Janusz Buczkowski, znany kielecki fotografik opowiada o...

    Janusz Buczkowski, znany kielecki fotografik opowiada o swojej pasji

    Lidia CICHOCKA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Janusza Buczkowskiego na jednym ze starych podwórek, które tak chętnie fotografuje.

    Janusza Buczkowskiego na jednym ze starych podwórek, które tak chętnie fotografuje. ©Łukasz Zarzycki

    Janusz Buczkowski, jeden z najbardziej znanych kieleckich fotografików bardziej na wesoło niż poważnie opowiada o swoim życiu w książce, która właśnie się ukazała.
    Janusza Buczkowskiego na jednym ze starych podwórek, które tak chętnie fotografuje.

    Janusza Buczkowskiego na jednym ze starych podwórek, które tak chętnie fotografuje. ©Łukasz Zarzycki

    Janusz Buczkowski

    Janusz Buczkowski


    Rocznik 1932. Artysta fotografik, współtwórca Kieleckiej Szkoły Krajobrazu, członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Fotografuje od 1949 roku. Uczestniczył w ponad 160 wystawach zbiorowych w kraju i zagranicą (Francja, Hiszpania, Anglia, Austria, Niemcy, Japonia, Portugalia), miał kilkanaście wystaw indywidualnych. Uzyskał wiele nagród, wyróżnień i dyplomów m.in. Nagrodę I stopnia Ministra Kultury i Sztuki.



    - Dlaczego się wziąłem za pisanie?
    Zastanowiło mnie to, co o mnie mówią - wyjaśnia z uśmiechem Janusz Buczkowski. W "Echu Dnia" przeczytałem, że na wernisażu był nestor fotografików czyli ja, w telewizji w relacji z innej wystawy to samo a kiedy szef Związku Polskich Artystów Fotografików w Kielcach Andrzej Borys powitał mnie jako jeszcze żyjącego nestora, uznałem, że nie ma na co czekać i zacząłem pisać póki rzeczywiście jeszcze żyję.

    Ponieważ humoru panu Januszowie nie brakuje książka jest pełna radości a autor często śmieje się z samego siebie. Razem z nim wędrujemy do Włocławka, gdzie się urodził, dowiadujemy się jak od stryja Staszka otrzymał w 1949 roku pierwszy aparat fotograficzny. - Fotografowania musiałem uczyć się metodą prób i błędów, nie było książek, internetu a koledzy nie dzieli się swą wiedzą - wspomina pan Janusz.- Marnowałem papier fotograficzny próbując uzyskać odbitki, zabierałem mamie talerze by mieć w czym wywoływać zdjęcia.

    Doskonale pamięta też jak zastosował przykazanie ojca: ucz się byś nie musiał łopatą pracować. - Kiedy cała klasa szła na czyn społeczny kopać ja zabrałem aparat i robiłem zdjęcia. Rzeczywiście udało mi się, nie musiałem machać łopatą.

    Dzięki umiejętności robienia zdjęć zarobił pierwsze pieniądze. - Razem z kolegą pojechaliśmy na rowerach w Polskę. Wymyśliłem, że będziemy fotografować dzieci na koloniach i zarabiać na podróż, ale dzieciaki nie miały pieniędzy. Na szczęście w Mrągowie przypadkiem trafiliśmy na obóz bokserski i tam udało się namówić najpierw na jedno chłopaka a potem chętnych było mnóstwo. To był interes życia - braliśmy po 5 złotych za odbitkę i nasza podróż mogła trwać, przejechaliśmy ponad 1000 kilometrów - wspomina.

    Studiując statystykę w Szkole Głównej Planowania i Statystyki pan Janusz fotografował. - To było hobby - podkreśla. Z zawodu jestem ekonomistą, bardzo cenię statystykę chociaż nigdy nie pracowałem w zawodzie.

    W 1956 roku trafił do Kielc z nakazem pracy do Zakładów Metalowych i już pierwszego dnia podpadł przełożonym. - Na szczęście udało mi się zatrzeć złe wrażenie, awansowałem, przez 20 lat byłem dyrektorem Biura Zbytu Elementów Maszyn "El-ma", ale o fotografii nie zapominałem.

    Dwa razy ubiegał się o przyjęcie do Związku Polskich Artystów Fotografików. Za pierwszym razem pytany o znaczenie plam, linii, cieni po prostu uciekł. Za drugim, kiedy komisja zapytała czy jego zdjęcia - a przedstawił cykl z Puszczy Jodłowej, są artystyczne wybrnął przez omówienie. - Wstydziłem się powiedzieć, że to co zrobiłem jest artystyczne, sam miałem wątpliwości ale tłumaczyłem, że prowadząc kółko fotograficzne w Iskrze, chcę robotnikom pokazać sztukę najprostszą, najłatwiejszą do zaakceptowania. I to przekonało surowe jury. Wtedy dostać się do związku było bardzo trudno a egzamin, z częścią teoretyczną z historii sztuki, był trudniejszy od obrony pracy magisterskiej.

    Janusz Buczkowski był trzecim po Janie Siudowskim i Pawle Pierścińskim fotografikiem kieleckim należącym do Związku Polskich Artystów Fotografików. Razem mogli powołać delegaturę. Jerzy Siudowski był wielkim autorytetem, jednym z twórców Kieleckiej Szkoły Krajobrazu. - Zaprzyjaźniliśmy się, odbyliśmy razem wiele wypraw, przeżyliśmy wiele przygód - dodaje Buczkowski.

    On z taką samą pasją fotografował pejzaże jak architekturę, robił reportażowe zdjęcia w zakładach pracy. - Mam zdjęcia ludzi przy obrabiarkach, wyprężonych przodowników pracy, oficjeli i marzy mi się wystawa, na której bohaterowie moich zdjęć mogliby przyjść, rozpoznać siebie. Być może taka wystawa powstanie w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej.
    Janusz Buczkowski z aparatem w ręce przemierzał Europę, zajrzał do Japonii. - W Niemczech miałem dwutygodniowy staż, fotografowałem zgodnie z życzeniem niemieckiej ambasady romantyczną drogę w Bawarii.
    Można powiedzieć, że dzięki zdjęciom Janusz Buczkowski poznał żonę, Elżbietę. Spotkali się na kursie niemieckiego w Empiku, ale zaiskrzyło kiedy ona pomogła załatwić noclegi dla kolegów między innymi Kamody, Hartwiga biorących udział w plenerze w Chęcinach. - Nie fotografuję, nie jeżdżę z mężem w teren, ale jestem pierwszym recenzentem jego prac. Śmiejemy się nawet, że ja wybieram a on odbiera nagrody - mówi pani Elżbieta.

    Ta najważniejsza została przyznana przez Ministra Kultury w 1970 roku za całokształt osiągnięć. - To był prestiż, ale też znacząca finansowo nagroda. Jako dyrektor zarabiałem wtedy 3 tysiące złotych a od ministra dostałem 5 tysięcy i jeszcze profesjonalny aparat. To była mobilizacja by robić więcej i lepiej.

    Fotografią interesuje się córka, Marzena. Dzięki jej pomocy panu Januszowi udało się rozsławić kielecki deptak. - Za moja namową Marzena napisała do "Waszych podróży" tekst a ja dałem zdjęcia. Wypadło to tak dobrze, ukazała się podobna opowieść o innej ulicy a w końcu ogłoszono konkurs na najpiękniejszy deptak w Polsce. Zajęliśmy drugie miejsce, w tym roku mamy szanse być pierwsi. Polecam głosowanie na stronie "Waszych podróży".

    W książce, która jest autobiografią i albumem jest wiele zdjęć starych Kielc, zakątków, które pan Janusz najbardziej lubi. Niedawno obchodzony jubileusz 50-lecia pracy twórczej uczcił wystawą " W sentymentalnym nastroju" i indywidualnym albumem swoich fotografii, na który sam zdobył pieniądze u sponsorów. Teraz osiemdziesiąte urodziny uświetnia wydaniem książki i wystawą. - Zapraszam kielczan: tych starszych do wspominania, młodszych do zapoznawania się z Kielcami - mówi.

    Czytaj treści premium w Echu Dnia Plus Świętokrzyskim

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Świeć się z Energą

    Świeć się z Energą

    Święta 2018

    Święta 2018

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Echa Dnia

    Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Echa Dnia