Polska jak w 1985 wygrała w Tiranie 1:0. Agresywni chuligani z Kosowa [WIDEO]

Jaromir Kruk
W 1985 roku Albańczycy mieli szanse na drugie miejsce w grupie eliminacji Mistrzostw Świata, premiowane barażami. Musieli pokonać Polskę co wydawało się realne do osiągnięcia, bo parę miesięcy wcześniej ograli mocnych Belgów 2:0. Biało-czerwonym wygraną 1:0 dało trafienie Zbigniewa Bońka, który do Tirany przyleciał awionetką Juventusu po finale Pucharu Europy z Liverpoolem.

Teraz też naszą reprezentację spotkało wrogie przyjęcie, choć już na pięknym obiekcie Arena Kombetare, gdzie dojdzie do premierowego finału Ligi Konferencji UEFA. Wygwizdano polski hymn, a po golu Karola Świderskiego na naszych piłkarzy posypały się butelki i różne przedmioty.

– Taka sytuacja nie powinna się zdarzyć. Atmosfera na stadionie była wspaniała, cały obiekt huczał, ale z tym rzucaniem butelkami, zapalniczkami, telefonami to była przesada. Na pewno Albania poniesie za to karę. Dobrze, że spotkanie zostało dokończone, ale podopiecznym Edoardo Reji brakowało pomysłu, zostali wybici z rytmu – mówi Łukasz Ciona z vloga „Cioną Po Oczach”, szef działu sportowego w TVP3 Katowice. Polacy byli nastawieni na ciężki bój i wygrali go w wyrafinowany sposób. Naszą kadrę wspierało około dwóch tysięcy kibiców. Niektórych przed meczem na ulicach Tirany atakowali miejscowi, a także przybysze z Kosowa, głównie chuligani z Prisztiny. Oni nie mogą wybaczyć Polakom, że wspierają Serbów, których nienawidzą. Albania traktuje Kosowo jako swój drugi kraj, co nie może dziwić. 92 procent mieszkańców Kosowa - terytorium spornego, prawdziwej politycznej beczki prochu to Albańczycy, a jednym a najważniejszych symboli to piłkarska kadra. 12 października nie był jednak udany dla albańskiej społeczności, bo nie dość, że Albania uległa Polsce to Kosowo przegrało z Gruzją. A Polacy, w tym kibice m.in. z Kielc, Tarnobrzega, Stalowej Woli, Radomia wracali do kraju szczęśliwi i bogatsi o trzy punkty.

Wideo

Dodaj ogłoszenie