Na religię przychodzili do niego nawet ateiści! „Woszczu”, czyli ksiądz Robert Woszczycki świętuje 20-lecie kapłaństwa (ZDJĘCIA)

Paulina Baran
Paulina Baran
- Dzisiejszy świat nie potrzebuje księdza siedzącego na „piedestale”, młodzież brzydzi się kłamstwem i nie lubi „lania wody” - 46 -letni ksiądz Robert Woszczycki właśnie świętuje 20 – lecie kapłaństwa. Duchowny przez lata pracował w Liceum imienia Jana Śniadeckiego w Kielcach i niegdyś został przez uczniów dosłownie... porwany. Poznajcie księdza na miarę XXI wieku.

Ksiądz Robert Woszczyńki pochodzi z parafii świętego Józefa w Kielcach, obecnie mieszka i pracuje w parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Pany w Busku Zdroju, jest też prefektem w I Liceum Ogólnokształcącym imienia Tadeusza Kościuszki oraz w I Niepublicznym Przedszkolu ,,Smerfuś” w Busku Zdroju.

"Nowoczesny ksiądz, otwarty na ludzi i świat, takich kapłanów Kościół potrzebuje" - takie opinie ma o księdzu młodzież. Jak to jest być nowoczesnym księdzem, co ksiądz robi, żeby Kościół szedł z duchem czasu?

Czy ja wiem, czy jestem nowoczesny? Staram się raczej być współczesny. To znaczy, odpowiadać na potrzeby obecnego czasu. Może to dziwnie zabrzmi, ale nic szczególnego nie trzeba robić. Po prostu - trzeba być jednym z tych, z którymi na co dzień się pracuje i do których jest się posłanym. Dzisiejszy świat nie potrzebuje księdza siedzącego na „piedestale”, ale kogoś, kto jest pośród nich i razem z nimi przeżywa ich życie. Oni potrzebują tak naprawdę tego by ,,być” dla nich. Poświęcenia czasu. Tam, gdzie się dzieją rzeczy tego świata, tam ksiądz powinien być obecny, to znaczy uczestniczyć w codziennym życiu - nie tylko w radościach, ale przede wszystkim w trudnych doświadczeniach drugiego człowieka. Nie jest to na pewno proste, by trzymać się zarówno nauki Kościoła, jak i umieć te zasady wprowadzić w życie, szczególnie w życie młodego człowieka. Młodzież, szukając autorytetów, potrzebuje dziś przede wszystkim autentyczności nas dorosłych, to znaczy byśmy nie grali kogoś, kim naprawdę nie jesteśmy. Oni brzydzą się kłamstwem i nie lubią tak zwanego lania wody. Trzeba im też pokazać, że jest się słabym, że się upada. Wtedy zyskuje się ich zaufanie. Wtedy nie czują się gorsi, są jednymi z tych, którzy doświadczają na swój sposób dojrzewania. Nas dorosłych często boli palec wskazujący od kiwania w ich stronę. Zamiast tego powinniśmy im pokazać otwarte ręce i serca, które mówią: ,,możesz na mnie liczyć i mam dla ciebie czas. Ze wszystkim możesz do mnie przyjść, bo cię nie przekreślę i nie potępię”.

Jest Ksiądz bardzo aktywny w internecie, w szczególności na facebooku. Czy to pomaga dotrzeć do młodych ludzi?

Skoro przed chwilą rozmawialiśmy o współczesnym świecie to warto dodać, że rzeczywiście dzisiaj obecność w social mediach jest nieunikniona. Korzystając chociażby z facebooka mogę szybciej i sprawniej przekazać informacje dotyczące naszej codziennej współpracy. Mało tego, mogę na co dzień uczestniczyć w życiu młodych, nawet jeśli są już absolwentami szkoły.
Cieszę się ich osiągnięciami, sukcesami, tym, że założyli rodziny, że sprawy i wartości dotyczące wiary oraz życia, o których rozmawialiśmy nie raz w szkole, zostały przez nich w życie wprowadzone. W sytuacjach dla nich ich trudnych mogą, a czynią to niejednokrotnie, skontaktować się ze mną, by uzyskać pomoc. Cieszę się, gdy razem z nimi uczestniczę w podejmowaniu ich życiowych decyzji typu: takie a nie inne studia, taki a nie inny partner życiowy, taka a nie inna praca. Nigdy nie przypuszczałem, że niejednokrotnie wypowiadane na katechezie czy innych spotkaniach słowa, mogą im utkwić w pamięci do tego stopnia, że później powołując się na nie, potrafią w środku nocy zadzwonić lub napisać, by otrzymać wsparcie. Dzieje się to niejednokrotnie. Tak więc „kanał”, jakim jest Facebook, ma funkcję dwukierunkową. Ja mogę przekazać im swoje myśli i porady, ale również oni mają ułatwiony dostęp do mnie. Wiem też, co u nich w życiu słychać. Zawsze, kiedy dzwonią do mnie po latach, by na przykład poprosić o udzielenie ślubu lub chrzest ich potomstwa, są zdziwieni, że nie wykasowałem ich numeru telefonu i mam ich zapisanych nawet po pseudonimami.

