Koronawirus atakuje mózg. Czy kierowców, pilotów, policjantów, maszynistów i polityków czekają badania, potwierdzające zdolność do pracy?

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
U co trzeciej osoby, która przeszła Covid-19, pojawiają się objawy o charakterze neurologicznym lub zaburzenia psychiczne.
U co trzeciej osoby, która przeszła Covid-19, pojawiają się objawy o charakterze neurologicznym lub zaburzenia psychiczne. 123rf
W sytuacji, gdy u co trzeciej osoby, która przeszła COVID-19 pojawiają się objawy o charakterze neurologicznym lub zaburzenia psychiczne już za kilka miesięcy będzie można mówić o rzeszy "inwalidów covidowych". Co to oznacza dla funkcjonowania całego społeczeństwa? - Trzeba będzie prawdopodobnie zweryfikować tysiące zawodowych kierowców - mówi prof. dr hab. n. med. Wojciech Kloc, neurochirurg, kierownik Oddziału Neurochirurgii w szpitalu Copernicus w Gdańsku, profesor Collegium Medicum UWM w Olsztynie. - Należy dla publicznego bezpieczeństwa zbadać, czy ważne przez trzy lata zaświadczenia dopuszczające do prowadzenia pojazdów mechanicznych, są po przechorowaniu COVID-19 wystarczające. Niewykluczone, że dodatkowe, skrupulatne badania potwierdzające zdolność do pracy będą musieli przejść także piloci, kontrolerzy lotów, maszyniści, operatorzy dźwigów i maszyn, osoby pracujące na wysokości. Jest to zadanie, przed którym się nie uchronimy. Pojawia się przy tym kolejny trudny temat - postcovidowi politycy. Czy w ramach wprowadzania nowego, postpandemicznego ładu nie zechcą skasować dorobku historycznego kolejnych pokoleń?

Co trzecia osoba po COVID ma objawy o charakterze neurologicznym lub zaburzenia psychiczne, u niektórych uszkodzenia są trwałe - wynika z badań przeprowadzonych ostatnio w USA. Co stanie się z naszymi mózgami po ataku koronawirusa?
Prawdziwe efekty epidemii poznamy dopiero za jakiś czas. Skutków powikłań postcovidowych nie obserwuje się bezpośrednio po zachorowaniu. Na razie widzimy wzrost przypadków zakrzepów i zawałów mózgowych, co się objawia udarem. Natomiast głównym problemem dla populacji będą powikłania późniejsze.

Koronawirus atakuje mózg. Jakie są objawy neurologiczne?

O jakich objawach mówimy?
Pierwszymi objawami neurologicznymi, towarzyszącymi zakażeniu, jest utrata węchu i smaku (nerwy czaszkowe). Dochodzą zaburzenia równowagi, osłabienie psychofizyczne, pogorszenie sprawności umysłowej, co jest szczególnie uciążliwe dla pacjentów, którzy muszą pracować intelektualnie. Takie objawy jak oszołomienie, problemy z koncentracją, trudności ze skupieniem uwagi, zamglenie świadomości i procesów myślowych czy komplikacje w sferze komunikacji określamy jako mgłę mózgową (związku z zakażeniem wirusem nazywaną mgłą covidową). Sam to przeżyłem jako osoba, która w grudniu ub. roku przeszła tę chorobę. Napisanie recenzji wymagało wówczas bardzo dużego wysiłku. Na szczęście już ostatnią pracę w tym roku pisało mi się o wiele lepiej.

Czy to znaczy, że uszkodzony przez wirusa mózg sam się naprawia?
Pierwszy atak koronawirusa uderza w osłonki nerwowe, które po pewnym czasie się regenerują. Jednak gdybyśmy chcieli zrobić dokładne badania przy pomocy rezonansu magnetycznego, to u dużej liczby osób zauważylibyśmy pewne ogniska dysfunkcji mózgu, które wymagają podjęcia specjalistycznego leczenia w poradni neurologicznej lub u lekarza rodzinnego.

Coś na te dysfunkcje pomaga?
Tak. Są to leki poprawiające sprawność mózgu, takie jak proaxon, neotropil czy neurovit, poprawiający funkcję ośrodkowego i obwodowego układu nerwowego.

A stymulatory?
Nie jesteśmy jeszcze na etapie, kiedy możemy coś osiągnąć za pomocą neurostymulacji. Wymaga to dłuższej obserwacji chorych. Obecnie przed wszczepieniem neurostymulatora przeprowadzamy bardzo dokładne neurologiczne i neuropsychologiczne badania pacjentów, które decydują, co możemy osiągnąć i jakie korzyści możemy uzyskać.

Wszystkie niepokojące objawy są widoczne w badaniach?
Niektórzy chorzy zjawiają się u nas z objawami nie mającymi podstaw w badaniach dodatkowych, takich jak tomokomputer, rezonans magnetyczny, badanie neuroprzewodnictwa.

Pacjenci ci skarżą się na zaburzenia czucia, drętwienia, zachwiania równowagi. Pojawiają się też bardzo często zaburzenia krótkotrwałej i długotrwałej pamięci.

Koronawirus atakuje mózg. Jakie są zaburzenia?

Czyli jakiej?
Postanawiamy, że coś zrobimy i w ciągu kilku-kilkunastu sekund - jeśli dochodzi do odwrócenia uwagi - zapominamy o tym, co mieliśmy wykonać, napisać, powiedzieć. Utrudnia to denerwująco życie, zwłaszcza osobom, których praca polega na wykorzystywaniu pamięci, wymaga dużego skupienia, m.in. dziennikarzom, aktorom.

To mija?
Raczej tak. Trudno przy tym ocenić sytuację osób w podeszłym wieku, których przecież koronawirus głównie, jeszcze przed podjęciem akcji szczepień, atakował. Nie wiemy, co w towarzyszących im objawach wynika z wcześniej występujących zaburzeń pamięci i intelektualnych, a co pojawiło się nowego. Badania nad tym jeszcze trwają.

Czy to znaczy, że rozmawiając o dalekich skutkach Covid-19 poruszamy się po ziemi nieznanej?
Pojawia się coraz więcej ustaleń. Wraz z prof. Ewą Iżycką-Świeszewską z naszego oddziału neurochirurgii znalazłem się w gronie biochemików, neuropatologów i patologów - autorów artykułu podsumowującego wiedzę na temat udziału układu nerwowego w COVID-19, dotyczącego jego ogólnej patobiologii, obrazu klinicznego i cech neuropatologicznych oraz przyszłych kierunków badań. I choć na niektóre pytania nadal nie znamy odpowiedzi, to już w niektórych kwestiach dysponujemy wiedzą.

Jaką?
Wiadomo, że u znaczącego odsetka zakażonych SARS-CoV-2 występowały ostre i przewlekłe objawy neurologiczne i psychiatryczne.

Wirus wpływa na ośrodkowy i obwodowy układ nerwowy, powodując m.in. przewlekłe bóle głowy, ostrą chorobę niedokrwienną mózgu oraz encefalopatię, czyli przewlekłe lub trwałe uszkodzenia w strukturach mózgu. Znacznie rzadziej występują takie choroby, jak zespół Guillain-Barré czy neuropatie. U pacjentów, zaatakowanych przez koronawirusa, częściej - w porównaniu z osobami, które uchroniły się przed zakażeniem - zauważono objawy depresji, napady lękowe, halucynacje, bezsenność, zmęczenie, niepokój.

W dodatku podejrzewa się, że pacjenci, którzy doświadczyli objawów neurologicznych mogą być w przyszłości bardziej narażeni na rozwój przewlekłej choroby neurodegeneracyjnej lub inne zaburzenia poznawcze. Co przy tym ciekawe, naukowcy zwrócili także uwagę na pewne podobieństwa Covid-19 z fazą przewlekłą letargicznego zapalenia mózgu. Była to choroba o nieustalonym przebiegu i pochodzeniu, która występowała w latach 1916-1918 równocześnie z epidemią grypy hiszpanki. Nadal jednak trzeba pamiętać, że obecne dane neuropatologiczne dotyczące COVID-19 są, jak dotychczas, skąpe i niespójne.

Trochę też eksperymentujemy z leczeniem tej choroby, nieprawda?
Moim zdaniem nauka jest w ogóle nieprzygotowana do walki z koronawirusem. Na dziś nie wiemy, dlaczego taki wirus powstał, jak się rozprzestrzeniał, kto był głównym rozsiewcą zarazków oraz czy czynniki, które bierzemy pod uwagę są wystarczające. Dziwi mnie brak stanowiska wirusologów w sprawie standardów leczenia i postępowania z koronawirusem. W sytuacji, gdy pandemia trwa ponad rok, powinny być jakieś rekomendacje, co podajemy pacjentom. Nie mówię o szpitalach, gdzie trafiają chorzy w ciężkim stanie, ale już lekarze rodzinni nie mają wiedzy, jak leczyć pacjenta na kwarantannie. Pojawia się znak zapytania, czy obecnie stosowane postępowanie przy leczeniu chorych jest optymalne. W innych schorzeniach korzysta się ze schematów postępowania, stosowanych od lekarza pierwszego kontaktu do zaawansowanego specjalisty. Tu zarówno lekarze tego nie wiedzą, jak i pacjenci czują pewien niedosyt.

Skoro problemy neurologiczne dotykają co trzeciego chorego, to w Polsce, gdzie oficjalnie zakażenie SARS-CoV-2 przeszło prawie 3 mln osób, może w najbliższych miesiącach przybyć kilkaset tysięcy neurologicznych przypadków postcovidowych. Czy jest jakiś pomysł na zajęcie się tymi pacjentamii?
Dane, które otrzymujemy, są bardzo niespójne. Oczywiście wspomina się o programach rehabilitacji pacjentów postcovidowych, ale nadal nie wiemy na jakiej podstawie i przy jakim stopniu zaawansowania choroby mamy kwalifikować chorych do ośrodków sanatoryjnych czy rehabilitacyjnych. To wymaga dalszych badań poinfekcyjnych, pozwalających na dokładne określenie uszkodzeń z zakresu psychoneurologii, z których należy wyciągnąć odpowiednie wnioski. Być może trzeba będzie zrobić więcej badań rezonansem magnetycznym i przeprowadzić masowe testy psychoneurologiczne.

Koronawirus atakuje mózg. Pocovidowi inwalidzi

Czy po wojnie z wirusem zetkniemy się z problemem inwalidów pocovidowych, w tym także pacjentów, u których wystąpiły uszkodzenia mózgu?
Obawiam się, że tak. Zapominamy o osobach samotnych, które do tej pory nie ujawniały swoich problemów ze zdrowiem. Każdy boi się utraty pracy, a w tej sytuacji zmiany delikatne, wrażliwe mogą być przez pacjenta ukrywane.

Wracając do prozy życia - trzeba będzie prawdopodobnie zweryfikować chociażby tysiące zawodowych kierowców.

Dlaczego?
Należy dla publicznego bezpieczeństwa zbadać, czy ważne przez trzy lata zaświadczenia dopuszczające do prowadzenia pojazdów mechanicznych, są po przechorowaniu Covid-19 wystarczające.  Niewykluczone, że dodatkowe, skrupulatne badania potwierdzające zdolność do pracy będą musieli przejść także piloci, kontrolerzy lotów, maszyniści, operatorzy dźwigów i maszyn, osoby pracujące na wysokości. Jest to zadanie, przed którym się nie uchronimy.

Jeśli dodamy do tego osoby, mające chociażby kontakt z bronią - policjantów, wojskowych, myśliwych - to medycynę pracy czeka ogromne wyzwanie.
Pozostaje pytanie, czy mamy wystarczającą ilość neuropsychologów, którzy będą w stanie wszystkich zgłaszających się chorych przyjąć, zbadać i ocenić. A jest to praca bardzo żmudna i ciężka.

W artykule o wpływie koronawirusa na układ nerwowy piszecie państwo, że epidemia każe stawiać wiele pytań egzystencjalnych o Covid-19 i następstwa zakażenia. Czy zaatakowanie ludzkiego mózgu przez wirusa może zmienić postrzeganie świata?
W tym momencie warto powiedzieć o artystach, pisarzach, muzykach, malarzach. Covid może wpłynąć na odbiór sztuki, umiejętność przekazu. Epidemia może stać się punktem odniesienia. Zastanawiam się, czy nie powstanie chociażby malarstwo postcovidowe?

Wiadomo, że niektórzy uznani twórcy malowali pod wpływem środków halucynogennych.  Uważa pan, że wirus może także zmienić postrzeganie świata?
Można się tego spodziewać. Pojawia się przy tym kolejny trudny temat - postcovidowi politycy. Czy w ramach wprowadzania nowego, postpandemicznego ładu nie zechcą skasować dorobku historycznego kolejnych pokoleń?

Mamy chociażby przykład rewolucji bolszewickiej, która próbowała odciąć przeszłość z korzeniami. A jej główny dowódca, Włodzimierz Iljicz Lenin, cierpiał na zaawansowaną kiłę, chorobę prowadzącą do uszkodzenia układu nerwowego.

Trzeba więc badać także polityków, którzy przeszli zakażenie?
Nie wiem. Ale warto stawiać i takie pytania.

Skoro mowa o ciemnych stronach polityki -pański kolega z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, także neurochirurg, członek partii Porozumienia, były wiceminister zdrowia prof. Wojciech Maksymowicz został oskarżony przez działacza stowarzyszenia ruchu anti-choice o nieetyczne eksperymenty medyczne. Inny polityk z Porozumienia, Kamil Bortniczuk zamieścił nawet na Twitterze "Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa", w którym czytamy, że ten znany neurochirurg "zabił nieustaloną liczbę dzieci przedwcześnie urodzonych poprzez otwarcie konającym dzieciom czaszek bez znieczulenia". Jak pan odebrał te oskarżenia?
Byłem bardzo zaskoczony. Znam prof. Wojciecha Maksymowicza od ponad 30 lat. Razem robiliśmy specjalizację, razem kończyliśmy Europejską Szkołę Neurochirurgii. Zawsze prof. Maksymowicz prezentował postawę lekarską, w której dobro chorego i zasady etyczne były ściśle przestrzegane. Nigdy nie naruszał tych zasad. Pracując jeszcze w Warszawie, profesor prowadził pionierskie badania nad bólem i wszczepianiem stymulatorów przeciwbólowych. Od 13 lat pracuje na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Olsztyńskiego, gdzie pełnił funkcję prorektora. Każde jego działanie oparte było o przestrzeganie przepisów prawnych.

Czy w ogóle jest możliwe prowadzenie tego typu "eksperymentów" na polskich uczelniach?
Byłaby to sytuacja niewyobrażalna. Czytając oświadczenia osób atakujących profesora już na pierwszy rzut oka widać, że pomylili oni komórki płodowe z komórkami zarodkowymi. Badania tych drugich trwają już od wielu lat, ich kolejne klony są m.in. w szczepionce przeciwcovidowej. Leczenie uszkodzenia rdzenia za pomocą tych komórek stosuje się m.in we Wrocławiu, w klinice prof. Pawła Tabakowa.

Najnowsze informacje z regionu o zagrożeniu koronawirusem!

Skąd pobierane są komórki, leczące uszkodzenie rdzenia?
Z organów pacjenta. Najczęściej w układzie nerwowym wykorzystuje się komórki węchowe, które najłatwiej pobrać z nosa. Podobne leczenie przeprowadza się także w Olsztynie, gdzie wszczepia się komórki zarodkowe chorym z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Z 25 lat temu pojawiły się doniesienia o leczeniu za pomocą tego typu komórek, pochodzących od małp, choroby Parkinsona. Medycyna zawsze będzie balansowała na linie, gdzie po jednej stronie mamy przepaść i brak nadziei, a po drugiej nadzieję i wiarę w niesienie dobra chorym. Na świecie cały czas prowadzone są badania nad nowymi lekami onkologicznymi, przeciwzapalnymi. Powstają specjalne programy, do których chorzy się zapisują, choć jeszcze nie znamy długo i krótkoterminowych efektów ubocznych.

Trudno się dziwić pacjentom, skoro mają do wyboru trwałe kalectwo, pewną śmierć lub niepewny wynik leczenia.
Zadaniem lekarzy jest szukanie tej nadziei. Podejmujemy się prób leczenia chorych, których przypadki w każdym podręczniku są zaliczone do nierokujących poprawy.

Skąd więc oskarżenia, stawiane dziś profesorowi Maksymowiczowi?
Tego typu badania wymagają ogromnej wiedzy, stanowczości badaczy i ugruntowanej pozycji moralnej. W tych trzech dziedzinach profesor Maksymowicz osiągnął w życiu praktycznie wszystko. On nie robi tego dla uzyskania jeszcze jednego tytułu czy stanowiska. Inspiruje do pracy, na zasadach obowiązującego prawa, zespoły młodych naukowców. Prowadzi badania nad leczeniem SMA, czyli rdzeniowego zaniku mięśni, nad chorobami neurodegeneracyjnymi, które są bardzo trudne do zahamowania. Każdy postęp, przedłużający życie pacjenta w dobrym stanie, jest naszym, lekarzy i pacjentów, wspólnym sukcesem. To m.in. dzięki profesorowi Maksymowiczowi powstała w Olsztynie Klinika Budzik, zajmująca się wszechstronną rehabilitacją pacjentów w śpiączce, którym nikt nie dawał nadziei. Wyniki osiągane przez klinikę są bardzo zadowalające.

Nie obawia się pan, że kampania rozpętana wokół olsztyńskiego neurochirurga przyniesie "efekt mrożący" naukowców, szukających nowych metod ratowania ludzi?
To są zawsze trudne sytuacje. Osoby wykształcone, o ugruntowanej wiedzy muszą podjąć dyskusję z ignorantami, którzy nierzadko dla własnego interesu lub błyśnięcia w mediach stawiają nie poparte żadnymi dowodami zarzuty. I nie ponoszą przy tym żadnej odpowiedzialności za słowa lub wrzucenie na portal internetowy zniesławiających oskarżeń.

To co w takiej sytuacji mogą zrobić inni naukowcy, lekarze, ludzie wykształceni?
Musimy pokazać, że nie zgadzamy się z kłamliwą nagonką na cenionego lekarza. W piątek ukazało się stanowisko rektora Uniwersytetu Warmińsko -Mazurskiego, prof. Jerzego Przyborowskiego, potępiające atak i stwierdzające, że "że formułowane zarzuty mają pozamerytoryczne źródło i są nieprawdziwe" . W poniedziałek rada naukowa dyscypliny UW-M także przyjęła uchwałę, broniącą profesora Wojciecha Maksymowicza. To wszystko, co możemy zrobić.

FAQ - wszystko o koronawirusie i COVID-19

Co należy wiedzieć o wirusie SARS-CoV-2 i wywoływanej przez niego chorobie COVID-19? Sprawdź odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania!

Co to jest koronawirus?

Koronawirus SARS-CoV-2 to jeden z siedmiu poznanych dotąd gatunków koronawirusów ludzkich, które wywołują zakażenia układu oddechowego. Oprócz nowego koronawirusa są to także wirusy przyczyniające się do łagodniejszych infekcji sezonowych, które są odpowiedzialne za 15-30 procent zachorowań uznawanych za grypę. Nowy koronawirus jest spokrewniony z wirusami SARS-CoV i MERS, które wywołały epidemie w XXI wieku, jednak ich nasilenie nie było tak duże, jak rozmiary obecnej pandemii.

Jak wygląda koronawirus?

Koronawirus to typ wirusa, który składa się z materiału genetycznego w postaci nici RNA zamkniętej w otoczce. Na jej powierzchni posiada charakterystyczne wypustki, które przypominają koronę. W wypustkach zawarte są białka, dzięki którym wirus wnika do komórek, a po zainfekowaniu namnaża się w ich wnętrzu i rozprzestrzenia w organizmie.

Jak przenosi się koronawirus?

Koronawirus SARS-CoV-2 przenosi się poprzez wydzieliny chorego, a więc poprzez kichanie, kasłanie, mówienie, a także oddychanie. Wydostając się tą drogą z organizmu jest obecny w powietrzu, również w postaci rozpylonego aerozolu, osiada też na powierzchniach (zwłaszcza podłogach) i przedmiotach. Jest ponadto obecny w moczu i stolcu zakażonego, i z tego powodu można zarazić się nim w toalecie. Źródłem infekcji jest nie tylko wdychanie drobin zawierających wirusa, ale też dotykanie skażonych powierzchni, a następnie ust, nosa lub oczu, jak również spożywanie zanieczyszczonych nim produktów spożywczych, również mrożonych.

