Ma 75 lat, wygląda na 40. Słynny wokalista zdradza tajemnice - młodzieńczego wyglądu i szalonego powodzenia (video)

Iwona ROJEK [email protected]
Edward Hulewicz podczas koncertu w Kielcach zaskoczył wszystkich młodym wyglądem i znakomita formą.
Edward Hulewicz podczas koncertu w Kielcach zaskoczył wszystkich młodym wyglądem i znakomita formą.
Piosenkarz i kompozytor Edward Hulewicz, jest wykonawcą takich przebojów jak "Za zdrowie pań", "Hej baby, baby" i "Obietnice", "Serdeczne życzenia". Przed laty był najpopularniejszym piosenkarzem w Polsce, na koncertach kobiety mdlały i piszczały. Nadal ma ogromne powodzenie u pań i mimo 75 lat zachował młodzieńczy wygląd. Jak się to robi? Artysta zdradził nam swoje tajemnice.

Nadal najważniejsza jest dla Pana muzyka i śpiew?

Oczywiście. Dużo koncertuję w kraju i zagranicą. Ciągle uczę się nowych rzeczy. W swoim repertuarze mam także piosenki hip - hopowe, lubię zarówno rap jak i muzykę poważną. Ostatnio wydałem dwie nowy płyty "Rock Cafe" i "Edward Hulewicz Klasycznie". Przygotowuję utwory na kolejną.

Jakiś czas temu był Pan najpopularniejszym piosenkarzem w Polsce, na Pana koncertach kobiety
mdlały i piszczały, chyba nadal ma Pan ogromne powodzenie?

Tak, obecnie też spotykam się z wielką sympatią kobiet. Nie ukrywam, że jest to bardzo miłe.

Co Pan robi, że tak znakomicie wygląda? Panowie w podobnym wieku mają brzuszki, są ociężali, widziałam, że spoglądają na Pana z zazdrością, a Pan jak nastolatek. Świetnie tańczy, świetnie śpiewa. Widzowie przeżywają pozytywny szok.
Będę szczery i powiem, że zachowanie w miarę dobrego wyglądu trochę wysiłku mnie kosztuje. Dwa razy w tygodniu pływam na basenie, codziennie biegam, kilka razy w tygodniu ćwiczę na siłowni. Od wielu lat jestem wegetarianinem. Nie jadam mięsa, ani kiełbas, za to preferuję warzywa i owoce. Ograniczam słodycze.

A twarz, nie ma Pan ani jednej zmarszczki?
Nie wzbraniam się przed stosowaniem kosmetyków. Na wygląd duży wpływ ma styl życia i radość. A ja staram się nie stresować, robić to co sprawia mi przyjemność. Śpiewać, komponować i zajmować się moimi pasjami. Malarstwem, pisaniem wierszy, pielęgnowaniem przyjaźni.

Kogo zalicza Pan do swoich przyjaciół?
Teraz najserdeczniejsze więzi utrzymuję z Halinką Frąckowiak i Jurkiem Połomskim. Miło wspominam Katarzynę Gaertner z Waszego regionu, na jej kultowej płycie "Na szkle malowane" jest utwór w moim wykonaniu "Hej baby, baby". Mam sprawdzonych przyjaciół.

Z perspektywy czasu ocenia Pan, że co jest w życiu najistotniejsze?
Chyba robienie czegoś dla drugich, nie można żyć tylko dla siebie. Ja właśnie cały czas chciałbym sprawiać ludziom radość moimi piosenkami i występami. Spotykam się z ludźmi, lubię rozmawiać, jestem otwarty na nowe trendy i tendencje. Zawsze byłem wrażliwy na los sierot, dlatego właśnie w przeszłości ukończyłem Studium Kształcenia Wychowawców Domów Dziecka.

Żałuje Pan, że nie udało się Panu pogodzić życia estradowego z rodzinnym?
Jestem realistą i wiem, że często jest to niemożliwe, bo sztuka jest bardzo wymagająca. Jak człowiek rozwija się na scenie, to cierpi na tym rodzina. Jak poświęca się najbliższym, ciężko być artystą. Byłem tylko raz żonaty, nie wyszło i potem poświęciłem się estradzie. Zmiany w swoim życiu zacząłem od urządzenia na nowo mojego mieszkania. Dopracowałem wszystko w najmniejszym szczególe, projektowałem, robiłem boazerię, wieszałem lampy i kinkiety. Teraz mieszkam sam. Nie mam dzieci i czasami tego żałuję, ale godzę się z tym co przynosi los.

A jak radzi Pan sobie z codziennością, z gotowaniem?
Jakoś sobie to zorganizowałem. Mam panią do sprzątania, a na obiady chodzę do Domu Aktora. Nie narzekam, bo żyję bardzo aktywnie.

