"Kardynał nie stwarzał dystansu i za to go ludzie tak szanowali"

Katarzyna Janiszewska
Katarzyna Janiszewska
02.08.2016 krakow   magistart ksiega kondolencyjna smierc kardynal franciszek macharskifot anna kaczmarz  / dziennik polski / polska press
02.08.2016 krakow magistart ksiega kondolencyjna smierc kardynal franciszek macharskifot anna kaczmarz / dziennik polski / polska press Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Rozmowa z ks. Wojciechem Olszowskim, autorem książki „Duszpasterska działalność ks. Franciszka Macharskiego w latach 1979-2005”.

Franciszek Macharski objął archidiecezję tuż po tym, jak Karol Wojtyła został papieżem. To ułatwiło mu pracę, czy utrudniało, bo był porównywany do poprzednika?

Absolutnie nie można ich porównywać. Posługa kardynała to była owocna kontynuacja tego, co ks. Wojtyła rozpoczął. Nowy biskup krakowski miał wsparcie ze strony Watykanu. Oczywiście, że to było ogromne ułatwienie. Sama świadomość, że na stolicy Piotrowej zasiada jego poprzednik i ma tak wysoką pozycję, była pomocna. Popatrzmy na pielgrzymki do ojczyzny: papież podczas każdej był w Krakowie, o którym mówił jako o swoim umiłowanym miejscu.

Księża przyjaźnili się prywatnie. Jak zaczęła się ich znajomość?

Kard. Macharski był współpracownikiem kard. Wojtyły: został przez niego mianowany rektorem seminarium. Musiał cieszyć się dużym zaufaniem, skoro objął stanowisko wychowawcy nowych pokoleń kapłanów. Wcześniej skończył studia za granicą, zrobił doktorat. Wrócił do Polski, wykładał na Papieskiej Akademii Teologicznej, kształtował kleryków.

Nowy papież z nikim nie konsultował decyzji o wyborze następcy, co było wtedy ewenementem.

Władze komunistyczne domagały się od Stolicy Apostolskiej, by nominacje biskupów były z nimi uzgadniane. Chciały mieć kontrolę nad Kościołem. Tu jednak zrobiono wyjątek. Prymas Wyszyński przyjął nominację Macharskiego z lękiem, bo bycie biskupem krakowskim to wielka odpowiedzialność - ale też zaufał woli Bożej. Pewnie był też trochę zaskoczony. Mówiło się wtedy również o ks. Tischnerze w kontekście tego stanowiska.

Gdy Jan Paweł II umierał w 2005 r., kard. Macharski czuwał z tłumem wiernych pod oknem papieskim. Musiała być między nimi silna więź.

Kiedy się czyta kazania kard. Macharskiego, wypowiedzi, listy apostolskie, homilie, trudno znaleźć takie, w których nie ma odniesienia do Jana Pawła II. W każdej wypowiedzi nawiązuje do nauczania papieskiego. A to, że stał pod oknem, pokazuje, jak bardzo chciał być ze swoim Kościołem, wiernymi.

W stanie wojennym mocno pomagał internowanym, ich rodzinom.

Posługa charytatywna to charakterystyczny rys jego pasterzowania. Gdy w Polsce wprowadzono stan wojenny, wiele osób aresztowano. Kardynał specjalnym dekretem powołał Arcybiskupi Komitet Pomocy, który miał wspierać więźniów, internowanych i ich rodziny. W pracę komitetu byli zaangażowani prawnicy, lekarze, psycholodzy. Pomagał też finansowo i zabiegał u władz komunistycznych o możliwość odwiedzania internowanych. W Boże Narodzenie pojechał do więzienia w Wiśniczu, wygłosił emocjonalne kazanie. Mówił, że to więzienie jest dziś Betlejem, gdzie rodzi się Jezus. Zależało mu, by być blisko pokrzywdzonych.

Jak radził sobie z władzami PRL?

Był dyplomatą, umiejętnie z nimi rozmawiał, próbował każdy problem rozwiązać na drodze dialogu. Ale kontakty z władzą były dla niego trudne tak samo jak dla każdego. Kardynał opisuje, jak po śmierci Bogdana Włosika został wezwany i nakazano mu, by to był cichy pogrzeb, by nie robić zgromadzenia. Nie zgodził się. Nie zamierzał ludziom zabraniać przyjścia na pogrzeb. Myślał wtedy, że stamtąd nie wyjdzie. Nacisk, groźby były bardzo agresywne.

Kardynał był zawsze powściągliwy. Nie wzywał na barykady.

Najważniejsze dla niego było to, aby nikomu nie stała się krzywda. To była największa troska kardynała, by znaleźć złoty środek i powiedzieć władzy: nie macie prawa ludzi tak traktować. A z drugiej strony, by ta władza nie mściła się na tych, którzy na msze przychodzili.

Prowadził Kościół przez trudne czasy ustrojowej transformacji.

Był biskupem czasów przełomów. Jego 26-letnią posługę możemy podzielić na dwa okresy. Pierwszy, do 1989 r., kiedy Kościół był prześladowany przez władze komunistyczne. Drugi to czasy wolności, wcale niełatwe do życia dla ludzi. Kościół musiał się dostosować do nowego prawa, administracji, nowego sposobu myślenia.

Jaki kardynał był prywatnie?

Bardzo życzliwy. Wesoły i pogodny. Nie spotkałem się nigdy z nerwowością z jego strony. Pamiętam jedno spotkanie mikołajkowe w Bieńczycach. Zebrała się duża grupa dzieci. Myślałem, że kardynał siądzie na miejscu dla gości. A on poszedł do dzieci, głaskał je po głowach. Nagle zniknął mi z oczu, patrzę, a on usiadł na jakimś stopniu i rozmawiał z maluchami. Nie stwarzał dystansu i za to go ludzie zawsze szanowali.

Wideo

Materiał oryginalny: "Kardynał nie stwarzał dystansu i za to go ludzie tak szanowali" - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie