodzie Oto ta biała róża jest moim ulubionym kwiatem. A i pogoda jest dzisiaj bardzo ładna. - Rzeczywiście. Piękne róże i pogoda bardzo ładna- odpowiedział Komendant i pożegnaliśmy się.

    STRZELECKA BAZA

    13 sierpnia Rosjanie rozpoczęli atak na miasto, strzelcy wycofali się, a Kielce zostały zajęte przez Rosjan. Generał Nowikow nałożył na jego mieszkańców kontrybucję w wysokości 100 000 rubli, grożąc zbombardowaniem w wypadku odmowy. Była to kara za życzliwe przyjęcie oddziałów polskich w Kielcach. Kozacy splądrowali sklepy. Gdy 19 sierpnia znów weszły do Kielc oddziały polskie. Ludność wyległa na ulice i ustawiła się na trasie marszu. Entuzjazmu w powitaniu nie było jednak widać. Panowała większa niż podczas pierwszego wkroczenia rezerwa, co daje się wytłumaczyć represjami Rosjan i obawą przed ich powrotem. Ludność wolała nie angażować się, nie wiedząc, kto ostatecznie utrzyma w posiadaniu miasto.

    Jednak przez następny miesiąc mieszkańcy Kielc dali swoją postawą przykład obywatelskiego zaangażowania. 200 pań z Ligi Kobiet od razu przystąpiło do zbierania ofiar pieniężnych, zakładania pralni, szwalni, organizowania dożywiania żołnierzy oraz prowadzenia działalności wywiadowczej. Nie pozostał bez wezwania apel młodych Kielczan o wstępowanie w szeregi polskiego wojska. Do 10 września zgłosiło się 945 ochotników, a trzeba pamiętać, że w wypadku powrotu Rosjan za wstąpienie do obcego wojska groziła kara śmierci.

    Adolf Kuczewski zauważył: "Ludność Kielc przyjmowała nas niezmiernie sympatycznie, zwłaszcza, ze pomiędzy nami było już tylu nowozaciężnych z miasta i okolic. Do koszar naszych przychodziły nieraz kobiety wiejskie, przynosząc żywność swoim synom. Na każdym kroku z zachowania ludności czuliśmy to, że jesteśmy u siebie, na swojej ziemi, jako żołnierze mający bronić praw jej mieszkańców do bytu niepodległego".


    Józef Piłsudski, gdy przyszło mu pisać o opuszczeniu Kielc pisał: "Dla mnie była to operacja trudna i bolesna. Trudna dlatego, że w Kielcach założone zostały wszelkie warsztaty: krawieckie, szewskie, rymarskie, tu pod względem wyekwipowania była moja baza już do pewnego stopnia zorganizowana i rozstać się z nią było niełatwo bez zmarnowania włożonej pracy i materiału. Tu też rozpoczęła się wcale nieźle praca organizowania nowych formacji wojskowych. Wreszcie wielka ilość osób w Kielcach zaangażowała się w stosunki z nami. Opuścić ich bez pomocy znaczyło wydać ich na zemstę nieprzyjaciela".

    A później we wspomnieniach "Moje pierwsze boje" podkreślił zaangażowanie Kielczan przeciwstawiając im zachowawczą postawę Krakowa: "Marsz na Kielce, zdaniem moim, należał do najśmielszych akcyj wojennych (...). W Kielcach odbywała się ciężka, trudna praca organizacyjna. Strzelec ze Związków i Drużyn Strzeleckich, zatem na trzy czwarte cywil, przerabiał się na żołnierza. Obok tego szła praca zagospodarowania oddziału. Więc zakładaliśmy warsztaty wszelkiego rodzaju, formowaliśmy tabory itd. Poza tym dokonywałem w Kielcach, jako pierwszym większym mieście Królestwa, próby politycznego związania ludności z nami. Kielce, jednym słowem, były bazą strzelecką, skoro Kraków, niestety, nią w owe czasy prawie nie był. Stamtąd przyszli ludzie, no i pierwsza licha broń, reszta musiała być tworzona własnymi siłami.(...) Kielce miały dla mnie pierwszorzędne znaczenie wojenne, tak, jak każda podstawa wojny dla wojska (...) koło Kielc wybierałem sobie plac pierwszej większej bitwy (...) w Kielcach założone zostały wszelkie warsztaty: krawieckie, szewskie, rymarskie, tu pod względem wyekwipowania była moja baza (...) (...) Żegnałem się z Kielcami, z pałacem byłym biskupim, ogrodem, powiem wprost, z najpiękniejszą i najserdeczniej kochaną pracą i... - czego jeszcze nie wiedziałem - z najmilszym, bo najsamodzielniejszym okresem wojny…"

    Wkroczenie strzelców do Kielc obrosło mitami i legendami. Do dziś wypomina się miastu i jego mieszkańcom obraz zamykanych okiennic na widok strzelców, utrwalony w filmie "Polonia Restituta". Relacje strzelców o tym jak przyjęło ich miasto, są bardzo różne - od entuzjastycznych do wręcz bardzo powściągliwych, a nawet niekryjących rozczarowania. Obraz wrogości i zatrzaskiwanych przed strzelcami okiennic tak chętnie powielany jest jednak z pewnością nieprawdziwy i dla mieszkańców Kielc krzywdzący.


    Zobacz także hasło w Regiopedii: Marsz I Kompanii Kadrowej

    Marsz Szlakiem I Kompanii Kadrowej i spotkanie marszałka Józefa Piłsudskiego z uczestnikami marszu w Kielcach w 1926 roku. (Film bez dźwięku).


    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (8)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (8) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Świeć się z Energą

    Świeć się z Energą

    Święta 2018

    Święta 2018

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Echa Dnia

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Echa Dnia