Z utworu "List do matki" przebija żal, że nieraz za mało serca okazujemy najbliższym, a potem, gdy odejdą jest nam z tym ciężko. Pan też tak to odczuwa?
Dokładnie tak. Bardzo kochałem moją mamę, ona chciała, żebym był bliżej niej, a ja wyjechałem z domu w młodym wieku i już do niego nie wróciłem. Cały czas byłem na walizkach. Bardzo za mną tęskniła, mogłem okazać jej więcej uczucia, bo tego potrzebowała. Za późno to zrozumiałem.

Zdolności artystyczne odziedziczył Pan po rodzicach?
Pewnie tak. Ojciec był skrzypkiem, nauczył mnie miłości do muzyki klasycznej. Mama miała piękny głos, była wszechstronnie utalentowana. Ja i siostra mieliśmy bardzo dobre dzieciństwo.

Podobno miał Pan zostać nauczycielem?
To prawda, skończyłem Wyższą Szkołę Pedagogiczną. Ale potem pociągnęło mnie w innym kierunku. Założyłem rockowy zespół Tarpany, występowałem w "Heliosach" później rozpocząłem karierę solową, nagrałem wiele przebojów. Własne utwory "Siała baba mak", "Spełnione obietnice", "Paskuda" cieszyły się ogromną popularnością. Wystąpiłem z piosenką "Rytm Carnaval" w filmie "Wodzirej" Feliks Falka. Koncertowałem w wielu krajach, do dzisiaj są tam moje Fan Cluby, kilkanaście lat występowałem za wielką wodą.

Nie tęskni Pan do Ameryki?
Absolutnie nie. W sumie występowałem tam głównie dlatego, żeby za zarobione pieniądze pojeździć po świecie. Wtedy moją wielką pasją były podróże. Teraz pojawiły się u mnie inne zainteresowania i bardzo dobrze mieszka mi się w kraju.

Co Pana relaksuje?
Najbardziej słuchanie muzyki klasycznej i malowanie. Dla poznania podstaw warsztatu zaliczyłem parę semestrów w Akademii Sztuk Pięknych. W malarstwie lubię okres renesansu. Jak mam czas to maluję obrazy, które ozdabiają mój dom i mieszkania przyjaciół. Wydałem dwa tomiki poezji "Byłem ptakiem" i " To tylko" i nadal wiele piszę. Sporo czasu poświęcam satysfakcjonującej mnie pracy społecznej w Związku Artystów Scen Polskich - jestem członkiem Zarządu Sekcji Estrady ZASP.

Jest pan artystą wielokrotnie odznaczanym, dużo było tych medali?
Wymienię może parę: Stowarzyszenie Estradowe odznaczyło mnie "Prometeuszem" - prestiżowym odznaczeniem za, cyt: "najwybitniejsze osiągnięcia w dziedzinie sztuki estradowej". Ministerstwo Kultury wręczyło mi medal za zasługi dla kultury "Gloria Artis". Związek Artystów Scen Polskich uhonorował mnie najwyższym swoim odznaczeniem "Zasłużony Członek ZASP", Polskie Nagrania wręczyły mi swoją statuetkę "Złota Muza" i wiele innych.

Ma Pan jakieś związki z Kielcami?
Dobrze, że spytała Pani o to, bo rzeczywiście mam ogromny sentyment do Kielc. Swego czasu kilkakrotnie dane mi było tu koncertować, nawet w Waszym pięknym amfiteatrze. Poza tym z wielką artystyczną satysfakcją wspominam kilkuletnią współpracę z akompaniującym mi na moich koncertach zespołem z Kielc, z jego liderem, doskonałym perkusistą Markiem Fijałkowskim.

Swego czasy piosenka "Za zdrowie pań" z dalszymi słowami szampana pijmy aż do dna panowie, była tak popularna i nadal jest, że weszła do kanonu piosenek niezbędnych przy rodzinnych uroczystościach i biesiadach. To prawda, że powstała w dość smutnych okolicznościach?
Nie będę tego ukrywał. Powstała zaraz po rozwodzie z moją jedyną żoną Danutą. To był trudny okres, wpadłem w depresję. Ułożyłem pierwsze takty w trakcie tułania się po wynajmowanych mieszkaniach. Podrzuciłem ją Jarosławowi Kukulskiemu, spodobała mu się i dopisał dalszą część. Ale zaraz jak powstała odzyskałem chęć do życia. I tę chęć mam do dziś.

Kielczanki były Panem tak oczarowane, że pytały kiedy Pan znowu przyjedzie do Kielc?
Gdy zostanę zaproszony, chętnie przyjadę.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek Majda

Peruka,okularki i proszę....,,dzidzi amoroso

G
Gość

Wspaniały piosenkarz .

Dodaj ogłoszenie