Sam Facebook czy Whats App jest też dla mnie ścieżką na codzienne błogosławieństwo. Otóż od pierwszego dnia pandemii wysyłałem, najpierw tylko do bliskich znajomych, codzienne błogosławieństwo z zawartą myślą na dany dzień, które umieszczone jest na osobistej lub podesłanej mi fotografii. Dziś nie jestem już w stanie powiedzieć, do ilu osób ono dociera, bo każdy, kto je ode mnie otrzyma, przesyła dalej swym znajomym i w ten to sposób trafia ono, jak już wiem, na cały świat. Miałem kiedyś nawet takie doświadczenie, że wróciło ono do mnie z drugiej półkuli świata od całkiem obcych mi osób. Ludzie przy natłoku i pędzie życia potrzebują dziś dobrego słowa, które na choć chwile potrafi ich zatrzymać. Niejednokrotnie otrzymuje informację zwrotną :,, a skąd ten ksiądz wiedział, co u mnie się dzieje? Strzał w dziesiątkę !!!” To właśnie doświadczenie Bożego Ducha, który kieruje tymi błogosławieństwami. I to wszystko dzięki wspomnianym social mediom, które jeśli dobrze są wykorzystane, mogą nieść wiele dobra i są pomocne w duszpasterstwie.

Na facebooku ma ksiądz ksywę "Woszczu". Czy ludzie faktycznie się tak do księdza zwracają?

To nie tylko facebookowy pseudonim. Tak rzeczywiście zwraca się do mnie wielu ludzi i wcale nie jest to dla mnie umniejszające, ani nie jest spoufaleniem, czy też brakiem szacunku, że ktoś tak zwraca się do księdza. Wręcz przeciwnie, świadczy to o dobrych relacjach z drugim człowiekiem. Dla mnie osobiście jest to niezmiernie miłe, kiedy ktoś się tak do mnie zwraca, czy to parafianin czy uczeń, czy znajomy. Nota bene sam świętej pamięci Biskup Kazimierz Ryczan korzystał z tego pseudonimu czy obecny Ksiądz Biskup Ordynariusz również posługuje się tym zwrotem: ,,ksiądz Woszczu”, co jest niezmiernie dla mnie miłe i sympatyczne. Nawet od tego pseudonimu jest nazywany mój samochód (Woszczowóz).

Właśnie mija 20 lat od czasu, kiedy przyjął ksiądz święcenia. Jakie wydarzenia z tego czasu najbardziej zapadły księdzu w pamięć?

Może dwadzieścia lat to nie jest szmat czasu, ale przez intensywność wydarzeń w tym okresie mogę naprawdę stwierdzić, że to piękny okres mojego życia. Kiedy pracuje się z młodymi ludźmi i tyloma wspólnotami na parafiach trudno jest powiedzieć o jakichś ważniejszych wydarzeniach, które mogły mi zapaść w pamięci, bo naprawdę było ich wiele i mogę nawet stwierdzić, że każdy dzień przynosił coś nowego i ekscytującego. Kiedy się pracuje z młodym człowiekiem można spodziewać się wszystkiego. Na pewno do fajnych wydarzeń należy obchodzona co roku wigilia dla absolwentów kieleckiego,,Śniadka”, organizowana przeze mnie w tej parafii, w której obecnie pracuje. Po latach, moi byli uczniowie przybywają już ze swoimi narzeczonymi, małżonkami, a nawet dziećmi. Do tradycji należą również moje urodziny, które organizują mi absolwenci. Do pamiętnych należą moje te, kiedy skończyłem 36 lat. Zostałem wtedy potajemnie porwany. I wcale to nie był żart. Otóż w tym dniu zostałem zaproszony przez jedną z nauczycielek „Śniadka” na urodzinową kolację (jak się później okazało, była w zmowie z ,,porywaczami”). W drodze do restauracji zostałem zaatakowany przez czterech zamaskowanych, uzbrojonych mężczyzn, którzy związali mnie i wrzucili do bagażnika samochodu, po czym z workiem na głowie zostałem przewieziony w nieznane mi miejsce i wyciągnięty z samochodu. Zostałem wprowadzony do jakiego budynku. Kiedy znaleźliśmy się w środku, zdjęto mi worek i ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłem pięćdziesiąt roześmianych twarzy – jak się okazało dobrze mi znanych absolwentów ,,Śniadka”. Wręczyli mi tort i gremialnie odśpiewali sto lat. Proszę sobie wyobrazić moją reakcję, gdyż jeszcze przed chwilą byłem cały zestresowany porwaniem, a za chwilę zobaczyłem wokół siebie grono przyjaciół. Usłyszałem w tym momencie nasze rozpoznawcze zawołanie ,,całe życie z wariatami”. Piękne chwile to również taniec ,,Belgijki” na hali sportowej każdego trzynastego dnia miesiąca w śniadkowych koszulkach, które wprowadziłem do szkoły. No i kolejna niespodzianka, kiedy to na me urodziny cała szkoła zatańczyła ,,Belgijkę’’, co było moim marzeniem.