Kiedy skończy się pandemia koronawirusa?

Pandemia koronawirusa, czyli epidemia o zasięgu światowym, począwszy od grudnia 2019 roku przybiera jedynie na sile. Istnieją co prawda teorie, że może wygasnąć sama, gdy zarazi się 45-60 procent społeczeństwa i nie będzie już kolejnych potencjalnych ofiar. Scenariusz osiągnięcia tzw. odporności stadnej (inaczej zbiorowej) nie jest jednak potwierdzony i wiąże się z dużym odsetkiem zgonów, dlatego jedyną nadzieją na zakończenie epidemii jest wynalezienie skutecznej i bezpiecznej szczepionki, a następnie wprowadzenie masowych szczepień. Może to się udać najwcześniej w 2021 roku.

Skąd się wziął koronawirus?

Nowy koronawirus pochodzi z Chin, a za jego źródło uważa się targ rybny w mieście Wuhan w prowincji Hubei. Tak, jak wiele koronawirusów, jest to wirus odzwierzęcy, jednak do tej pory nie potwierdzono z wszelką pewnością, od jakiego gatunku zwierząt pochodzi. Naukowcy wskazują na nietoperze z rodziny podkowcowatych, jednak w grupie podejrzanych przez jakiś czas znajdowały się także łuskowce. Na początku pandemii pojawiły się ponadto przypuszczenia, że do rozwoju epidemii przyczyniły się także bezdomne psy.

Czym różni się infekcja koronawirusem od grypy?

Choć średnio co piąta infekcja grypopodobna jest spowodowana zwykłymi koronawirusami ludzkimi, jego nowy gatunek w postaci SARS-CoV-2 jest dużo bardziej niebezpieczny i u części chorych atakuje również narządy poza układem oddechowym. Prawdziwa grypa jest wywoływana przez wirusy grypy, natomiast nowy koronawirus wywołuje COVID-19. Choć mogą powodować podobne objawy, COVID-19 jest bardziej zaraźliwy od grypy i u niektórych wiąże się poważnymi powikłania. Objawy zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 zwykle rozwijają się dłużej, bo 2-14 dni, a średnio 5 dni (dla grypy to 1-4 dni), a chorzy z COVID-19 dłużej zarażają też innych. Podczas gdy istnieją skuteczne leki i szczepionki przeciw grypie, na efektywne środki przeciw COVID-19 trzeba jeszcze poczekać.

Co to jest COVID-19?

COVID-19 to oficjalna nazwa choroby wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2. Jest to wysoce zakaźna infekcja, która może powodować śmiertelne powikłania. Wciąż nie ma w pełni skutecznego leku na COVID-19 ani też przeciwdziałającej mu szczepionki, która mogłaby być podawana profilaktycznie.

Jakie choroby wywołuje koronawirus?

Koronawirus SARS-CoV-2 wywołuje chorobę nazwaną COVID-19. Najczęściej jest to zakażenie dróg oddechowych mogące skutkować zapaleniem płuc, choć u części chorych koronawirus atakuje też (jednocześnie lub osobno) układ pokarmowy. W procesie rozwoju choroby koronawirus może powodować też zmiany w układzie nerwowym, krwiotwórczym, głównych narządach (m.in. serce, nerki, wątroba), naczyniach krwionośnych i skórze. Skutkiem powikłań zakażenia mogą być stany bezpośrednio zagrażające życiu, takie jak udar mózgu, zapalenie wielonarządowe czy zespół niewydolności oddechowej (ARDS).

Ile osób umiera z powodu koronawirusa, a ile zdrowieje?

Według statystyk 99 procent zakażonych koronawirusem przechodzi infekcję łagodnie, a tylko w 1 procent przypadków ma ona przebieg ciężki lub krytyczny. Tylko 3 procent wszystkich przypadków na świecie, które uznano za zamknięte, zakończyło się śmiercią pacjenta, natomiast odsetek zgonów w Polsce to 4 procent. Odsetek pacjentów wyleczonych lub zwolnionych ze szpitala w naszym kraju wynosi więc 96 procent.

Czy zakażenie koronawirusem może nie powodować objawów?

Jest to sytuacja stosunkowo częsta, bo według badań w momencie uzyskania dodatniego wyniku testu na koronawirusa objawów nie ma 20-40 proc. zakażonych. Choć u części osób objawy mogą pojawić się pod dłuższym czasie, liczonym nawet w tygodniach, u innych nie wystąpią wcale lub będą niespecyficzne, a przez to nie zostaną uznane za oznakę zakażenia (jak to bywa w przypadku zmęczenia czy bólów głowy). Objawów infekcji najczęściej nie mają dzieci, choć po pewnym czasie może ona i tak doprowadzić do ciężkich powikłań w postaci wielonarządowego zapalenia. Osoby bezobjawowe mogą zarażać innych, choć nie z takim nasileniem, co te kaszlące i kichające.

Jakie są objawy koronawirusa?

Objawy zakażenia koronawirusem próbowano klasyfikować na różne sposoby, a obecnie obowiązuje m.in. ich podział według nasilenia COVID-19:

  1. objawy grypopodobne bez gorączki: ból głowy, utrata węchu, bóle mięśni, kaszel, ból gardła, ból w klatce piersiowej, brak gorączki.
  2. objawy grypopodobne z gorączką: ból głowy, utrata węchu, kaszel, ból gardła, chrypa, gorączka, utrata apetytu.
  3. objawy żołądkowo-jelitowe: ból głowy, utrata węchu i apetytu, biegunka, ból gardła, ból w klatce piersiowej, brak kaszlu.
  4. objawy ciężkie 1. stopnia ze zmęczeniem: ból głowy, utrata węchu, kaszel, gorączka, chrypa, ból w klatce piersiowej, zmęczenie.
  5. objawy ciężkie 2. stopnia z dezorientacją: ból głowy, utrata węchu i apetytu, kaszel, gorączka, chrypa, ból gardła, ból w klatce piersiowej, zmęczenie, dezorientacja, bóle mięśni.
  6. objawy ciężkie 3. stopnia, brzuszne i oddechowe: ból głowy, utrata węchu i apetytu, kaszel, gorączka, chrypa, ból gardła, ból w klatce piersiowej, zmęczenie, dezorientacja, bóle mięśni, spłycony oddech, biegunka, ból brzucha.

Jak można wykryć koronawirusa?

Obecność koronawirusa w organizmie stwierdza się poprzez wykrycie jego genów (nici RNA) w wydzielinie pobranej z nosogardzieli, ewentualnie ze śliny. Badaniem, które umożliwia jego identyfikację, jest tzw. reakcja łańcuchowa polimerazy z odwrotną transkrypcją RNA (RT-PCR, inaczej badanie genetyczne lub molekularne), którą mogą przeprowadzać jedynie wyspecjalizowane laboratoria. Natomiast dopuszczone od listopada badanie diagnostyczne w postaci testów immunologicznych (serologicznych) nie wykrywa koronawirusa, tylko przeciwciała wytworzone przez organizm, by móc go zwalczyć. Tym samym dodatni wynik tego testu wskazuje na infekcję aktywną lub już przebytą.

Jak chronić się przed koronawirusem?

Jedynym sposobem ochrony przed zakażeniem koronawirusem jest unikanie kontaktów z jego potencjalnymi nosicielami. Oznacza to przede wszystkim izolację domową, a w miejscach publicznych – stosowanie środków profilaktycznych takich jak dystans społeczny (1,5-2 metry odstępu między ludźmi), noszenie maseczek ochronnych zakrywających usta i nos oraz skrupulatną higienę dłoni. Zalecane jest ponadto zachowanie higieny podczas spożywania i przygotowywania posiłków, a także odpowiednia obróbka termiczna produktów pochodzenia zwierzęcego.

Jak długo trwa infekcja koronawirusem?

Czas ten zależy od nasilenia infekcji. Większość osób z łagodnymi objawami zakażenia wraca do zdrowia w ciągu 30-60 dni. Natomiast w przypadku przeważającej części pacjentów w stanie ciężkim zdrowienie trwa powyżej 60-90 dni. W przypadku utrzymywania się symptomów infekcji przez wiele tygodni mówimy o tzw. długim COVID-19. U części pacjentów zmiany w organizmie wywołane przez COVID-19 mogą być trwałe. Mogą obejmować zmniejszenie powierzchni czynnej płuc, uszkodzenia mięśnia sercowego z arytmią, niewydolność nerek, zakrzepicę żył głębokich czy stany pozapalne jelit. Ozdrowieńcy, którzy mają za sobą krytyczny przebieg choroby, mogą wymagać długotrwałej rehabilitacji i opieki zdrowotnej.

Co robić przy podejrzeniu zakażenia koronawirusem?

Podejrzewając zakażenie koronawirusem należy wykonać test w jego kierunku, który ze skierowaniem lekarskim jest bezpłatny, a bez skierowania kosztuje 350-500 zł. Jeżeli objawy infekcji występują dłużej, np. przez tydzień, można wykonać test na przeciwciała (na podobnych warunkach). Aby uzyskać skierowanie, należy umówić się na teleporadę w przychodni POZ lub za pomocą formularza dostępnego na stronie Ministerstwa Zdrowia. Wyjątkiem są dzieci do 2. roku życia, które muszą być zbadanie przez lekarza. Po wystawieniu skierowania należy udać się do punktu pobrań; osoby zmotoryzowane mogą udać się też do mobilnego punktu pobrań. W sytuacji, gdy przy infekcji pojawi się duszność, ucisk w klatce piersiowej i problemy z oddychaniem, należy wezwać karetkę lub udać się prywatnym samochodem do szpitala zakaźnego.

Co to jest osocze ozdrowieńców?

Osocze ozdrowieńców to preparat pozyskiwany z krwi osób, które wyzdrowiały z COVID-19. Zawiera ono przeciwciała anty-SARS-CoV-2, które organizm wytwarza w celu zwalczenia koronawirusa. Podawanie ich chorym na drodze transfuzji stanowi metodę leczenia, która łagodzi objawy i skraca czas trwania choroby. Osocza wciąż brakuje, dlatego o jego oddawanie apelują nie tylko lekarze, ale też rząd.

Jak leczyć infekcję koronawirusem?

Ponieważ nie istnieje całkowicie skuteczny środek zwalczający koronawirusa, a te stosowane w ciężkich przypadkach są dostępne tylko w szpitalach, COVID-19 leczy się jedynie w sposób objawowy. Oznacza to, że środki stosowane w leczeniu domowym mogą jedynie łagodzić symptomy infekcji takie jak kaszel, ból gardła, katar, gorączka, ból mięśni czy zapalenie spojówek. W tej roli sprawdzają się preparaty ogólnie dostępne bez recepty w aptekach i drogeriach, które podaje się również przy zwykłych infekcjach oddechowych. W przypadku terapii w szpitalu skuteczne jest leczenie za pomocą osocza ozdrowieńców, musi jednak być rozpoczęte w maksymalnie ciągu kilku dni od początku infekcji i zawierać odpowiednio wysoki poziom przeciwciał anty-SARS-CoV-2.

Polska szczepionka prawie gotowa

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

W PL zmarło po szczepieniach już ponad 1700 os (dane MZ ) ale cicho o tym. Pojawia się nowa.fala pseudo wiedzy, żeby naganiać ludzi do szczepień.

Zaszczepieni tracą zdolność samoistnego wygenerowania odpowiedzi immunologicznej i bez kolejnych szczepień(zmodyfikowanych) stają się nieodporni na atak wirusów...kończy sie to .smiercia... tak wynika z badań na Univ w TelAvivie!!!

Q
Qu

politycy i praca??? hahahahahahaahhahahaha

m
man

No cóż jak dostałem wylewu to neurochirurg powiedział że nic mi nie jest

a teraz patrz mgła covidowa może kolejna kasa na badania

Czemu ściana zachodnia medyków i ci z gdańska zawsze cos wymyślą

Dodaj ogłoszenie