„Musimy pokonać tego cholernego potwora”. Pięcioletni...

    „Musimy pokonać tego cholernego potwora”. Pięcioletni Franciszek Fiut ze Starachowic walczy z nowotworem

    Klaudia Szałas

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    „Musimy pokonać tego cholernego potwora”. Pięcioletni Franciszek Fiut ze Starachowic walczy z nowotworem
    1/6
    przejdź do galerii
    - Hepatoblastoma – pierwotny, zarodkowy, złośliwy nowotwór wątroby. Nie wiadomo z czego powstaje, ale wiadomo, że dzieci się z tym rodzą. Koszmarny 29 lipiec 2018. To w ten dzień wywróciło się nasze życie – opowiada Lucyna Fiut, mama chorego pięciolatka. To ona zauważyła, że z jej synem dzieje się coś niedobrego.
    - Zaniepokoiło mnie, że Frankowi urósł brzuch, był ciągle senny i zmęczony, a do tego schudły mu rączki i nóżki. Już na wizycie u lekarza rodzinnego usłyszałam, że takie objawy daje nowotwór – przyznaje mieszkanka Starachowic.

    Trzeba było działać szybko. Przed świętami okazało się, że konieczny jest przeszczep wątroby

    Kiedy istnieje podejrzenie nowotworu trzeba działać szybko, w przypadku Franka tak właśnie było. Chłopak trafił do szpitala w Starachowicach, potem został przetransportowany karetką do Kielc, gdzie potwierdziły się podejrzenia i już 3 sierpnia był razem z rodzicami w Centrum Zdrowia Dziecka.

    - 21 grudnia po rozmowie z lekarzem prowadzącym dowiedzieliśmy się o potrzebie przeszczepia wątroby.
    Kilka dni później odbyła się nasza rozmowa z profesorem chirurgii, z której wynikło, że całkowite przeszczepie wątroby jest jedyną szansą na pokonanie raka – mówi pani Lucyna. Wyjaśnia, że do tej pory dawcą miał zostać tata Franka, pan Waldek. Lekarze mieli pobrać od niego około 25 procent wątroby, ponieważ ten narząd odrasta. W ostatnim czasie ujawniły się jednak przeciwciała, które mogą wykluczyć tatę z bycia dawcą ale nic nie jest jeszcze przesądzone. Po prostu trzeba zrobić bardzo szczegółowe badania.

    - Przeszczep rodzinny jest znacznie korzystniejszy dla biorący. W kolejce czeka się około 4-6 miejscy, a Franek nie ma tyle czasu. Modlimy się, żeby mąż mógł być dawcą, żeby nie trzeba było szukać go wśród dalszej rodziny, albo czekać na dawcę śmiertelnego. Franek nie ma czasu na czekanie. Nowotwór może przestać reagować na chemię, co doprowadzi do przerzutów i wykluczy Frania z przeszczepu – mówi Pani Lucyna. Tata chłopca pytany o to, czy boi się operacji, odpowiada z całą stanowczością: Nie, bo niosę pomoc swojemu dziecku. Ratowanie życia i zdrowia własnego dziecka jest ważniejsze niż strach o siebie.

    Będzie potrzebna krew

    Jakiś czas temu mama Franka zaapelowała w mediach społecznościowych o krew dla synka, ponieważ wiadomo, że chłopiec będzie potrzebował jej bardzo dużo. Jak mówi, jej prośba spotkała się dużym odzewem ale krew „ma krótką datę ważności” więc apel nadal jest bardzo aktualny. Franek ma grupę 0Rh + i takiej potrzebuje, ale tak naprawdę liczy się każda oddana jednostka, bez względu na grupę. Aby krew trafiła do Frania trzeba zaznaczyć w punkcie krwiodawstwa, że oddaje się ją z przeznaczeniem dla "Franciszka Fiut z Centrum Zdrowia Dziecka oddział onkologia ". Wtedy krew będzie „zabezpieczona” na jego potrzeby, nie tylko do operacji ale też do dalszego leczenia. - Krew innej grupy na pewno się nie zmarnuje, bo jest tu wielu wspaniałych wojowników, którym jest równie potrzebna – zaznacza mama pięciolatka.

    „Franek jest odważny i śmiały. Ale to choroba tak go zmieniła”

    - W tej chwili Franek czuje się w miarę dobrze. To jest najlepszy moment na przeszczepie wątroby. Markery nowotworowe są dość niskie, a guz zredukował znacznie swoją objętość i umiejscowiony jest w dwóch segmentach. Nie ma przerzutów, co daje mu szansę na pokonanie tego cholernego potwora – mówi pani Lucyna. Przyznaje jednak, że po siódmym cyklu chemioterapii zaczynają się ujawniać u Franka skutki uboczne terapii. Bolą go nogi, głowa, zdarzają się wymioty i jadłowstręt. Po przeszczepie Franek nadal będzie przechodził chemioterapię, będzie to około trzech cykli. Mama obawia się także o to, co będzie działo się po operacji.

    - Przeszczep niesie ze sobą dalsze konsekwencje, a mianowicie podaje się leki utrzymujące przeszczepiony organ. Franek będzie musiał je brać do końca życia, przez pierwsze pół roku będzie natomiast dostawał kombinację około 7-8 leków. Z czasem ilość i dawki są zmieniane zgodnie z potrzebą – mówi mieszkanka Starchowic. Choć na razie pieniądze potrzebne na leczenie nie są ogromne to po przeszczepie Franek będzie musiał dostawać Valcyte czyli lek przeciwwirusowy, którego cena powala - to aż 924,93 złotych. Na razie nie wiadomo, ile dawek miesięcznie będzie potrzebował.

    „Franek rozumie więcej niż mogłam podejrzewać. Poznaje świat ze szpitalnego łóżka”

    Franek mimo swojej choroby jest wesołym, energicznym dzieckiem. W szpitalu "ciocie"(pielęgniarki) wołają na niego Franio. W zeszłym roku chodził do przedszkola ale choroba wykluczyła jego dalszą naukę. Mimo to chłopiec nie próżnuje, poznaje świat ze szpitalnego łóżka.

    - Szpitalne ciocie wiedzą, że jeśli Franek jest na oddziale to nuda im nie grozi. Uwielbia je przytulać, rozmawia z nimi i opowiada, jak było na przepustce – uśmiecha się pani Lucyna. Wyjaśnia, że Franek jest mądrym chłopakiem, zadaje sporo pytań szczególnie jeśli chodzi o to, co się dzieje w szpitalu. Dopytuje o leki, badania, często pyta „co to jest”?

    - Jest odważny i śmiały do ludzi, ale to choroba go tak zmieniła. Jest bystry. Kiedyś na początku naszej koszmarnej przygody, kiedy było bardzo źle, leżąc po biopsji szpiku i wątroby oraz po wszczepieniu cewnika Broviaca (do podawania leków i chemii) dostał zapalenia płuc. Leżąc przypięty do pajęczyny otaczających go kabli zapytał mnie : "Mamo dlaczego to takie niesprawiedliwe? -Ale co? – zastanawiałam się. „Że inni mają jeden kabelek, a ja aż tyle” ? wyjaśnił Franciszek i wtedy zrozumiałam, że on rozumie więc niż mogłabym podejrzewać – wspomina pani Lucyna.

    „Chciałbym wyzdrowieć i wrócić do domu”

    Franek martwi się tym, że cały czas musi leżeć w szpitalu. Złości się, że tak często źle się czuje, że "leki są niedobre i powodują, że jedzenie też jest niedobre”.

    – Z chorobą radzę sobie dobrze, bo mam zabawki. Poznaję kolegów i jest ze mną mama. Są ciekawe zajęcia na świetlicy. Walczę, żeby wyzdrowieć – mówi mały wojownik ze Starachowic. Po chwili dodaje jednak, że bardzo chciałby już wrócić do domu i po postu być zdrowy.

    Franek jest podopiecznym fundacji „Nasze dzieci”. Każdy z nas może wesprzeć go finansowo przeznaczając 1 procent podatku przy wypełnianiu zeznania podatkowego. Aby to zrobić należy wpisać numer KRS: 0000249753 z dopiskiem: Dla „Franciszek Fiut”.

    Zobacz galerię


    POLECAMY RÓWNIEŻ:



    Nie wiesz z kim pójdziesz na studniówkę? Skorzystaj z naszego generatora studniówkowego!


    Ile kosztuje wychowanie dziecka w Polsce? Jest droższe niż myślisz!



    Co nas wkurza w zimie na polskich drogach?



    Praca marzeń. 10 najlepszych ofert pracy skierowanych do Polaków




    One urodzą w 2019. Indzie nowe baby boom



    Co wiesz o prowadzeniu auta zimą? Quiz





    ZOBACZ TAKŻE: FLESZ. Przemoc w rodzinie

    Źródło:vivi24

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Wideo

    Galerie zdjęć

    Polecamy

    Miss Studniówki 2019| Zobacz finalistki!

    Miss Studniówki 2019| Zobacz finalistki!

    Mister Studniówki 2019| Zobacz finalistów!

    Mister Studniówki 2019| Zobacz finalistów!

    Miss i Mister Studniówki 2019| Głosowanie zakończone

    Miss i Mister Studniówki 2019| Głosowanie zakończone