Czy kiedykolwiek żałował ksiądz decyzji o niezakładaniu rodziny i wstąpieniu w stan duchowny? Co jest najfajniejszego w byciu księdzem?

Mimo różnych sytuacji i doświadczeń stwierdzam, że może były kryzysy, ale nigdy nie żałowałem nawet przez chwilę tego, że jestem kapłanem. Nie wyobrażam sobie innej historii w swym życiu jak kapłaństwo. To, że jestem księdzem pozwala mi realizować swoje życie będąc dla drugiego, jak również czerpię z innych siły dla siebie.

Jest ksiądz także nauczycielem, podobno - najlepszym z najlepszych. Jak ksiądz nawiązuje tak świetny kontakt z młodzieżą? W ilu szkołach do tej pory uczył ksiądz religii?

To bardzo zobowiązujące określenie być najlepszym z najlepszych. Myślę, że każdy stara się robić jak najlepiej. Tak jak powiedziałem wcześniej, młodzi potrzebują dziś naszej autentyczności. Zawsze staram się być jednym z nich i uczestniczyć w ich codziennym życiu. Nie być tylko dla nich nauczycielem, ale także towarzyszem, bratem, a czasem nawet i ojcem. Tak się jakoś złożyło, że przez te dwadzieścia lat w większości pracowałem w szkole średniej, w kieleckim „Śniadku” jako stały prefekt, później w technikum w Miechowie i obecnie w buskim liceum. Miałem też epizody w gimnazjum w Woli Jachowej, jak również w Miechowie. Za super radosne doświadczenie uważam też obecną pracę w przedszkolu „Smerfuś” w Busku Zdroju. Nigdy przez ten czas nie miałem problemu, by znaleźć wspólny język z młodzieżą. Wręcz przeciwnie. Dowodem na to chociażby było to, że na religie w kieleckim ,,Śniadku” chodzili nie tylko katolicy, ale też innowiercy czy zdeklarowani ateiści. To były bardzo budujące katechezy. Zawsze lgnęliśmy do siebie. Oni, jak wierzę umacniali się przy mnie dobrym słowem, a ja przy nich doświadczałem potrzeby bycia dla kogoś. Przez wiele w życiu razem przechodziliśmy. Ponieważ w szkole średniej przede wszystkim miałem do czynienia z maturzystami, mogłem organizować dla nich rekolekcji w Skorzeszycach. Miło wspominam ten czas, kiedy to spośród dziewięciu klas ,,Śniadka” niemal 100 procent było ich uczestnikami. Jak to mówili potem : ,,jechaliśmy na trzy dni ,,biby”, a wracaliśmy wyspowiadani i pełni nadziei, że Kościół jest też dla nas młodych i grzesznych, nigdy nie jesteśmy przez Pana Boga odrzuceni”. Ci młodzi ludzie to tylko pogubione owieczki, które, jeśli się je zauważy, naprawdę mogą się stać pięknymi ludźmi.

Jak ksiądz podsumowałby te dwadzieścia lat kapłaństwa?

Te dwadzieścia lat to nie tylko wspaniała przygoda, ale też historia wielu ludzi, wydarzeń i doświadczeń. Poznałem wspaniałych ludzi, którzy wiele wnieśli w moje życie i pozwolili mi uwierzyć w drugiego człowieka. Pan Bóg, dając mi powołanie, obdarzył mnie wielką łaską bycia dla drugiego człowieka. Czuję się naprawdę zrealizowany w swym życiu.

Nie lekceważ migreny. To może być niebezpieczne!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie