Mapy zagrożenia powodziowego blokują rozwój nadwiślańskich gmin w powiecie sandomierskim. - My zgody na te mapy nie damy- mówią samorządowcy

Klaudia Tajs
Szymon Kołacz wójt gminy Łoniów, stwierdził, że nowelizacja map powodziowych zagraża budowanemu na terenie jego gminy, jednemu z najnowocześniejszych zakładów przetwórczych. Klaudia Tajs
Ludzie przestaną się budować, o inwestorach możemy pomarzyć a nasza ziemia straci na wartości, przyjdzie nam już tylko gasić światło - alarmują włodarze nadwiślańskich gmin w powiecie sandomierskim. Wszystko z powodu map zagrożenia powodziowego i map ryzyka powodziowego, jakie w ubiegłym roku opracowało Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Zgodnie z nowelizacją na terenach zalewowych wstrzymane zostały wszystkie inwestycje.

Przekaz samorządowców z powiatu sandomierskiego jest jasny. Nie będzie domów kultury, sal gimnastycznych, nowych świetlic i remiz. Nie będzie nowych zakładów pracy i zabudowy jednorodzinnej na terenach gmin, tak najogólniej można opisać konsekwencje opracowanych w październiku ubiegłego roku przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie map zagrożenia powodziowego i map ryzyka powodziowego. Mapą objęto tereny zalewowe, na których nie wolno budować ani rozbudowywać, nawet jeśli ryzyko wystąpienia zagrożenia powodzią wynosi jeden procent.

Następstwem nowelizacji mapy terenów zalewowych przez Wody Polskie jest rozgoryczenie, oburzenie i bunt mieszkańców gmin powiatu sandomierskiego, którzy od listopada ubiegłego roku otrzymują odmowne decyzje na wybudowanie garaży, domów czy przechowalni jabłek. O konsekwencjach nowelizacji map zagrożenia powodziowego i map ryzyka powodziowego samorządowcy z Sandomierza i gmin powiatu sandomierskiego rozmawiali z przedstawicielami Wód Polskich w Zamku Królewskim w Sandomierzu.

Witold Surowiec wójt gminy Samborzec podsumował, że na terenach oznaczonych jako zalewowe, znajduje się aż jedna trzecia terenów jego gminy. Po kilku miesiącach tłumaczeń rozgoryczonym mieszkańcom, którzy spotkali się z odmową na inwestowanie na tych terenach, wójt planuje zwołać specjalną sesję, bo jak przyznał w gminie wrze.

- Pomijając brak możliwości inwestowania na terenach zagrożonych powodzią, to uznałem, że krzywdzące jest to w stosunku do ludzi, którzy już tu mieszkają - mówił wójt Surowiec. - Mamy już trzy przypadki negatywnej odpowiedzi z Wód Polskich na budowę, w tym na budowę domu i podwyższenie garażu. W gminie wrze. Ludzie są oburzeni. W Zawierzbiu chcieliśmy przykryć boisko wielofunkcyjne. Co teraz mamy likwidować szkołę, bo nie będzie mogła się rozwijać? To całkowita degradacja terenu i ludzie zaczną się wyprowadzać. Na tym spotkaniu nie uzyskałem żadnej konkretnej odpowiedzi co dalej? Przecież na tych terenach mieszkają ludzie. Oni muszą mieć możliwość inwestowania nawet na własne ryzyko - mówił wójt.

Szymon Kołacz wójt gminy Łoniów, stwierdził, że nowelizacja map powodziowych zagraża budowanemu na terenie jego gminy, jednemu z najnowocześniejszych zakładów przetwórczych. - Teraz buduje się u nas trzeci zakład przetwórczy, zainwestowano w niego do tej pory 80 milionów złotych, a dalszy rozwój może stanąć teraz pod znakiem zapytania - mówił Szymon Kołacz. - Zakład powstaje na tym miejscu, gdzie jest wskazane zagrożenie powodziowe.

Pod znakiem zapytania stoją także inwestycje w prawobrzeżnej części Sandomierza. Teren ten także znajduje się na terenach zagrożonych powodzią.

Andrzej Bolewski prezes Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego “Sandomierz” przypomniał, że nowe przepisy oznaczają degradację tej części miasta. Prezes Bolewski dodał także, że w prawobrzeżnej części miasta działa huta szkła. Rozwija się osiedle mieszkaniowe.

- Zainwestowano potężne pieniądze w zabezpieczenie tych terenów po to, aby je udostępniać i teraz wszystko będzie stało, bo nie będzie zgody na inwestowanie - pytał.

Marcin Marzec, burmistrz Sandomierza dodał, że tereny prawobrzeżnej części Sandomierza, mimo poczynionych inwestycji przeciwpowodziowych nadal traktowane są jako zalewowe. - Chcemy wreszcie pozbyć się takiego pojęcia i normalnie żyć i się rozwijać – podkreślił burmistrz.

Organizator spotkania sandomierski starosta Marcin Piwnik zapewnił, że sytuacja musi być wyjaśniona, bowiem aż sześć spośród dziewięciu gmin powiatu sandomierskiego nie ma szans na rozwój z powodu skutków regulacji ustawy Prawo Wodne.

- Dlatego my zgody na funkcjonowanie zagrożenia powodziowego i map ryzyka powodziowego w takim stanie nie dajemy - zapowiedział starosta Piwnik. - Jestem zdegustowany po tym spotkaniu, ponieważ myślałem, że dojdzie do pewnego kompromisu. Przed nami samorządowcami w tym momencie zadanie, aby upominać się o naszych mieszkańców. Uważam, że w przypadku tworzenia tych map zagrożenia powodziowego, których istnienia nikt nie podważa, ale przy ich tworzeniu doszło do nadgorliwości polskich urzędników, co często się zdarza. Dyrektywa unijna obliguje nas, ale zdrowy rozum powinien przeważyć przy tworzeniu tych map zagrożenia powodziowego.

Krzysztof Sobiecki dyrektor zarządu zlewni w Sandomierzu Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie wyjaśnił, że na spotkaniu w zamku omówione zostały zadania związane z mapami zagrożenia powodziowego i ryzyka powodziowego. - Są to dwa opracowania mapowe, których wykonanie spoczywa na nas i wynika z unijnej dyrektywy powodziowej - wyjaśniał. - Co sześć lat w cyklu planistycznym prezes Wód Polskich jest odpowiedzialny za aktualizację map. Po co te mapy powstają? Po to abyśmy mogli mieszkańcom tych terenów jak i terenów zalewowych w Polsce powiedzieć na jakich warunkach mogą funkcjonować, z jakim ryzykiem mogą się liczyć. Na tym spotkaniu chodziło nam o znalezienie odpowiedzi na pytanie jak publikacja tych map wpływa na szanse rozwoju obszaru Sandomierza, okolic i gmin. Jako przedstawiciele Wód Polskich wyjaśnialiśmy, że do rzędnych zapisanych na mapach muszą się odwoływać projektanci. Po tym jak uwzględniono realizowane inwestycje na terenie Sandomierza i całej zlewni jest duża szansa na aktualizację tych map, a więc tym samym wyznaczenia nowych zasięgów i nowych poziomów ryzyka. To spowoduje, że te warunki do zabudowy powinny być bardziej korzystne dla mieszkańców i inwestorów na tym terenie.

Podsumowując spotkanie starosta Piwnik zapowiedział, że samorządowcy będą zabiegać o spotkanie z Andrzejem Adamczykiem, ministrem infrastruktury, któremu podlega przedsiębiorstwo Wody Polskie.

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gęgary
Dajcie kazdemu gospodarstwu po milionie, i kto che emigrować i temat bedzie zalatwiony, kazdy kupi sobie dom w bezpiecznej lokalizacji a wody polskie zrobicie sobie zalew lub tak oczekiwany zasobnik wody przez pseudo polskie wody!
Dodaj ogłoszenie